28.05.2023, 20:54 ✶
Gdy mówił, wbijała w niego spojrzenie, chociaż półmrok spowodowany trzymaniem różdżki niżej sprawiał, że nie mogła dokładnie dostrzec wyrazu jego oczu. Znała nazwiska większych rodów, miała o nich jakieś strzępki podstawowych informacji, czasem pozyskiwała więcej, gdy było jej to akurat potrzebne, ale nie zagłębiała się w szczegóły.
- Fenomenu obrywania tłuczkami, ogólnie przebywania na miotle nie zrozumiem nigdy. Przebywanie w zaklętych ruinach na krańcu świata brzmi znacznie lepiej. - przyznała zgodnie z prawdą, bo te przynajmniej znajdowały się na ziemi lub pod ziemią. Cynthia miała olbrzymi lęk wysokości, jedyne miejsce, które tolerowała to maszty na statkach i bocianie gniazda, bo przebywała na nich od małego. Wszelkie wieżowce, wysoko usytuowane mieszkania czy nawet wyższe mosty, mogły wywołać u niej zawroty głowy lub atak paniki. Nie mówiła jednak o tym głośno, była to duża słabość do wykorzystania, gdyby ewentualnie ktoś zechciał jej zaszkodzić. Gdyby się lepiej temu przyjrzeć, jego zainteresowania były znacznie mniej popularna i rzadziej spotykane, niż kariery w Quidditchu, biurze aurorskim czy nawet w Mungu.
- I daje Ci to te same emocje, które dają zaklęte korytarze i stare grobowce? - była autentycznie ciekawa, czy w tak mozolnej pracy, jaką było odczytywanie starożytnej tabliczki, znajdował też iskrę niezwykłości, która dostarczałaby mu adrenaliny. Na pewno przynosiło satysfakcję, gdy się udało, ale sam proces musiał być monotonny, niekiedy wręcz usypiający, a to do blondyna jej zupełnie nie pasowało.
Zapytała, chociaż znała odpowiedź. Jak mogłaby nie wyglądać, skoro dbała o prezencję i zachowywanie pozorów? Była faktycznie, na pierwszy rzut oka dość krucha i drobna, wielu posądzało ją o olbrzymie pokłady nieśmiałości.
- A jednak umiałam Cię zaskoczyć. - wzruszyła z odrobiną kokieterii ramionami, zerkając na niego z ładnym, dziewczęcym uśmiechem, jakby jego słowa odebrała niczym najwyższy z komplementów. Znaczyło to, że maski miała dopracowane. - Dzięki temu, że dostarczam Ci niespodziewanych zwrotów akcji, to się nie nudzisz. Pewnie dlatego spotykamy się poza salami bankietowymi, Panie Shafiq.
Puściła mu nawet oczko, lustrując wzrokiem jego twarz, nieco dłużej zatrzymując spojrzenie na ustach, jakby celowo go prowokowała i sprawdzała, czy zdoła wywołać u niego jakikolwiek odcień różu na policzkach, zawstydzenie. Nie był przecież człowiekiem nieśmiałym, zupełnie, jak ona Cynthia i to w tym wszystkim też stanowiło atrakcję. W tej ich małej grze.
Porównanie do Narcyzy Black wydawało się dobrym komplement, wszak miała nienaganną opinię na salonach, do której poniekąd dążyła z nudy również Flintówna. Ludzie ładni i popularni mieli też w życiu łatwiej, towarzystwo szło im na rękę i wiele puszczało płazem, przymykając oko. Bo przecież zawsze byli nienaganni, nie zrobiliby niczego zakazanego. Jej ojciec też tak myślał, nie mając świadomości, że pałętała się po śmierdzącym stęchliznom grobowcu, mając przy sobie butelkę wina i bezwstydnie nawiązując kontakt fizyczny z Panem Archeologiem. Nie byłby chyba zachwycony, była przecież córeczką tatusia, nawet jeśli to Castiel był przyszłą głową rodu, o ile wróci z tego swojego, pożal się Merlinie jachtu.
Milczała chwilę, zastanawiając się, czy właściwie chciała zakłócać spokój Ślizgonki, aby zaspokoić swój mały kaprys. Jej wzrok przesuwał się po płycie, palce nieco poruszyły zaciskaną w nich różdżką, ale ostatecznie westchnęła, skupiając się na obrazie oraz na mężczyźnie. - Skupię się dziś na swoim żywym towarzystwie, to miła odmiana. Zwłaszcza gdy takowe ma dla mnie nagrodę, za motyle.
Zdecydowała, a gdy znaleźli się pod ramą, przesunęła po dziurach wzrokiem. Ciekawe, jakie wybrała kamienie? Ślizgoni mieli słabość do zieleni, która po tylu latach mieszkania w przepełnionym tym kolorem dormitorium, kojarzyła się z elegancją i wysoką pozycją społeczną. Była znacznie bezpieczniejszym kolorem, niż żółć czy czerwień, bo błękitne kamienie były nawet ładne.
Zaśmiała się z nutą niedowierzania na jego słowa, obracając się tak, że stała teraz na wprost niego, wbijając spojrzenie w jego twarz, po której przesuwała badawczo wzrokiem.
- Nie podejrzewałabym Cię o takie akty łobuzerstwa w latach szkolnych. Który to był portret, że zasłużył na tak brutalne potraktowanie? - zupełnie nie mogła sobie go wyobrazić, jak zdejmował obraz i chował go w schowku woźnego z premedytacją, a potem jeszcze faktu, że chyba nikt tego nie zauważył — bo nie przypominała sobie związanych z tym opowieści. Może mieszkaniec portretu był na tyle irytujący, że nikt za nim nie tęsknił, a wręcz czuli ulgę przez jego nieobecność? Cynthia uśmiechnęła się pod nosem subtelnie, kręcąc głową z nutą rozbawienia. - Mamy tu jeszcze coś do obejrzenia lub zrobienia, czy idziemy na wino?
- Fenomenu obrywania tłuczkami, ogólnie przebywania na miotle nie zrozumiem nigdy. Przebywanie w zaklętych ruinach na krańcu świata brzmi znacznie lepiej. - przyznała zgodnie z prawdą, bo te przynajmniej znajdowały się na ziemi lub pod ziemią. Cynthia miała olbrzymi lęk wysokości, jedyne miejsce, które tolerowała to maszty na statkach i bocianie gniazda, bo przebywała na nich od małego. Wszelkie wieżowce, wysoko usytuowane mieszkania czy nawet wyższe mosty, mogły wywołać u niej zawroty głowy lub atak paniki. Nie mówiła jednak o tym głośno, była to duża słabość do wykorzystania, gdyby ewentualnie ktoś zechciał jej zaszkodzić. Gdyby się lepiej temu przyjrzeć, jego zainteresowania były znacznie mniej popularna i rzadziej spotykane, niż kariery w Quidditchu, biurze aurorskim czy nawet w Mungu.
- I daje Ci to te same emocje, które dają zaklęte korytarze i stare grobowce? - była autentycznie ciekawa, czy w tak mozolnej pracy, jaką było odczytywanie starożytnej tabliczki, znajdował też iskrę niezwykłości, która dostarczałaby mu adrenaliny. Na pewno przynosiło satysfakcję, gdy się udało, ale sam proces musiał być monotonny, niekiedy wręcz usypiający, a to do blondyna jej zupełnie nie pasowało.
Zapytała, chociaż znała odpowiedź. Jak mogłaby nie wyglądać, skoro dbała o prezencję i zachowywanie pozorów? Była faktycznie, na pierwszy rzut oka dość krucha i drobna, wielu posądzało ją o olbrzymie pokłady nieśmiałości.
- A jednak umiałam Cię zaskoczyć. - wzruszyła z odrobiną kokieterii ramionami, zerkając na niego z ładnym, dziewczęcym uśmiechem, jakby jego słowa odebrała niczym najwyższy z komplementów. Znaczyło to, że maski miała dopracowane. - Dzięki temu, że dostarczam Ci niespodziewanych zwrotów akcji, to się nie nudzisz. Pewnie dlatego spotykamy się poza salami bankietowymi, Panie Shafiq.
Puściła mu nawet oczko, lustrując wzrokiem jego twarz, nieco dłużej zatrzymując spojrzenie na ustach, jakby celowo go prowokowała i sprawdzała, czy zdoła wywołać u niego jakikolwiek odcień różu na policzkach, zawstydzenie. Nie był przecież człowiekiem nieśmiałym, zupełnie, jak ona Cynthia i to w tym wszystkim też stanowiło atrakcję. W tej ich małej grze.
Porównanie do Narcyzy Black wydawało się dobrym komplement, wszak miała nienaganną opinię na salonach, do której poniekąd dążyła z nudy również Flintówna. Ludzie ładni i popularni mieli też w życiu łatwiej, towarzystwo szło im na rękę i wiele puszczało płazem, przymykając oko. Bo przecież zawsze byli nienaganni, nie zrobiliby niczego zakazanego. Jej ojciec też tak myślał, nie mając świadomości, że pałętała się po śmierdzącym stęchliznom grobowcu, mając przy sobie butelkę wina i bezwstydnie nawiązując kontakt fizyczny z Panem Archeologiem. Nie byłby chyba zachwycony, była przecież córeczką tatusia, nawet jeśli to Castiel był przyszłą głową rodu, o ile wróci z tego swojego, pożal się Merlinie jachtu.
Milczała chwilę, zastanawiając się, czy właściwie chciała zakłócać spokój Ślizgonki, aby zaspokoić swój mały kaprys. Jej wzrok przesuwał się po płycie, palce nieco poruszyły zaciskaną w nich różdżką, ale ostatecznie westchnęła, skupiając się na obrazie oraz na mężczyźnie. - Skupię się dziś na swoim żywym towarzystwie, to miła odmiana. Zwłaszcza gdy takowe ma dla mnie nagrodę, za motyle.
Zdecydowała, a gdy znaleźli się pod ramą, przesunęła po dziurach wzrokiem. Ciekawe, jakie wybrała kamienie? Ślizgoni mieli słabość do zieleni, która po tylu latach mieszkania w przepełnionym tym kolorem dormitorium, kojarzyła się z elegancją i wysoką pozycją społeczną. Była znacznie bezpieczniejszym kolorem, niż żółć czy czerwień, bo błękitne kamienie były nawet ładne.
Zaśmiała się z nutą niedowierzania na jego słowa, obracając się tak, że stała teraz na wprost niego, wbijając spojrzenie w jego twarz, po której przesuwała badawczo wzrokiem.
- Nie podejrzewałabym Cię o takie akty łobuzerstwa w latach szkolnych. Który to był portret, że zasłużył na tak brutalne potraktowanie? - zupełnie nie mogła sobie go wyobrazić, jak zdejmował obraz i chował go w schowku woźnego z premedytacją, a potem jeszcze faktu, że chyba nikt tego nie zauważył — bo nie przypominała sobie związanych z tym opowieści. Może mieszkaniec portretu był na tyle irytujący, że nikt za nim nie tęsknił, a wręcz czuli ulgę przez jego nieobecność? Cynthia uśmiechnęła się pod nosem subtelnie, kręcąc głową z nutą rozbawienia. - Mamy tu jeszcze coś do obejrzenia lub zrobienia, czy idziemy na wino?