Gdy dziewczyna zaczęła się plątać w swoich wypowiedziach uśmiechnąłem się delikatnie. Była przesłodka, ale wtedy do moich uszu dotarły głosy innych ludzi. Uniosłem brwi zaskoczony, a więc to dlatego tak dziwnie się zachowuje. Była naprawdę dziwną osobą i zaczynała mnie jeszcze bardziej fascynować. Westchnąłem ciężko, gdy nie dała mi dość do słowa i zaczęła się oddalać dosyć szybko oraz chaotycznie. Poprosiłem Bella, aby mnie zaprowadził w miejsce, do którego zmierzała ta nieszczęsna, kolorowa dusza. W końcu złapałem ją jak stała na końcu ślepego korytarza i nie wiedziała dokąd pójść.
— Panienko – odezwałem się w sposób neutralny. W końcu nie wiedziałem jak się nazywa. Była bardzo tajemnicza. – Nie stresuj się, dla mnie nie ma znaczenia to jak wyglądasz, – zbliżyłem się do niej powoli, ostrożnie, jakbym chciał oswajać co najmniej dzikiego liska – ponieważ jestem ślepy. Nie obchodzą mnie komentarze innych ludzi i ciebie również nie powinny. Zgubiłaś swoje rzeczy, poprosiłaś o pomoc i chcę ci pomóc. Nie uciekaj i nie chowaj się. Jeśli nie chcesz podać mi swojego adresu rozumiem, ale chociaż się przedstaw. Jestem Dellian Ollivander, pracuję w Brygadzie jako klątwołamacz. – uśmiechnąłem się delikatnie mając nadzieję, że zdenerwowanie opuści ją i w końcu się uspokoi. – O jedenastej zaczynam przerwę, więc jeśli masz czas i ochotę możemy razem zjeść lunch w jakiejś kawiarni. – zaproponowałem. – Nie mam złych zamiarów. – dodałem jeszcze. – porozmawiamy, opowiesz mi skąd pochodzisz, ponieważ słyszę, że masz bardzo ciekawy akcent. – próbowałem ją do siebie przekonać i chyba byłem faktycznie żałosny.