29.05.2023, 13:49 ✶
Niestety, serie niefortunnych zdarzeń zaskakiwały w najmniej odpowiednich momentach, wywracając wszystko do góry nogami. I chociaż zmiany na dłuższą metę jawiły się jako coś pozytywnego, nie zawsze sposób ich zachodzenia był odpowiedni. Musiał czuć się okropnie, wrzucony w wir wydarzeń, w których niekoniecznie chciał uczestniczyć, sielanka przerwała nagłym i zimnym objęciem ze strony kostuchy, przez którą znów został sam, chociaż miało być inaczej.
Cynthia nie mogła mieć o tym pojęcia, wydostając się w międzyczasie z własnego, tonącego statku. Edward rzuciłby cień na jej reputację, reputację jej rodziny i przede wszystkim zakłóciłby rozwój jej kariery, czego jasnowłosa by chyba nie zniosła. Nie sądziła, że sprawy przyjmą tak ciemny obrót i kołem ratunkowym okaże się śmierć jej niedoszłego męża, ale kłamstwem byłoby stwierdzenie, że na to narzekała. Przeciwnie, wszystko układało się doskonale, w scenariusz przywracający równowagę oraz kontrolę nad życiem, a ona kontrolę uwielbiała. Trzymacie jej w dłoniach, było odpowiednikiem przystani, która dawała poczucie bezpieczeństwa. No i wcale nie chciała brać ślubu, a tym bardziej myśleć o dzieciach. Była zbyt młoda i zbyt ambitna, zbyt wiele sekcji zwłok miała przed sobą, Ministerska kostnica oferowała zbyt wiele doświadczenia, aby porzucić ją na rzecz macierzyństwa, które drzemało sobie gdzieś w jej wnętrzu. Ewentualnie uciekło z krzykiem. Błękitne ślepia skierowały spojrzenie ku ukrytemu pod rękawiczką pierścionkowi, który przykazała jej zostawić matka nieboszczyka, jako dowód jego wiecznej miłości.
Im dłużej mu się przyglądała, tym bardziej dostrzegała drzemiącą w jego spojrzeniu pustkę, obojętność w gestach i jeden z tych właśnie popularnych tu odcieni szarości, który przemykał przez twarz mężczyzny. Zupełnie, jakby ktoś ograbił go z oddechu i poniekąd był martwy już za życia. Aż tak był zżyty ze swoim kuzynem?
Przedstawienie musiało jednak trwać, skoro cała widownia przyglądała się każdemu ruchowi aktorów prowadzących, nawet jeśli główna scena skupiona była obecnie dookoła trumny i pokładającej się na niej czarownicy. Przynajmniej matka go kochała.
- Obawiam się, że nie dano nam wystarczająco dużo czasu, abym mogła dobrze Edwarda poznać. - zaczęła tonem iście żałobnym, chociaż przez myśl jej przeszło, że nie było przecież za bardzo co poznawać. Wyglądał ładnie, gdy się postarał, ale kreował siebie w sposób zupełnie Flintównie nieodpowiadający, prostacki i odrobinę nazbyt perwersyjny, pozbawiony dobrego smaku. Bo można było być człowiekiem prostym, ale z klasą lub prostym głupcem, a spoczywające w skrzyni ciało należało do przedstawiciela tego drugiego rodzaju. Odmładzał się na siłę, łudząc się, że wciąż ma naście lat, gdzie w gruncie rzeczy oferta małżeńska spadła mu praktycznie z nieba, bo jego ojciec miał jakieś wpływy w Stanach, które konieczne jej ojciec chciał uzyskać. Nie ma to, jak być kartą przetargową. Jej spojrzenie, chociaż na chwilę uciekło gdzieś do kołyszących się w oddali koron drzew, powróciło do Pana Croucha. - Mieliśmy się pobrać po Nowym Roku lub na Boże narodzenie.
Wyjaśniła jeszcze, mimowolnie wprawiając w ruch barki, jednak zrobiła to na tyle subtelnie, że miała nadzieję, że Martin tego nie zauważył. - Pan pewnie znał go znacznie lepiej, dogłębniej.
Upiła trochę szampana z kieliszka.
Cynthia nie mogła mieć o tym pojęcia, wydostając się w międzyczasie z własnego, tonącego statku. Edward rzuciłby cień na jej reputację, reputację jej rodziny i przede wszystkim zakłóciłby rozwój jej kariery, czego jasnowłosa by chyba nie zniosła. Nie sądziła, że sprawy przyjmą tak ciemny obrót i kołem ratunkowym okaże się śmierć jej niedoszłego męża, ale kłamstwem byłoby stwierdzenie, że na to narzekała. Przeciwnie, wszystko układało się doskonale, w scenariusz przywracający równowagę oraz kontrolę nad życiem, a ona kontrolę uwielbiała. Trzymacie jej w dłoniach, było odpowiednikiem przystani, która dawała poczucie bezpieczeństwa. No i wcale nie chciała brać ślubu, a tym bardziej myśleć o dzieciach. Była zbyt młoda i zbyt ambitna, zbyt wiele sekcji zwłok miała przed sobą, Ministerska kostnica oferowała zbyt wiele doświadczenia, aby porzucić ją na rzecz macierzyństwa, które drzemało sobie gdzieś w jej wnętrzu. Ewentualnie uciekło z krzykiem. Błękitne ślepia skierowały spojrzenie ku ukrytemu pod rękawiczką pierścionkowi, który przykazała jej zostawić matka nieboszczyka, jako dowód jego wiecznej miłości.
Im dłużej mu się przyglądała, tym bardziej dostrzegała drzemiącą w jego spojrzeniu pustkę, obojętność w gestach i jeden z tych właśnie popularnych tu odcieni szarości, który przemykał przez twarz mężczyzny. Zupełnie, jakby ktoś ograbił go z oddechu i poniekąd był martwy już za życia. Aż tak był zżyty ze swoim kuzynem?
Przedstawienie musiało jednak trwać, skoro cała widownia przyglądała się każdemu ruchowi aktorów prowadzących, nawet jeśli główna scena skupiona była obecnie dookoła trumny i pokładającej się na niej czarownicy. Przynajmniej matka go kochała.
- Obawiam się, że nie dano nam wystarczająco dużo czasu, abym mogła dobrze Edwarda poznać. - zaczęła tonem iście żałobnym, chociaż przez myśl jej przeszło, że nie było przecież za bardzo co poznawać. Wyglądał ładnie, gdy się postarał, ale kreował siebie w sposób zupełnie Flintównie nieodpowiadający, prostacki i odrobinę nazbyt perwersyjny, pozbawiony dobrego smaku. Bo można było być człowiekiem prostym, ale z klasą lub prostym głupcem, a spoczywające w skrzyni ciało należało do przedstawiciela tego drugiego rodzaju. Odmładzał się na siłę, łudząc się, że wciąż ma naście lat, gdzie w gruncie rzeczy oferta małżeńska spadła mu praktycznie z nieba, bo jego ojciec miał jakieś wpływy w Stanach, które konieczne jej ojciec chciał uzyskać. Nie ma to, jak być kartą przetargową. Jej spojrzenie, chociaż na chwilę uciekło gdzieś do kołyszących się w oddali koron drzew, powróciło do Pana Croucha. - Mieliśmy się pobrać po Nowym Roku lub na Boże narodzenie.
Wyjaśniła jeszcze, mimowolnie wprawiając w ruch barki, jednak zrobiła to na tyle subtelnie, że miała nadzieję, że Martin tego nie zauważył. - Pan pewnie znał go znacznie lepiej, dogłębniej.
Upiła trochę szampana z kieliszka.