01.06.2023, 21:53 ✶
- Słyszałem. I po prawdzie nigdy w to nie wierzyłem – odparł Cathal szczerze. Jego ojczym miał kota. A chociaż większość drani kojarzy się głównie z przemocą wobec zwierząt, pan Dołohow kota hołubił, i gdy ten zmarł ze starości, zdawał się wręcz przygnębiony. Sam kot zaś nie tolerował nikogo oprócz swojego pana.
A ten zdecydowanie nie miał czystego serca, a jego życzliwość ograniczała się do konkretnych osób i konkretnych sytuacji.
Może jednak wierzchowiec Prewettówny pod tym względem posiadał nieco lepsze wyczucie.
– To stara koszula – stwierdził obojętnie, bo zdecydowanie nie zamierzał pozwolić, aby Pandora (albo ktokolwiek inny) zszywał czy prał jego ubrania. Zresztą, większości z nich przydarzały się znacznie gorsze rzeczy niż skubnięcie przez abraksana – na przykład czołgał się w nich przez bardzo wąskie i bardzo brudne korytarze, nienaruszone od tysięcy lat.
Cathal doceniał jedzenie, ale też nie należał do koneserów. Póki coś nie było kompletnie spalone lub niedogotowane, bardzo rzadko narzekał i zwykle po prostu jadł. Najchętniej zresztą próbował po prostu nowych smaków. Prawdziwą przyjemnością była dla niego raczej kawa i rozsiadłszy się na trawie, ostrożnie upił łyk gorącego, mocnego napoju. Tę konkretną dostał od jednego z krewnych, który z kolei zakupił ją bodaj w Brazylii.
– Powiedziałbym, że raczej czarodzieje ich nie pilnują albo celowo je podrzucają – skomentował jej uwagę na temat talentu mugoli. – W tym przypadku teren nie był w żaden sposób zabezpieczony, bo o istnieniu tej wioski zapomniano. Niewielkie obsunięcie gruntu ujawniło jej tereny. Weszli tu mugolscy archeologowie, a reszta… – urwał. Wszak o „reszcie” przed chwilą jej opowiedział. Mugole spodziewali się tutaj zwykłych wykopalisk, a tymczasem natknęli się na coś, co ich przerastało. Ktoś z Ministerstwa, na całe szczęście, zorientował się w miarę szybko i pracownicy posprzątali to wszystko, zanim nie tylko doszło do tragedii, ale przede wszystkim: nim ktoś odkrył istnienie świata czarów.
Cathal czasem miał wrażenie, że dni ich anonimowości są policzone. Kiedyś mugole wynajdą szybsze środki przekazu niż linie telefonicznie, udoskonalą telewizję, i prędzej czy później wieść o istnieniu czarodziejów się rozejdzie. Odpychał jednak od siebie te myśli, bo musiałby przyznać nieco racji Voldemortowi – że przejęcie kontroli nad mugolami, zanim ci zaczną na nich polować lub błagać o to, by wykorzystywali magię w ich służbie, miało trochę sensu.
– Mam nadzieję, że coś było w niej ukryte. – Cathal wzruszył lekko ramionami. Nawet nie próbował udawać, że jest inaczej. Nie ekscytowałby się sprawą tak bardzo, gdyby nie te nietypowości w zabezpieczeniach. – Ale wtedy sensowniejsze byłoby skupienie się na ochronie lokacji artefaktu, nie najeżanie muru klątwami i pułapkami. Ktoś z wewnątrz przecież też mógłby go ukraść.
Na razie Shafiq starał się nie stawiać zbyt wielu hipotez. Nie miał do tego danych.
– Nie – skwitował dość krótko pytanie odnośnie tego, czy lubi rozmawiać z duchami. Choć mogło się to wydawać dziwne u historyka. Niemniej, Shafiq uznawał ich przydatność. Dlatego w Egipcie zatrudnił Jamila. – Za pomocą run można tworzyć bariery. W tym przypadku mamy wiele filarów, pokrytych runami. Razem musiały mieć określone działanie, którego na razie nie znamy.
Upił kolejny łyk kawy, odrywając wzrok od wioski i przenosząc wreszcie spojrzenie jasnoniebieskich oczu na Pandorę.
– Dobrze wykonaj swoją pracę, a to wystarczy. Przyniosę ci jedną z moich książek o podstawach pieczętowania.
A ten zdecydowanie nie miał czystego serca, a jego życzliwość ograniczała się do konkretnych osób i konkretnych sytuacji.
Może jednak wierzchowiec Prewettówny pod tym względem posiadał nieco lepsze wyczucie.
– To stara koszula – stwierdził obojętnie, bo zdecydowanie nie zamierzał pozwolić, aby Pandora (albo ktokolwiek inny) zszywał czy prał jego ubrania. Zresztą, większości z nich przydarzały się znacznie gorsze rzeczy niż skubnięcie przez abraksana – na przykład czołgał się w nich przez bardzo wąskie i bardzo brudne korytarze, nienaruszone od tysięcy lat.
Cathal doceniał jedzenie, ale też nie należał do koneserów. Póki coś nie było kompletnie spalone lub niedogotowane, bardzo rzadko narzekał i zwykle po prostu jadł. Najchętniej zresztą próbował po prostu nowych smaków. Prawdziwą przyjemnością była dla niego raczej kawa i rozsiadłszy się na trawie, ostrożnie upił łyk gorącego, mocnego napoju. Tę konkretną dostał od jednego z krewnych, który z kolei zakupił ją bodaj w Brazylii.
– Powiedziałbym, że raczej czarodzieje ich nie pilnują albo celowo je podrzucają – skomentował jej uwagę na temat talentu mugoli. – W tym przypadku teren nie był w żaden sposób zabezpieczony, bo o istnieniu tej wioski zapomniano. Niewielkie obsunięcie gruntu ujawniło jej tereny. Weszli tu mugolscy archeologowie, a reszta… – urwał. Wszak o „reszcie” przed chwilą jej opowiedział. Mugole spodziewali się tutaj zwykłych wykopalisk, a tymczasem natknęli się na coś, co ich przerastało. Ktoś z Ministerstwa, na całe szczęście, zorientował się w miarę szybko i pracownicy posprzątali to wszystko, zanim nie tylko doszło do tragedii, ale przede wszystkim: nim ktoś odkrył istnienie świata czarów.
Cathal czasem miał wrażenie, że dni ich anonimowości są policzone. Kiedyś mugole wynajdą szybsze środki przekazu niż linie telefonicznie, udoskonalą telewizję, i prędzej czy później wieść o istnieniu czarodziejów się rozejdzie. Odpychał jednak od siebie te myśli, bo musiałby przyznać nieco racji Voldemortowi – że przejęcie kontroli nad mugolami, zanim ci zaczną na nich polować lub błagać o to, by wykorzystywali magię w ich służbie, miało trochę sensu.
– Mam nadzieję, że coś było w niej ukryte. – Cathal wzruszył lekko ramionami. Nawet nie próbował udawać, że jest inaczej. Nie ekscytowałby się sprawą tak bardzo, gdyby nie te nietypowości w zabezpieczeniach. – Ale wtedy sensowniejsze byłoby skupienie się na ochronie lokacji artefaktu, nie najeżanie muru klątwami i pułapkami. Ktoś z wewnątrz przecież też mógłby go ukraść.
Na razie Shafiq starał się nie stawiać zbyt wielu hipotez. Nie miał do tego danych.
– Nie – skwitował dość krótko pytanie odnośnie tego, czy lubi rozmawiać z duchami. Choć mogło się to wydawać dziwne u historyka. Niemniej, Shafiq uznawał ich przydatność. Dlatego w Egipcie zatrudnił Jamila. – Za pomocą run można tworzyć bariery. W tym przypadku mamy wiele filarów, pokrytych runami. Razem musiały mieć określone działanie, którego na razie nie znamy.
Upił kolejny łyk kawy, odrywając wzrok od wioski i przenosząc wreszcie spojrzenie jasnoniebieskich oczu na Pandorę.
– Dobrze wykonaj swoją pracę, a to wystarczy. Przyniosę ci jedną z moich książek o podstawach pieczętowania.