Poinstruowałem ją dokładnie w jakim miejscu znajduje się kawiarnia, o której myślałem, a gdy już wiedziała wszystko oddaliłem się w swoją stronę zajmując się swoimi sprawami. Czas w pracy był dla mnie niemiłosiernie długi i uciążliwy, ponieważ niewiedza o tym, czy dziewczyna będzie na mnie czekać była dla mnie nieznośna. Moje serce jednak uradowało się, gdy Bell podprowadził mnie do stolika, przy którym była Ula.
— Z przyjemnością ci pomogłem moja droga. – odpowiedziałem cicho konsumując powoli śniadanie. — Nie jesteś stąd prawda? – zapytałem, ponieważ słyszałem w jej głosie akcent, ale nie byłem w stanie rozpoznać skąd pochodziła. Lubiłem wiedzieć takie rzeczy o ludziach, lubiłem dowiadywać się skąd pochodzą, co ich sprowadza w to miejsce, gdzie się wychowywali, co potrafią i czym się zajmują. Miałem ogrom pytań do niej, ale nie chciałem jej wystraszyć. Wydawała się być taka zagubiona, niepewna, delikatna. Poznałem ją też ze strony spłoszonego kota, który atakował pazurami, ale nie miałem zamiaru się zrażać i uciekać przed nią.