27.05.2023, 13:39 ✶
Nie miała do niej absolutnie żadnych pretensji. Obydwie były dorosłe, a ich relacja silna oraz stabilna na tyle, że często spotkania nie były wyznacznikiem jej przetrwania, bo niezależnie czy widziały się raz w miesiącu, czy może raz na trzy to i tak zawsze było tak samo, jak w momencie, gdy się żegnały. Zawsze też były listy lub krótkie spotkania na korytarzach Ministerstwa Magii. No i te zaręczyny z Saurielem. Cynthię uspokajał fakt, że cokolwiek o nim wiedziała, a dodatkowo był przyjacielem Fergusa, którego zawsze mogła o niego dopytać. Ot, kółko wzajemnego pozyskiwania informacji.
Zawsze ze sobą kontrastowały, tworząc w połączeniu trochę kawę z mlekiem. Trudno było ich nie zauważyć przez to już za czasów Hogwartu, gdy kręciły się razem, kontrastując jak czerń z bielą. Nic, co dotyczyło zmian w zachowaniu lub wyglądzie Tori — nawet coś tak błahego, jak zmęczenie, nie umykało jej uwadze. Znów brała na siebie zbyt dużo, czy może konieczna będzie pogawędka z Rookwoodem? Uśmiechnęła się na jej słowa w sposób, który przeznaczony był dla najbliższych — znacznie łagodniejszy i cieplejszy, wręcz czuły. W końcu była dla niej, jak siostra, a Castiela wywiało gdzieś na tym jego niedorzecznym jachcie. Pewnie uciekał przed ojcem i przed ślubem.
- Na szczęście mamy cały wieczór i nie ominie Cię jej opowiadanie, niezależnie od tego, czy powodem był Rogogon, Jednorożec czy może Sauriel. - odpowiedziała tonem, który raczej nie zniósłby sprzeciwu, przyglądając się jej jeszcze przez moment, zanim wygodnie usiadła, poprawiając sukienkę. Była niestety odrobinę pedantyczna, ceniła sobie nienaganność, najwięcej wymagając od samej siebie, więc sukienka musiała leżeć doskonale i nie zaginać się w miejscach, które później by się nie wyprostowały, przez co wyglądałaby niechlujnie.
- Hmm? - podniosła na nią błękitne, nieco zaskoczone oczy, gdy tylko torebka bezpiecznie wylądowała na siedzisku. Sam wybór tasiemki zaintrygował blondynkę na tyle, że przez chwilę wędrowała wzrokiem między nią a przyjaciółką. - Nie musiałaś głuptasie. - kontynuowała w końcu, biorąc od niej pudełeczko. Obydwie nie były wylewne, a swoje wiedziały. Przesunęła dłońmi po przedmiocie, otwierając wieczko i uśmiechnęła się ze szczerym zachwytem na widok wybranej przez nią ozdoby, która zawierała tak lubiany przez nią motyw. - Jest przepiękna, dziękuje. Będę zawsze o Tobie myślała, gdy będę ją nosiła. - zakończyła łagodniej, przesuwając palcem po diamenciku, przyglądając się błyskotce jeszcze chwilę. Biżuterie zwykle nosiła skromną, ale ozdoby do włosów bardzo lubiła — niezależnie, czy były to spinki, czy szersze wstążki do robienia wysokich kitek.
- Oh, paskudnie. Kto Ci to zafundował to nieszczęście? Są wygodniejsze środki transportu.. - westchnęła na jej słowa z odrobiną współczucia, bo doskonale rozumiała. Miotły i te wszystkie powozy, dywany, czy nawet pegazy były okropne i niestabilne. Zamknęła puzderko, chowając je do torebki i poprawiła się na siedzisku, skupiając na czarnowłosej uwagę, jakby z zainteresowaniem czekając, aż ta poda jej powód, dla których zniosła te tortury. Mogły być spokojnie wytłumaczeniem dla podkrążonych oczu. Skinęła głową kelnerowi, przysuwając sobie pozostawiony przez niego kieliszek, a potem idąc śladem przyjaciółki, również go uniosła, robiąc łyka. Słodkawy, ale nie było to natrętnie, przyjemnie wyważało smak. - Dowiedzenie się tego, co u Ciebie jest też ważnym elementem obchodów tego święta, w końcu z nas dwóch, prowadzisz się bardziej żywo. - zauważyła z nutą rozbawienia, nawiązując do swojej pracy, która krążyła przecież dookoła zwłok, które były jej głównym towarzystwem. Ciekawiło ją też trochę, czy ma już wybraną datę z Rookwoodem i jak właściwie wygląda sytuacja ich relacji. Był godzien i na tyle interesujący, żeby Victoria sama go sobie wybrała, zaakceptowała? Stuknęła paznokciami w szkło, przesuwając spojrzeniem po jej twarzy. - Odnalazłaś się już w swojej sytuacji? Mam nadzieję, że Twój narzeczony jest znośnym towarzystwem. Lepiej, żeby był.
Lestrange doskonale wiedziała, że dla niej, Cynthia Flint byłaby zdolna do wszystkiego.
Zawsze ze sobą kontrastowały, tworząc w połączeniu trochę kawę z mlekiem. Trudno było ich nie zauważyć przez to już za czasów Hogwartu, gdy kręciły się razem, kontrastując jak czerń z bielą. Nic, co dotyczyło zmian w zachowaniu lub wyglądzie Tori — nawet coś tak błahego, jak zmęczenie, nie umykało jej uwadze. Znów brała na siebie zbyt dużo, czy może konieczna będzie pogawędka z Rookwoodem? Uśmiechnęła się na jej słowa w sposób, który przeznaczony był dla najbliższych — znacznie łagodniejszy i cieplejszy, wręcz czuły. W końcu była dla niej, jak siostra, a Castiela wywiało gdzieś na tym jego niedorzecznym jachcie. Pewnie uciekał przed ojcem i przed ślubem.
- Na szczęście mamy cały wieczór i nie ominie Cię jej opowiadanie, niezależnie od tego, czy powodem był Rogogon, Jednorożec czy może Sauriel. - odpowiedziała tonem, który raczej nie zniósłby sprzeciwu, przyglądając się jej jeszcze przez moment, zanim wygodnie usiadła, poprawiając sukienkę. Była niestety odrobinę pedantyczna, ceniła sobie nienaganność, najwięcej wymagając od samej siebie, więc sukienka musiała leżeć doskonale i nie zaginać się w miejscach, które później by się nie wyprostowały, przez co wyglądałaby niechlujnie.
- Hmm? - podniosła na nią błękitne, nieco zaskoczone oczy, gdy tylko torebka bezpiecznie wylądowała na siedzisku. Sam wybór tasiemki zaintrygował blondynkę na tyle, że przez chwilę wędrowała wzrokiem między nią a przyjaciółką. - Nie musiałaś głuptasie. - kontynuowała w końcu, biorąc od niej pudełeczko. Obydwie nie były wylewne, a swoje wiedziały. Przesunęła dłońmi po przedmiocie, otwierając wieczko i uśmiechnęła się ze szczerym zachwytem na widok wybranej przez nią ozdoby, która zawierała tak lubiany przez nią motyw. - Jest przepiękna, dziękuje. Będę zawsze o Tobie myślała, gdy będę ją nosiła. - zakończyła łagodniej, przesuwając palcem po diamenciku, przyglądając się błyskotce jeszcze chwilę. Biżuterie zwykle nosiła skromną, ale ozdoby do włosów bardzo lubiła — niezależnie, czy były to spinki, czy szersze wstążki do robienia wysokich kitek.
- Oh, paskudnie. Kto Ci to zafundował to nieszczęście? Są wygodniejsze środki transportu.. - westchnęła na jej słowa z odrobiną współczucia, bo doskonale rozumiała. Miotły i te wszystkie powozy, dywany, czy nawet pegazy były okropne i niestabilne. Zamknęła puzderko, chowając je do torebki i poprawiła się na siedzisku, skupiając na czarnowłosej uwagę, jakby z zainteresowaniem czekając, aż ta poda jej powód, dla których zniosła te tortury. Mogły być spokojnie wytłumaczeniem dla podkrążonych oczu. Skinęła głową kelnerowi, przysuwając sobie pozostawiony przez niego kieliszek, a potem idąc śladem przyjaciółki, również go uniosła, robiąc łyka. Słodkawy, ale nie było to natrętnie, przyjemnie wyważało smak. - Dowiedzenie się tego, co u Ciebie jest też ważnym elementem obchodów tego święta, w końcu z nas dwóch, prowadzisz się bardziej żywo. - zauważyła z nutą rozbawienia, nawiązując do swojej pracy, która krążyła przecież dookoła zwłok, które były jej głównym towarzystwem. Ciekawiło ją też trochę, czy ma już wybraną datę z Rookwoodem i jak właściwie wygląda sytuacja ich relacji. Był godzien i na tyle interesujący, żeby Victoria sama go sobie wybrała, zaakceptowała? Stuknęła paznokciami w szkło, przesuwając spojrzeniem po jej twarzy. - Odnalazłaś się już w swojej sytuacji? Mam nadzieję, że Twój narzeczony jest znośnym towarzystwem. Lepiej, żeby był.
Lestrange doskonale wiedziała, że dla niej, Cynthia Flint byłaby zdolna do wszystkiego.