21.05.2023, 21:59 ✶
- Być może. Człowiek zwykle nie wierzy, dopóki nie zobaczy na własne oczy. - mógł mieć rację, mogłaby zmienić zdanie i zmienić swoje podejście do kwestii wyborów w życiu oraz tego, na co miałyby wpływ lub nie. Może nawet przestałaby sądzić, że ludzie są zwykle słabi i zbyt łatwo się poddają, nie umiejąc wyciągnąć wniosków ze swoich działań lub swoich porażek. Na pewno nie spoglądała na to z tak szerokiej perspektywy, co on, bo zwyczajnie, nigdy nie była takich skrajnych wyborów świadkiem. Ojciec zwykle trzymał ją dość mocno pod kloszem i do tego krótko, nie chcąc, aby coś Cynthię popsuło.
Nigdy nie była dobra w uzewnętrznianiu się, nawet gdyby chciała, to zwyczajnie nie potrafiła. Kwestie związane z matką oraz uzdrawianiem były dla niej w jakiś sposób tak intymne i prywatne, że nawet Castiel nie miał o tym pojęcia. Wierzyła przecież, że wypowiadanie takich rzeczy na głos, zdradzanie swoich słabości, oddawało komuś kontrolę, a ona uwielbiała trzymać ją w dłoniach. Wiedziała jednak, że Cathal był na tyle inteligentnym i bystrym mężczyzną, że coś na pewno zdążył już na jej temat wywnioskować, dostrzegając drobne rzeczy pomiędzy przysłowiowymi wierszami.
Wbiła w niego spojrzenie, gdy mówił. Jego twarz malowała się dość łagodnie w półmroku starego grobowca. - Prawdopodobnie tak. Kojarzysz mi się z wolnym duchem, jeśli miałabym się nad tym zastanowić. Gdybyś miał wybrać swoje ulubione miejsce ze wszystkich, w których byłeś, gdzie by to było?
Ona sama nie miała zbyt wielu okazji do podróży i wciąż były miejsca, które chętnie by odwiedziła, jednak na razie priorytetem była jej kariera. Pracę przy trupach też można było nazwać odrobinę monotonną, ale wciąż była na etapie fascynacji, mając nadzieję, że zostanie tak jak najdłużej. Na jego słowa wargi nieco jej drgnęły w zadziornym, może nawet figlarnym uśmiechu. - Jeszcze uwierzę, że Ty nie myślisz.
Spędzała z nim ostatnio naprawdę sporo czasu, a wciąż znajdowała nowe rzeczy i nowe elementy Shafiqowej układanki. Odbijanie piłeczki też było elementem badania gruntu. - Mam więc nadzieję, że jeśli takowe znajdziesz, będziesz o mnie pamiętał. Doświadczenia z Tobą nowych rzeczy bywa uzależniające, tylko nie zdecydowałam jeszcze, czy bezpieczne.
Odpowiedziała jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, co wprawiło jasne pasma włosów w ruch. Nim odwróciła błękitne tęczówki od jego twarzy, pozwoliła sobie po niej raz jeszcze przesunąć, tak dla zaczepki, może odrobiny prowokacji oraz flirtu.
Nie miała w sumie pojęcia, jak wiele przygotować wymagał taki seans oraz jakie mógł nieść ze sobą dla Jamila konsekwencję. Czy duchy mogły go opętać? Była pewna, że jeśli dojdzie do ich kolejnego spotkania przy takowym wydarzeniu, będzie miała dla blondyna kilka przygotowanych pytań.
- Pszczoły są dość szlachetne, a ludzi takich niewiele zostało. Nie wspominając już o wychodzeniu poza schemat myślenia narzuconego przez społeczeństwo, którego zdaniem lepiej być kruchym oraz pięknym motylem, który w umyśle zostanie dłużej, niż taka pszczółka. Ten wybór dobrze o Tobie świadczy. - wyjaśniła swój punkt widzenia, odrobinę chyba zaskoczona słowotokiem, w który wpadła. Łatwo pozwiązywała takie rzeczy, a do tego w Nowym Orleanie owady były dobrymi składnikami eliksirów, maści lub innych środków, które przygotowywały wiedźmy. Sporo się na ten temat nasłuchała. Przez myśl jej przeszło również, że te żólto-czarne maleństwa były też bardzo pracowite, zupełnie jak stojący obo Archeolog. Nie było nic złego w jego "nienormalnym" myśleniu, wręcz przeciwnie. Nie czułaby się dobrze w towarzystwie kogoś, kto nie umiał wnieść sobą powiewu świeżości.
Z uniesioną różdżką przesuwała spojrzeniem po pomieszczeniu krypty, próbując dostrzec brakujące motyle. Trochę tak, jak przy sekcjach — skupiona i milcząca, tylko tego gruntu w przeciwieństwie do ludzkiego ciała nie znała zupełnie. Pnącza gęsto obrosły ściany, niektóre mamiły wzrok ruchem i zmianą położenia. Cathal na pewno wiedział, gdzie były, ale to miała być jej nagroda, której na dobrą sprawę jeszcze nie wymyśliła. Nie lubiła też się poddawać, nawet jeśli zlokalizowanie owadów zajmie jej więcej czasu, niż pierwotnie zakładała. Błękitne tęczówki pierwszego wypatrzyły względnie szybko przez nagły błysk. Nie chciała tu niczego podpalać, więc świecąc sobie za pomocą lumos, wysunęła dłonie i palcami odgarnęła chłodne pnącza, uwalniając chyba rozradowanego z tego faktu robaczka, który dość szybko znalazł drogę do swojego miejsca, gdzie zastygł w bezruchu. Problemem był drugi. Zwilżyła usta, wydając z siebie mruknięcie zastanowienia na jego słowa, a po pomieszczeniu rozległ się stukot obcasów. - Niech mnie Pan czymś zaskoczy, Panie Shafiq. Jest Pan w tym zaskakująco utalentowany. - przechodząc obok, posłała mu niewinne, dziewczęce spojrzenie oraz uśmiech, widocznie zachęcona jego rozbawieniem. Randka z duchem i tak już była w planach, musiał być bardziej kreatywny, a ona wciąż musiała znaleźć drugiego motyla. - Prawie jak w archeologii. Bez podpowiedzi, znajdę go. - dodała jeszcze, zatrzymując się i raz jeszcze rozglądając dookoła, próbowała znaleźć odpowiednie miejsce, które mogłoby być miejscem ukrycia trzeciego klucza. Dostarczyła krewnym zabawy ta czarownica, naprawdę. W końcu Cynthia spojrzała w górę, dostrzegając błysk po minucie lub dwóch. Jak mogłaby go zachęcić, żeby tu przyleciał? Accio? A może wspiąć się po tych pnączach i złapać go w rękę? To drugie nie wydawało się dobrym pomysłem, zważywszy na jej brak doświadczenia w tego typu ćwiczeniach. Oparła dłoń na biodrze, gdy stanęła obok niego, odwracając wzrok i mierząc go wzrokiem, jakby oceniała jego wzrost.
Nigdy nie była dobra w uzewnętrznianiu się, nawet gdyby chciała, to zwyczajnie nie potrafiła. Kwestie związane z matką oraz uzdrawianiem były dla niej w jakiś sposób tak intymne i prywatne, że nawet Castiel nie miał o tym pojęcia. Wierzyła przecież, że wypowiadanie takich rzeczy na głos, zdradzanie swoich słabości, oddawało komuś kontrolę, a ona uwielbiała trzymać ją w dłoniach. Wiedziała jednak, że Cathal był na tyle inteligentnym i bystrym mężczyzną, że coś na pewno zdążył już na jej temat wywnioskować, dostrzegając drobne rzeczy pomiędzy przysłowiowymi wierszami.
Wbiła w niego spojrzenie, gdy mówił. Jego twarz malowała się dość łagodnie w półmroku starego grobowca. - Prawdopodobnie tak. Kojarzysz mi się z wolnym duchem, jeśli miałabym się nad tym zastanowić. Gdybyś miał wybrać swoje ulubione miejsce ze wszystkich, w których byłeś, gdzie by to było?
Ona sama nie miała zbyt wielu okazji do podróży i wciąż były miejsca, które chętnie by odwiedziła, jednak na razie priorytetem była jej kariera. Pracę przy trupach też można było nazwać odrobinę monotonną, ale wciąż była na etapie fascynacji, mając nadzieję, że zostanie tak jak najdłużej. Na jego słowa wargi nieco jej drgnęły w zadziornym, może nawet figlarnym uśmiechu. - Jeszcze uwierzę, że Ty nie myślisz.
Spędzała z nim ostatnio naprawdę sporo czasu, a wciąż znajdowała nowe rzeczy i nowe elementy Shafiqowej układanki. Odbijanie piłeczki też było elementem badania gruntu. - Mam więc nadzieję, że jeśli takowe znajdziesz, będziesz o mnie pamiętał. Doświadczenia z Tobą nowych rzeczy bywa uzależniające, tylko nie zdecydowałam jeszcze, czy bezpieczne.
Odpowiedziała jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, co wprawiło jasne pasma włosów w ruch. Nim odwróciła błękitne tęczówki od jego twarzy, pozwoliła sobie po niej raz jeszcze przesunąć, tak dla zaczepki, może odrobiny prowokacji oraz flirtu.
Nie miała w sumie pojęcia, jak wiele przygotować wymagał taki seans oraz jakie mógł nieść ze sobą dla Jamila konsekwencję. Czy duchy mogły go opętać? Była pewna, że jeśli dojdzie do ich kolejnego spotkania przy takowym wydarzeniu, będzie miała dla blondyna kilka przygotowanych pytań.
- Pszczoły są dość szlachetne, a ludzi takich niewiele zostało. Nie wspominając już o wychodzeniu poza schemat myślenia narzuconego przez społeczeństwo, którego zdaniem lepiej być kruchym oraz pięknym motylem, który w umyśle zostanie dłużej, niż taka pszczółka. Ten wybór dobrze o Tobie świadczy. - wyjaśniła swój punkt widzenia, odrobinę chyba zaskoczona słowotokiem, w który wpadła. Łatwo pozwiązywała takie rzeczy, a do tego w Nowym Orleanie owady były dobrymi składnikami eliksirów, maści lub innych środków, które przygotowywały wiedźmy. Sporo się na ten temat nasłuchała. Przez myśl jej przeszło również, że te żólto-czarne maleństwa były też bardzo pracowite, zupełnie jak stojący obo Archeolog. Nie było nic złego w jego "nienormalnym" myśleniu, wręcz przeciwnie. Nie czułaby się dobrze w towarzystwie kogoś, kto nie umiał wnieść sobą powiewu świeżości.
Z uniesioną różdżką przesuwała spojrzeniem po pomieszczeniu krypty, próbując dostrzec brakujące motyle. Trochę tak, jak przy sekcjach — skupiona i milcząca, tylko tego gruntu w przeciwieństwie do ludzkiego ciała nie znała zupełnie. Pnącza gęsto obrosły ściany, niektóre mamiły wzrok ruchem i zmianą położenia. Cathal na pewno wiedział, gdzie były, ale to miała być jej nagroda, której na dobrą sprawę jeszcze nie wymyśliła. Nie lubiła też się poddawać, nawet jeśli zlokalizowanie owadów zajmie jej więcej czasu, niż pierwotnie zakładała. Błękitne tęczówki pierwszego wypatrzyły względnie szybko przez nagły błysk. Nie chciała tu niczego podpalać, więc świecąc sobie za pomocą lumos, wysunęła dłonie i palcami odgarnęła chłodne pnącza, uwalniając chyba rozradowanego z tego faktu robaczka, który dość szybko znalazł drogę do swojego miejsca, gdzie zastygł w bezruchu. Problemem był drugi. Zwilżyła usta, wydając z siebie mruknięcie zastanowienia na jego słowa, a po pomieszczeniu rozległ się stukot obcasów. - Niech mnie Pan czymś zaskoczy, Panie Shafiq. Jest Pan w tym zaskakująco utalentowany. - przechodząc obok, posłała mu niewinne, dziewczęce spojrzenie oraz uśmiech, widocznie zachęcona jego rozbawieniem. Randka z duchem i tak już była w planach, musiał być bardziej kreatywny, a ona wciąż musiała znaleźć drugiego motyla. - Prawie jak w archeologii. Bez podpowiedzi, znajdę go. - dodała jeszcze, zatrzymując się i raz jeszcze rozglądając dookoła, próbowała znaleźć odpowiednie miejsce, które mogłoby być miejscem ukrycia trzeciego klucza. Dostarczyła krewnym zabawy ta czarownica, naprawdę. W końcu Cynthia spojrzała w górę, dostrzegając błysk po minucie lub dwóch. Jak mogłaby go zachęcić, żeby tu przyleciał? Accio? A może wspiąć się po tych pnączach i złapać go w rękę? To drugie nie wydawało się dobrym pomysłem, zważywszy na jej brak doświadczenia w tego typu ćwiczeniach. Oparła dłoń na biodrze, gdy stanęła obok niego, odwracając wzrok i mierząc go wzrokiem, jakby oceniała jego wzrost.