Ból rozchodzący się po ciele panny Wood utrudniał jej poruszanie się. Chyba jeszcze nigdy w swoim krótkim życiu nie oberwała tak mocno. Czuła swąd spalenizny, wiedziała, że spowodowany jest tym, że jej włosy jeszcze chwilę wcześniej zajmowały się ogniem. Nie było to fantastycznym doświadczeniem, ale mogła umrzeć, a żyła. Nie wszyscy obecni w tym miejscu mieli tyle szczęścia, co ona.
Kiedy szła przed siebie, niezbyt satysfakcjonującym tempem czuła, że zawiodła. Nic nie potoczyło się tak, jakby tego chciała. Musiała się zatrzymać, aby złapać oddech, ból był coraz silniejszy, sprawiał okropny dyskomfort w poruszaniu się. Poczuła słony smak łez na policzkach, nie panowała nad tym wcale.
Rookwood chciał jej pomóc, było to naprawdę urocze, tyle, że skończyło się jak zawsze. Nie był Cameronem, nie znał się na magii leczniczej, po co więc w ogóle próbował to robić? Rozumiała, że chciał dobrze, no ale jedynie sam sobie zaszkodził. Wszystko poszło nie tak, jak powinno. Coś zaczęło mu rosnąć na dłoniach; Ruda przyglądała się temu ze zdziwieniem, bo jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziała, co było naprawdę imponujące, bo w jej krótkim życiu miała szansę ujrzeć sporo niezwykłych urazów.
- Pomóż mu! Szybko! - Heath kyrzyknęła do Danielle, bo to ona w końcu była tutaj medykiem, to ona znała się na rzeczy, to w jej gestii leżała pomoc rannym, a Charlie był ranny.
Zapewne zostałaby dłużej przy Rookwoodzie gdyby nie to, że dostrzegła czołgającą się sylwetkę. Podeszła do niej. Wyglądała na jej równolatkę, też należała najwyraźniej do tych świeższych pracowników ministerstwa. Pani Moody jest w niebezpieczeństwie. Te słowa wystarczyły. Porywczość Wood po raz kolejny dała o sobie znać, bo Ruda ruszyła w stronę Harper Moody. Nie mogła zostawić jej na pastwę losu. Machnęła różdżką, aby znaleźć się bliżej szefowej biura aurorów, chciała wyczarować siłę, która pociągnię ją i z miejsca, zależało jej na tym, aby znaleźć się tam jak najszybciej.
Sukces!
Sukces!