29.05.2023, 20:31 ✶
Niewiele w życiu spotykało się ludzi właściwych; takich, których obecność nie była zależna od fizycznej prezencji. Przeznaczenie bardzo złośliwie, ale i wybiórczo splątywało ze sobą nici dwojga ludzi - raz ciensze, raz grubsze, poniekąd pozostawiając wybór im samym. Czerwone nitki zaplecione dookoła nadgarstków dwóch byłych Ślizgonek były jednak ciasne, stabilne i uwieńczone kokardą. Nierozerwalne. Jeśli miałaby dla kogokolwiek ryzykować Azkaban lub życie, byłaby to Victoria. Jeśli miałaby się dla kogoś pozbyć zwłok lub fałszować dokumenty, również byłaby to Victoria. Dopełniały się wzajemnie i był to niewątpliwie jeden z powodów, dla których pokochała te czarnowłosą kobietę już od pierwszego roku w szkole miłością siostrzaną, porównywalną do tej związanej z krwią. Cyna pokusiłaby się nawet o stwierdzenie, że chociaż to Castiel był jej bliźniakiem, to w ostatnich miesiącach więź z Tori była znacznie silniejsza, niż z uciekającym od świata bratem, do którego nie umiała dotrzeć i nie umiała też zrozumieć. Jemu ostatnio było znacznie bliżej do Brenny.
No tak, mężczyzna. Były w takim wieku, że przejmowania się mężczyznami i ich brakiem dojrzałości było czymś wręcz zdrowym i pożądanym. Celowo wymieniła imię tego gagatka, żeby sprawdzić jej reakcję na jego brzmienie w powietrzu. Nigdy nie podejrzewała, że ich akurat ze sobą splączą rodziny i że to nie Tori zdecyduje, kogo właściwie chciałaby za swojego męża. Miała ku temu więcej możliwości niż Cyna, bo jej ród był znacznie ważniejszy i potężniejszy, niż jej własny. Powstrzymała się jednak od pokręcenia głową, wywrócenia oczami lub nawet parsknięcia, wiedząc już, że temat Rookwooda będzie jednym z głównych dzisiejszego wieczoru. I nie miała nic przeciwko temu, kto wie, może miała już jakieś pikantniejsze szczegóły i wyjątkowe doświadczenia, których stary łobuz mógł ją nauczyć?
- Chciałaś? - powtórzyła za nią ciszej, zaskoczona tym nagłym przypływem sympatii do metod podróżowania wymagających oderwania od ziemi. Sauriel aż tak ją oczarował, że była gotowa poświęcić się dla niego i dla tego, co lubił? Cynthia uśmiechnęła się pod nosem łagodnie, nieco chyba wzruszona tym niespodziewanym zwrotem akcji. Spinka faktycznie, przepiękna, trafiła w jej gusta — jak zwykle zresztą, gdy dostawała coś od przyjaciółki. - Jest naprawdę, naprawdę piękna. Wiesz, że mam słabość do astronomii. - odparła z odrobiną tej dziewczęcej nieśmiałości, szczerej i prawdziwej emocji, która w codziennym życiu została dawno pogrzebana i blondynka praktycznie zapominała o jej istnieniu.
- Nie wątpię, chociaż musiałaś być wykończona. Mam nadzieję, że cel podróży był wart wysiłku? - zapytała z zadziornym, figlarnym wręcz błyskiem w oczach, jakby sugerowała siedzącej naprzeciw czarownicy same nieprzyzwoite zwroty akcji po tak dużym poświęceniu, jakim była ta podróż, a do tego zniesiona z godnością.
Jej śmiech był zawsze przyjemną i zaraźliwą melodią i nawet jeśli nie mogła powiązać dokładnej przyczyny tego rozbawienia, bo faktycznie, o martwym, ale żywym Saurielu nie wiedziała — a szkoda, uznałaby to za fascynujące — to uznała, że Tori po prostu to nawiązanie do kostnicy rozbawiło.
Słuchała jej, nie przerywając i nie wchodząc w słowo, obserwując uważnie towarzyszącym słowom gestom lub mimice twarzy, bo Flintówna była doskonałym obserwatorem. Inaczej nie umiałaby tak doskonale kłamać i dobierać masek. - Nawet jeśli nie, to będzie? Zdecydowałaś, że to za niego chcesz wyjść? - zapytała miękko z westchnięciem, bo dla niej to była najważniejsza rzecz w tym całym układzie: czy ona naprawdę go chciała? Małżeństwa nie były łatwe, pamiętała nawet — jak przez mgłę, ale, jednak gdy jej matka żyła i jak wiele kompromisów musieli z ojcem znajdować. Wierzyła w to, że jak już się zdecyduje, jak postawi na Rookwooda lub kogokolwiek innego, to musi chcieć go pokochać i się tego trzymać, bo inaczej będzie nieszczęśliwa i zgubiona. Owszem, mogłaby mieć małżeństwo oparte jedynie na biznesie, ale taki układ do Victorii zupełnie nie pasował, nie umiałaby tak grać. - Wydaje mi się, że on po prostu nie lubi dopuszczać do siebie ludzi i tworzy taką, a nie inną kreację — złośliwego kobieciarza. Trzeba przyznać, że ten Twój Rookwood jest przystojny, pamiętasz w szkole, jak się na niego oglądały już? Nie powinnaś się tym jednak przejmować, bo jeśli stara się być dla Ciebie miły lub w jakikolwiek sposób się stara, to znaczy, że mu zależy, prawda? Mężczyźni wcale nie są tacy skomplikowani, za jakich się uważają, tylko wiele kobiet nie zauważa schematów. Przestał Cię odtrącać?
Mówiąc, przyglądała się jej z zaciekawieniem. Wiedziała, że mogła zapytać o wszystko, nie czując zupełnie skrępowania i działało to oczywiście w dwie strony. Cynthia nie miała doświadczenia w związkach czy z mężczyznami, Edward dawno tkwił pod ziemią, a ona skupiała się na pracy, ale dużo słyszała oraz widziała, wyciągała wniosków. Obracała się w towarzystwie, lawirując pomiędzy kolejnymi typami ludźmi, od których mogła coś chcieć lub wręcz powinna coś chcieć, co pozwoliło jej stworzyć w głowie wiele profili. W tych całych bankietach to właśnie było najciekawsze. Upiła trochę drinka. - Myślisz, że się w nim zakochujesz?
No tak, mężczyzna. Były w takim wieku, że przejmowania się mężczyznami i ich brakiem dojrzałości było czymś wręcz zdrowym i pożądanym. Celowo wymieniła imię tego gagatka, żeby sprawdzić jej reakcję na jego brzmienie w powietrzu. Nigdy nie podejrzewała, że ich akurat ze sobą splączą rodziny i że to nie Tori zdecyduje, kogo właściwie chciałaby za swojego męża. Miała ku temu więcej możliwości niż Cyna, bo jej ród był znacznie ważniejszy i potężniejszy, niż jej własny. Powstrzymała się jednak od pokręcenia głową, wywrócenia oczami lub nawet parsknięcia, wiedząc już, że temat Rookwooda będzie jednym z głównych dzisiejszego wieczoru. I nie miała nic przeciwko temu, kto wie, może miała już jakieś pikantniejsze szczegóły i wyjątkowe doświadczenia, których stary łobuz mógł ją nauczyć?
- Chciałaś? - powtórzyła za nią ciszej, zaskoczona tym nagłym przypływem sympatii do metod podróżowania wymagających oderwania od ziemi. Sauriel aż tak ją oczarował, że była gotowa poświęcić się dla niego i dla tego, co lubił? Cynthia uśmiechnęła się pod nosem łagodnie, nieco chyba wzruszona tym niespodziewanym zwrotem akcji. Spinka faktycznie, przepiękna, trafiła w jej gusta — jak zwykle zresztą, gdy dostawała coś od przyjaciółki. - Jest naprawdę, naprawdę piękna. Wiesz, że mam słabość do astronomii. - odparła z odrobiną tej dziewczęcej nieśmiałości, szczerej i prawdziwej emocji, która w codziennym życiu została dawno pogrzebana i blondynka praktycznie zapominała o jej istnieniu.
- Nie wątpię, chociaż musiałaś być wykończona. Mam nadzieję, że cel podróży był wart wysiłku? - zapytała z zadziornym, figlarnym wręcz błyskiem w oczach, jakby sugerowała siedzącej naprzeciw czarownicy same nieprzyzwoite zwroty akcji po tak dużym poświęceniu, jakim była ta podróż, a do tego zniesiona z godnością.
Jej śmiech był zawsze przyjemną i zaraźliwą melodią i nawet jeśli nie mogła powiązać dokładnej przyczyny tego rozbawienia, bo faktycznie, o martwym, ale żywym Saurielu nie wiedziała — a szkoda, uznałaby to za fascynujące — to uznała, że Tori po prostu to nawiązanie do kostnicy rozbawiło.
Słuchała jej, nie przerywając i nie wchodząc w słowo, obserwując uważnie towarzyszącym słowom gestom lub mimice twarzy, bo Flintówna była doskonałym obserwatorem. Inaczej nie umiałaby tak doskonale kłamać i dobierać masek. - Nawet jeśli nie, to będzie? Zdecydowałaś, że to za niego chcesz wyjść? - zapytała miękko z westchnięciem, bo dla niej to była najważniejsza rzecz w tym całym układzie: czy ona naprawdę go chciała? Małżeństwa nie były łatwe, pamiętała nawet — jak przez mgłę, ale, jednak gdy jej matka żyła i jak wiele kompromisów musieli z ojcem znajdować. Wierzyła w to, że jak już się zdecyduje, jak postawi na Rookwooda lub kogokolwiek innego, to musi chcieć go pokochać i się tego trzymać, bo inaczej będzie nieszczęśliwa i zgubiona. Owszem, mogłaby mieć małżeństwo oparte jedynie na biznesie, ale taki układ do Victorii zupełnie nie pasował, nie umiałaby tak grać. - Wydaje mi się, że on po prostu nie lubi dopuszczać do siebie ludzi i tworzy taką, a nie inną kreację — złośliwego kobieciarza. Trzeba przyznać, że ten Twój Rookwood jest przystojny, pamiętasz w szkole, jak się na niego oglądały już? Nie powinnaś się tym jednak przejmować, bo jeśli stara się być dla Ciebie miły lub w jakikolwiek sposób się stara, to znaczy, że mu zależy, prawda? Mężczyźni wcale nie są tacy skomplikowani, za jakich się uważają, tylko wiele kobiet nie zauważa schematów. Przestał Cię odtrącać?
Mówiąc, przyglądała się jej z zaciekawieniem. Wiedziała, że mogła zapytać o wszystko, nie czując zupełnie skrępowania i działało to oczywiście w dwie strony. Cynthia nie miała doświadczenia w związkach czy z mężczyznami, Edward dawno tkwił pod ziemią, a ona skupiała się na pracy, ale dużo słyszała oraz widziała, wyciągała wniosków. Obracała się w towarzystwie, lawirując pomiędzy kolejnymi typami ludźmi, od których mogła coś chcieć lub wręcz powinna coś chcieć, co pozwoliło jej stworzyć w głowie wiele profili. W tych całych bankietach to właśnie było najciekawsze. Upiła trochę drinka. - Myślisz, że się w nim zakochujesz?