— Widuję go podczas przerw na papierosa — Stwierdził pewną oczywistość odnośnie Bulstrode'a, jako że sam skwapliwie wykorzystywał ten czas na swój nałóg. Potrafił zdyscyplinować swoich towarzysz, zresztą nie tylko ich. W obecnej sytuacji było bardziej dogodne przerzucenie tego na obecną tu uzdrowicielkę, która w tym momencie zajmowała się Dawlishem.
— Zawsze na służbie, jak to mówią. W szpitalach nie możemy pracować... choć u niektórych może mieć to związek ze szpitalnym jedzeniem — Niejednokrotnie o tym słyszał, że jego koledzy po fachu unikali szpitala jak ognia. Sam podzielał ich stanowisko z kilku powodów, które uchodziły za znacznie poważniejsze, niż obawa o wyjście na słabeusza czy niechęć do podawanego w Mungu jedzenia. Ono nie należało do tych wybitnych.
W dalszym ciągu zdawał się na uzdrowicielkę. Gdyby cokolwiek było konieczne to z pewnością zostałby o tym poinformowany. Wolał otrzymać jasny komunikat oraz wysłuchać diagnozy, niezależnie od tego jaka byłaby. Doskonale wiedział, jakie obrażenia potrafi zadawać czarna magia. Praktykował ją. I gdyby nie obecność kolegów po fachu i cywilów to byłby w stanie użyć jej nawet podczas pościgu za podejrzanym.
Pozwalał na działanie magomedyczce, rzucającej zaklęcia na jego zranioną rękę celem wyleczenia jej. Odczuwał to, że stosowana przez nią magia działała. Ból przestawał być odczuwalny, rana przestała krwawić a po chwili nie było po niej śladu. Było to zadowalające.
— To bardzo dobra wiadomość, pani Bulstrode. Zaopatrzę się w ten eliksir zgodnie z tymi zalecaniami. Mam. Czyli muszę wziąć dzisiaj wieczorem cztery łyżki tego eliksiru i dwie rano. Postaram się wypoczywać i unikać używek, o których pani mówi. — Przyznał wprost. Zawsze każdorazowe uniknięcie przymusowego pobytu w szpitalu było zadowalające. Z racji nieposiania takowej mikstury w domowej apteczce musiał się w nią dopiero zaopatrzyć. Na stałe posiadał tylko eliksir nasenny.
Z tym wypoczywaniem to tak średnio, bo nie zakończył jeszcze zmiany. Po jej zakończeniu nie będzie nic, co by stanęło na przeszkodzie zasłużonemu odpoczynkowi. Prosić szefowej o ewentualne skrócenie dnia pracy i wcześniejszy powrót do posiadłości nie zamierzał. Bez alkoholu i kawy przeżyje, bez papierosów już niekoniecznie. To było mu wybitnie nie na rękę. Będzie ciężko. Uniósł tym razem jedną z brwi w wyrazie zaskoczenia, bowiem oczyszczenia ramienia krwi nawet nie oczekiwał od tej czarownicy i to było coś, co sam mógł uczynić we własnym zakresie.
— Dziękuję za udzielenie nam pomocy medycznej, pani Bulstrode. — Przekazał kobiecie te słowa. Co prawda, to był jej obowiązek, z którego wywiązała się znakomicie. Podziękowania były jednak zasłużone.