26.05.2023, 23:23 ✶
Jak zwykle sala była przesadnie wystrojona, stoły uginały się od jedzenia, a muzyka zagłuszała stukot setek obcasów przybyłych na bankiet gości. Kolejny w sezonie, nudny i pozbawiony zdaniem Pandory sensu, ale umowa była umową i nie mogła odmówić rodzicom, zwłaszcza że tym razem na tutejszym przyjęciu nie zabrakło również jej ojca, który miał do obgadania jakieś umowy związane z kasynem oraz wyścigami. Pandora westchnęła bezgłośnie, przenosząc na kilka sekund spojrzenie brązowych oczu w stronę zegara wiszącego pomiędzy długimi, wysokimi oknami posiadłości - nie była nawet pewna, którego z magicznych rodów. Metalowe i ciężkie wskazówki poruszały się zbyt wolno, leniwie, a ona jedynie mogła stuknąć paznokciami w kieliszek szampana. Stała akurat ze swoją matką w grupie ludzi, których imion nawet nie pamiętała, przytakując i udzielając się w konwersacji na tyle, ile było to konieczne. Ayday wyglądała oryginalnie - jak zwykle wybrała typowe dla Turcji z której pochodziła szaty i biżuterię, kontrastując to mocnym makijażem i burzą ciemnych włosów zaplecionych w gruby warkocz, a dla córki wybrała na prostą i długą, czerwoną sukienkę na cienkich ramiączkach. Ku radości Pandory, wyszły jej z głowy tiule i pstrokate kolory, a także była w stanie wynegocjować mniej błyskotek, co by nie wyglądać jak świąteczne drzewko. Ruchem głowy przesunęła wyprostowane pasma na plecy, gdzie zakołysały się leniwie, sięgając niemalże pasa. Pożegnały się, brunetka szepnęła matce kilka słów, jednak ta jedynie uśmiechnęła się tajemniczo i wzięła ją pod rękę, kierując w kolejne miejsce na sali, przemykając obok tańczących ludzi, na których kołyszące się ubrania Pandora na chwilę nawet się zapatrzyła. Były ładne, najbardziej prawdziwe i kolorowe ze wszystkich tu rzeczy.
- Ah, Panie Nott! Jak miło Pana widzieć! - usłyszała nagle, przenosząc wzrok na mężczyznę, którego zaczepiła jej matka i uśmiechnęła się, przystając w milczeniu obok kobiety, która puściła jej ramię. Wyglądała na zadowoloną z tego spotkania, musieli się już znać. Przestało ją to zaskakiwać kilka lat temu, jej ród znany był z dużych pieniędzy i wielu kontaktów przez to, że większość czarodziejów miała słabość do hazardu. - Rozmawiał już Pan z moim mężem? Szukał Pana. Ah, to nasza córka, Pandora. Kochanie? To Pan Philip Nott, na pewno o nim słyszałaś.
Nie słyszała, ale jej twarz zupełnie tego nie zdradziła.
- Dobry wieczór, miło mi Pana poznać. - wyrecytowała tonem uprzejmym oraz łagodnym, zaraz unosząc niemalże pusty kieliszek i dopijając szampana, a potem odkładając go na tackę przechodzącego obok kelnera. Ponownie przeniosła na niego spojrzenie, nieco dłużej przyglądając się twarzy. Może faktycznie jej gdzieś mignął, ale nadal żadna lampka nie pojawiła się w jej umyśle, bo nie zwracała uwagi na takie rzeczy, jak sława czy popularność. - Mam nadzieję, że uda się Panu załatwić wszystko z moim ojcem. Ma dziś wyjątkowo dobry humor.
Dodała, czując na sobie spojrzenie swojej matki, które miało chyba zachęcić ją do podjęcia jakiegoś tematu. Nie umiała znaleźć punktu zaczepienia, głównie przez zirytowanie rodzicielką. Na szczęście gdzieś za plecami rozległo się wołanie i Ayday przeprosiła, oddalając się w stronę męża, którego twarz mignęła Pandorze w tłumie, gdy ta się odwróciła. Kobieta wyprostowała się jednak, ponownie przenosząc spojrzenie na swojego rozmówcę. - Musi mi Pan wybaczyć, ale zupełnie nie wiem, gdzie i co o Panu słyszałam.
Wyjaśniła nieco ciszej, nie chcąc aby ktokolwiek usłyszał. Nie umiała kłamać, nie lubiła też robić z ludzi głupków. Z siebie raczej też nie, chociaż to jej czasem wychodziło dość naturalnie i spontanicznie, głównie przez chaotyczne usposobienie i ognisty temperament z odrobiną oślego uporu. Przesunęła dłońmi po odkrytych ramionach, ostatecznie zaciskając na nich palce i pozwalając sobie na lekkie skrzyżowanie rąk pod biustem, raz jeszcze przesunęła wzrokiem po twarzy mężczyzny, jakby wcale nie zamierzała poddawać się ze zgadywaniem. Może był artystą? Pracował w banku? Na krupiera nie wyglądał zupełnie, na osobę profesjonalnie jeżdżącą konno również - to się jej skojarzyło z tym, o czym mógł chcieć porozmawiać z nim jej ojciec. Pandora poruszyła lekko ramionami, posyłając mu jednak miły i życzliwy uśmiech. Nie chciała być złośliwa, po prostu była szczera. Jak się czegoś nie wiedziało, lepiej było zawsze zapytać, niż udawać.
- Ah, Panie Nott! Jak miło Pana widzieć! - usłyszała nagle, przenosząc wzrok na mężczyznę, którego zaczepiła jej matka i uśmiechnęła się, przystając w milczeniu obok kobiety, która puściła jej ramię. Wyglądała na zadowoloną z tego spotkania, musieli się już znać. Przestało ją to zaskakiwać kilka lat temu, jej ród znany był z dużych pieniędzy i wielu kontaktów przez to, że większość czarodziejów miała słabość do hazardu. - Rozmawiał już Pan z moim mężem? Szukał Pana. Ah, to nasza córka, Pandora. Kochanie? To Pan Philip Nott, na pewno o nim słyszałaś.
Nie słyszała, ale jej twarz zupełnie tego nie zdradziła.
- Dobry wieczór, miło mi Pana poznać. - wyrecytowała tonem uprzejmym oraz łagodnym, zaraz unosząc niemalże pusty kieliszek i dopijając szampana, a potem odkładając go na tackę przechodzącego obok kelnera. Ponownie przeniosła na niego spojrzenie, nieco dłużej przyglądając się twarzy. Może faktycznie jej gdzieś mignął, ale nadal żadna lampka nie pojawiła się w jej umyśle, bo nie zwracała uwagi na takie rzeczy, jak sława czy popularność. - Mam nadzieję, że uda się Panu załatwić wszystko z moim ojcem. Ma dziś wyjątkowo dobry humor.
Dodała, czując na sobie spojrzenie swojej matki, które miało chyba zachęcić ją do podjęcia jakiegoś tematu. Nie umiała znaleźć punktu zaczepienia, głównie przez zirytowanie rodzicielką. Na szczęście gdzieś za plecami rozległo się wołanie i Ayday przeprosiła, oddalając się w stronę męża, którego twarz mignęła Pandorze w tłumie, gdy ta się odwróciła. Kobieta wyprostowała się jednak, ponownie przenosząc spojrzenie na swojego rozmówcę. - Musi mi Pan wybaczyć, ale zupełnie nie wiem, gdzie i co o Panu słyszałam.
Wyjaśniła nieco ciszej, nie chcąc aby ktokolwiek usłyszał. Nie umiała kłamać, nie lubiła też robić z ludzi głupków. Z siebie raczej też nie, chociaż to jej czasem wychodziło dość naturalnie i spontanicznie, głównie przez chaotyczne usposobienie i ognisty temperament z odrobiną oślego uporu. Przesunęła dłońmi po odkrytych ramionach, ostatecznie zaciskając na nich palce i pozwalając sobie na lekkie skrzyżowanie rąk pod biustem, raz jeszcze przesunęła wzrokiem po twarzy mężczyzny, jakby wcale nie zamierzała poddawać się ze zgadywaniem. Może był artystą? Pracował w banku? Na krupiera nie wyglądał zupełnie, na osobę profesjonalnie jeżdżącą konno również - to się jej skojarzyło z tym, o czym mógł chcieć porozmawiać z nim jej ojciec. Pandora poruszyła lekko ramionami, posyłając mu jednak miły i życzliwy uśmiech. Nie chciała być złośliwa, po prostu była szczera. Jak się czegoś nie wiedziało, lepiej było zawsze zapytać, niż udawać.