26.05.2023, 22:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.05.2023, 22:21 przez Pandora Prewett.)
Jej Islandzki ograniczał się raptem do dwóch czy trzech słów, które była w stanie powtórzyć, więc zupełnie nie rozumiała tego, co Ingrid mu przekazała. Była jednak miłą dziewczyną, więc nie mogło to być nic złego. Ciężko było Pandorze zdecydować, na co powinna była patrzeć i na kogo, więc spojrzenie brązowych oczu przesuwało się pomiędzy Hjalmarem a resztą sali. Odprowadziła dziewczyną wzrokiem z uśmiechem, obiecując sobie, że dotrzyma słowa i później napiją się razem miodu.
- Jak miałabym nie przyjść, skoro powiedziałam, że będę? Zupełnie mi nie ufasz. - odpowiedziała z teatralnym westchnięciem, obdarzając go jednak rozbawionym spojrzeniem spod wachlarza ciemnych rzęs, jak to miała w zwyczaju, gdy te były pomalowane.- A Ty to nie masz? Jedno nie wyklucza drugiego.
Miał więcej szczęścia, niż kaca — w końcu udało mu się w końcu zebrać w sobie i doprowadzić swoją wymarzoną pannę młodą do ołtarza. Prewettówna mówiła na tyle cicho, aby tylko on ją słyszał, pamiętając, jak bardzo uważał na innych. Podziękowała mu skinięciem głowy za pomoc z płaszczem, wygładzając następnie materiał wybranej przez nową koleżankę sukienki — oczywiście niebieskiej, podkreślającej talię oraz dekolt, jak nosiły tutejsze kobiety. Może odrobinę nazbyt odważnie rozsznurowaną na piersiach, jak na gust brunetki, ale nie zamierzała się kłócić z autorką swojego warkocza. Widząc reakcję na jego twarzy na słowa wypowiedziane przez siedzącego obok mężczyznę, a następnie wykonany przez niego gest, sama uniosła brew, zaraz jednak przenosząc spojrzenie gdzieś na bok, żeby się czasem nie gapić. To też było na jej długiej liście zasad na dzisiejszy wieczór.
Gdy nachylił się do niej, tłumacząc słowa — jak się okazało, jego ojca, trudno było stwierdzić, czym bardziej była zaskoczona. Faktem, że byli tu jego rodzice, tym, że zareagował gorzej, niż na tego kleszcza, czy może.. Nie, nie teraz. Pokręciła głową, wzdychając jedynie i uśmiechając się uspokajająco. - Nie przejmuj się tym, wszystko mu wyjaśnię, tylko źle zrozumiał. - szepnęła, odrobinę się nachylając, jednak później, gdy poprawiła sukienkę, nieco zwiększyła dzielącą ich odległość. Nie miałaby mu za złe, gdyby wykorzystał poleconą zresztą przez nią samą metodę i skorzystał z jej towarzystwa, aby wywołać zazdrość u któreś z koleżanek. Ona, chociaż nazwała go przyjacielem.. Uśmiechnęła się jednak, zgarniając luźny kosmyk włosów za ucho i obdarzając jego rodzinę spojrzeniem, postanowiła zrobić tak, żeby było, jak najlepiej. Bez sensu, żeby niedźwiadek się denerwował lub źle bawił na weselu przyjaciela. - Dzień dobry, bardzo mi miło Państwa poznać. Hjalmar mi dużo o Państwu opowiadał, zwłaszcza o Panu. Jest Pan Kowalem, prawda? To niesamowite, że nauczył go Pan i możecie razem dzielić pasję, słyszałam, że jest Pan w tym naprawdę dobry. - przerwała na chwilę swój szczery i entuzjastyczny słowotok, żeby nie zabrnąć zbyt daleko, bo blondyn przecież uważał, że mówiła zbyt dużo. Trzeba przyznać, że Dagur był najwyższą osobą, jaką w życiu widziała i była przekonana, że bez wysiłku rozerwałby ją na pół, a jego Saga oraz jej córki były naprawdę śliczne, też przypominając trochę złotowłose księżniczki. - Bardzo mi miło, że Pan tak pomyślał, ale proszę się tym nie przejmować. Hjalmar już dosadnie Panu wyjaśnił, że wcale tak nie jest i na pewno ma na oku bardziej odpowiednią dziewczynę. Spodobało mi na Islandii, gdy tu byłam ostatnio i po prostu był tak miły, że mnie zabrał ze sobą. To bardzo dobry człowiek.
Zakończyła z delikatnym wzruszeniem ramion, posyłając Dagurowi jeszcze krótkie spojrzenie, zanim się wyprostowała i omiotła spojrzeniem resztę stołu, układając dłonie na kolanach. Mógł jej chociaż powiedzieć, u kogo powinna tę zazdrość wywoływać, przecież dookoła było mnóstwo ślicznych dziewczyn. Jak miała wybrać jedną? Przysunęła sobie kufel, chcąc jednak zrobić tylko małego łyka, musiała uważać z alkoholem, żeby nie wpędzić go w żadne kłopoty i nie zawstydzać. Wszyscy przecież tu zerkali, pewnie dlatego, że był świadkiem, albo dlatego, że jego tata mógłby rozwalić sufit.
- Hej, czy ja Cię już nie widziałem? Nie jesteś tą dziewczyną z Lithy, która go p.. Ała!
- Tak, tak widzieliśmy się Lithcie. Nie jesteś przypadkiem tym chłopakiem, który nie umiał się nawet przedstawić, bo zapomniał, jak się mówi? Pozwól więc, że nadrobimy. Pandora, po prostu Pandora. - wystawiła rękę w kierunku najpewniej jego kolegi, który faktycznie mógłby być jednym z tych, których widziała w czerwcu. Na szczęście siedział naprzeciwko, a ona zdążyła go delikatnie kopnąć, żeby nie dokończył wypowiadanego zdania, doskonale wiedząc, co chciał powiedzieć. Co by powiedzieli jego rodzice, nie wspominając o tym, że pewnie dostałby sam blondyn szału? Pandora w ramach przeprosin uśmiechnęła się do niego nieco ładniej, modląc się, żeby nie drążył.
- Jak miałabym nie przyjść, skoro powiedziałam, że będę? Zupełnie mi nie ufasz. - odpowiedziała z teatralnym westchnięciem, obdarzając go jednak rozbawionym spojrzeniem spod wachlarza ciemnych rzęs, jak to miała w zwyczaju, gdy te były pomalowane.- A Ty to nie masz? Jedno nie wyklucza drugiego.
Miał więcej szczęścia, niż kaca — w końcu udało mu się w końcu zebrać w sobie i doprowadzić swoją wymarzoną pannę młodą do ołtarza. Prewettówna mówiła na tyle cicho, aby tylko on ją słyszał, pamiętając, jak bardzo uważał na innych. Podziękowała mu skinięciem głowy za pomoc z płaszczem, wygładzając następnie materiał wybranej przez nową koleżankę sukienki — oczywiście niebieskiej, podkreślającej talię oraz dekolt, jak nosiły tutejsze kobiety. Może odrobinę nazbyt odważnie rozsznurowaną na piersiach, jak na gust brunetki, ale nie zamierzała się kłócić z autorką swojego warkocza. Widząc reakcję na jego twarzy na słowa wypowiedziane przez siedzącego obok mężczyznę, a następnie wykonany przez niego gest, sama uniosła brew, zaraz jednak przenosząc spojrzenie gdzieś na bok, żeby się czasem nie gapić. To też było na jej długiej liście zasad na dzisiejszy wieczór.
Gdy nachylił się do niej, tłumacząc słowa — jak się okazało, jego ojca, trudno było stwierdzić, czym bardziej była zaskoczona. Faktem, że byli tu jego rodzice, tym, że zareagował gorzej, niż na tego kleszcza, czy może.. Nie, nie teraz. Pokręciła głową, wzdychając jedynie i uśmiechając się uspokajająco. - Nie przejmuj się tym, wszystko mu wyjaśnię, tylko źle zrozumiał. - szepnęła, odrobinę się nachylając, jednak później, gdy poprawiła sukienkę, nieco zwiększyła dzielącą ich odległość. Nie miałaby mu za złe, gdyby wykorzystał poleconą zresztą przez nią samą metodę i skorzystał z jej towarzystwa, aby wywołać zazdrość u któreś z koleżanek. Ona, chociaż nazwała go przyjacielem.. Uśmiechnęła się jednak, zgarniając luźny kosmyk włosów za ucho i obdarzając jego rodzinę spojrzeniem, postanowiła zrobić tak, żeby było, jak najlepiej. Bez sensu, żeby niedźwiadek się denerwował lub źle bawił na weselu przyjaciela. - Dzień dobry, bardzo mi miło Państwa poznać. Hjalmar mi dużo o Państwu opowiadał, zwłaszcza o Panu. Jest Pan Kowalem, prawda? To niesamowite, że nauczył go Pan i możecie razem dzielić pasję, słyszałam, że jest Pan w tym naprawdę dobry. - przerwała na chwilę swój szczery i entuzjastyczny słowotok, żeby nie zabrnąć zbyt daleko, bo blondyn przecież uważał, że mówiła zbyt dużo. Trzeba przyznać, że Dagur był najwyższą osobą, jaką w życiu widziała i była przekonana, że bez wysiłku rozerwałby ją na pół, a jego Saga oraz jej córki były naprawdę śliczne, też przypominając trochę złotowłose księżniczki. - Bardzo mi miło, że Pan tak pomyślał, ale proszę się tym nie przejmować. Hjalmar już dosadnie Panu wyjaśnił, że wcale tak nie jest i na pewno ma na oku bardziej odpowiednią dziewczynę. Spodobało mi na Islandii, gdy tu byłam ostatnio i po prostu był tak miły, że mnie zabrał ze sobą. To bardzo dobry człowiek.
Zakończyła z delikatnym wzruszeniem ramion, posyłając Dagurowi jeszcze krótkie spojrzenie, zanim się wyprostowała i omiotła spojrzeniem resztę stołu, układając dłonie na kolanach. Mógł jej chociaż powiedzieć, u kogo powinna tę zazdrość wywoływać, przecież dookoła było mnóstwo ślicznych dziewczyn. Jak miała wybrać jedną? Przysunęła sobie kufel, chcąc jednak zrobić tylko małego łyka, musiała uważać z alkoholem, żeby nie wpędzić go w żadne kłopoty i nie zawstydzać. Wszyscy przecież tu zerkali, pewnie dlatego, że był świadkiem, albo dlatego, że jego tata mógłby rozwalić sufit.
- Hej, czy ja Cię już nie widziałem? Nie jesteś tą dziewczyną z Lithy, która go p.. Ała!
- Tak, tak widzieliśmy się Lithcie. Nie jesteś przypadkiem tym chłopakiem, który nie umiał się nawet przedstawić, bo zapomniał, jak się mówi? Pozwól więc, że nadrobimy. Pandora, po prostu Pandora. - wystawiła rękę w kierunku najpewniej jego kolegi, który faktycznie mógłby być jednym z tych, których widziała w czerwcu. Na szczęście siedział naprzeciwko, a ona zdążyła go delikatnie kopnąć, żeby nie dokończył wypowiadanego zdania, doskonale wiedząc, co chciał powiedzieć. Co by powiedzieli jego rodzice, nie wspominając o tym, że pewnie dostałby sam blondyn szału? Pandora w ramach przeprosin uśmiechnęła się do niego nieco ładniej, modląc się, żeby nie drążył.