21.05.2023, 17:46 ✶
Słuchała wszystkiego z uwagą, próbując jednocześnie to wszystko przeanalizować i poprzesuwać w głowie na odpowiednie miejsca. Wspomniane przypadki śmierci w istocie brzmiały jak coś, co mogło być czymś podobnym, jednakże równie dobrze właściwą przyczyną śmierci było coś zgoła innego. Czasem się – podobno – zdarzało, umrzeć ot tak. Albo właśnie choroba czy wiek – to też swoje robiło. Uduszenie to już inna sprawa, ale wciąż – niekoniecznie sprawcą musiał być morderca ze snów. Włamywacz, który natknął się na właściciela-świadka niecnych poczynań. Może miała partnera, współlokatora, z którym się przeokrutnie pokłóciła? Może stanęła komuś zbyt mocno na odcisk. Może.
Palcem po wodzie pisane, niemniej wrzucenie tych przypadków do szufladki „nieistotne i do zapomnienia” mogło na dłuższą metę odbić się czkawką. Na tym etapie wolała nie odrzucać możliwych ewentualności, podobnie jak możliwych opcji, z powodu których ich sny wiązały się ze sobą. Co oczywiście pociągało za sobą kolejne pytania… bo jeśli próbował pochwycić ich trójkę – dlaczego? Wydzierali umarłym tajemnice, lecz były tak stare, że… czy komuś mogło zależeć na ich ukryciu? A jeśli to zemsta? Wtedy Ulysses trochę tu nie pasował, a może wręcz przeciwnie – pasował aż za dobrze, ze względu na relację łączącą go z Cathalem. „Nici powiązań”? Też to nie brzmiało znowu tak bardzo nieprawdopodobnie, tylko znów, czy te łączące całą tę trójkę były wystarczająco silne…?
- Biorąc pod uwagę, że od lat praktycznie nie ma mnie w Brytanii, nie licząc krótkich przerw, jakoś nie przychodzi mi na myśl nikt, z kim miałabym na pieńku. Pomijając… ale to już sam wiesz najlepiej – skwitowała, odwołując się – rzecz jasna – do wydarzeń, których oboje byli uczestnikami. Dawno i nieprawda, chciałoby się rzec, jednakże pamięć o nich nadal kładła się cieniem. A ci, którzy musieli pochować zmarłych bynajmniej nie musieli darzyć Crouch i Shafiqa ciepłymi uczuciami – Ewentualnie moja rodzina stanęła komuś na odcisk, zwłaszcza że sędziów nie brakuje – dodała jeszcze, bez większego przekonania.
- Koło południa wyszłam z domu – przeszła do wydarzeń z tamtego dnia, nie wgłębiając się, co działo się wcześniej – najwyraźniej nie uznała za istotne, kiedy dokładnie zwlokła się z łóżka, jak długo trwał kawowy rytuał i poranne ablucje. Prawdziwe „mięso” kryło się gdzie indziej – Początkowo nie działo się nic, ale jak wyszłam z „Esów i Floresów”, to już miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Ale nic nie zauważyłam. Zerknęłam też do zielarskiego i Scribbulusa, za każdym razem, gdy wchodziłam do środka, to wrażenie znikało, ale gdy tylko wychodziłam... – skrzywiła się nieco, z niesmakiem wręcz. To frustrujące – czuć coś, a nie móc dostrzec, o co tak naprawdę chodzi – Aportowałam się potem do domu. I niby wszystko w porządku, a jednak pod wieczór nie mogłam się pozbyć wrażenia, że ktoś jest za bramą. Tyle że naprawdę nikogo nie było widać, nie licząc zwykłych przechodniów – podsumowała. I chyba raczej by zauważyła, gdyby jakiś konkretny przechodzień ciągle chodził w tę i we wtę, nieprawdaż? Przy założeniu, że stała przez dłuższą chwilę w oknie, ewentualnie oddelegowała skrzata do tego zadania.
- Jeśli Cal byłby celem, to dlaczego nie zaczął od niego? – zmarszczyła brwi, zerkając na Ulyssesa. To by raczej oszczędziło – w opinii Lety – wszelkich podchodów. Oraz uprzedzenia ofiary o swoim modus operandi i że sen może nie być tylko snem.
Palcem po wodzie pisane, niemniej wrzucenie tych przypadków do szufladki „nieistotne i do zapomnienia” mogło na dłuższą metę odbić się czkawką. Na tym etapie wolała nie odrzucać możliwych ewentualności, podobnie jak możliwych opcji, z powodu których ich sny wiązały się ze sobą. Co oczywiście pociągało za sobą kolejne pytania… bo jeśli próbował pochwycić ich trójkę – dlaczego? Wydzierali umarłym tajemnice, lecz były tak stare, że… czy komuś mogło zależeć na ich ukryciu? A jeśli to zemsta? Wtedy Ulysses trochę tu nie pasował, a może wręcz przeciwnie – pasował aż za dobrze, ze względu na relację łączącą go z Cathalem. „Nici powiązań”? Też to nie brzmiało znowu tak bardzo nieprawdopodobnie, tylko znów, czy te łączące całą tę trójkę były wystarczająco silne…?
- Biorąc pod uwagę, że od lat praktycznie nie ma mnie w Brytanii, nie licząc krótkich przerw, jakoś nie przychodzi mi na myśl nikt, z kim miałabym na pieńku. Pomijając… ale to już sam wiesz najlepiej – skwitowała, odwołując się – rzecz jasna – do wydarzeń, których oboje byli uczestnikami. Dawno i nieprawda, chciałoby się rzec, jednakże pamięć o nich nadal kładła się cieniem. A ci, którzy musieli pochować zmarłych bynajmniej nie musieli darzyć Crouch i Shafiqa ciepłymi uczuciami – Ewentualnie moja rodzina stanęła komuś na odcisk, zwłaszcza że sędziów nie brakuje – dodała jeszcze, bez większego przekonania.
- Koło południa wyszłam z domu – przeszła do wydarzeń z tamtego dnia, nie wgłębiając się, co działo się wcześniej – najwyraźniej nie uznała za istotne, kiedy dokładnie zwlokła się z łóżka, jak długo trwał kawowy rytuał i poranne ablucje. Prawdziwe „mięso” kryło się gdzie indziej – Początkowo nie działo się nic, ale jak wyszłam z „Esów i Floresów”, to już miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Ale nic nie zauważyłam. Zerknęłam też do zielarskiego i Scribbulusa, za każdym razem, gdy wchodziłam do środka, to wrażenie znikało, ale gdy tylko wychodziłam... – skrzywiła się nieco, z niesmakiem wręcz. To frustrujące – czuć coś, a nie móc dostrzec, o co tak naprawdę chodzi – Aportowałam się potem do domu. I niby wszystko w porządku, a jednak pod wieczór nie mogłam się pozbyć wrażenia, że ktoś jest za bramą. Tyle że naprawdę nikogo nie było widać, nie licząc zwykłych przechodniów – podsumowała. I chyba raczej by zauważyła, gdyby jakiś konkretny przechodzień ciągle chodził w tę i we wtę, nieprawdaż? Przy założeniu, że stała przez dłuższą chwilę w oknie, ewentualnie oddelegowała skrzata do tego zadania.
- Jeśli Cal byłby celem, to dlaczego nie zaczął od niego? – zmarszczyła brwi, zerkając na Ulyssesa. To by raczej oszczędziło – w opinii Lety – wszelkich podchodów. Oraz uprzedzenia ofiary o swoim modus operandi i że sen może nie być tylko snem.