27.05.2023, 13:17 ✶
Niestety, ale społeczeństwo tak funkcjonowały. Liczyły się wpływy, dobre geny, bogactwo, a miłość i przyjaźń zeszła na dalszy plan, zwłaszcza wśród rodzin czystokrwistych. Pandora też nie umiała tego zrozumieć, tym bardziej docenić. Ludzie zawsze dążyli do tego głupiego ideału, a ich wcale nie było. Świat funkcjonuje na zasadzie wymiany, przynajmniej w jej głowie — jeśli miało się doceniać szczęście, trzeba było znać cierpienie. Jeśli człowiek miał mieć zalety, musiał mieć wady. A w kwestii wyglądu to każdy miał swój gust.
Działała impulsywnie, najpierw robiła i potem myślała lub nawet nie myślała, jeśli to po prostu chciała zrobić. Tak było z zasłonięciem jego oczu, nie zastanawiała się nad tym do momentu, aż dłoń ich nie przysłoniła, ale turbulencje, które spowodował, sprawiły, że długo nie mogła tak zostać. Osioł. Dlaczego był taki uparty i śmiały wtedy, gdy było to najmniej potrzebne. Westchnęła kolejny chyba raz w przeciągu ostatnich minut, kręcąc przecząco głową. Musiała mu to jakoś wyjaśnić, zanim ten jego bystry rozumek i sokole oko wywnioskuje za dużo. - Wolałbyś, żebym powiedziała, że wyglądasz delikatniej i bardziej hmm.. Nie wiem, łagodniej, romantycznej? Uznałam po prostu, że najlepiej mój punkt widzenia przedstawi wykorzystanie scenariusza z Twoją małżonką, a że mówiłam o swojej opinii, użyłam siebie na przykład. Po prostu dobrze wyglądasz, ale inaczej. - odpowiedziała mu, mając nadzieję, że już nie będzie drążył, bo i tak powiedziała pewnie za dużo, ale jak zwykle nad swoimi słowotokiem też nie panowała. Prychnęła na jego słowa o zadowoleniu, jakby dla zasady palcem przesuwając ku górze po jego szyi, zaczepiając paznokciem kark. Tak ją zaskoczył tą konwersacją, że nawet nie wykorzystała szpileczek, które jej podrzucił, bo specjalnie nie bulwersował się tym, że miałaby zostać jego żoną i jeszcze dopytywał o nazwisko. Pandora wychodziła jednak z założenia, że zostanie przy swoim, było trochę jak brak szacunku do męża, bo przecież krew ich nie łączyła, a podpis i ród były dobrym początkiem do całej reszty. I to wyglądałoby, jakby żona nie kochała swojego męża albo się go wstydziła, gdyby tak mieli się przedstawiać, jak dwie odrębne jednostki niepowiązane, a nie partnerzy.
Jego tok myślenia byłby ciekawym tematem do dyskusji i może faktycznie, miał w sobie ziarno prawdy, ale właściciel wisiorka dostarczał jej więcej wrażeń, niż sam drewniany twór. Dawno jednak przestała go podejrzewać o chęć mordu, nawet jeśli droczyła się z nim, że było inaczej. Był naprawdę łagodnym i miłym człowiekiem, pomimo swojej postury i okazjonalnych ataków furii. Dało się je opanować, jeśli zareagowało się w odpowiednim czasie. Musiał sobie sam odpowiedzieć, czy brunetka była nim zafascynowana lub po prostu ją zapytać.
- Aż tak mi się przyglądałeś? - zapytała zaczepnie z błyskiem w oczach, zaraz jednak kontynuując. - Mówiłam Ci, że umiesz mnie uspokoić, ale to nie znaczy, że się nie martwię. Po prostu nie widać chyba? Trzeba żyć chwilą, na tym to polega. A jak przyniesiesz mi sztuczne kwiaty, Merlin mi świadkiem, będę Cię nawiedzać. - zakończyła pewnym głosem, taki, który nie zniósłby żadnego sprzeciwu odnośnie do potencjalnych doniczek lub bukietów na jej płycie nagrobkowej. Aczkolwiek jeśli zapytać dosadniej Pandory, wolałaby być spalona i żeby jej prochy rozsypano gdzieś w ładnym miejscu, wtedy mogłaby być wszędzie i widzieć niebo. Jak miałaby mieć nad sobą niebo sześć metrów pod ziemią w pudełku z drewna? Oby w tej wiązance z Islandii były te wrzosy i kwiaty, które wybrał jej do wianka.
- Ugryzł byś mnie, naprawdę? - zapytała zaskoczonym, aczkolwiek dość uroczym tonem, wlepiając w niego wzrok, specjalnie korzystając z tego, że miała pomalowane oczy i dłuższe rzęsy, niż zwykle. Korciło ją na tyle, żeby spróbować, że niewiele myśląc i nie dając mu za bardzo czasu na odpowiedź, przysunęła usta do jego szyi i na kilka sekund, delikatnie, zaczepiła o skórę zębami. Nie zostawiła oczywiście żadnego śladu, poza subtelnym zabarwieniem. Posłała mu potem krótkie spojrzenie. - I było tak strasznie? Zapewniam Cię, kleszcze są gorsze ode mnie.
Nie wiedziała, dlaczego tak lubiła go podpuszczać i prowokować, samo tak wychodziło. Na jego słowa, będące w gruncie rzeczy odzwierciedleniem jej własnych, uniosła tylko wymownie brew, która świadczyła o przekonaniu na temat własnej racji. To, że była ekspresyjna, tylko ułatwiało mu życia i nie musiał się domyślać. Ile gorsze były te kobiety, które wymagały ciągłych zgadywanek, przesadzając z tajemniczością?
- Nie jest? To, co to jest? - dopytała, jak gdyby nigdy nic, dostrzegając ten charakterystyczny sygnał. Jak zwykle wybrnął, na co tylko roześmiała się, kiwając głową na kolejne powtórzenie po niej słowa, nawiązującego do nadchodzących karm za terroryzm. - Mało razy chciałeś mnie utopić? Przyznaj się.
Dodała miękko, bez cienia złości czy pretensji.
A potem ją po prostu zatkało na tyle, że wbiła w niego wzrok i rozchyliła usta, że w ogóle śmiał użyć tego słowa na głos. Pokręciła głową, krzyżując ręce pod biustem. - Nie jestem zazdrosna. Dlaczego miałabym być zazdrosna. - odpowiedziała szybko, dość pewnym głosem i starając się brzmieć też na odrobinę rozbawioną, ale z Pandory był słaby kłamca. Wywróciła oczami użyty przez niego ton. - Sugerowałam jedynie, że jak się postarasz i coś Ci się podoba, to stać Cię na więcej, niż kleszcz. Wiesz, jakie one są brzydkie? I roznoszą choroby. - kontynuowała uparcie, bo przecież musiała się bronić i udowodnić mu swoje racje. Nie mogła pozwolić mu myśleć, że była zazdrosna, bo wiedziała, że nie będzie miała wtedy absolutnie wytchnienia przed całym arsenałem docinków. - No, nie mógłbyś jej zabić. Mnie byś mógł. To wcale nie jest dobry argument. A uderzyłeś go, bo jesteś dobrym człowiekiem i bronisz słabszych.
Adwokat diabła, dziecko chaosu miało odpowiedź chyba na wszystko, odpowiednio dopasowaną pod swój tok myślenia i postrzeganie sprawy. Deniz była młodsza, nawet jeśli nie chciałby żony dziesięć lat młodszej, kto zabroniłby mu letniego, tureckiego romansu?
- Dlaczego miałby mnie ktoś chcieć otruć? Nie można tak podejrzewać ludzi o brzydkie rzeczy. - zauważyła z rozbawieniem, lustrując go wzrokiem. Wróciła już do siebie, zostawiając Morze w tle i ewentualnie we włosach lub ubraniu. No i nie myślała już o tym głupim przyjęciu i swojej kuzynce, a przynajmniej się starała, bo po co psuć sobie wieczór, kiedy polowali na spadające gwiazdy. - Jak się pije w dobrym towarzystwie, to każdy alkohol smakuje. Ten nie jest taki cierpki, chyba żeby był wódką.
Pamiętała smak tego ostatniego, strasznie się wykrzywiała przy tym, co zostawiał w gardle i na ustach, a potem jeszcze je wysuszała wódka. Same z tym problemy — kac największy, najszybsze osiągnięcie stanu upojenia. Nie można było się nią tak o, relaksować i pić sobie spokojnie, bez obaw.
Wbiła w niego wzrok, grzecznie leżąc, jak na poduszce. Jak się nad tym chwilę zastanowić, to nie pierwszy raz, gdy za takową robił. Było ramię, plecy, to teraz czas na nogi, skoro była ku temu okazja. - Nie narzekam, a co? Potem możemy się zmienić. - odwzajemniła jego uśmiech, zostawiając na chwilę jeden z guzików i unosząc dłoń, aby zgarnąć włosy gdzieś na bok, bo wciąż spływały z nich kropelki wody. Jeszcze przez chwilę będą proste, a potem zaczną się wić pod wpływem wilgoci i ciepłego powietrza, jak zwykle. - Wolę wierzyć, że jedna gwiazda jest od jednego życzenia. Chyba że widziałbyś tę gwiazdę, nie wiem, z Islandii, a ja z Turcji, to wtedy pewnie spełniłaby dwa. Jakie miałaby wyjście, skoro nie wiedzielibyśmy wzajemnie, że na nią patrzymy?
Nie miała pojęcia, czy jej odpowiedź uwieńczona pytaniem była sensowna, ale zgadzała się z tym, co siedziało Pandorze na ten temat w głowie. Niebo było jedno, ludzie o tym zapominali przez to, że konstelacje leżały w inny sposób. - Ależ Ci humor dopisuje Niedźwiadku. - zauważyła z odrobiną niedowierzania, uśmiechając się jednak i nawet trochę śmiejąc, bo jak zwykle, zaraził ją śmiechem. Wskazała mu też niedbale dłonią na koszyk, żeby sobie tam poszukał czegoś dobrego, bo jej było zbyt wygodnie, żeby się ruszyła.
- To nie tak, że nie chce brać ślubu, czy zakładać rodziny. To chodzi o wybór. Chce sobie sama wybrać człowieka, a nie patrzeć na to, ile ma galeonów lub jakie nazwisko. Zauważyłeś, że małżeństwo to tak naprawdę najbardziej hmm niespotykana i trochę jakby prawdziwa relacja? - zaczęła, chcąc chociaż trochę przybliżyć mu swój punkt widzenia, bo w jakiś sposób czuła, że jego własny wcale od tego jej się tak bardzo nie różni. Tak, jak chwilę wcześniej patrzyła w niebo, tak teraz podniosła się z odrobiną niezadowolenia i usiadła przodem do niego, przeczesując do tyłu włosy. - Wszyscy z krwi Cię kochają, bo ona was łączy. Niezależnie od tego, jakim jesteś człowiekiem.. Ale żonę, męża wybierasz sobie sam, bo chcesz. Nie musisz, chcesz. Ja wiem, że niewiele jest teraz małżeństw opartych na miłości, ale jeśli już się zdecydujesz z kimś ożenić to dlatego, że decydujesz się go kochać za to, jakim jest. I wisisz na tym i polegasz na tym. Chce sobie sama wybrać. Im bardziej ta kobieta na mnie to wymusza, tym bardziej zrobię jej na przekór. - wzruszyła ramionami, przesuwając palcami po jego torsie, bo ułożyła tam dłoń w trakcie swojego słowotoku. Nie miała pojęcia, czy mówiła sensownie dla mężczyzn, ale nie umiała tego lepiej wyjaśnić. Uśmiechnęła się więc nieporadnie, a potem naciągając swoją koszulo-sukienkę nieco na uda, wróciła do poprzedniej pozycji, robiąc sobie z jego nogi poduszkę. - Jak sobie zajrzysz w mój plecak, to masz tam pergamin. Dlaczego Ty nie masz żony jeszcze?
Odbiła piłeczkę, nie mogąc w sumie się powstrzymać, bo przecież nie tylko ona była już w odpowiednim wieku do ślubu, patrząc po normach społecznych. Na Islandii miała wrażenie, że tylko jego przyjaciele zwlekali z tym dziesięć lat, a tak, to szło im dość szybko. Litha obfitowała przecież w zakochanych, którzy wyruszyli do lasu w poszukiwaniu kwiatu paproci. Tak, doczytała.
Działała impulsywnie, najpierw robiła i potem myślała lub nawet nie myślała, jeśli to po prostu chciała zrobić. Tak było z zasłonięciem jego oczu, nie zastanawiała się nad tym do momentu, aż dłoń ich nie przysłoniła, ale turbulencje, które spowodował, sprawiły, że długo nie mogła tak zostać. Osioł. Dlaczego był taki uparty i śmiały wtedy, gdy było to najmniej potrzebne. Westchnęła kolejny chyba raz w przeciągu ostatnich minut, kręcąc przecząco głową. Musiała mu to jakoś wyjaśnić, zanim ten jego bystry rozumek i sokole oko wywnioskuje za dużo. - Wolałbyś, żebym powiedziała, że wyglądasz delikatniej i bardziej hmm.. Nie wiem, łagodniej, romantycznej? Uznałam po prostu, że najlepiej mój punkt widzenia przedstawi wykorzystanie scenariusza z Twoją małżonką, a że mówiłam o swojej opinii, użyłam siebie na przykład. Po prostu dobrze wyglądasz, ale inaczej. - odpowiedziała mu, mając nadzieję, że już nie będzie drążył, bo i tak powiedziała pewnie za dużo, ale jak zwykle nad swoimi słowotokiem też nie panowała. Prychnęła na jego słowa o zadowoleniu, jakby dla zasady palcem przesuwając ku górze po jego szyi, zaczepiając paznokciem kark. Tak ją zaskoczył tą konwersacją, że nawet nie wykorzystała szpileczek, które jej podrzucił, bo specjalnie nie bulwersował się tym, że miałaby zostać jego żoną i jeszcze dopytywał o nazwisko. Pandora wychodziła jednak z założenia, że zostanie przy swoim, było trochę jak brak szacunku do męża, bo przecież krew ich nie łączyła, a podpis i ród były dobrym początkiem do całej reszty. I to wyglądałoby, jakby żona nie kochała swojego męża albo się go wstydziła, gdyby tak mieli się przedstawiać, jak dwie odrębne jednostki niepowiązane, a nie partnerzy.
Jego tok myślenia byłby ciekawym tematem do dyskusji i może faktycznie, miał w sobie ziarno prawdy, ale właściciel wisiorka dostarczał jej więcej wrażeń, niż sam drewniany twór. Dawno jednak przestała go podejrzewać o chęć mordu, nawet jeśli droczyła się z nim, że było inaczej. Był naprawdę łagodnym i miłym człowiekiem, pomimo swojej postury i okazjonalnych ataków furii. Dało się je opanować, jeśli zareagowało się w odpowiednim czasie. Musiał sobie sam odpowiedzieć, czy brunetka była nim zafascynowana lub po prostu ją zapytać.
- Aż tak mi się przyglądałeś? - zapytała zaczepnie z błyskiem w oczach, zaraz jednak kontynuując. - Mówiłam Ci, że umiesz mnie uspokoić, ale to nie znaczy, że się nie martwię. Po prostu nie widać chyba? Trzeba żyć chwilą, na tym to polega. A jak przyniesiesz mi sztuczne kwiaty, Merlin mi świadkiem, będę Cię nawiedzać. - zakończyła pewnym głosem, taki, który nie zniósłby żadnego sprzeciwu odnośnie do potencjalnych doniczek lub bukietów na jej płycie nagrobkowej. Aczkolwiek jeśli zapytać dosadniej Pandory, wolałaby być spalona i żeby jej prochy rozsypano gdzieś w ładnym miejscu, wtedy mogłaby być wszędzie i widzieć niebo. Jak miałaby mieć nad sobą niebo sześć metrów pod ziemią w pudełku z drewna? Oby w tej wiązance z Islandii były te wrzosy i kwiaty, które wybrał jej do wianka.
- Ugryzł byś mnie, naprawdę? - zapytała zaskoczonym, aczkolwiek dość uroczym tonem, wlepiając w niego wzrok, specjalnie korzystając z tego, że miała pomalowane oczy i dłuższe rzęsy, niż zwykle. Korciło ją na tyle, żeby spróbować, że niewiele myśląc i nie dając mu za bardzo czasu na odpowiedź, przysunęła usta do jego szyi i na kilka sekund, delikatnie, zaczepiła o skórę zębami. Nie zostawiła oczywiście żadnego śladu, poza subtelnym zabarwieniem. Posłała mu potem krótkie spojrzenie. - I było tak strasznie? Zapewniam Cię, kleszcze są gorsze ode mnie.
Nie wiedziała, dlaczego tak lubiła go podpuszczać i prowokować, samo tak wychodziło. Na jego słowa, będące w gruncie rzeczy odzwierciedleniem jej własnych, uniosła tylko wymownie brew, która świadczyła o przekonaniu na temat własnej racji. To, że była ekspresyjna, tylko ułatwiało mu życia i nie musiał się domyślać. Ile gorsze były te kobiety, które wymagały ciągłych zgadywanek, przesadzając z tajemniczością?
- Nie jest? To, co to jest? - dopytała, jak gdyby nigdy nic, dostrzegając ten charakterystyczny sygnał. Jak zwykle wybrnął, na co tylko roześmiała się, kiwając głową na kolejne powtórzenie po niej słowa, nawiązującego do nadchodzących karm za terroryzm. - Mało razy chciałeś mnie utopić? Przyznaj się.
Dodała miękko, bez cienia złości czy pretensji.
A potem ją po prostu zatkało na tyle, że wbiła w niego wzrok i rozchyliła usta, że w ogóle śmiał użyć tego słowa na głos. Pokręciła głową, krzyżując ręce pod biustem. - Nie jestem zazdrosna. Dlaczego miałabym być zazdrosna. - odpowiedziała szybko, dość pewnym głosem i starając się brzmieć też na odrobinę rozbawioną, ale z Pandory był słaby kłamca. Wywróciła oczami użyty przez niego ton. - Sugerowałam jedynie, że jak się postarasz i coś Ci się podoba, to stać Cię na więcej, niż kleszcz. Wiesz, jakie one są brzydkie? I roznoszą choroby. - kontynuowała uparcie, bo przecież musiała się bronić i udowodnić mu swoje racje. Nie mogła pozwolić mu myśleć, że była zazdrosna, bo wiedziała, że nie będzie miała wtedy absolutnie wytchnienia przed całym arsenałem docinków. - No, nie mógłbyś jej zabić. Mnie byś mógł. To wcale nie jest dobry argument. A uderzyłeś go, bo jesteś dobrym człowiekiem i bronisz słabszych.
Adwokat diabła, dziecko chaosu miało odpowiedź chyba na wszystko, odpowiednio dopasowaną pod swój tok myślenia i postrzeganie sprawy. Deniz była młodsza, nawet jeśli nie chciałby żony dziesięć lat młodszej, kto zabroniłby mu letniego, tureckiego romansu?
- Dlaczego miałby mnie ktoś chcieć otruć? Nie można tak podejrzewać ludzi o brzydkie rzeczy. - zauważyła z rozbawieniem, lustrując go wzrokiem. Wróciła już do siebie, zostawiając Morze w tle i ewentualnie we włosach lub ubraniu. No i nie myślała już o tym głupim przyjęciu i swojej kuzynce, a przynajmniej się starała, bo po co psuć sobie wieczór, kiedy polowali na spadające gwiazdy. - Jak się pije w dobrym towarzystwie, to każdy alkohol smakuje. Ten nie jest taki cierpki, chyba żeby był wódką.
Pamiętała smak tego ostatniego, strasznie się wykrzywiała przy tym, co zostawiał w gardle i na ustach, a potem jeszcze je wysuszała wódka. Same z tym problemy — kac największy, najszybsze osiągnięcie stanu upojenia. Nie można było się nią tak o, relaksować i pić sobie spokojnie, bez obaw.
Wbiła w niego wzrok, grzecznie leżąc, jak na poduszce. Jak się nad tym chwilę zastanowić, to nie pierwszy raz, gdy za takową robił. Było ramię, plecy, to teraz czas na nogi, skoro była ku temu okazja. - Nie narzekam, a co? Potem możemy się zmienić. - odwzajemniła jego uśmiech, zostawiając na chwilę jeden z guzików i unosząc dłoń, aby zgarnąć włosy gdzieś na bok, bo wciąż spływały z nich kropelki wody. Jeszcze przez chwilę będą proste, a potem zaczną się wić pod wpływem wilgoci i ciepłego powietrza, jak zwykle. - Wolę wierzyć, że jedna gwiazda jest od jednego życzenia. Chyba że widziałbyś tę gwiazdę, nie wiem, z Islandii, a ja z Turcji, to wtedy pewnie spełniłaby dwa. Jakie miałaby wyjście, skoro nie wiedzielibyśmy wzajemnie, że na nią patrzymy?
Nie miała pojęcia, czy jej odpowiedź uwieńczona pytaniem była sensowna, ale zgadzała się z tym, co siedziało Pandorze na ten temat w głowie. Niebo było jedno, ludzie o tym zapominali przez to, że konstelacje leżały w inny sposób. - Ależ Ci humor dopisuje Niedźwiadku. - zauważyła z odrobiną niedowierzania, uśmiechając się jednak i nawet trochę śmiejąc, bo jak zwykle, zaraził ją śmiechem. Wskazała mu też niedbale dłonią na koszyk, żeby sobie tam poszukał czegoś dobrego, bo jej było zbyt wygodnie, żeby się ruszyła.
- To nie tak, że nie chce brać ślubu, czy zakładać rodziny. To chodzi o wybór. Chce sobie sama wybrać człowieka, a nie patrzeć na to, ile ma galeonów lub jakie nazwisko. Zauważyłeś, że małżeństwo to tak naprawdę najbardziej hmm niespotykana i trochę jakby prawdziwa relacja? - zaczęła, chcąc chociaż trochę przybliżyć mu swój punkt widzenia, bo w jakiś sposób czuła, że jego własny wcale od tego jej się tak bardzo nie różni. Tak, jak chwilę wcześniej patrzyła w niebo, tak teraz podniosła się z odrobiną niezadowolenia i usiadła przodem do niego, przeczesując do tyłu włosy. - Wszyscy z krwi Cię kochają, bo ona was łączy. Niezależnie od tego, jakim jesteś człowiekiem.. Ale żonę, męża wybierasz sobie sam, bo chcesz. Nie musisz, chcesz. Ja wiem, że niewiele jest teraz małżeństw opartych na miłości, ale jeśli już się zdecydujesz z kimś ożenić to dlatego, że decydujesz się go kochać za to, jakim jest. I wisisz na tym i polegasz na tym. Chce sobie sama wybrać. Im bardziej ta kobieta na mnie to wymusza, tym bardziej zrobię jej na przekór. - wzruszyła ramionami, przesuwając palcami po jego torsie, bo ułożyła tam dłoń w trakcie swojego słowotoku. Nie miała pojęcia, czy mówiła sensownie dla mężczyzn, ale nie umiała tego lepiej wyjaśnić. Uśmiechnęła się więc nieporadnie, a potem naciągając swoją koszulo-sukienkę nieco na uda, wróciła do poprzedniej pozycji, robiąc sobie z jego nogi poduszkę. - Jak sobie zajrzysz w mój plecak, to masz tam pergamin. Dlaczego Ty nie masz żony jeszcze?
Odbiła piłeczkę, nie mogąc w sumie się powstrzymać, bo przecież nie tylko ona była już w odpowiednim wieku do ślubu, patrząc po normach społecznych. Na Islandii miała wrażenie, że tylko jego przyjaciele zwlekali z tym dziesięć lat, a tak, to szło im dość szybko. Litha obfitowała przecież w zakochanych, którzy wyruszyli do lasu w poszukiwaniu kwiatu paproci. Tak, doczytała.