23.05.2023, 19:37 ✶
Obudziły się w nim jakieś głęboko uśpione pokłady pewności siebie i dociekliwości, o które na pierwszy rzut oka Hjalmara ciężko było podejrzewać. Widocznie był człowiekiem, który musiał się przyzwyczaić do drugiej osoby lub po prostu Pandora działała na niego jak otwieracz do puszek. - Bo nie można zamknąć wilka w klatce, żeby ładnie wyglądał. - odpowiedziała mu dość szybko, nawiązując do tego, jak funkcjonowały kobiety wysoko urodzone i jak bardzo ich szczęście zależało od pozycji społecznej i zazdrości. Ktoś, kto nie znał wolności, nie umiałby jej docenić i tym bardziej nauczyć się ją dawać drugiemu człowiekowi. Ludzie chcieli się na własność jak rzeczy i to w najgorszy z możliwych sposobów. Ściągnęła brwi, przyglądając się jego rozbawieniu, czując jakąś ulgę, że znów zaczął się śmiać i jedynie przesunęła palcami po burzy brązowych włosów, pozostawiając jego pytanie bez odpowiedzi.
- Po prostu lubisz, jak ja to robię. - zaczęła zadziornie, zerkając na niego z jakąś satysfakcją w oczach, decydując się kontynuować, zanim jej przerwie jakimś oburzonym komentarzem. - Niech to będzie po prostu naszą sprawą, te niebieskie plasterki. Jak będę miała się z Tobą spotkać, to będę je nosiła przy sobie.
Faktycznie, trudno było nawet Pandorze wyobrazić sobie takie procedury w Kuźni, gdzie mieli mnóstwo pracy, było gorąco i przede wszystkim mężczyźni o takie rzeczy niedbali, bagatelizując większość zadrapań oraz oparzeń. Nie podejrzewała jego i jego ojca o nic innego, jak niedbalstwo w tej kwestii, wychodząc z jakiegoś założenia, że na Islandii chodziło przede wszystkim o bycie silnym, odważnym, wytrwałym i odpornym na wszystko mężczyzną. Takim Niedźwiedziem albo dębem, a nie owieczką lub płaczącą wierzbą. Nie było jednak niczego złego w tym, aby czasem pozwolić sobie odpuścić, zdjąć zbroję.
Zapominała czasem o rzeczach oczywistych, skupiając się na wszystkim innym, a dzisiejszy dzień — zwłaszcza wieczór uwieńczony propozycją małżeńską, pijanym idiotą, jej matką i jeszcze tym dramatycznym omdleniem sprawił, że kąpiel odeszła w zapomnienie. I jakoś tak myślała o spacerze lub zamkach z piasku, niż o tym, że Islandczyk wyskoczy z koszuli w tempie magicznego motocykla lub galopującej Mary. Nie przygotowała się mentalnie. Na całe szczęście jej do wody nie wrzucił, nie zostawił samej sobie i nie miał potem na sumieniu, gdyby jej truchło porwały gdzieś morskie prądy lub zjadłby ją jakiś kraken, lub rekin. Nie dziwiła się jednak, że nie bardzo rozumiał jej przerażenie, bo przecież on niczego się nie bał, ewentualnie tylko trochę wstydził.
Sukcesem było, że i tak była w stanie mówić, co kosztowało ją sporo wysiłku, ale jednocześnie pozwalało odwrócić trochę uwagę od strachu. Jego głos był czymś, na czym łatwo było się skupić, być może przez towarzyszący mu akcent. Mówiła więc to, co jej przychodziło na język, prawie się nad tym nie zastanawiając, byle znów nie utknąć w czasie i miejscu, odcinając się od otaczającego ją świata i nie zapomnieć o oddychaniu. Mógł też użyć zwrotu "koala", a nie kleszcz, skoro już wyrażali siebie pod postaciami ładnych i puchatych zwierząt, a ten robal wcale taki nie był. Przez myśl jej nawet przeszło, że może ona jest takim Hjalmarowym pasożytem, ale nieco większa fala rozbijająca się o ich ciała, przywróciła brunetkę do pionu, zmywając gdzieś to wysysające krew, roznoszące choroby paskudztwo.
Nie mogłaby mu zrobić krzywdy świadomie, wbicie paznokci było raczej odruchem bezwarunkowym, chociaż faktycznie, przez myśl jej przeszedł ten gest jako mała forma kary za to, jak się nad nią znęcał. Opamiętała się jednak dość szybko, potem mimowolnie przesuwając palcami po ewentualnych, małych śladach w formie przeprosin i głaskania, skupiając się jednocześnie na przeżyciu serwowanych przez niego tortur. Nie miałaby z nim absolutnie żadnej szansy, dopóki byli w wodzie, gdzie nawet niecne zagrywki miała ograniczone przez brak zdolności puszczenia swojego ulubionego Islandczyka, będącego dla niej faktycznie kluczem do przetrwania w Morzu Śródziemnym. Prychnęła na jego słowa, niczym oburzony kot, wywracając oczami.
- Znęcasz. - powtórzyła wciąż cicho, ale dosadnie i uparcie, jakby była to obecnie najpewniejsza rzecz w jej życiu. Jej ręce przesunęły się po jego ciele niespokojnie, jakby faktycznie próbowała się puścić i wpaść do wody tylko po to, żeby zrobić mu na złość i coś mu udowodnić. Zanim zdążyła wymyślić błyskotliwy komentarz, który w jakiś sposób mógłby usprawiedliwić jej brak ruchu, rozpoczął barwną wizualizację. Może jednak powinna się utopić? Uniosła brwi, wbijając w niego wzrok i tym samym obracając twarz w jego stronę, kiwając przy tym głową, jakby doskonale rozumiała, o czym mówił. - Faktycznie, bardzo ładnie. Myślę, że powinieneś poważnie się nad tym zastanowić, jestem przekonana, że moja kuzynka dostarczy Ci samych atrakcji i nauczy wielu nowych rzeczy. No i to Ty będziesz musiał całować ją, nie ona Ciebie. Bywa nieśmiała. - oznajmiła miłym i słodkim tonem, sugerując wszelką gotowość do pomocy, chociaż jej palce zastukały kilka razy w jego skórę, jakby powstrzymała tę odrobinę irytacji oraz zazdrości, która wciąż gdzieś wewnątrz się tliła. Miał szczęście, że była bez pola manewru, bo jeszcze tupnęłaby nogą lub skrzyżowała ręce pod piersiami w geście obrazy majestatu.
Zabawa wisiorkiem też ją trochę uspokajała, gdy opuszkiem palca błądziła po drewnianym nosie czy błękitnych ślepiach z kamyczków. Drewno nie nagrzewało się tak szybko w jej dłoniach, jak przypuszczała, że będzie.- Nie zrzuciłabym Cię z Mary.- odpowiedziała natychmiast, a gdy zaczął się cofać, po plecach przebiegł jej nieprzyjemny dreszcz. Wyprostowała się w sekundę, zostawiając jego naszyjnik i dłonią wracając na szyję, spróbowała wspiąć się po nim nieco wyżej, chociaż nie było to łatwe. Na szczęście tutaj żywioł był pomocny, bo gdy się postarała, udało się jej nieco unieść i objąć go nogami wyżej, byle jej głowa znajdowała się najdalej od wody. Oparła się prawie łokciem o jego ramię, spoglądając na niego z góry z odrobiną wyrzutu. - A ja cię miałam, za dobrego człowieka. Jeszcze nie wiem, co Ci zrobię, ale za bardzo lubisz jeść, żebym Cię tylko karmiła. - odpowiedziała poważnie, chociaż śmiech znów sprawił, że pokręciła głową, powstrzymując z trudem uśmiech.
Widziała go z innej perspektywy, równie przez rozpuszczone włosy, nieschodzący mu z twarzy uśmiech oraz fakt, że mogła patrzeć na równi lub lekko z góry, co z ziemi nie było możliwe przez ich różnicę wzrostu. Jedną ręką się go trzymała, drugą przesuwała delikatnie palcami po jasnych włosach, lustrując jego twarz wzrokiem z zaciekawieniem, a na jego pytanie, zgarnęła kosmyk za ucho, aby zaraz jednak całość przeczesać dłonią do tyłu. - Wyglądasz.. - zaczęła z westchnięciem, nie bardzo wiedząc, jakich epitetów użyć, bo te, które przychodziły jej do głowy, mogłyby skutkować próbą jej utopienia. Nie przyjąłby dobrze słowa "delikatniej" lub "łagodniej", nawet jeśli nie było w tym niczego złego albo złośliwego. Musiała więc wybrać inną drogę. - Gdybym miała być Twoją żoną lub też kolokwialnie mówiąc kobietą, to nie chciałabym, żeby jakaś inna Cię widziała w rozpuszczonych włosach. - dodała w końcu, zbierając wszystkie te swoje delikatniejsze określenia w formę jednego zdania, pozostawiając mu je do dowolnej interpretacji. Kolejne słowa sprawiły, że przypomniała sobie, gdzie właściwie tkwią, a jej dłoń zastygła w bezruchu, gdzieś w okolicy jego policzka. - To nie chodzi o to, że to ciepła woda.. - mruknęła, przenosząc wzrok gdzieś na bok, jakby mierzyła tafle wzrokiem, co skutkowało tym, że poczuła nieprzyjemny uścisk w żołądku i przytuliła się do niego mocniej. Miała olbrzymi problem z mówieniem o tym, czego nie umiała, chociaż tysiące razy próbowała ten niedorzeczny lęk przełamać. - Jak zauważyłeś, nie umiem w żadnej pływać. Ten żywioł mnie paraliżuje, zapominam o oddychaniu, odrywa mnie od siebie, bo jednocześnie przeraża i fascynuje. Nie umiem Ci tego lepiej wytłumaczyć, ale tak mam, odkąd wpadłam dziadkowi do wody, gdy byłam dzieciakiem. Jest przyjemnie, gdy otacza Cię woda i toniesz, gdy ciągnie Cię na dół, spadasz, ale jednocześnie nie umiem przestać.
Wyjaśniła mu z delikatnym wzruszeniem ramion, nie bardzo wiedząc, czy w ogóle będzie w stanie zrozumieć, o co jej chodziło. Przesunęła dłoń niżej, układając palce na jego obojczyku.
- Z Tobą nie jest tak strasznie, chociaż przypominam sobie o mówieniu i oddychaniu. Chyba dlatego, że tyle razy mnie już uratowałeś, że po prostu wiem, że nawet jakbyś chciał, to mnie nie utopisz. Wybrałbyś inną metodę, jak na przykład zrzucenie z klifu. - odpowiedziała, starając się brzmieć pogodnie i naturalnie dla siebie, chociaż odczuła odrobinę ulgi, że idą trochę płycej. W końcu była w stanie już przez dwadzieścia lat nauczyć się wchodzić do kolan i siadać na brzegu. - Wiesz, jeśli masz ochotę popływać, to nie przejmuj się mną, poradzę sobie i poczekam na Ciebie, bo wyglądasz, jakby sprawiało Ci to przyjemność. - zauważyła, zerkając w dół, dokąd sięgała mu woda i próbując wywnioskować, dokąd sięgała jej, żeby w którymś momencie stanąć na nogi. Naprawdę się przyzwyczai do tego, że ją ciągle trzymał na rękach i rozpieszczał, a potem będzie dramat, jak go z jakiegoś powodu nie będzie widziała przez kilka miesięcy, co wydało się jej nagle strasznie długim okresem. Gdy woda sięgała mu mniej więcej do połowy ud, zsunęła się ostrożnie, opadając na nogi z mimowolnym zaciśnięciem powiek, gdy poczuła mokry, ubity piasek pod nogami. Jej dłonie ześlizgnęły się z jego pleców i szyi, przemykając po ramionach i powolnie zostawiając jego przestrzeń osobistą nienaruszoną.
- Po prostu lubisz, jak ja to robię. - zaczęła zadziornie, zerkając na niego z jakąś satysfakcją w oczach, decydując się kontynuować, zanim jej przerwie jakimś oburzonym komentarzem. - Niech to będzie po prostu naszą sprawą, te niebieskie plasterki. Jak będę miała się z Tobą spotkać, to będę je nosiła przy sobie.
Faktycznie, trudno było nawet Pandorze wyobrazić sobie takie procedury w Kuźni, gdzie mieli mnóstwo pracy, było gorąco i przede wszystkim mężczyźni o takie rzeczy niedbali, bagatelizując większość zadrapań oraz oparzeń. Nie podejrzewała jego i jego ojca o nic innego, jak niedbalstwo w tej kwestii, wychodząc z jakiegoś założenia, że na Islandii chodziło przede wszystkim o bycie silnym, odważnym, wytrwałym i odpornym na wszystko mężczyzną. Takim Niedźwiedziem albo dębem, a nie owieczką lub płaczącą wierzbą. Nie było jednak niczego złego w tym, aby czasem pozwolić sobie odpuścić, zdjąć zbroję.
Zapominała czasem o rzeczach oczywistych, skupiając się na wszystkim innym, a dzisiejszy dzień — zwłaszcza wieczór uwieńczony propozycją małżeńską, pijanym idiotą, jej matką i jeszcze tym dramatycznym omdleniem sprawił, że kąpiel odeszła w zapomnienie. I jakoś tak myślała o spacerze lub zamkach z piasku, niż o tym, że Islandczyk wyskoczy z koszuli w tempie magicznego motocykla lub galopującej Mary. Nie przygotowała się mentalnie. Na całe szczęście jej do wody nie wrzucił, nie zostawił samej sobie i nie miał potem na sumieniu, gdyby jej truchło porwały gdzieś morskie prądy lub zjadłby ją jakiś kraken, lub rekin. Nie dziwiła się jednak, że nie bardzo rozumiał jej przerażenie, bo przecież on niczego się nie bał, ewentualnie tylko trochę wstydził.
Sukcesem było, że i tak była w stanie mówić, co kosztowało ją sporo wysiłku, ale jednocześnie pozwalało odwrócić trochę uwagę od strachu. Jego głos był czymś, na czym łatwo było się skupić, być może przez towarzyszący mu akcent. Mówiła więc to, co jej przychodziło na język, prawie się nad tym nie zastanawiając, byle znów nie utknąć w czasie i miejscu, odcinając się od otaczającego ją świata i nie zapomnieć o oddychaniu. Mógł też użyć zwrotu "koala", a nie kleszcz, skoro już wyrażali siebie pod postaciami ładnych i puchatych zwierząt, a ten robal wcale taki nie był. Przez myśl jej nawet przeszło, że może ona jest takim Hjalmarowym pasożytem, ale nieco większa fala rozbijająca się o ich ciała, przywróciła brunetkę do pionu, zmywając gdzieś to wysysające krew, roznoszące choroby paskudztwo.
Nie mogłaby mu zrobić krzywdy świadomie, wbicie paznokci było raczej odruchem bezwarunkowym, chociaż faktycznie, przez myśl jej przeszedł ten gest jako mała forma kary za to, jak się nad nią znęcał. Opamiętała się jednak dość szybko, potem mimowolnie przesuwając palcami po ewentualnych, małych śladach w formie przeprosin i głaskania, skupiając się jednocześnie na przeżyciu serwowanych przez niego tortur. Nie miałaby z nim absolutnie żadnej szansy, dopóki byli w wodzie, gdzie nawet niecne zagrywki miała ograniczone przez brak zdolności puszczenia swojego ulubionego Islandczyka, będącego dla niej faktycznie kluczem do przetrwania w Morzu Śródziemnym. Prychnęła na jego słowa, niczym oburzony kot, wywracając oczami.
- Znęcasz. - powtórzyła wciąż cicho, ale dosadnie i uparcie, jakby była to obecnie najpewniejsza rzecz w jej życiu. Jej ręce przesunęły się po jego ciele niespokojnie, jakby faktycznie próbowała się puścić i wpaść do wody tylko po to, żeby zrobić mu na złość i coś mu udowodnić. Zanim zdążyła wymyślić błyskotliwy komentarz, który w jakiś sposób mógłby usprawiedliwić jej brak ruchu, rozpoczął barwną wizualizację. Może jednak powinna się utopić? Uniosła brwi, wbijając w niego wzrok i tym samym obracając twarz w jego stronę, kiwając przy tym głową, jakby doskonale rozumiała, o czym mówił. - Faktycznie, bardzo ładnie. Myślę, że powinieneś poważnie się nad tym zastanowić, jestem przekonana, że moja kuzynka dostarczy Ci samych atrakcji i nauczy wielu nowych rzeczy. No i to Ty będziesz musiał całować ją, nie ona Ciebie. Bywa nieśmiała. - oznajmiła miłym i słodkim tonem, sugerując wszelką gotowość do pomocy, chociaż jej palce zastukały kilka razy w jego skórę, jakby powstrzymała tę odrobinę irytacji oraz zazdrości, która wciąż gdzieś wewnątrz się tliła. Miał szczęście, że była bez pola manewru, bo jeszcze tupnęłaby nogą lub skrzyżowała ręce pod piersiami w geście obrazy majestatu.
Zabawa wisiorkiem też ją trochę uspokajała, gdy opuszkiem palca błądziła po drewnianym nosie czy błękitnych ślepiach z kamyczków. Drewno nie nagrzewało się tak szybko w jej dłoniach, jak przypuszczała, że będzie.- Nie zrzuciłabym Cię z Mary.- odpowiedziała natychmiast, a gdy zaczął się cofać, po plecach przebiegł jej nieprzyjemny dreszcz. Wyprostowała się w sekundę, zostawiając jego naszyjnik i dłonią wracając na szyję, spróbowała wspiąć się po nim nieco wyżej, chociaż nie było to łatwe. Na szczęście tutaj żywioł był pomocny, bo gdy się postarała, udało się jej nieco unieść i objąć go nogami wyżej, byle jej głowa znajdowała się najdalej od wody. Oparła się prawie łokciem o jego ramię, spoglądając na niego z góry z odrobiną wyrzutu. - A ja cię miałam, za dobrego człowieka. Jeszcze nie wiem, co Ci zrobię, ale za bardzo lubisz jeść, żebym Cię tylko karmiła. - odpowiedziała poważnie, chociaż śmiech znów sprawił, że pokręciła głową, powstrzymując z trudem uśmiech.
Widziała go z innej perspektywy, równie przez rozpuszczone włosy, nieschodzący mu z twarzy uśmiech oraz fakt, że mogła patrzeć na równi lub lekko z góry, co z ziemi nie było możliwe przez ich różnicę wzrostu. Jedną ręką się go trzymała, drugą przesuwała delikatnie palcami po jasnych włosach, lustrując jego twarz wzrokiem z zaciekawieniem, a na jego pytanie, zgarnęła kosmyk za ucho, aby zaraz jednak całość przeczesać dłonią do tyłu. - Wyglądasz.. - zaczęła z westchnięciem, nie bardzo wiedząc, jakich epitetów użyć, bo te, które przychodziły jej do głowy, mogłyby skutkować próbą jej utopienia. Nie przyjąłby dobrze słowa "delikatniej" lub "łagodniej", nawet jeśli nie było w tym niczego złego albo złośliwego. Musiała więc wybrać inną drogę. - Gdybym miała być Twoją żoną lub też kolokwialnie mówiąc kobietą, to nie chciałabym, żeby jakaś inna Cię widziała w rozpuszczonych włosach. - dodała w końcu, zbierając wszystkie te swoje delikatniejsze określenia w formę jednego zdania, pozostawiając mu je do dowolnej interpretacji. Kolejne słowa sprawiły, że przypomniała sobie, gdzie właściwie tkwią, a jej dłoń zastygła w bezruchu, gdzieś w okolicy jego policzka. - To nie chodzi o to, że to ciepła woda.. - mruknęła, przenosząc wzrok gdzieś na bok, jakby mierzyła tafle wzrokiem, co skutkowało tym, że poczuła nieprzyjemny uścisk w żołądku i przytuliła się do niego mocniej. Miała olbrzymi problem z mówieniem o tym, czego nie umiała, chociaż tysiące razy próbowała ten niedorzeczny lęk przełamać. - Jak zauważyłeś, nie umiem w żadnej pływać. Ten żywioł mnie paraliżuje, zapominam o oddychaniu, odrywa mnie od siebie, bo jednocześnie przeraża i fascynuje. Nie umiem Ci tego lepiej wytłumaczyć, ale tak mam, odkąd wpadłam dziadkowi do wody, gdy byłam dzieciakiem. Jest przyjemnie, gdy otacza Cię woda i toniesz, gdy ciągnie Cię na dół, spadasz, ale jednocześnie nie umiem przestać.
Wyjaśniła mu z delikatnym wzruszeniem ramion, nie bardzo wiedząc, czy w ogóle będzie w stanie zrozumieć, o co jej chodziło. Przesunęła dłoń niżej, układając palce na jego obojczyku.
- Z Tobą nie jest tak strasznie, chociaż przypominam sobie o mówieniu i oddychaniu. Chyba dlatego, że tyle razy mnie już uratowałeś, że po prostu wiem, że nawet jakbyś chciał, to mnie nie utopisz. Wybrałbyś inną metodę, jak na przykład zrzucenie z klifu. - odpowiedziała, starając się brzmieć pogodnie i naturalnie dla siebie, chociaż odczuła odrobinę ulgi, że idą trochę płycej. W końcu była w stanie już przez dwadzieścia lat nauczyć się wchodzić do kolan i siadać na brzegu. - Wiesz, jeśli masz ochotę popływać, to nie przejmuj się mną, poradzę sobie i poczekam na Ciebie, bo wyglądasz, jakby sprawiało Ci to przyjemność. - zauważyła, zerkając w dół, dokąd sięgała mu woda i próbując wywnioskować, dokąd sięgała jej, żeby w którymś momencie stanąć na nogi. Naprawdę się przyzwyczai do tego, że ją ciągle trzymał na rękach i rozpieszczał, a potem będzie dramat, jak go z jakiegoś powodu nie będzie widziała przez kilka miesięcy, co wydało się jej nagle strasznie długim okresem. Gdy woda sięgała mu mniej więcej do połowy ud, zsunęła się ostrożnie, opadając na nogi z mimowolnym zaciśnięciem powiek, gdy poczuła mokry, ubity piasek pod nogami. Jej dłonie ześlizgnęły się z jego pleców i szyi, przemykając po ramionach i powolnie zostawiając jego przestrzeń osobistą nienaruszoną.