27.05.2023, 16:02 ✶
Powinien się przyzwyczaić do tego, jak nietuzinkowo myślała Pandora i jak lubiła sama coś robić lub używać właśnie siebie, do przedstawiania swojego punktu widzenia lub racji. Nie zawsze było to rozwiązanie najlepsze lub najbardziej bezpieczne. Nie chodziło o to, że ją męczył, tylko po prostu trudno byłoby jej sensownie wyjaśnić, dlaczego powiedziała tak, a nie inaczej, bo gdy mówiła, to przecież wcale się nad tym głębiej nie zastanawiała.
- No tak, oczywiście. - zgodziła się z nim z delikatnym wzruszeniem ramion, udając, że wcale nie dostrzegła tego uśmieszku i próby stłumienia śmiechu, który ku jej własnemu zadowoleniu, pojawiał się coraz częściej w ich relacji. Nie podejrzewałaby go przecież o gapienie się na mieszankę kleszcza z odrobiną siostry. Jej umysł niepokojąco mocno się do tego przykleił, jakby znajdowała w tym wymówkę absolutnie na wszystko, tłumiąc jednocześnie pewne myśli oraz emocje, zanim wybuchłyby tak gwałtownie, że by znów paplała lub robiła coś bez pomyślunku o konsekwencjach. A wypiła trochę szampana, chociaż i ta wymówka zdawała się zawodzić, bo ilość stresu, który jej dostarczył w torturach w Morzu Śródziemnych, działało, niczym sole trzeźwiące. - Nie mogę tego obiecać, mam problemy z bezsennością i północ jest dla mnie, jak popołudnie. Więc byłabym jak ta nocna mara. Nie martw się jednak, nie dusiłabym Cię i nie robiłabym Ci okropnych rzeczy, jak te wszystkie senne demony, - oznajmiła mu łagodnie, jakby miało rozwiązać to wszystkie te problemy z jej duszą po śmierci, żeby się nie musiał martwić i zabezpieczać przed szalonym duchem. Na pewno nie przeszkadzałaby mu aż tak, ewentualnie chodziłby trochę niewyspany.
Była krukonka musiała mieć jakiś rozum i spostrzegawczość, biorąc pod uwagę jej oceny oraz wszystkie te certyfikaty, które robiła. Mechanizmy, jak i praca z magicznymi stworzeniami, nawet rysowanie głupich map nieba, wymagało od niej więcej spostrzegawczości i umiejętności dostrzegania drobnych rzeczy, niż rzucanie czarów. W tym nie była aż taka dobra. Reakcja jego ciała, przyśpieszone bicie serca, które wyczuwała z taką łatwością przez to, że była tak blisko niego sprawiły, że dość szybko zakończyła swoje figle, decydując się jednak nie dawać po sobie poznać, że cokolwiek zauważyła. Każdy miał swoje sekrety, swoje wspomnienia, których nie chciał pokazywać światu. Ściągnęła na kilka sekund brwi, przyglądając się badawczo jego twarz, aby zaraz uśmiechnąć się przepraszająco i palcami przesunąć po jego policzku. - Już nie będę, więc nie musimy sprawdzać. - zapewniła go tylko, cofając zaraz dłoń. Nie bardzo rozumiała i wiedziała, o co chodzi, ale nie zamierzała dopytywać. Może kiedyś był chory przez takiego kleszcza lub ugryzła go chmurkowa owca?
- Cóż, mogło być gorzej. Jestem przekonana, że wtedy w tym lesie taka myśl pojawiała się co pół minuty. Robimy postępy Niedźwiadku, jeszcze się do mnie przyzwyczaisz na tyle, że będziesz tęsknił, jak mnie nie będzie.
Brzmiała dość pewnie, jakby nie przewidywała innego rozwoju tej sytuacji, zwłaszcza że jej rodzina już nawet wiedziała, że się przecież przyjaźnią. Wiedziała przecież, że była trudna i nieznośna, że byli całkowicie różni i w chwilach, gdy on przypominał lodowiec, ona była jak buchający lawą wulkan i ta lawa chciała dotrzeć po prostu wszędzie.
Na jego pytanie z uniesioną brwią, zrobiła to samo — uniosła swoje, nie mogąc jednak powstrzymać odrobinę zakłopotanego uśmiechu, który wpłynął na jej wargi, gdy przecząco pokręciła głową. Muiała znaleźć odpowiednie słowa, odpowiednią pozycję obronną, bo Hjalmar miał niesamowity wręcz talent do roztapiania jej za każdym razem, gdy próbowała dla odmiany być trochę mniej przewidywalna, intensywna, impulsywna i przede wszystkim tak łatwa do odczytania. - A mam powód, do zazdrości? Przecież Ty też nie byłbyś o mnie zazdrosny, jestem tylko kleszczem. - rozłożyła bezradnie dłonie, jakby próbowała odrobinę nieporadnie odbić piłeczkę i zbić go z tropu. Nazwanie jej złotkiem wcale nie było takie miłe, gdy już wcześniej użył tego określenia na jej kuzynkę, nie wspominając już o słowach związanych z byciem damą, wizytami w jego ojczyźnie czy nazwanie jej "Panną Prewett", co brzmiało tak nienaturalnie w jego wykonaniu, że aż cofnęła się pół kroku, robiąc trochę podkowę z ust — jednocześnie ze smutku i zniesmaczenia, że w ogóle wypowiedział to na głos. - Nie, nie, nie.. Tak zdecydowanie nie. Już wolę tego osła... No, chyba że nie chcesz, żebym więcej do Ciebie zajrzała na Islandię, więc wtedy kontynuuj z tą Panną Prewett, Panie Nordgersim.
Wyjaśniła mu po chwili namysłu, przesuwając palcami po swojej szyi i wsuwając palce za kołnierzyk koszuli, żeby poprawić wywinięty kraniec, który ją zaczepiał. Mógł być też to efekt wywołany przez wciąż mokre włosy, które zdążyły już zrobić dużą plamę na jej plecach. Zmrużyła oczy z zaintrygowaniem, wracając po namyśle na swoje poprzednie miejsce, wbijając w niego pytające spojrzenie. - To jednak nie chciałbyś mnie zabić? Ciekawe, ciekawe. Niedźwiadek mi się gubi w zeznaniach.
Zauważyła, powstrzymując rozbawienie, a na wzmiankę o szpitalu i okupie, spomiędzy jej ust uciekło jedynie ciche "mhmm", jakby wcale mu to w nie wierzyła. To nie było godne jej ulubionego Islandczyka, aby kogokolwiek porywać dla okupu, zabijać lub robić krzywdę. On był obrońcą, bohaterem, szlachetnym i pracowitym człowiekiem, po prostu mając przy tym odrobinę groźny wygląd, chociaż gdyby przyjrzeć mu się bardziej, spojrzenie też miał łagodne. Błękitne i jasne, ciepłe, jak takie niebo w środku lata, na którym nie było chmur.
- Ja bym piła, bo innym byłoby przykro. - odpowiedziała mu cicho, ale zgodnie z prawdą, bo czułaby się okropnie, gdyby swoim wybrzydzaniem popsułaby komukolwiek dobrą zabawę. - Czasem jest tak, że zależnie od miejsca i ludzi, wszystko smakuje i wygląda inaczej. Tutejsza wódka — taka czysta, smakuje inaczej niż to, co piliśmy w czerwcu.
Bała się, że jak się rozpędzi, to biedny misiek dostanie kolejny wywód, może odrobinę zbyt filozoficzny i trochę nudny, żeby psuć mu humor, który przecież miał dobry. Dużo się uśmiechał, na czym jej po prostu zależało, bo chciała, żeby miło wspominał swoje orientalne wakacje na południu świata.
- Jesteś wygodniejszy niż plecak, ale jak na razie, to wygrywa Twoje ramię. - odpowiedziała zgodnie z prawdą, tworząc widocznie ranking swoich ulubionych miejsc do opierania się, które były częścią jego ciała. I wciąż wiele jej zostało do wypróbowania. Jego pytanie sprawiło, że wydała z siebie pomruk zamyślenia, wyciągając do góry obydwie dłonie, przeczesując niebo palcami, jakby chciała połączyć ze sobą błyszczące, srebrne kropki. - A czy gdyby spełniały więcej życzeń, to nie byłyby wtedy wykorzystywane? No nie, wtedy Ci to umknie, ale i tak, niebo jest to samo. Zawsze, gdy będziesz wiedział księżyc, to ja też go prędzej czy później zobaczę, zależy, gdzie będzie. Słońce nie brzmi tak ładnie, a do tego noce są po prostu lepsze od dni.
Nie miała pojęcia, czy ta odpowiedź była sensowna lub w jakiś sposób go satysfakcjonowała, ale przyszła jej do głowy najszybciej, wydając się najbardziej oczywistą. Wierzyła w idee tego, że pierwsza myśl lub pierwsza chęć, która się pojawiała, była tą najwłaściwszą. Pandora pewnie miałaby kilka małych życzeń, ale egoistycznym byłoby marnowanie ich na gwiazdy, których moc przecież była niesamowita i wyjątkowa. Ludzie z większymi problemami, większymi pragnieniami serc powinni je wykorzystać. Ona większość i tak próbowała sama złapać we własne palce.
Przeniosła na niego wzrok w momencie, gdy jego twarz pokazywała nutę niezadowolenia, jednak chwilowo nie skojarzyła wcale, że mógłby faktycznie chcieć, żeby go karmiła. Nie zdążyła jednak nic skomentować na temat miny Hjalmara, bo przeszedł na temat bardziej skomplikowany, który wymagał od niej widocznie całego zaangażowania — zresztą jak wszystko, za co się brała. - Zawsze jest wybór w kwestii ślubu! Lepiej być samemu, niż wiązać z kimś, kto nie jest osobą, którą mógłbyś sam sobie wybrać. Małżeństwa są trudne, chaotyczne i wymagają poświęceń, a po co poświęcać się dla kogoś, kto nie wybrałby w ten sam sposób Ciebie, co Ty jego? To przecież nie tak, że wszystkie są na wielkiej miłości, chociaż takie są najlepsze, ale to nie to, o co mi chodzi. Chociaż byłoby miło? No wiesz, być z kimś, kogo tak szczerze i po prostu kochasz bez decydowania o tym, że chcesz go kochać.
Odrobinę zaplątała się we własnych słowach, dlatego też po podniesieniu się do pozycji siedzącej, przeczesała dłonią włosy — nie tą, która znalazła się na jego torsie w geście znów tak naturalnym, że nawet nie zauważyła, że to zrobiła. Z westchnięciem wróciła do leżenia, znów układając palce przy guzikach z rękoma na brzuchu.
Naprawdę myślał, że go nie zapyta?
Milczała chwilę, wcale go nie poganiając, jednak mógł czuć na siebie jej spojrzenie. W swoich słowach był bardziej niezdecydowany niż ona. Jeszcze miał taką twarz w tym swoim zamyśleniu, że nie mogła zupełnie niczego wywnioskować. - Skąd będziesz wiedział, że to ktoś odpowiedni? - zaczęła najpierw zaciekawiona, bo naprawdę, skąd? Jeśli wywnioskowałby to tylko na podstawie krótkiego spojrzenia, wtedy wystarczyła odpowiednia aparycja, jeśli zaś po krótkiej rozmowie — nie da się tak poznać człowieka. Jaka była jego wizja osoby odpowiedniej? - Musiałaby, nie wiem, być blondynką z długimi nogami i taką uroczą, cichą dziewczyną? Pasowałaby taka do Ciebie. Urocza dziewczyna i dobra dziewczyna. - kontynuowała po chwili milczenia, podnosząc się do pozycji siedzącej dość nagle, bo przypomniała sobie, o co mogło mu chodzić z tą miną. Obróciła się znów przodem do niego, nachylając się wcześniej po koszyk, którego wiklinowe wieczka uniosła. - Co chcesz? Owoce? Pitę z mięsem — ale tym nie dam rady Cię karmić. Są też słodycze od ciotki i Kerem załatwił dużo sałatki. Myślisz, że jesteś romantyczny? Masz, spróbuj.
Odchyliła głowę do tyłu, podnosząc na niego wzrok i wysunęła w stronę jego ust kawałek arbuza, który wcięty był w kostkę i tkwił w jednej z plastikowych misek. Nie było chyba bardziej letniej przekąski niż ten owoc, chociaż nie można było się tym najeść. Pandora, zanim sama zjadła kawałek, napiła się trochę alkoholu z tkwiącej obok niego butelki. - O, winogrona Ci smakowały. - rzuciła pod nosem, przyglądając się różowym i zielonym kulkom, zanim sięgnęła po tę ciemniejszą i wsunęła sobie do ust, a dla niego wybrała zieloną. Co jakiś czas zerkała w niebo, jakby uparcie chciała znaleźć nieszczęsną gwiazdę. - Jak się najesz, to ja zostanę Twoją poduszką. Pewnie jesteś wykończony dzisiejszym dniem, a ja i tak nie wzięłam eliksiru, nie jestem zmęczona.
Oznajmiła mu dość upartym tonem, posyłając mu jeszcze krótkie spojrzenie, zanim to wróciło do zawartości koszyka. Słodkie, czy sałatkę?
- No tak, oczywiście. - zgodziła się z nim z delikatnym wzruszeniem ramion, udając, że wcale nie dostrzegła tego uśmieszku i próby stłumienia śmiechu, który ku jej własnemu zadowoleniu, pojawiał się coraz częściej w ich relacji. Nie podejrzewałaby go przecież o gapienie się na mieszankę kleszcza z odrobiną siostry. Jej umysł niepokojąco mocno się do tego przykleił, jakby znajdowała w tym wymówkę absolutnie na wszystko, tłumiąc jednocześnie pewne myśli oraz emocje, zanim wybuchłyby tak gwałtownie, że by znów paplała lub robiła coś bez pomyślunku o konsekwencjach. A wypiła trochę szampana, chociaż i ta wymówka zdawała się zawodzić, bo ilość stresu, który jej dostarczył w torturach w Morzu Śródziemnych, działało, niczym sole trzeźwiące. - Nie mogę tego obiecać, mam problemy z bezsennością i północ jest dla mnie, jak popołudnie. Więc byłabym jak ta nocna mara. Nie martw się jednak, nie dusiłabym Cię i nie robiłabym Ci okropnych rzeczy, jak te wszystkie senne demony, - oznajmiła mu łagodnie, jakby miało rozwiązać to wszystkie te problemy z jej duszą po śmierci, żeby się nie musiał martwić i zabezpieczać przed szalonym duchem. Na pewno nie przeszkadzałaby mu aż tak, ewentualnie chodziłby trochę niewyspany.
Była krukonka musiała mieć jakiś rozum i spostrzegawczość, biorąc pod uwagę jej oceny oraz wszystkie te certyfikaty, które robiła. Mechanizmy, jak i praca z magicznymi stworzeniami, nawet rysowanie głupich map nieba, wymagało od niej więcej spostrzegawczości i umiejętności dostrzegania drobnych rzeczy, niż rzucanie czarów. W tym nie była aż taka dobra. Reakcja jego ciała, przyśpieszone bicie serca, które wyczuwała z taką łatwością przez to, że była tak blisko niego sprawiły, że dość szybko zakończyła swoje figle, decydując się jednak nie dawać po sobie poznać, że cokolwiek zauważyła. Każdy miał swoje sekrety, swoje wspomnienia, których nie chciał pokazywać światu. Ściągnęła na kilka sekund brwi, przyglądając się badawczo jego twarz, aby zaraz uśmiechnąć się przepraszająco i palcami przesunąć po jego policzku. - Już nie będę, więc nie musimy sprawdzać. - zapewniła go tylko, cofając zaraz dłoń. Nie bardzo rozumiała i wiedziała, o co chodzi, ale nie zamierzała dopytywać. Może kiedyś był chory przez takiego kleszcza lub ugryzła go chmurkowa owca?
- Cóż, mogło być gorzej. Jestem przekonana, że wtedy w tym lesie taka myśl pojawiała się co pół minuty. Robimy postępy Niedźwiadku, jeszcze się do mnie przyzwyczaisz na tyle, że będziesz tęsknił, jak mnie nie będzie.
Brzmiała dość pewnie, jakby nie przewidywała innego rozwoju tej sytuacji, zwłaszcza że jej rodzina już nawet wiedziała, że się przecież przyjaźnią. Wiedziała przecież, że była trudna i nieznośna, że byli całkowicie różni i w chwilach, gdy on przypominał lodowiec, ona była jak buchający lawą wulkan i ta lawa chciała dotrzeć po prostu wszędzie.
Na jego pytanie z uniesioną brwią, zrobiła to samo — uniosła swoje, nie mogąc jednak powstrzymać odrobinę zakłopotanego uśmiechu, który wpłynął na jej wargi, gdy przecząco pokręciła głową. Muiała znaleźć odpowiednie słowa, odpowiednią pozycję obronną, bo Hjalmar miał niesamowity wręcz talent do roztapiania jej za każdym razem, gdy próbowała dla odmiany być trochę mniej przewidywalna, intensywna, impulsywna i przede wszystkim tak łatwa do odczytania. - A mam powód, do zazdrości? Przecież Ty też nie byłbyś o mnie zazdrosny, jestem tylko kleszczem. - rozłożyła bezradnie dłonie, jakby próbowała odrobinę nieporadnie odbić piłeczkę i zbić go z tropu. Nazwanie jej złotkiem wcale nie było takie miłe, gdy już wcześniej użył tego określenia na jej kuzynkę, nie wspominając już o słowach związanych z byciem damą, wizytami w jego ojczyźnie czy nazwanie jej "Panną Prewett", co brzmiało tak nienaturalnie w jego wykonaniu, że aż cofnęła się pół kroku, robiąc trochę podkowę z ust — jednocześnie ze smutku i zniesmaczenia, że w ogóle wypowiedział to na głos. - Nie, nie, nie.. Tak zdecydowanie nie. Już wolę tego osła... No, chyba że nie chcesz, żebym więcej do Ciebie zajrzała na Islandię, więc wtedy kontynuuj z tą Panną Prewett, Panie Nordgersim.
Wyjaśniła mu po chwili namysłu, przesuwając palcami po swojej szyi i wsuwając palce za kołnierzyk koszuli, żeby poprawić wywinięty kraniec, który ją zaczepiał. Mógł być też to efekt wywołany przez wciąż mokre włosy, które zdążyły już zrobić dużą plamę na jej plecach. Zmrużyła oczy z zaintrygowaniem, wracając po namyśle na swoje poprzednie miejsce, wbijając w niego pytające spojrzenie. - To jednak nie chciałbyś mnie zabić? Ciekawe, ciekawe. Niedźwiadek mi się gubi w zeznaniach.
Zauważyła, powstrzymując rozbawienie, a na wzmiankę o szpitalu i okupie, spomiędzy jej ust uciekło jedynie ciche "mhmm", jakby wcale mu to w nie wierzyła. To nie było godne jej ulubionego Islandczyka, aby kogokolwiek porywać dla okupu, zabijać lub robić krzywdę. On był obrońcą, bohaterem, szlachetnym i pracowitym człowiekiem, po prostu mając przy tym odrobinę groźny wygląd, chociaż gdyby przyjrzeć mu się bardziej, spojrzenie też miał łagodne. Błękitne i jasne, ciepłe, jak takie niebo w środku lata, na którym nie było chmur.
- Ja bym piła, bo innym byłoby przykro. - odpowiedziała mu cicho, ale zgodnie z prawdą, bo czułaby się okropnie, gdyby swoim wybrzydzaniem popsułaby komukolwiek dobrą zabawę. - Czasem jest tak, że zależnie od miejsca i ludzi, wszystko smakuje i wygląda inaczej. Tutejsza wódka — taka czysta, smakuje inaczej niż to, co piliśmy w czerwcu.
Bała się, że jak się rozpędzi, to biedny misiek dostanie kolejny wywód, może odrobinę zbyt filozoficzny i trochę nudny, żeby psuć mu humor, który przecież miał dobry. Dużo się uśmiechał, na czym jej po prostu zależało, bo chciała, żeby miło wspominał swoje orientalne wakacje na południu świata.
- Jesteś wygodniejszy niż plecak, ale jak na razie, to wygrywa Twoje ramię. - odpowiedziała zgodnie z prawdą, tworząc widocznie ranking swoich ulubionych miejsc do opierania się, które były częścią jego ciała. I wciąż wiele jej zostało do wypróbowania. Jego pytanie sprawiło, że wydała z siebie pomruk zamyślenia, wyciągając do góry obydwie dłonie, przeczesując niebo palcami, jakby chciała połączyć ze sobą błyszczące, srebrne kropki. - A czy gdyby spełniały więcej życzeń, to nie byłyby wtedy wykorzystywane? No nie, wtedy Ci to umknie, ale i tak, niebo jest to samo. Zawsze, gdy będziesz wiedział księżyc, to ja też go prędzej czy później zobaczę, zależy, gdzie będzie. Słońce nie brzmi tak ładnie, a do tego noce są po prostu lepsze od dni.
Nie miała pojęcia, czy ta odpowiedź była sensowna lub w jakiś sposób go satysfakcjonowała, ale przyszła jej do głowy najszybciej, wydając się najbardziej oczywistą. Wierzyła w idee tego, że pierwsza myśl lub pierwsza chęć, która się pojawiała, była tą najwłaściwszą. Pandora pewnie miałaby kilka małych życzeń, ale egoistycznym byłoby marnowanie ich na gwiazdy, których moc przecież była niesamowita i wyjątkowa. Ludzie z większymi problemami, większymi pragnieniami serc powinni je wykorzystać. Ona większość i tak próbowała sama złapać we własne palce.
Przeniosła na niego wzrok w momencie, gdy jego twarz pokazywała nutę niezadowolenia, jednak chwilowo nie skojarzyła wcale, że mógłby faktycznie chcieć, żeby go karmiła. Nie zdążyła jednak nic skomentować na temat miny Hjalmara, bo przeszedł na temat bardziej skomplikowany, który wymagał od niej widocznie całego zaangażowania — zresztą jak wszystko, za co się brała. - Zawsze jest wybór w kwestii ślubu! Lepiej być samemu, niż wiązać z kimś, kto nie jest osobą, którą mógłbyś sam sobie wybrać. Małżeństwa są trudne, chaotyczne i wymagają poświęceń, a po co poświęcać się dla kogoś, kto nie wybrałby w ten sam sposób Ciebie, co Ty jego? To przecież nie tak, że wszystkie są na wielkiej miłości, chociaż takie są najlepsze, ale to nie to, o co mi chodzi. Chociaż byłoby miło? No wiesz, być z kimś, kogo tak szczerze i po prostu kochasz bez decydowania o tym, że chcesz go kochać.
Odrobinę zaplątała się we własnych słowach, dlatego też po podniesieniu się do pozycji siedzącej, przeczesała dłonią włosy — nie tą, która znalazła się na jego torsie w geście znów tak naturalnym, że nawet nie zauważyła, że to zrobiła. Z westchnięciem wróciła do leżenia, znów układając palce przy guzikach z rękoma na brzuchu.
Naprawdę myślał, że go nie zapyta?
Milczała chwilę, wcale go nie poganiając, jednak mógł czuć na siebie jej spojrzenie. W swoich słowach był bardziej niezdecydowany niż ona. Jeszcze miał taką twarz w tym swoim zamyśleniu, że nie mogła zupełnie niczego wywnioskować. - Skąd będziesz wiedział, że to ktoś odpowiedni? - zaczęła najpierw zaciekawiona, bo naprawdę, skąd? Jeśli wywnioskowałby to tylko na podstawie krótkiego spojrzenia, wtedy wystarczyła odpowiednia aparycja, jeśli zaś po krótkiej rozmowie — nie da się tak poznać człowieka. Jaka była jego wizja osoby odpowiedniej? - Musiałaby, nie wiem, być blondynką z długimi nogami i taką uroczą, cichą dziewczyną? Pasowałaby taka do Ciebie. Urocza dziewczyna i dobra dziewczyna. - kontynuowała po chwili milczenia, podnosząc się do pozycji siedzącej dość nagle, bo przypomniała sobie, o co mogło mu chodzić z tą miną. Obróciła się znów przodem do niego, nachylając się wcześniej po koszyk, którego wiklinowe wieczka uniosła. - Co chcesz? Owoce? Pitę z mięsem — ale tym nie dam rady Cię karmić. Są też słodycze od ciotki i Kerem załatwił dużo sałatki. Myślisz, że jesteś romantyczny? Masz, spróbuj.
Odchyliła głowę do tyłu, podnosząc na niego wzrok i wysunęła w stronę jego ust kawałek arbuza, który wcięty był w kostkę i tkwił w jednej z plastikowych misek. Nie było chyba bardziej letniej przekąski niż ten owoc, chociaż nie można było się tym najeść. Pandora, zanim sama zjadła kawałek, napiła się trochę alkoholu z tkwiącej obok niego butelki. - O, winogrona Ci smakowały. - rzuciła pod nosem, przyglądając się różowym i zielonym kulkom, zanim sięgnęła po tę ciemniejszą i wsunęła sobie do ust, a dla niego wybrała zieloną. Co jakiś czas zerkała w niebo, jakby uparcie chciała znaleźć nieszczęsną gwiazdę. - Jak się najesz, to ja zostanę Twoją poduszką. Pewnie jesteś wykończony dzisiejszym dniem, a ja i tak nie wzięłam eliksiru, nie jestem zmęczona.
Oznajmiła mu dość upartym tonem, posyłając mu jeszcze krótkie spojrzenie, zanim to wróciło do zawartości koszyka. Słodkie, czy sałatkę?