27.05.2023, 23:47 ✶
Obydwoje z tym gapieniem się mieli swoje za uszami, bo Pandora wcale nie była lepsza, gdyż podczas ich spotkań jej oczy wędrowały głównie w jego stronę. Ojciec zawsze powtarzał, że ważne jest utrzymywanie kontaktu wzrokowego i skupienie uwagi na swoim rozmówcy, więc zrzucała to na niego, tłumiąc przyznanie się do zwykłej chęci. Im bliżej Pandorę się poznawało, tym więcej mankamentów wychodziło — bała się wody, a lubiła w niej tkwić, nie jadła mięsa, mdlała okazjonalnie, a do tego nie funkcjonowała bez eliksirów nasennych lub zabójczej dawki kofeiny, czasem z domieszką mikstury czuwania, gdy miała dużo do zrobienia. Nie robiłaby mu za to okropnych rzeczy! Odstraszałaby złe duchy, pilnowała go przed sennymi demonami i pewnie zostawiła mu trochę spadku na ten czynsz.
Jego reakcja była na tyle dla niej nienaturalna i niepokojąca, że nie byłaby w stanie świadomie doprowadzić do niej drugi raz, bo nawet jeśli sobie dogryzali i wbijali szpileczki, nie chciała sięgać po coś, co wywoływało u niego tak duży dyskomfort, jakikolwiek był tego powód. Nawet jeśli on zbierał ją do wody, to miał siłę, żeby się nie utopiła, ale co ona mogłaby zrobić dla niego, żeby go wesprzeć w trudnym momencie związanym z czymś tak specyficznym, ugryzienie? Może dlatego jadł tyle mięsa, mścił się za to na zwierzakach.
Zdawała sobie sprawę, że żyjąc na dwóch różnych półkulach — nie licząc czasu, gdy niechętnie bywała Londynie, nie będą mieli zbyt wielu okazji do spotkań, dlatego też jego wizytę tutaj tak dokładnie zaplanowała, żeby nie marnowali czasu. Bo naprawdę lubił go z nim spędzać, nawet jeśli wciąż w jego głowie pojawiały się myśli nawiązujące do jej zagłady lub doprowadzała go do jakieś frustracji jednym słowem. Sam wcześniej jej powiedział, że przyjechał tu dla niej, więc wierzyła, że trochę też ją polubił, bo przecież by jej nie okłamał. Nigdy nie zaprosiłby jej jako swojej osoby towarzyszącej, była zbyt dużym ryzykiem dla kogoś, kto tak obserwował reakcję innych ludzi. Bo Pandora mogłaby przecież zrobić wszystko.
Ona nawet nie zauważyła, że był zły, a tym bardziej za szybką zmianę partnerki do tańca. Pandora była idealnym przykładem tego, że najciemniej bywało pod latarnią, nie brała zwykle siebie pod uwagę. Gdyby nawet na głos nazwał ją niezwykłym-super-wyjątkowym kleszczem — to wciąż był pasożytniczy, brzydki robak. Z drugiej strony użyte na jej kuzynce nazewnictwo pięknego i drogiego kruszcu, też w gruncie rzeczy do brunetki nie pasowało, a teraz go nawet nie lubiła. Bo dlaczego miałaby być nazywana po kimś? Westchnęła z nieporadnym uśmiechem na tego osiołka, wzruszając subtelnie ramionami, jakby nie miała wpływu na to, co mówiła i o co jej chodziło, chociaż Hjalmar wcale nie wyglądał na zdenerwowanego. Faktycznie, czasem już odruchowo sama sięgała w stronę szyi, przesuwając po niej palcami, bo obserwowała go na tyle uważnie, że to podłapała. Dobrze, że nie miała brody, bo daj Merlinie, przesuwałaby palcami po niej. - No patrz, teraz gra tajemniczego.
Skomentowała na jego niemą odpowiedź, wywracając oczami, jednak wcale się nie gniewała. Miał już dziś wystarczająco dużo okazji, żeby się jej pozbyć, a jednak bez cienia marudzenia trzymał ją w ramionach tak, jak mu właściwie oznajmiła, że ma robić. Może trochę rozkazała, grożąc obrazą, ale nie lubiła komukolwiek wydawać poleceń. Jeśli liczył jednak, że Turczynka zacznie uważać na słowa i gesty, był naprawdę naiwny. Kwintesencją brązowookiej było nieprzewidywalne zachowanie i pogrążanie świata w chaosie — dobrym, miała nadzieję. I jego trochę też w tym chaosie pogrążała, czasem celowo, a czasem zupełnie przypadkiem. W pewien sposób ją przecież do siebie przyciągał, nie miała absolutnie innego wytłumaczenia na to, dlaczego z mężczyzną, który wcale nie chciał z początku mieć z nią do czynienia, spędzała tyle czasu. Siedząc w jego koszuli na plaży, we wrześniową noc. Nie uwierzyłaby w opowieści o tym, jak miałby kogoś krzywdzić dla czystej przyjemności, zupełnie nie mieściłoby się to w jej głowie.
Powinna, ale nie umiała i nie przeszkadzało jej życie polegające na tym, aby inni się uśmiechali. To było zaraźliwe, ona też odnajdywała w tym swoją siłę. Kilka kompromisów czy wyrzeczeń nie było wygórowaną ceną. Miała nadzieję, że nie pomyślał, że się źle bawiła lub zmuszała do tego, co robili razem — zupełnie tak nie było, a fakt, że wywoływał u niej tak szczery i radosny uśmiech na tym drzewie, powinien być wystarczającym dowodem, że wspominała to bardzo miło. Gdyby się zastanowić, wspomnienia, które zdążyli razem zebrać, mogłyby być przez Pandorę użyte nawet do stworzenia patronusa.
- Nie tylko z plecakiem w sumie, ale z niego poza Marą i poduszką najczęściej korzystam. - dopowiedziała z dobrej woli, aby uznane przez niego za komplement słowa miały potężniejszą moc. Pokręciła szybko głową. - Nie mogłoby tak być. Nie można spełniać wszystkich życzeń, wtedy przestają być wyjątkowe. Jakie to byłoby życie, gdyby nie było ciągle nowych marzeń, bo się spełniałoby to, o czym pomyślałeś? Gdzie satysfakcja z ciężkiej pracy, aby je spełnić i słodko-gorzka porażka, gdy zdajesz sobie sprawę, że nie wyjdzie?
Wiedziała, że sprawy gwiazd zupełnie go nie interesowały, nawet jeśli obserwował konstelacje, które mu kiedyś pokazywała z udawanym zainteresowaniem, co doceniała. Lubiła o tym mówić, przypominać sobie o tym, jak wszechświat był wielki, a te mieniące się na niebie klejnoty, jak były daleko. Pandora roześmiała się na jego słowa, bo przypomniało się jej to, jak przy ich pierwszym spotkaniu ich porównała. - Ty jesteś dzieckiem księżyca, które woli dzień, a ja dzieckiem słońca zakochanym w nocy. To Ci dopiero ewenement.
Wyjaśniła swoje rozbawienie, używając znów opiekuna nocnego nieba oraz opiekunki dziennego w kwestiach ich samych. Nadal jej to pasowało.
Z tymi dziećmi to nie do końca było tak, że nie dało się nic z tym zrobić. Owszem, wielu ludzi wykorzystywało dziecko do zmuszenia kogoś do związku, ale od zarania dziejów znane były metody, które zarówno przed tym dzieckiem zabezpieczały, jak i później sprawiały, że przestawało istnieć. Takie herbatki dostępne były normalnie w tureckich aptekach zielarskich. Pandora jednak tego tematu nie lubiła, wzbudzał w niej olbrzymi konflikt moralny, bo nie umiała określić, czy było to dobre, czy złe rozwiązanie. Nie odpowiedziała więc tak, jak normalnie by to zrobiła. - Nie wiem tylko, czy poświęcenie własnego szczęścia dla dziecka jest właściwie. Ludzi jednak ciągnie do siebie, zawsze tak było, a to często zabija rozsądek.
Nawiązywała tu oczywiście do kwestii kochanków i przypadkowego seksu, który zdawał się coraz częściej spotkany, a już na pewno wśród mugoli, gdzie dość często przebywała. I nie było w tym nic złego, wywoływał piękne i prawdziwe emocje, nawet jeśli ona sama nie korzystała z tego typu rozrywek, to jej znajome opowiadały o swoich przygodach z wypiekami na twarzach. Niechętnie zgodziłaby się z jego myślami, ludzie woleli komfort i wpływy ponad znalezienie właściwej osoby. Owszem, czasem pojawiało się uczucie w takich przymuszonych związkach, ale był to wciąż wyjątek potwierdzający regułę unieszczęśliwiania się wzajemnie.
Zabrzmiał romantycznie, chyba znacznie bardziej niż ona, przez co uśmiechnęła się pod nosem, przytakując jedynie głową. Miał tu trochę racji, ale serce łatwo dawało się ponieść ekscytacji, maskując tym samym inne uczucia i nie zawsze człowiek do właściwiej osoby podchodził. - Tylko, czy będziesz go słuchał? - odpowiedziała zadziornie, podnosząc na niego wzrok, odpinając i zapinając guzik na swoim brzuchu, jakby było to świetną zabawą. Przynajmniej trochę już przeschli, a lniana koszula okazała się wyjątkowo przyjemna w dotyku dla wychłodzonej od wody skóry. - Nie blondynka? To może ruda! - kontynuowała zgadywanie, gdy zaprzeczył. W sumie lepiej wyglądałby z kimś o nieco innej barwie włosów, chociaż z blondynką mieliby iście anielsko wyglądające dzieci. - Su jest urocza i dobra, ale jest zakochana w synu jakiegoś tam polityka, a do tego ją onieśmielasz. - rzuciła po chwili namysłu, jakby znalazła prawie idealną kandydatkę, nie miała nawet tak ciemnych włosów. Mężczyzna parsknął jednak śmiechem, na co Pandora posłała mu pytające spojrzenie. - No co?
Próbowała wyglądać na poważnie zaniepokojoną i zaintrygowaną śmiechem, ale sama po prostu się uśmiechnęła na widok jego roześmianej buzi. To było silniejsze od niej i nawet jeśli śmiał się z niej, to nie szkodzi. Jej pytanie wyglądało, jakby go zbiło z tropu, na co tylko wzruszyła ramionami, zajęta otwieraniem miski z arbuzem. - Pytanie jak każde inne! Wydaje mi się, że masz w sobie duże pokłady romantyzmu, ale trochę śpią, bo kłócą się z wizerunkiem Niedźwiedzia. Jaką cechę najbardziej sobie cenisz w człowieku? - kontynuowała, jak gdyby nigdy nic, wrzucając sobie kolejny kawałek arbuza, gdy wyraził aprobatę na ten owoc — znacznie większą, niż na truskawki, a potem zajęła się winogronami. Już nawet przestała zauważać, że wzrok jej okazjonalnie zjeżdżał w dół, na jego tors i ramiona, czasem lustrując niebieskie oczy miśka z wisiorka, który zdawał się przyglądać jej w sposób oceniający. - Nie szkodzi, drzemka Ci dobrze zrobi. Czy to nie o to chodzi w odpoczywaniu? Dla odmiany ja Cię popilnuje. -nie był to powód, żeby zrezygnować z krótkiej sjesty po posiłku, a zanim zdążył jej odpowiedzieć, wsunęła mu w usta kolejną kulkę winogron, chociaż przez chwilę zastanawiała się nad wiśnią.
Przytaknęła na wzmiankę o posiłku z mięsem, którego wybór obstawiała od samego początku. Miała zieloną, pełną warzyw i sera sałatkę, ale zdecydowała się zostać przy arbuzie, całą resztę chowając do koszyka i wyjmując pitę. Zanim jednak mu ją dała, przypomniała sobie o czymś, co mieli przecież zrobić! Odłożyła srebrne zawiniątko delikatnie na bok i dyskretnie sięgnęła po plecak, korzystając z tego, że był zapatrzony w morze, zamyślony, a jasnymi, wciąż odrobinę wilgotnymi włosami kołysał wiatr. Sięgnęła swój magiczny aparat, ustawiając go odpowiednio i szybko cyknęła mu zdjęcie, zanim zdążył się ruszyć. - To zostawię sobie. - oznajmiła mu, gdy maszyna pracowała nad tym, aby gotowy, ruchomy obraz wysunął się z przodu w formie prostokąta w białej ramce. Model miał w sobie magiczne ustawienia, które sprawiały, że niezależnie od pory doby lub okoliczności, zawsze wychodziło ładnie. Z mruknięciem zachwytu złapała w dłonie swoją nową zdobycz, przyglądając się jej z radosnym uśmiechem, zanim wsunęła ją do plecaka w obawie, że jej to zabierze. - Chodź, zrobimy sobie razem.
Uniosła się na kolanach do góry i bez cienia w ogóle wstydu, przysiadła mu na kolanach, uważając na swoją koszulę i poprawiając włosy tak, aby w miarę możliwości spływały do tyłu, objęła go jedną ręką za szyję, a drugą odsunęła i uniosła aparat nieco nad nich, aby wybrać najlepsze miejsce do pstryknięcia. - Cóż, jak nie wyjdzie za pierwszym razem, spróbujemy raz jeszcze. - szepnęła pod nosem, palcem przyciskając jakiś przycisk na boku, a następnie spojrzała na niego krótko. - Gotowy? Uśmiechnij się! - nie miał za bardzo wyjścia odpowiedzieć jej inaczej lub może raczej, nie dała mu zbyt dużo czasu, bo kilka sekund później wcisnęła przycisk, który uruchamiał cały aparat i najpierw uśmiechnęła się chyba najładniej, jak potrafiła, a potem jeszcze cmoknęła go w policzek z zadziorną miną. Skoro zdjęcie był ruchome, trzeba było to wykorzystać. Przedmiot znów zaczął głośniej pracować, a ona przysunęła go do swoich kolan z odrobiną zniecierpliwienia na twarzy. - Myślisz, że wyszło? - zapytała, stukając o białą obudowę palcami, a potem podniosła na niego wzrok i cofnęła dłoń z jego szyi, zganiając brązowe pasmo za ucho.
Jego reakcja była na tyle dla niej nienaturalna i niepokojąca, że nie byłaby w stanie świadomie doprowadzić do niej drugi raz, bo nawet jeśli sobie dogryzali i wbijali szpileczki, nie chciała sięgać po coś, co wywoływało u niego tak duży dyskomfort, jakikolwiek był tego powód. Nawet jeśli on zbierał ją do wody, to miał siłę, żeby się nie utopiła, ale co ona mogłaby zrobić dla niego, żeby go wesprzeć w trudnym momencie związanym z czymś tak specyficznym, ugryzienie? Może dlatego jadł tyle mięsa, mścił się za to na zwierzakach.
Zdawała sobie sprawę, że żyjąc na dwóch różnych półkulach — nie licząc czasu, gdy niechętnie bywała Londynie, nie będą mieli zbyt wielu okazji do spotkań, dlatego też jego wizytę tutaj tak dokładnie zaplanowała, żeby nie marnowali czasu. Bo naprawdę lubił go z nim spędzać, nawet jeśli wciąż w jego głowie pojawiały się myśli nawiązujące do jej zagłady lub doprowadzała go do jakieś frustracji jednym słowem. Sam wcześniej jej powiedział, że przyjechał tu dla niej, więc wierzyła, że trochę też ją polubił, bo przecież by jej nie okłamał. Nigdy nie zaprosiłby jej jako swojej osoby towarzyszącej, była zbyt dużym ryzykiem dla kogoś, kto tak obserwował reakcję innych ludzi. Bo Pandora mogłaby przecież zrobić wszystko.
Ona nawet nie zauważyła, że był zły, a tym bardziej za szybką zmianę partnerki do tańca. Pandora była idealnym przykładem tego, że najciemniej bywało pod latarnią, nie brała zwykle siebie pod uwagę. Gdyby nawet na głos nazwał ją niezwykłym-super-wyjątkowym kleszczem — to wciąż był pasożytniczy, brzydki robak. Z drugiej strony użyte na jej kuzynce nazewnictwo pięknego i drogiego kruszcu, też w gruncie rzeczy do brunetki nie pasowało, a teraz go nawet nie lubiła. Bo dlaczego miałaby być nazywana po kimś? Westchnęła z nieporadnym uśmiechem na tego osiołka, wzruszając subtelnie ramionami, jakby nie miała wpływu na to, co mówiła i o co jej chodziło, chociaż Hjalmar wcale nie wyglądał na zdenerwowanego. Faktycznie, czasem już odruchowo sama sięgała w stronę szyi, przesuwając po niej palcami, bo obserwowała go na tyle uważnie, że to podłapała. Dobrze, że nie miała brody, bo daj Merlinie, przesuwałaby palcami po niej. - No patrz, teraz gra tajemniczego.
Skomentowała na jego niemą odpowiedź, wywracając oczami, jednak wcale się nie gniewała. Miał już dziś wystarczająco dużo okazji, żeby się jej pozbyć, a jednak bez cienia marudzenia trzymał ją w ramionach tak, jak mu właściwie oznajmiła, że ma robić. Może trochę rozkazała, grożąc obrazą, ale nie lubiła komukolwiek wydawać poleceń. Jeśli liczył jednak, że Turczynka zacznie uważać na słowa i gesty, był naprawdę naiwny. Kwintesencją brązowookiej było nieprzewidywalne zachowanie i pogrążanie świata w chaosie — dobrym, miała nadzieję. I jego trochę też w tym chaosie pogrążała, czasem celowo, a czasem zupełnie przypadkiem. W pewien sposób ją przecież do siebie przyciągał, nie miała absolutnie innego wytłumaczenia na to, dlaczego z mężczyzną, który wcale nie chciał z początku mieć z nią do czynienia, spędzała tyle czasu. Siedząc w jego koszuli na plaży, we wrześniową noc. Nie uwierzyłaby w opowieści o tym, jak miałby kogoś krzywdzić dla czystej przyjemności, zupełnie nie mieściłoby się to w jej głowie.
Powinna, ale nie umiała i nie przeszkadzało jej życie polegające na tym, aby inni się uśmiechali. To było zaraźliwe, ona też odnajdywała w tym swoją siłę. Kilka kompromisów czy wyrzeczeń nie było wygórowaną ceną. Miała nadzieję, że nie pomyślał, że się źle bawiła lub zmuszała do tego, co robili razem — zupełnie tak nie było, a fakt, że wywoływał u niej tak szczery i radosny uśmiech na tym drzewie, powinien być wystarczającym dowodem, że wspominała to bardzo miło. Gdyby się zastanowić, wspomnienia, które zdążyli razem zebrać, mogłyby być przez Pandorę użyte nawet do stworzenia patronusa.
- Nie tylko z plecakiem w sumie, ale z niego poza Marą i poduszką najczęściej korzystam. - dopowiedziała z dobrej woli, aby uznane przez niego za komplement słowa miały potężniejszą moc. Pokręciła szybko głową. - Nie mogłoby tak być. Nie można spełniać wszystkich życzeń, wtedy przestają być wyjątkowe. Jakie to byłoby życie, gdyby nie było ciągle nowych marzeń, bo się spełniałoby to, o czym pomyślałeś? Gdzie satysfakcja z ciężkiej pracy, aby je spełnić i słodko-gorzka porażka, gdy zdajesz sobie sprawę, że nie wyjdzie?
Wiedziała, że sprawy gwiazd zupełnie go nie interesowały, nawet jeśli obserwował konstelacje, które mu kiedyś pokazywała z udawanym zainteresowaniem, co doceniała. Lubiła o tym mówić, przypominać sobie o tym, jak wszechświat był wielki, a te mieniące się na niebie klejnoty, jak były daleko. Pandora roześmiała się na jego słowa, bo przypomniało się jej to, jak przy ich pierwszym spotkaniu ich porównała. - Ty jesteś dzieckiem księżyca, które woli dzień, a ja dzieckiem słońca zakochanym w nocy. To Ci dopiero ewenement.
Wyjaśniła swoje rozbawienie, używając znów opiekuna nocnego nieba oraz opiekunki dziennego w kwestiach ich samych. Nadal jej to pasowało.
Z tymi dziećmi to nie do końca było tak, że nie dało się nic z tym zrobić. Owszem, wielu ludzi wykorzystywało dziecko do zmuszenia kogoś do związku, ale od zarania dziejów znane były metody, które zarówno przed tym dzieckiem zabezpieczały, jak i później sprawiały, że przestawało istnieć. Takie herbatki dostępne były normalnie w tureckich aptekach zielarskich. Pandora jednak tego tematu nie lubiła, wzbudzał w niej olbrzymi konflikt moralny, bo nie umiała określić, czy było to dobre, czy złe rozwiązanie. Nie odpowiedziała więc tak, jak normalnie by to zrobiła. - Nie wiem tylko, czy poświęcenie własnego szczęścia dla dziecka jest właściwie. Ludzi jednak ciągnie do siebie, zawsze tak było, a to często zabija rozsądek.
Nawiązywała tu oczywiście do kwestii kochanków i przypadkowego seksu, który zdawał się coraz częściej spotkany, a już na pewno wśród mugoli, gdzie dość często przebywała. I nie było w tym nic złego, wywoływał piękne i prawdziwe emocje, nawet jeśli ona sama nie korzystała z tego typu rozrywek, to jej znajome opowiadały o swoich przygodach z wypiekami na twarzach. Niechętnie zgodziłaby się z jego myślami, ludzie woleli komfort i wpływy ponad znalezienie właściwej osoby. Owszem, czasem pojawiało się uczucie w takich przymuszonych związkach, ale był to wciąż wyjątek potwierdzający regułę unieszczęśliwiania się wzajemnie.
Zabrzmiał romantycznie, chyba znacznie bardziej niż ona, przez co uśmiechnęła się pod nosem, przytakując jedynie głową. Miał tu trochę racji, ale serce łatwo dawało się ponieść ekscytacji, maskując tym samym inne uczucia i nie zawsze człowiek do właściwiej osoby podchodził. - Tylko, czy będziesz go słuchał? - odpowiedziała zadziornie, podnosząc na niego wzrok, odpinając i zapinając guzik na swoim brzuchu, jakby było to świetną zabawą. Przynajmniej trochę już przeschli, a lniana koszula okazała się wyjątkowo przyjemna w dotyku dla wychłodzonej od wody skóry. - Nie blondynka? To może ruda! - kontynuowała zgadywanie, gdy zaprzeczył. W sumie lepiej wyglądałby z kimś o nieco innej barwie włosów, chociaż z blondynką mieliby iście anielsko wyglądające dzieci. - Su jest urocza i dobra, ale jest zakochana w synu jakiegoś tam polityka, a do tego ją onieśmielasz. - rzuciła po chwili namysłu, jakby znalazła prawie idealną kandydatkę, nie miała nawet tak ciemnych włosów. Mężczyzna parsknął jednak śmiechem, na co Pandora posłała mu pytające spojrzenie. - No co?
Próbowała wyglądać na poważnie zaniepokojoną i zaintrygowaną śmiechem, ale sama po prostu się uśmiechnęła na widok jego roześmianej buzi. To było silniejsze od niej i nawet jeśli śmiał się z niej, to nie szkodzi. Jej pytanie wyglądało, jakby go zbiło z tropu, na co tylko wzruszyła ramionami, zajęta otwieraniem miski z arbuzem. - Pytanie jak każde inne! Wydaje mi się, że masz w sobie duże pokłady romantyzmu, ale trochę śpią, bo kłócą się z wizerunkiem Niedźwiedzia. Jaką cechę najbardziej sobie cenisz w człowieku? - kontynuowała, jak gdyby nigdy nic, wrzucając sobie kolejny kawałek arbuza, gdy wyraził aprobatę na ten owoc — znacznie większą, niż na truskawki, a potem zajęła się winogronami. Już nawet przestała zauważać, że wzrok jej okazjonalnie zjeżdżał w dół, na jego tors i ramiona, czasem lustrując niebieskie oczy miśka z wisiorka, który zdawał się przyglądać jej w sposób oceniający. - Nie szkodzi, drzemka Ci dobrze zrobi. Czy to nie o to chodzi w odpoczywaniu? Dla odmiany ja Cię popilnuje. -nie był to powód, żeby zrezygnować z krótkiej sjesty po posiłku, a zanim zdążył jej odpowiedzieć, wsunęła mu w usta kolejną kulkę winogron, chociaż przez chwilę zastanawiała się nad wiśnią.
Przytaknęła na wzmiankę o posiłku z mięsem, którego wybór obstawiała od samego początku. Miała zieloną, pełną warzyw i sera sałatkę, ale zdecydowała się zostać przy arbuzie, całą resztę chowając do koszyka i wyjmując pitę. Zanim jednak mu ją dała, przypomniała sobie o czymś, co mieli przecież zrobić! Odłożyła srebrne zawiniątko delikatnie na bok i dyskretnie sięgnęła po plecak, korzystając z tego, że był zapatrzony w morze, zamyślony, a jasnymi, wciąż odrobinę wilgotnymi włosami kołysał wiatr. Sięgnęła swój magiczny aparat, ustawiając go odpowiednio i szybko cyknęła mu zdjęcie, zanim zdążył się ruszyć. - To zostawię sobie. - oznajmiła mu, gdy maszyna pracowała nad tym, aby gotowy, ruchomy obraz wysunął się z przodu w formie prostokąta w białej ramce. Model miał w sobie magiczne ustawienia, które sprawiały, że niezależnie od pory doby lub okoliczności, zawsze wychodziło ładnie. Z mruknięciem zachwytu złapała w dłonie swoją nową zdobycz, przyglądając się jej z radosnym uśmiechem, zanim wsunęła ją do plecaka w obawie, że jej to zabierze. - Chodź, zrobimy sobie razem.
Uniosła się na kolanach do góry i bez cienia w ogóle wstydu, przysiadła mu na kolanach, uważając na swoją koszulę i poprawiając włosy tak, aby w miarę możliwości spływały do tyłu, objęła go jedną ręką za szyję, a drugą odsunęła i uniosła aparat nieco nad nich, aby wybrać najlepsze miejsce do pstryknięcia. - Cóż, jak nie wyjdzie za pierwszym razem, spróbujemy raz jeszcze. - szepnęła pod nosem, palcem przyciskając jakiś przycisk na boku, a następnie spojrzała na niego krótko. - Gotowy? Uśmiechnij się! - nie miał za bardzo wyjścia odpowiedzieć jej inaczej lub może raczej, nie dała mu zbyt dużo czasu, bo kilka sekund później wcisnęła przycisk, który uruchamiał cały aparat i najpierw uśmiechnęła się chyba najładniej, jak potrafiła, a potem jeszcze cmoknęła go w policzek z zadziorną miną. Skoro zdjęcie był ruchome, trzeba było to wykorzystać. Przedmiot znów zaczął głośniej pracować, a ona przysunęła go do swoich kolan z odrobiną zniecierpliwienia na twarzy. - Myślisz, że wyszło? - zapytała, stukając o białą obudowę palcami, a potem podniosła na niego wzrok i cofnęła dłoń z jego szyi, zganiając brązowe pasmo za ucho.