21.05.2023, 22:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2023, 00:21 przez Cynthia Flint.)
Brew jej minimalnie drgnęła, ale twarz nie zdradziła rozbawienia, nie zdradziła też zaskoczenia jego reakcją, którą sam zresztą próbował ukryć. Czyżby jednak prosektorium nie było szczytem jego marzeń powiązanych z karierą oraz z przyszłością? Nie wpadła jednak na to, że mógł uznać kostnicę za miejsce powiązane z prawem czarodziejów, chociaż w pewnym stopniu sekcje pomagały je egzekwować, wskazując potencjalne metody oraz narzędzia zbrodni, co miało wpływ na całe śledztwo, a później toczącą się sprawę. Ministerstwo nie działało sprawnie, pogrążone było w wewnętrznym chaosie i podejrzeniach, ale gdyby znalazła się odpowiednia jednostka w odpowiednim miejscu, która umiała pociągać za sznurki i zachęcać ludzi do pracy, mogło być zaskakująco skutecznym mechanizmem.
Prowadzenie gier towarzyskich było znacznie zabawniejsze, jeśli ktoś był w stanie je dostrzec, a już w ogóle — próbować w nich uczestniczyć. Nudne, oklepane konwersacje były męczące, ciągle takie same.
- Oh, zaskakujące. Jestem przekonana, że gdybyś się trochę postarał, dostałbyś się na staż. Ostatnio mamy dużo pracy w związku z tym, co dzieje się pod wpływem narastających wpływów oraz poglądów. Aurorzy również mają pełne ręce pracy. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, jakby w pierwszej części wypowiedzi stwierdzała jakiś fakt, a w drugiej natomiast odrobinę posmutniała, jakby przejmowała się losem wszystkich ofiar popleczników Voldemorta lub innych morderców. Na jego kolejne słowa, uśmiechnęła się z odrobiną dziewczęcej wręcz nieśmiałości, pozwalając sobie na przesunięcie spojrzenia na trzymaną przez siebie filiżankę z aromatyczną kawą.
Do zapachu formaliny oraz krwi, a także środków czyszczących, bardzo szybko i łatwo można było przywyknąć, tak sądziła Flintówna. Przez pierwsze dwa dni zwłaszcza ten pierwszy aromat dał jej trochę popalić, ale im więcej godzin tkwiła w prosektorium, tym mniej to zauważała i nawet jedzenie w kanciapce śniadania, obiadu czy chociażby ciasteczek, przestało stanowić jakikolwiek problem. Ludzie byli gatunkiem zdolnym przystosować się do każdej sytuacji i warunków zewnętrznych. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, frywolny uśmiech nieco ją zaskoczył, bo zwykle to ona zasłaniała się kokieterią. Nie drgnęła, nawet gdy się pochylił, nie uciekła spojrzeniem. - Zapewniam, że to może być... Niezapomniane przeżycie, aczkolwiek dla ludzi o mocnych nerwach.
Odparła nieco ciszej i w sposób absolutnie pozbawiony dwuznaczności, specjalnie sięgając po łagodniejszy ton głosu, nieco cieplejszy, niż miała w zwyczaju. Na sam koniec uśmiechnęła się jeszcze, jakby celowo przenosząc spojrzenie na jego usta, po czym odwróciła głowę w stronę kawy, robiąc łyka wciąż przyjemnie parzącego napoju. Fenomenu zimnych kaw Cynthia chyba nigdy nie zrozumie.
Kątem oka dostrzegła rozpięcie guzików, jednak udała, że wcale tak nie było, zwilżając jedynie wargi w celu pozbycia się pozostałości cierpkiego smaku przygotowanego w kociołku naparu. Na tle panujących w pomieszczeniu aromatów, mięta była dość zaskakująca i niezbyt współgrająca z resztą, zwłaszcza tym anyżem.
Zawsze starała się obrać właściwą strategię, dostosować do swojego rozmówcy, aby dostarczyć mu tego, czego mógłby chcieć lub oczekiwać, a jej przyniosłoby to w przyszłości korzyści lub kontakty, które opiewać mogły w dostarczanie cennych składników alchemicznych. Gdyby spojrzeć głębiej, pozbawić jej maski oraz wytrącić ze smukłych rąk kontrolę, blondynka nie miała o emocjach zbyt dużego pojęcia.
- Nie podejrzewałabym Cię o romantyzm, cóż za zaskoczenie. - skwitowała jego słowa z nutą rozbawienia, bo kojarzenie wiosny z miłością, rozkwitem kwiatów i wiciem gniazdek kojarzyło się jej z amatorami opasłych powieści, skupionych głównie na uczuciach. Jego kolejne słowa sprawiły, że uciekło jej spomiędzy warg ciche mruknięcie zastanowienia, bo prawda była taka, że nie bardzo wiedziała, jak właściwie na to odpowiedzieć. - Nie wydaje mi się, aby Delian myślał o mnie w ten sposób. Po prostu przyjemnie nam się rozmawia. Czy jakiekolwiek planowanie relacji ma właściwie sens?
Zapytała na sam koniec, chociaż poniekąd mógł to postrzegać jako pytanie retoryczne. Ludzie byli albo schematyczni, albo zaskakujący, jednak kwestia relacji i wiążących ich z innymi nici, nie mogła i nie powinna chyba być oceniania oraz określana jednostronnie. Nigdy nie wiadomo, jakie wydarzenia miały nadejść następnego dnia oraz kogo los miał postawić na naszej drodze.
Powędrowała wzrokiem na jego dłoń, zaciskając mocniej palce na trzymanej filiżance, aby przypadkiem jej nie strącił ze spodka. Upiła już trochę, jednak kawy wciąż była połowa.
-Skoro zdecydowałeś się podzielić nią specjalnie ze mną, jak mogłabym odmówić. - zaczęła po chwili milczenia, odstawiając naczynie na bok i sięgając po papierosa, obróciła nim w dłoniach, a następnie podsunęła pod nos, sprawdzając aromat. Dość mocny i specyficzny, Cynthia nie była nałogową palaczką, aby się na tym znać. - Ma jakieś.. Wyjątkowe efekty, czy to po prostu tamtejszy papieros o wyjątkowej odmianie tytoniu? - kontynuowała z odrobiną zaciekawienia, bo w Jugosławii nigdy nie była, ale wolała też wiedzieć, czym Olivander ją częstował. Lubiła zachowywać ostrość umysłu. - Masz ognia?
Wsunęła papierosa między wargi, odwracając się w jego kierunku w oczekiwaniu na podpalenie używki — zwykłej lub też niezwykłej. Rozmowa przebiegała o dziwo sprawnie, chociaż zdawał się być względem niej podejrzliwy. Gdy dziewczyna uzyskała składniki, po które przyszła - zapłaciła i pożegnała się.
Prowadzenie gier towarzyskich było znacznie zabawniejsze, jeśli ktoś był w stanie je dostrzec, a już w ogóle — próbować w nich uczestniczyć. Nudne, oklepane konwersacje były męczące, ciągle takie same.
- Oh, zaskakujące. Jestem przekonana, że gdybyś się trochę postarał, dostałbyś się na staż. Ostatnio mamy dużo pracy w związku z tym, co dzieje się pod wpływem narastających wpływów oraz poglądów. Aurorzy również mają pełne ręce pracy. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, jakby w pierwszej części wypowiedzi stwierdzała jakiś fakt, a w drugiej natomiast odrobinę posmutniała, jakby przejmowała się losem wszystkich ofiar popleczników Voldemorta lub innych morderców. Na jego kolejne słowa, uśmiechnęła się z odrobiną dziewczęcej wręcz nieśmiałości, pozwalając sobie na przesunięcie spojrzenia na trzymaną przez siebie filiżankę z aromatyczną kawą.
Do zapachu formaliny oraz krwi, a także środków czyszczących, bardzo szybko i łatwo można było przywyknąć, tak sądziła Flintówna. Przez pierwsze dwa dni zwłaszcza ten pierwszy aromat dał jej trochę popalić, ale im więcej godzin tkwiła w prosektorium, tym mniej to zauważała i nawet jedzenie w kanciapce śniadania, obiadu czy chociażby ciasteczek, przestało stanowić jakikolwiek problem. Ludzie byli gatunkiem zdolnym przystosować się do każdej sytuacji i warunków zewnętrznych. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, frywolny uśmiech nieco ją zaskoczył, bo zwykle to ona zasłaniała się kokieterią. Nie drgnęła, nawet gdy się pochylił, nie uciekła spojrzeniem. - Zapewniam, że to może być... Niezapomniane przeżycie, aczkolwiek dla ludzi o mocnych nerwach.
Odparła nieco ciszej i w sposób absolutnie pozbawiony dwuznaczności, specjalnie sięgając po łagodniejszy ton głosu, nieco cieplejszy, niż miała w zwyczaju. Na sam koniec uśmiechnęła się jeszcze, jakby celowo przenosząc spojrzenie na jego usta, po czym odwróciła głowę w stronę kawy, robiąc łyka wciąż przyjemnie parzącego napoju. Fenomenu zimnych kaw Cynthia chyba nigdy nie zrozumie.
Kątem oka dostrzegła rozpięcie guzików, jednak udała, że wcale tak nie było, zwilżając jedynie wargi w celu pozbycia się pozostałości cierpkiego smaku przygotowanego w kociołku naparu. Na tle panujących w pomieszczeniu aromatów, mięta była dość zaskakująca i niezbyt współgrająca z resztą, zwłaszcza tym anyżem.
Zawsze starała się obrać właściwą strategię, dostosować do swojego rozmówcy, aby dostarczyć mu tego, czego mógłby chcieć lub oczekiwać, a jej przyniosłoby to w przyszłości korzyści lub kontakty, które opiewać mogły w dostarczanie cennych składników alchemicznych. Gdyby spojrzeć głębiej, pozbawić jej maski oraz wytrącić ze smukłych rąk kontrolę, blondynka nie miała o emocjach zbyt dużego pojęcia.
- Nie podejrzewałabym Cię o romantyzm, cóż za zaskoczenie. - skwitowała jego słowa z nutą rozbawienia, bo kojarzenie wiosny z miłością, rozkwitem kwiatów i wiciem gniazdek kojarzyło się jej z amatorami opasłych powieści, skupionych głównie na uczuciach. Jego kolejne słowa sprawiły, że uciekło jej spomiędzy warg ciche mruknięcie zastanowienia, bo prawda była taka, że nie bardzo wiedziała, jak właściwie na to odpowiedzieć. - Nie wydaje mi się, aby Delian myślał o mnie w ten sposób. Po prostu przyjemnie nam się rozmawia. Czy jakiekolwiek planowanie relacji ma właściwie sens?
Zapytała na sam koniec, chociaż poniekąd mógł to postrzegać jako pytanie retoryczne. Ludzie byli albo schematyczni, albo zaskakujący, jednak kwestia relacji i wiążących ich z innymi nici, nie mogła i nie powinna chyba być oceniania oraz określana jednostronnie. Nigdy nie wiadomo, jakie wydarzenia miały nadejść następnego dnia oraz kogo los miał postawić na naszej drodze.
Powędrowała wzrokiem na jego dłoń, zaciskając mocniej palce na trzymanej filiżance, aby przypadkiem jej nie strącił ze spodka. Upiła już trochę, jednak kawy wciąż była połowa.
-Skoro zdecydowałeś się podzielić nią specjalnie ze mną, jak mogłabym odmówić. - zaczęła po chwili milczenia, odstawiając naczynie na bok i sięgając po papierosa, obróciła nim w dłoniach, a następnie podsunęła pod nos, sprawdzając aromat. Dość mocny i specyficzny, Cynthia nie była nałogową palaczką, aby się na tym znać. - Ma jakieś.. Wyjątkowe efekty, czy to po prostu tamtejszy papieros o wyjątkowej odmianie tytoniu? - kontynuowała z odrobiną zaciekawienia, bo w Jugosławii nigdy nie była, ale wolała też wiedzieć, czym Olivander ją częstował. Lubiła zachowywać ostrość umysłu. - Masz ognia?
Wsunęła papierosa między wargi, odwracając się w jego kierunku w oczekiwaniu na podpalenie używki — zwykłej lub też niezwykłej. Rozmowa przebiegała o dziwo sprawnie, chociaż zdawał się być względem niej podejrzliwy. Gdy dziewczyna uzyskała składniki, po które przyszła - zapłaciła i pożegnała się.
Postać opuszcza sesję