24.05.2023, 00:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2023, 00:33 przez Pandora Prewett.)
Całe szczęście, jeszcze umiała go zaskakiwać — chociaż trochę, swoim sposobem myślenia i przesadnie różowym postrzeganiem świata. Oczywiste też było to, że ktokolwiek próbowałby mu wolność zabrać lub go zmienić, zrobiłby mu tylko krzywdę.
- Traktujemy plasterki poważnie, co? - rzuciła retorycznie, odkładając je na bok, a potem raz jeszcze obdarzyła go pociągłym spojrzeniem, zahaczając palcem po jego palec. Na pewno było to bardziej urocze i mniej niebezpieczne, niż te wszystkie metody związane z obietnicami powiązanymi krwią lub tym nieszczęsnym zaklęciem, którego nazwy nawet nie pamiętała.
Tylko troszkę i tylko teoretycznie porównywała go w krytycznych momentach swojej niemej paniki do jakiegokolwiek potwora, bo krakeny i rekiny nadal były straszniejsze niż Hjalmar, który był Niedźwiadkiem całkiem łagodnym, jak się już trochę go ze sobą oswoiło i zyskało odrobinę jego sympatii. Znęcał się, owszem, ale na to też Pandora miała jakieś wytłumaczenie, najpewniej twierdzące, że miał pełną kontrolę nad sytuacją, a ona nie mogła zrobić absolutnie niczego, co by go zaskoczyło lub zbiło z tropu, bo nie umiała pływać. Sytuacja beznadziejna. Gdyby nie kwestia siostro-mastkotko-kleszcza, to może i by użyła uroku osobistego, zrobiła słodkie ozy lub cokolwiek innego, żeby przestał, ale nie sądziła, że to zadziała. Musiała tkwić względnie grzecznie, uważać na słowa i uważać na ślizganie się po mokrej skórze, żeby przeżyć. Wspinaczka po drzewie czy zgubienie się w lutym w środku lasu było niczym przy tej walce o przetrwanie.
- Hej, każdy ma w sobie coś pięknego i wyjątkowego, co może pokazać drugiej osobie. Deniz jeszcze może tego nie znalazła, ale jestem pewna, że byłaby dobrą, chociaż trudną żoną. Nie jestem pewna, czy kokietowanie u nas w rodzinie występuje. -powiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, odrobinę jej broniąc. Owszem, mogła być zazdrosna i chcieć ją nawet momentami udusić, ale nie umiała być okropna lub życzyć komuś źle tak na poważnie. Na jego słowa o rozkręceniu się, uśmiechnęła się tylko i pokręciła głową, udając, że zupełnie nie wiedziała, o czym mówił. Nawet już nie pamiętała tego obrazka blondyna z toporem i z furią na twarzy. Miała wiele pomysłów, o których nawet nie wiedział, a niewinny buziak przed jego kolegami, żeby zamknąć im usta, był tylko wiśnią na torcie.
- Wcale nie! I tak byś mnie utopił, gdybyś chciał. Jesteś silniejszy. - odpowiedziała z odrobiną zbulwersowania w głosie, wytrzeszczając na niego oczy, że w ogóle o jakiekolwiek próby zamachu na jego życie ją podejrzewał. Gdyby tak było, skłoniłaby go jakoś przecież, żeby skorzystali z abraksnaów, a nie ze świstoklika. Jakby nie miała wody chyba do wysokości piersi, to pewnie wspinaczka oraz możliwości, które ze sobą niosła, byłaby bardziej satysfakcjonującą. Na szczęście nie protestował, gdy tak się kleszcz wiercił. Na jego prychnięcie wywróciła oczami, pochylając się jedynie i dając mu krótkiego całusa nadstawiony od odwrócenia głowy policzek. - Już się tak nie obrażaj.
Nie było teraz warunków na to, żeby się na nią gniewał i dosłownie brał to, co mówiła. Przyglądała się jego twarzy i bawiła się kosmykami włosów, próbując tu stosować sztukę dyplomacji. Wbiła w niego wzrok, rozchylając usta w zaskoczeniu, jakby się zapowietrzyła, o mało nie zsuwając się w wodę, bo w pierwszym odruchu chciała chyba machnąć rękoma. Przygryzła dolną wargę, odwracając na chwilę wzrok w poszukiwaniu odpowiedzi, aby ostatecznie jedną dłonią zasłonić mu oczy. - Sam pytałeś, jak wyglądasz, to Ci odpowiedziałam. - stwierdziła jedynie, obawiając się w zagłębianie tego tematu, bo nie umiała kłamać i mógłby zbyt wiele od niej wyciągnąć. Ich relacja mogłaby się popsuć, gdyby dowiedział się o jakimkolwiek przejawie zazdrości, który przecież na pewno uda się jej opanować i z czasem zacznie go postrzegać, jak on ją. Tak miała plan, oby skuteczniejszy niż ten sprzed godziny z pokoju, gdzie chciała trzymać dystans, a teraz czuła ciepło bijące z jego torsu przebijające się przez jej mokrą bluzkę. Za dużo nad tym myślał.
-Oh, no tak. Bardziej podtapiać. Oczywiście. - prychnęła na niego, chyba nie spodziewając się innej odpowiedzi, chociaż pomogła ona trochę odwrócić jej uwagę od przejmowania się swoimi dziwnymi lękami, a także od kleszczy. - Jest przyjemne. Jesteś lekki, dookoła panuje cisza, nie możesz wydobyć z siebie dźwięku. Tak, jakbyś był sam przeciwko sobie, a dookoła tylko bezkres wody we wszystkich odcieniach błękitu. Dostrzegasz, doceniasz pewne rzeczy, gdy spoglądasz na nie z perspektywy, gdzie słońce ledwo dosięga Cię promieniami, gdy wpada pod tafle. - kontynuowała już spokojniej, zapominając na chwilę o oddechu, wbijając spojrzenie w rozbijającą się o jego plecy falę, aby zaraz uśmiechnąć się i pokręcić głową. I tak już miał ją za wariatkę, po co to pogłębiać? - Paplam. Nie przejmuj się.
Chyba nie umiała postrzegać tego, jako strasznej śmierci. Zasadniczo doświadczenie to zdawało się w jej umyśle zupełnie inne, niepowiązane z końcem życia. Z drugiej jednak strony, wierzyła w wielki krąg i fakt, że jak teraz przyjdzie jej umrzeć — za godzinę, pięć, jutro, za rok czy za miesiąc, to za jakiś czas i tak wróci na ziemię, doświadczać i przeżywać wszystko na nowo.
Powróciła do niego spojrzeniem, unosząc brew na przerwaną wypowiedź, kolejny raz przesuwając palcami w okolicach jego karku, jakby sugerowała mu, że bardzo nie lubiła, gdy nie kończył swoich wypowiedzi, a jednocześnie znów wyprostowała się niczym struna, gdy woda rozbiła się jej prawie o brodę.
- Nie jestem pewna, czy zadziałają na mnie metody nauczania dla pięciolatków. - przyznała najpierw, obserwując jego śmiech oraz ruch głowy w milczeniu, jakby naprawdę uwierzyła, że planował morderstwo. Potem westchnęła ciężej, pochylając się i opierając swoje czoło o jego, przymknęła na chwilę oczy. - I tak jestem pod wrażeniem, naprawdę. Nie pamiętam, kiedy tak długo i tak głęboko byłam w wodzie. Nawet jeśli w formie kleszcze. A metody.. Cóż, zauważyłeś pewnie, że nie umiem wydawać z siebie dźwięku, gdy się boję, więc czego nie wybierzesz- nikt się nie dowie, jak dobrze pozbędziesz się zwłok. Żebyś czasem nie poszedł do Azkabanu, bo to bezsensu.
Szkoda było życia, aby spędził je za kratami, zwłaszcza z tak błahego powodu, jak pozbycie się wariatki. Droczyła się z nim oczywiście, trochę zaczepiała i prowokowała, doskonale wiedząc, że nic złego by nie zrobił. Był na to zbyt dobry.
- Nikt mnie nie napadanie.. - mruknęła z nutą onieśmielenia, jakby zdała sobie sprawę, że dostała metkę przyzywającej kłopoty. Przecież zawsze sobie jakoś radziła, w taki lub inny sposób i to nie powód, żeby rezygnował ze swoich przyjemności.
Dojście do brzegu było okropne i wyczerpujące, a ciepły piasek pod stopami sprawił, że zadrżały jej nogi. Była naprawdę wykończona. Pochyliła się, wyciskając podobnie, jak Hjalmar wcześniej włosy z nadmiaru wody, a potem rozpuściła je, aby szybciej wyschły, trzepiąc nimi chwilę w powietrzu, zanim się wyprostowała. Rozłożyła koc, aby mogli swobodnie usiąść i chciała sięgnąć po koszyk, ale podał jej koszulę. Odwróciła w jego stronę głowę, lustrując go wzrokiem, po czym uśmiechnęła się zadziornie, łapiąc za materiał i trzepnęła go nim delikatnie w ramach jakiegoś drobnego wstępu do kary, o której wspominała w wodzie. - Żebyś Ty zaraz nie wpadł do wody. - zaczęła najpierw poważnie, zaraz jednak roześmiała się i wbiła mu palec w tors, chcąc widocznie nadal udawać groźną. - Oczekuj nieoczekiwanego, Niedźwiadku. I nie rób jeszcze warkocza.
Przesunęła palcami po koszuli, wsuwając ja na chwilę między kolana, gdy odwróciła się do niego tyłem, żeby przypadkiem źle o siostrze nie pomyślał, a potem zdjęła bluzkę, rzucając ją niedbale na piasek. Wsunęła na siebie ubranie, rozsypując włosy po plecach, poprawiając ramiączka od stanika i zapinając kilka guzików, zostawiając tylko subtelny dekolt. Koszula była duża, sięgała jej do połowy uda i mogła spokojnie robić za sukienkę, więc niewiele myśląc, zdjęła też szorty, rzucając je zaraz obok bluzki. Grzecznie usiadła na kocu, łapiąc za kołnierzyk i doprowadzając go do porządku, wbiła w niego wzrok. - Tylko teraz Ci jej nie oddam, jak będzie Ci zimno. Gdybym dodała pasek, to byłaby naprawdę fajna sukienka. - wzruszyła ramionami, przysuwając do odkrytych kolan swój plecak, który rozpięła i wyjęła butelkę, którą odkręciła, robiąc kilka łyków. Wciąż odrobinę drżały jej dłonie, potrzebowała chwili, żeby całe to Morze zostawić gdzieś przed sobą, tak jak w sumie było, gdy przesunęła wzrok na horyzont. Wyciągnęła dłoń z butelką w jego stronę, posyłając mu pytające spojrzenie. - Wiesz, że wzięłam aparat? Zrobimy sobie zdjęcie potem!
Odłożyła teraz jednak plecak na bok, prostując jednak nogi tak, aby koszula nadal była sukienką i nie poszła dużo wyżej, a potem opadła na plecy, pozwalając aby włosy rozsypały się jej po kocu, trochę nawet po piasku. Przesunęła spojrzeniem po niebie, łapiąc głębszy oddech. Nie mogła sobie przypomnieć, o której miała być nad Turcją ławica spadających gwiazd lub przynajmniej jedna z nich, bo przecież takową mu obiecała.
- Traktujemy plasterki poważnie, co? - rzuciła retorycznie, odkładając je na bok, a potem raz jeszcze obdarzyła go pociągłym spojrzeniem, zahaczając palcem po jego palec. Na pewno było to bardziej urocze i mniej niebezpieczne, niż te wszystkie metody związane z obietnicami powiązanymi krwią lub tym nieszczęsnym zaklęciem, którego nazwy nawet nie pamiętała.
Tylko troszkę i tylko teoretycznie porównywała go w krytycznych momentach swojej niemej paniki do jakiegokolwiek potwora, bo krakeny i rekiny nadal były straszniejsze niż Hjalmar, który był Niedźwiadkiem całkiem łagodnym, jak się już trochę go ze sobą oswoiło i zyskało odrobinę jego sympatii. Znęcał się, owszem, ale na to też Pandora miała jakieś wytłumaczenie, najpewniej twierdzące, że miał pełną kontrolę nad sytuacją, a ona nie mogła zrobić absolutnie niczego, co by go zaskoczyło lub zbiło z tropu, bo nie umiała pływać. Sytuacja beznadziejna. Gdyby nie kwestia siostro-mastkotko-kleszcza, to może i by użyła uroku osobistego, zrobiła słodkie ozy lub cokolwiek innego, żeby przestał, ale nie sądziła, że to zadziała. Musiała tkwić względnie grzecznie, uważać na słowa i uważać na ślizganie się po mokrej skórze, żeby przeżyć. Wspinaczka po drzewie czy zgubienie się w lutym w środku lasu było niczym przy tej walce o przetrwanie.
- Hej, każdy ma w sobie coś pięknego i wyjątkowego, co może pokazać drugiej osobie. Deniz jeszcze może tego nie znalazła, ale jestem pewna, że byłaby dobrą, chociaż trudną żoną. Nie jestem pewna, czy kokietowanie u nas w rodzinie występuje. -powiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, odrobinę jej broniąc. Owszem, mogła być zazdrosna i chcieć ją nawet momentami udusić, ale nie umiała być okropna lub życzyć komuś źle tak na poważnie. Na jego słowa o rozkręceniu się, uśmiechnęła się tylko i pokręciła głową, udając, że zupełnie nie wiedziała, o czym mówił. Nawet już nie pamiętała tego obrazka blondyna z toporem i z furią na twarzy. Miała wiele pomysłów, o których nawet nie wiedział, a niewinny buziak przed jego kolegami, żeby zamknąć im usta, był tylko wiśnią na torcie.
- Wcale nie! I tak byś mnie utopił, gdybyś chciał. Jesteś silniejszy. - odpowiedziała z odrobiną zbulwersowania w głosie, wytrzeszczając na niego oczy, że w ogóle o jakiekolwiek próby zamachu na jego życie ją podejrzewał. Gdyby tak było, skłoniłaby go jakoś przecież, żeby skorzystali z abraksnaów, a nie ze świstoklika. Jakby nie miała wody chyba do wysokości piersi, to pewnie wspinaczka oraz możliwości, które ze sobą niosła, byłaby bardziej satysfakcjonującą. Na szczęście nie protestował, gdy tak się kleszcz wiercił. Na jego prychnięcie wywróciła oczami, pochylając się jedynie i dając mu krótkiego całusa nadstawiony od odwrócenia głowy policzek. - Już się tak nie obrażaj.
Nie było teraz warunków na to, żeby się na nią gniewał i dosłownie brał to, co mówiła. Przyglądała się jego twarzy i bawiła się kosmykami włosów, próbując tu stosować sztukę dyplomacji. Wbiła w niego wzrok, rozchylając usta w zaskoczeniu, jakby się zapowietrzyła, o mało nie zsuwając się w wodę, bo w pierwszym odruchu chciała chyba machnąć rękoma. Przygryzła dolną wargę, odwracając na chwilę wzrok w poszukiwaniu odpowiedzi, aby ostatecznie jedną dłonią zasłonić mu oczy. - Sam pytałeś, jak wyglądasz, to Ci odpowiedziałam. - stwierdziła jedynie, obawiając się w zagłębianie tego tematu, bo nie umiała kłamać i mógłby zbyt wiele od niej wyciągnąć. Ich relacja mogłaby się popsuć, gdyby dowiedział się o jakimkolwiek przejawie zazdrości, który przecież na pewno uda się jej opanować i z czasem zacznie go postrzegać, jak on ją. Tak miała plan, oby skuteczniejszy niż ten sprzed godziny z pokoju, gdzie chciała trzymać dystans, a teraz czuła ciepło bijące z jego torsu przebijające się przez jej mokrą bluzkę. Za dużo nad tym myślał.
-Oh, no tak. Bardziej podtapiać. Oczywiście. - prychnęła na niego, chyba nie spodziewając się innej odpowiedzi, chociaż pomogła ona trochę odwrócić jej uwagę od przejmowania się swoimi dziwnymi lękami, a także od kleszczy. - Jest przyjemne. Jesteś lekki, dookoła panuje cisza, nie możesz wydobyć z siebie dźwięku. Tak, jakbyś był sam przeciwko sobie, a dookoła tylko bezkres wody we wszystkich odcieniach błękitu. Dostrzegasz, doceniasz pewne rzeczy, gdy spoglądasz na nie z perspektywy, gdzie słońce ledwo dosięga Cię promieniami, gdy wpada pod tafle. - kontynuowała już spokojniej, zapominając na chwilę o oddechu, wbijając spojrzenie w rozbijającą się o jego plecy falę, aby zaraz uśmiechnąć się i pokręcić głową. I tak już miał ją za wariatkę, po co to pogłębiać? - Paplam. Nie przejmuj się.
Chyba nie umiała postrzegać tego, jako strasznej śmierci. Zasadniczo doświadczenie to zdawało się w jej umyśle zupełnie inne, niepowiązane z końcem życia. Z drugiej jednak strony, wierzyła w wielki krąg i fakt, że jak teraz przyjdzie jej umrzeć — za godzinę, pięć, jutro, za rok czy za miesiąc, to za jakiś czas i tak wróci na ziemię, doświadczać i przeżywać wszystko na nowo.
Powróciła do niego spojrzeniem, unosząc brew na przerwaną wypowiedź, kolejny raz przesuwając palcami w okolicach jego karku, jakby sugerowała mu, że bardzo nie lubiła, gdy nie kończył swoich wypowiedzi, a jednocześnie znów wyprostowała się niczym struna, gdy woda rozbiła się jej prawie o brodę.
- Nie jestem pewna, czy zadziałają na mnie metody nauczania dla pięciolatków. - przyznała najpierw, obserwując jego śmiech oraz ruch głowy w milczeniu, jakby naprawdę uwierzyła, że planował morderstwo. Potem westchnęła ciężej, pochylając się i opierając swoje czoło o jego, przymknęła na chwilę oczy. - I tak jestem pod wrażeniem, naprawdę. Nie pamiętam, kiedy tak długo i tak głęboko byłam w wodzie. Nawet jeśli w formie kleszcze. A metody.. Cóż, zauważyłeś pewnie, że nie umiem wydawać z siebie dźwięku, gdy się boję, więc czego nie wybierzesz- nikt się nie dowie, jak dobrze pozbędziesz się zwłok. Żebyś czasem nie poszedł do Azkabanu, bo to bezsensu.
Szkoda było życia, aby spędził je za kratami, zwłaszcza z tak błahego powodu, jak pozbycie się wariatki. Droczyła się z nim oczywiście, trochę zaczepiała i prowokowała, doskonale wiedząc, że nic złego by nie zrobił. Był na to zbyt dobry.
- Nikt mnie nie napadanie.. - mruknęła z nutą onieśmielenia, jakby zdała sobie sprawę, że dostała metkę przyzywającej kłopoty. Przecież zawsze sobie jakoś radziła, w taki lub inny sposób i to nie powód, żeby rezygnował ze swoich przyjemności.
Dojście do brzegu było okropne i wyczerpujące, a ciepły piasek pod stopami sprawił, że zadrżały jej nogi. Była naprawdę wykończona. Pochyliła się, wyciskając podobnie, jak Hjalmar wcześniej włosy z nadmiaru wody, a potem rozpuściła je, aby szybciej wyschły, trzepiąc nimi chwilę w powietrzu, zanim się wyprostowała. Rozłożyła koc, aby mogli swobodnie usiąść i chciała sięgnąć po koszyk, ale podał jej koszulę. Odwróciła w jego stronę głowę, lustrując go wzrokiem, po czym uśmiechnęła się zadziornie, łapiąc za materiał i trzepnęła go nim delikatnie w ramach jakiegoś drobnego wstępu do kary, o której wspominała w wodzie. - Żebyś Ty zaraz nie wpadł do wody. - zaczęła najpierw poważnie, zaraz jednak roześmiała się i wbiła mu palec w tors, chcąc widocznie nadal udawać groźną. - Oczekuj nieoczekiwanego, Niedźwiadku. I nie rób jeszcze warkocza.
Przesunęła palcami po koszuli, wsuwając ja na chwilę między kolana, gdy odwróciła się do niego tyłem, żeby przypadkiem źle o siostrze nie pomyślał, a potem zdjęła bluzkę, rzucając ją niedbale na piasek. Wsunęła na siebie ubranie, rozsypując włosy po plecach, poprawiając ramiączka od stanika i zapinając kilka guzików, zostawiając tylko subtelny dekolt. Koszula była duża, sięgała jej do połowy uda i mogła spokojnie robić za sukienkę, więc niewiele myśląc, zdjęła też szorty, rzucając je zaraz obok bluzki. Grzecznie usiadła na kocu, łapiąc za kołnierzyk i doprowadzając go do porządku, wbiła w niego wzrok. - Tylko teraz Ci jej nie oddam, jak będzie Ci zimno. Gdybym dodała pasek, to byłaby naprawdę fajna sukienka. - wzruszyła ramionami, przysuwając do odkrytych kolan swój plecak, który rozpięła i wyjęła butelkę, którą odkręciła, robiąc kilka łyków. Wciąż odrobinę drżały jej dłonie, potrzebowała chwili, żeby całe to Morze zostawić gdzieś przed sobą, tak jak w sumie było, gdy przesunęła wzrok na horyzont. Wyciągnęła dłoń z butelką w jego stronę, posyłając mu pytające spojrzenie. - Wiesz, że wzięłam aparat? Zrobimy sobie zdjęcie potem!
Odłożyła teraz jednak plecak na bok, prostując jednak nogi tak, aby koszula nadal była sukienką i nie poszła dużo wyżej, a potem opadła na plecy, pozwalając aby włosy rozsypały się jej po kocu, trochę nawet po piasku. Przesunęła spojrzeniem po niebie, łapiąc głębszy oddech. Nie mogła sobie przypomnieć, o której miała być nad Turcją ławica spadających gwiazd lub przynajmniej jedna z nich, bo przecież takową mu obiecała.