31.05.2023, 22:04 ✶
Roześmiała się na jego stwierdzenie, kręcąc głową, na co koń poruszył uszami i spojrzał na nią z lekkim wyrzutem, jakby ją obraziła. Mara była bardzo wybredna do ludzi, często sprawdzała, jak dalece może sobie pozwolić i jak na nią reagowali. Jeśli ktoś był zbyt wydmuchany i sztywny, to brunetka była pewna, że ta jej nie polubi.
- Powiedziałabym, że ma dobrą intuicję. Słyszałeś, że zwierzęta lubią tylko osoby o dobrym sercu? Takie hmm życzliwe? - odpowiedziała mu wciąż rozbawionym głosem, przesuwając palcami po złotej sierści klaczy, która trąciła ją łbem niby zadowolona, ale w czerwonych oczach wciąż kryła trochę wyrzuty. - Mam nadzieję, że nie ubrudziła Ci koszuli albo nie zrobiła dziury? Mogłabym to zszyć, ale nie nie jestem w tym tak profesjonalna, jak w otwieraniu puszek.
Miała sporo cierpliwości do takich drobnych zadań manualnych, ale nie znaczyło to, że była krawcową. Zdarzyło się jej coś cerować, dwa razy nawet przyszyła guzik, na co jej matka złapała się na głowę i wysłała koszulę do odpowiedniej osoby, żeby jej córka się nie ośmieszyła lub żeby ten guzik nie odpadł w najmniej odpowiednim momencie, odsłaniając zbyt dużo.
Ona zawsze zwracała uwagę na drobiazgi, domeną jej życia było sprawianie innym przyjemności, dawanie im uśmiechu. Zwykle stawiała innych ponad siebie i gdyby nie daj Merlinie, Cathal bułeczek nie lubił, to jej samej źle by się je jadło. Zapamiętywała takie informacje o ludziach, które wszyscy pomijali. Więc na pewno po śniadaniu będzie już na przyszłość wiedziała o jego ulubionym pieczywie.
- Słyszałaś? Leć na te łąki, co mijałyśmy, nie podchodź do tego terenu tutaj, bo zostanie z Ciebie pieczeń. - spojrzała poważnie na konia, opierając dłonie na biodrach zaraz po tym, jak ręką wskazała zakazany obszar. Klacz parsknęła, przygryzając ją w ramię w ramach kary chyba za zrobienie z niej obiady, ale to nie Pandora była prowodyrem tego pomysłu. Wróciła spojrzeniem na swojego szefa. - Może i nie wybredny, ale lepiej, gdy sprawia przyjemność, nie? Jedzenie jest przecież cudowne. Dobrze, dziękuje! Uwinę się z tym szybciutko.
Kolejny uśmiech powędrował w stronę błękitnookiego blondyna, zanim zabrała się za uwalnianie Abraksana, który potem odleciał, a ona mogła schować rzeczy.
Wrócił, gdy ona się ze wszystkim uwinęła i miała tylko już torby z bułeczkami, dzięki czemu bez przeszkód mogła złapać za kubek. Aromat kawy był intensywny i ładny, od razu pobudzał. Pociągnęła nawet nieco nosem bezwstydnie, wydając z siebie ciche mruknięcie zadowolenia.
- Dziękuje. Nawet nie wiesz, jak marzyłam o tej kawie i tym śniadaniu. Nie czułam głodu, jak leciałam. - ruszyła za nim, kontynuując konwersację w najlepsze oraz uważając, aby się przypadkiem nie wywróciła z tym wszystkim. - Całe szczęście, że nie stało się im nic poważniejszego. Mugole mają talent do znajdowania przeklętych rzeczy. W Turcji była ostatnio głośna sprawa z jednym naszyjnikiem, który wędrował po ich domach i mącił w głowach kobietom, a potem wyszło, że był przeklęty.
Opowiedziała mu krótko historię z pierwszych stron gazet, bo nawet jeśli nie interesowałby go to wcale, to Pandzia zwyczajnie lubiła mówić. I musiał do tego przywyknąć, chociaż nadal starała się przy nim kontrolować, nie bardzo widząc, jak bardzo mogła sobie pozwolić.
- Caaałą wioskę? - zapytała, wytrzeszczając na niego oczy z niedowierzaniem, bo faktycznie daleko temu było do pojedynczego grobowca czy wnętrza piramidy. Rozsiadła się obok niego, ostrożnie odkładając kawę na bok, a gdy on opowiadał, cichutko rozdarła torby, rozkładając je na ziemi i robiąc z papieru obrus. Wewnątrz były kolorowe kanapki w wersji wegetariańskiej oraz z mięsem, cynamonki, tarty z custardem cytrynowym, małe pączki nadziane czekoladą i dżemem malinowym, a także bułka z kruszonką i czymś w środku, czego Prewettówna nie mogła sobie przypomnieć. Zanim jednak zdecydowała się na konkretną bułę, zrobiła łyk kawy. Cierpkiej i gorzkiej, przyjemnie rozgrzewającej i stawiającej umysł do pionu, wrzucając go na wyższe oborty.
- Zapowiada się, że mamy dużo pracy. Nie wiem, czego się spodziewać, ale postaram się nie zawieść Twojego zaufania i dopilnować, żeby żadna pułapka nie zrobiła nikomu krzywdy. Może w tej wiosce było coś ukrytego, jakiś artefakt? Faktycznie, ilość zabezpieczeń godna Azkabanu. Duch? Lubisz rozmawiać z duchami? - zaczęła w końcu, starając się nawiązać do każdego słowa, które do niej powiedział. Sięgnęła jednocześnie po kanapkę z avocado i serem, a także obowiązkowo pomidorem. Odwijając ją i umieszczając znów na ziemi kubek z kawą, kontynuowała. - Magicznego układu? Co to znaczy? Wybacz mi z góry już, ale zapewne będę Cię zasypywała milionem pytań, jestem nieprzyzwoicie ciekawska. Masz może jakieś książki, które powinnam przyswoić na takie tematy? A! Mogę wynagradzać Ci te żmudne odpowiedzi jedzeniem, jak rozgryzę, co lubisz. Lub nie wiem, zrobię Ci mapę nieba lub naprawię zegarek. Poza gadaniem bywam dość praktyczna.
Wyszczerzyła się do niego tak, że w polikach pojawiły się dołeczki i nawet odrobinę poruszyła brwiami, co miało tylko spotęgować efekt tej autoreklamy. A potem zaczęła jeść swoją kanapkę, przenosząc wzrok na teren, który mieli badać. Nie zdawał sobie sprawy, jak cieszyła się z tego, że będzie mogła i archeologii spróbować.
- Powiedziałabym, że ma dobrą intuicję. Słyszałeś, że zwierzęta lubią tylko osoby o dobrym sercu? Takie hmm życzliwe? - odpowiedziała mu wciąż rozbawionym głosem, przesuwając palcami po złotej sierści klaczy, która trąciła ją łbem niby zadowolona, ale w czerwonych oczach wciąż kryła trochę wyrzuty. - Mam nadzieję, że nie ubrudziła Ci koszuli albo nie zrobiła dziury? Mogłabym to zszyć, ale nie nie jestem w tym tak profesjonalna, jak w otwieraniu puszek.
Miała sporo cierpliwości do takich drobnych zadań manualnych, ale nie znaczyło to, że była krawcową. Zdarzyło się jej coś cerować, dwa razy nawet przyszyła guzik, na co jej matka złapała się na głowę i wysłała koszulę do odpowiedniej osoby, żeby jej córka się nie ośmieszyła lub żeby ten guzik nie odpadł w najmniej odpowiednim momencie, odsłaniając zbyt dużo.
Ona zawsze zwracała uwagę na drobiazgi, domeną jej życia było sprawianie innym przyjemności, dawanie im uśmiechu. Zwykle stawiała innych ponad siebie i gdyby nie daj Merlinie, Cathal bułeczek nie lubił, to jej samej źle by się je jadło. Zapamiętywała takie informacje o ludziach, które wszyscy pomijali. Więc na pewno po śniadaniu będzie już na przyszłość wiedziała o jego ulubionym pieczywie.
- Słyszałaś? Leć na te łąki, co mijałyśmy, nie podchodź do tego terenu tutaj, bo zostanie z Ciebie pieczeń. - spojrzała poważnie na konia, opierając dłonie na biodrach zaraz po tym, jak ręką wskazała zakazany obszar. Klacz parsknęła, przygryzając ją w ramię w ramach kary chyba za zrobienie z niej obiady, ale to nie Pandora była prowodyrem tego pomysłu. Wróciła spojrzeniem na swojego szefa. - Może i nie wybredny, ale lepiej, gdy sprawia przyjemność, nie? Jedzenie jest przecież cudowne. Dobrze, dziękuje! Uwinę się z tym szybciutko.
Kolejny uśmiech powędrował w stronę błękitnookiego blondyna, zanim zabrała się za uwalnianie Abraksana, który potem odleciał, a ona mogła schować rzeczy.
Wrócił, gdy ona się ze wszystkim uwinęła i miała tylko już torby z bułeczkami, dzięki czemu bez przeszkód mogła złapać za kubek. Aromat kawy był intensywny i ładny, od razu pobudzał. Pociągnęła nawet nieco nosem bezwstydnie, wydając z siebie ciche mruknięcie zadowolenia.
- Dziękuje. Nawet nie wiesz, jak marzyłam o tej kawie i tym śniadaniu. Nie czułam głodu, jak leciałam. - ruszyła za nim, kontynuując konwersację w najlepsze oraz uważając, aby się przypadkiem nie wywróciła z tym wszystkim. - Całe szczęście, że nie stało się im nic poważniejszego. Mugole mają talent do znajdowania przeklętych rzeczy. W Turcji była ostatnio głośna sprawa z jednym naszyjnikiem, który wędrował po ich domach i mącił w głowach kobietom, a potem wyszło, że był przeklęty.
Opowiedziała mu krótko historię z pierwszych stron gazet, bo nawet jeśli nie interesowałby go to wcale, to Pandzia zwyczajnie lubiła mówić. I musiał do tego przywyknąć, chociaż nadal starała się przy nim kontrolować, nie bardzo widząc, jak bardzo mogła sobie pozwolić.
- Caaałą wioskę? - zapytała, wytrzeszczając na niego oczy z niedowierzaniem, bo faktycznie daleko temu było do pojedynczego grobowca czy wnętrza piramidy. Rozsiadła się obok niego, ostrożnie odkładając kawę na bok, a gdy on opowiadał, cichutko rozdarła torby, rozkładając je na ziemi i robiąc z papieru obrus. Wewnątrz były kolorowe kanapki w wersji wegetariańskiej oraz z mięsem, cynamonki, tarty z custardem cytrynowym, małe pączki nadziane czekoladą i dżemem malinowym, a także bułka z kruszonką i czymś w środku, czego Prewettówna nie mogła sobie przypomnieć. Zanim jednak zdecydowała się na konkretną bułę, zrobiła łyk kawy. Cierpkiej i gorzkiej, przyjemnie rozgrzewającej i stawiającej umysł do pionu, wrzucając go na wyższe oborty.
- Zapowiada się, że mamy dużo pracy. Nie wiem, czego się spodziewać, ale postaram się nie zawieść Twojego zaufania i dopilnować, żeby żadna pułapka nie zrobiła nikomu krzywdy. Może w tej wiosce było coś ukrytego, jakiś artefakt? Faktycznie, ilość zabezpieczeń godna Azkabanu. Duch? Lubisz rozmawiać z duchami? - zaczęła w końcu, starając się nawiązać do każdego słowa, które do niej powiedział. Sięgnęła jednocześnie po kanapkę z avocado i serem, a także obowiązkowo pomidorem. Odwijając ją i umieszczając znów na ziemi kubek z kawą, kontynuowała. - Magicznego układu? Co to znaczy? Wybacz mi z góry już, ale zapewne będę Cię zasypywała milionem pytań, jestem nieprzyzwoicie ciekawska. Masz może jakieś książki, które powinnam przyswoić na takie tematy? A! Mogę wynagradzać Ci te żmudne odpowiedzi jedzeniem, jak rozgryzę, co lubisz. Lub nie wiem, zrobię Ci mapę nieba lub naprawię zegarek. Poza gadaniem bywam dość praktyczna.
Wyszczerzyła się do niego tak, że w polikach pojawiły się dołeczki i nawet odrobinę poruszyła brwiami, co miało tylko spotęgować efekt tej autoreklamy. A potem zaczęła jeść swoją kanapkę, przenosząc wzrok na teren, który mieli badać. Nie zdawał sobie sprawy, jak cieszyła się z tego, że będzie mogła i archeologii spróbować.