Heather niemalże biegła kiedy zmierzali w kierunku tajemniczej piwnicy. Nie mogła się doczekać, gdy znajdą się w środku. Słuchała uważnie, co ma jej do powiedzenia Uru. - Możemy przeszukać całe mieszkanie. Co ważniejsze myślę, że wypadałoby zabrać, jak zwróci to naszą uwagę, tylko tak, żeby nikt na zewnątrz nie widział, że coś kombinujemy. Nie chciałabym, żeby mnie zwolnili z BUMu z okradanie zmarłego. Z tego, co pamiętam, to ponoć był jakimś alchemikiem? Ręki sobie jednak nie dam uciąć. Skoro wspominałeś o tym jakimś wywarze umarniętego życia, to może rzeczywiście tworzył eliksiry? - Dzieliła się z nim aktualnie wszystkim, co tylko nasuwało jej się na myśl. Nawet tymi niezbyt mądrymi przemyśleniami. Miała nadzieję, że jej wybaczy jeśli palnie coś głupiego.
- Możemy, kto nam zabroni? Jakby pytali, to jestem z BUMu, a Ty mi pomagasz. - Powiedziała jeszcze bardzo pewnym tonem do Marqueza. - Gdybyś zobaczył coś niepokojącego, to od razu mów. - Chociaż pewnie nic to nie zmieni, ale dobrze by było gdyby współpracowali, przynajmniej zdaniem Rudej.
Odwróciła się jeszcze i przemierzyła szybko wzrokiem okolicę, aby zobaczyć, czy nie ma tutaj kogoś, kto mógłby się nimi zainteresować. Na całe szczęście nie było, także postanowiła zejść schodami do tej piwnicy - miejsca, które tak bardzo chcieli odwiedzić. Liczyła na to, że wreszcie uda im się uzyskać jakiekolwiek informacje na temat Ururu. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak mocno musiał być w tym wszystkim zagubiony, w końcu nie miał pojęcia, co się z nim działo przez tyle lat.