04.06.2023, 23:01 ✶
Różnica pomiędzy Victorią a młodszą siostrą też stanowiła nie lada wyzwanie. Na upartego, mogłaby być prawie jej córką. Utrudniało to na pewno rozmowy na tematy, które interesowały kobiety ich w wieku, a także dzieliły je lata doświadczeń, jakie Cynthia z czarnowłosą czarownicą razem zgromadziły. Kochała Castiela, oczywiście, ale o pewnych rzeczach nawet z bliźniakiem się nie rozmawiało, wielu rzeczy z jego charakterem by zwyczajnie nie zrozumiał. Już i tak marudził na jej ambicję i zaangażowanie w prace, kosztem życia towarzyskiego i romansów. Tori mogła powiedzieć wszystko.
Tajemnica wampiryzmu Sauriela, jeśli doszłaby do uszu blondynki, wyjaśniłaby z pewnością wiele rzeczy, których nie umiała w jego układance dobrze zgrać. Bo przecież każdy człowiek był właśnie takim puzzlem, zagadką, którą trzeba było odkryć i złożyć w całość, aby mieć pełny obraz. Rookwood zawsze był odrobinę skryty za jakąś mgłą, ale uznała chyba już w szkole, że był po prostu wybrednym odludkiem, który z jakiegoś powodu dopuścił do siebie Olivandera.
Zdążyła się szczerze zakochać w tej spince, blade lica zakryła warstwa różu, która dawno nie wyglądała na światło dzienne. Przesunęła palcami po kamyczkach, mając ochotę wstać i raz jeszcze ją uściskach, a także wpiąć ją od razu w swoje włosy. Niechętnie zamknęła pudełko, chowając je bezpiecznie do torby. Chociaż jej zachowanie i usposobienie mogło świadczyć, że ceniła sobie dobre materialne, to wcale tak nie było, ale jednak prezenty tego typu, od osób ważnych i bliskich, traktowała wyjątkowo sentymentalnie. Na chwilę wracała do tej nastolatki ze szkolnego dormitorium, która ekscytowała się i cieszyła znacznie częściej, niż dorosła Cynthia.
Uniosła z zaniepokojeniem brew na jej reakcję, śledząc twarz kobiety wzrokiem. Sauriel wzbudzał w niej więcej emocji, niż pewnie chciała pokazać i w całym tym nadchodzącym oficjalnie narzeczeństwie, kryło się coś więcej. Przez chwilę nawet chciała rzucić komentarz, że przynajmniej nie trafiła na bezmózgiego Edwarda, jak ona miała kiedyś nieprzyjemność, ale ostatecznie upiła tylko trochę alkoholu.
- Rozumiem. Przynajmniej miałaś dobre towarzystwo. Uspokoił Cię, chociaż, jak się zdenerwowałaś? - dopytała tylko, nie chcąc gdybać i wyciągać z niej szczegółów. Wiedziała, że jeśli Lestrange nie mogła jej czegoś zdradzić, to dotyczyło to pracy i Ministerstwa. Za nic nie chciała, aby przyjaciółka miała kłopoty, więc też nigdy nie ciągnęła jej za język, zadowalając się strzępkami informacji, które dostawała.
Jej kolejne słowa nieco Cynthie zaskoczyły, wydobyły z niej ciche westchnięcie i przytaknięcie głową, falę wewnętrznej irytacji na to, jak traktowano kobiety — widocznie w każdej rodzinie. Ile prościej było być synem i móc samemu decydować, nawet jeśli mężczyźni byli mniej wrażliwi i trochę głupsi. Twarz Victorii zakrył jakiś cień, gdy pogrążyła się w zamyśleniu, co jasnowłosą zaniepokoiło na tyle, aby wysunęła w jej stronę dłoń i na kilka sekund zacisnęła palce na jej własnych, chcąc tym samym wesprzeć ją, może nawet zasugerować, że mogłaby pomóc rozwiązać jej ten problem, gdyby tego chciała. W końcu zrobiłaby dla niej wszystko, a ostatnie, czego chciała, to, aby dziewczyna była nieszczęśliwa. - Rookwood nie jest takim złym wyborem, zwłaszcza że zaczęliście dogadywać. Może jeszcze wykwitnie coś między wami? Jesteś w pozycji, ale zdajesz sobie sprawę, że konsekwencje byłyby okropne. Nie wiem, dlaczego ludzie mówią, że kobiety przy nadziei mają zmienne nastroje, kiedy to mężczyźni każdego dnia wiodą w tym prym.
Wzruszyła delikatnie ramionami, posyłając jej subtelny uśmiech. Trzymała zawsze jej stronę, cokolwiek by się nie wydarzyło. Cofnęła rękę, upijając kolejny łyk drinka, pozwalając sobie na zgarnięcie za ucho kosmyka włosów, a błękitne spojrzenie przesunęło po sali, zanim znów zagościło na twarzy przyjaciółki. - Ludzie sobie sami komplikują życie. Jeśli jednak zdecydował się na dopuszczenie do siebie Ciebie, nawet jeśli to potrwa, nazwałabym to dobrym znakiem. Zawsze mogę podesłać Ci jakieś ziółka, żeby był przyjemniejszy.
Rzuciła pół żartem, pół serio, puszczając jej nawet oczko. Byłaby w stanie sporządzić odpowiednią mieszankę, na co tylko Tori by chciała. O zdolnościach innego kalibru nie odważyła się jednak przyjaciółce powiedzieć, ale o nich nie mówiła właściwie nikomu. Gdy mówiła dalej, Cynthia niespokojnie poruszyła palcami, jakby ją zirytował swoim postępowaniem, chociaż nie była świadkiem tego zachowania. Owszem, nie był brzydki i umiał to wykorzystać, a do tego prawić komplementy — puste zazwyczaj, bo jego spojrzenie nie wyrażało wyższych emocji, jak zauważyła, gdy takowe prawił. I ta nuta goryczy. Przeklęła na mężczyznę w myślach siarczyście, tak, jak damie zupełnie nie wypadało mówić.
- A jesteś pewna, że Sauriel nie spadł z tego konia i nie wiem, nie uderzył głową w krawężnik, przez co przestawić mu się mogły klepki lub też część mózgu została na betonie? - zapytała całkiem poważnie, wlepiając w nią chłodne i zirytowane, złe spojrzenie. Miała ochotę go tu ściągnąć za uszy i sobie z nim porozmawiać, ale nie chciała psuć im spotkania, zwłaszcza gdy nie miały dla siebie wcale tak dużo czasu. We dwie. - I nie dałaś mu popalić? - zapytała zaskoczona, kontynuując, bo ona z pewnością by mu nie odpuściła i zakręciła, zmanipulowała sytuacje tak, że propozycje wspólnej nocy i flirtu, wyszłyby mu bokiem.
Uśmiechnęła się niewinnie na widok jej oczu, zaskoczenia i chyba to jeszcze mocniej spotęgowało ciekawość w blondynce. - Nie wydaje Ci się. - powtórzyła krótko, cicho i pod nosem, zwilżając wargi i paznokciami stukając w kieliszek, poprawiła się na siedzisku, wygładzając materiał sukienki wolną dłonią, którą potem zostawiła na kolanie. Nie chciała mówić Victorii, że Sauriela przeżywała bardziej, niż swoich wcześniejszych chłopców i że od nienawiści, do przywiązania, pożądania czy nawet miłości, krok był bardzo krótki. - Myślę, że mogłabyś go pokochać, jeśli sobie pozwolisz. - dodała po chwili milczenia, zupełnie niezłośliwie i nie chcąc jej zdenerwować, czy zrobić przykrości. - To nie musi być coś złego, tak mi się wydaje.
Nie było chyba nic złego w uczuciach, mogły podobno ubarwić życie. Nawet jeśli Cynthia nie do końca je rozumiała lub nie umiała postawić siebie w jakiejś wielkiej miłości, to przecież wszystko mogło się zmienić przez jedno, drobne wydarzenie. Jeden moment mógł obudzić coś, o czego istnieniu wcześniej nie miało się pojęcia. W życiu już tak było, że najczęściej działy się rzeczy nieplanowane i takie, których nie do końca pierwotnie chcieliśmy, ale w gruncie rzeczy, to mogły wyjść na dobre. - Najważniejsze dla mnie Tori, żebyś się w tym wszystkim odnalazła i była po prostu szczęśliwa. Wiesz, że zrobię wszystko, żeby Ci w tym pomóc, jeśli tylko będę mogła.
Oznajmiła jej jeszcze dość cicho, ale i poważnie, szczerze. Podniosła na nią spojrzenie błękitnych, zwykle chłodnych tęczówek - tym razem ciepłych i łagodnych.
Tajemnica wampiryzmu Sauriela, jeśli doszłaby do uszu blondynki, wyjaśniłaby z pewnością wiele rzeczy, których nie umiała w jego układance dobrze zgrać. Bo przecież każdy człowiek był właśnie takim puzzlem, zagadką, którą trzeba było odkryć i złożyć w całość, aby mieć pełny obraz. Rookwood zawsze był odrobinę skryty za jakąś mgłą, ale uznała chyba już w szkole, że był po prostu wybrednym odludkiem, który z jakiegoś powodu dopuścił do siebie Olivandera.
Zdążyła się szczerze zakochać w tej spince, blade lica zakryła warstwa różu, która dawno nie wyglądała na światło dzienne. Przesunęła palcami po kamyczkach, mając ochotę wstać i raz jeszcze ją uściskach, a także wpiąć ją od razu w swoje włosy. Niechętnie zamknęła pudełko, chowając je bezpiecznie do torby. Chociaż jej zachowanie i usposobienie mogło świadczyć, że ceniła sobie dobre materialne, to wcale tak nie było, ale jednak prezenty tego typu, od osób ważnych i bliskich, traktowała wyjątkowo sentymentalnie. Na chwilę wracała do tej nastolatki ze szkolnego dormitorium, która ekscytowała się i cieszyła znacznie częściej, niż dorosła Cynthia.
Uniosła z zaniepokojeniem brew na jej reakcję, śledząc twarz kobiety wzrokiem. Sauriel wzbudzał w niej więcej emocji, niż pewnie chciała pokazać i w całym tym nadchodzącym oficjalnie narzeczeństwie, kryło się coś więcej. Przez chwilę nawet chciała rzucić komentarz, że przynajmniej nie trafiła na bezmózgiego Edwarda, jak ona miała kiedyś nieprzyjemność, ale ostatecznie upiła tylko trochę alkoholu.
- Rozumiem. Przynajmniej miałaś dobre towarzystwo. Uspokoił Cię, chociaż, jak się zdenerwowałaś? - dopytała tylko, nie chcąc gdybać i wyciągać z niej szczegółów. Wiedziała, że jeśli Lestrange nie mogła jej czegoś zdradzić, to dotyczyło to pracy i Ministerstwa. Za nic nie chciała, aby przyjaciółka miała kłopoty, więc też nigdy nie ciągnęła jej za język, zadowalając się strzępkami informacji, które dostawała.
Jej kolejne słowa nieco Cynthie zaskoczyły, wydobyły z niej ciche westchnięcie i przytaknięcie głową, falę wewnętrznej irytacji na to, jak traktowano kobiety — widocznie w każdej rodzinie. Ile prościej było być synem i móc samemu decydować, nawet jeśli mężczyźni byli mniej wrażliwi i trochę głupsi. Twarz Victorii zakrył jakiś cień, gdy pogrążyła się w zamyśleniu, co jasnowłosą zaniepokoiło na tyle, aby wysunęła w jej stronę dłoń i na kilka sekund zacisnęła palce na jej własnych, chcąc tym samym wesprzeć ją, może nawet zasugerować, że mogłaby pomóc rozwiązać jej ten problem, gdyby tego chciała. W końcu zrobiłaby dla niej wszystko, a ostatnie, czego chciała, to, aby dziewczyna była nieszczęśliwa. - Rookwood nie jest takim złym wyborem, zwłaszcza że zaczęliście dogadywać. Może jeszcze wykwitnie coś między wami? Jesteś w pozycji, ale zdajesz sobie sprawę, że konsekwencje byłyby okropne. Nie wiem, dlaczego ludzie mówią, że kobiety przy nadziei mają zmienne nastroje, kiedy to mężczyźni każdego dnia wiodą w tym prym.
Wzruszyła delikatnie ramionami, posyłając jej subtelny uśmiech. Trzymała zawsze jej stronę, cokolwiek by się nie wydarzyło. Cofnęła rękę, upijając kolejny łyk drinka, pozwalając sobie na zgarnięcie za ucho kosmyka włosów, a błękitne spojrzenie przesunęło po sali, zanim znów zagościło na twarzy przyjaciółki. - Ludzie sobie sami komplikują życie. Jeśli jednak zdecydował się na dopuszczenie do siebie Ciebie, nawet jeśli to potrwa, nazwałabym to dobrym znakiem. Zawsze mogę podesłać Ci jakieś ziółka, żeby był przyjemniejszy.
Rzuciła pół żartem, pół serio, puszczając jej nawet oczko. Byłaby w stanie sporządzić odpowiednią mieszankę, na co tylko Tori by chciała. O zdolnościach innego kalibru nie odważyła się jednak przyjaciółce powiedzieć, ale o nich nie mówiła właściwie nikomu. Gdy mówiła dalej, Cynthia niespokojnie poruszyła palcami, jakby ją zirytował swoim postępowaniem, chociaż nie była świadkiem tego zachowania. Owszem, nie był brzydki i umiał to wykorzystać, a do tego prawić komplementy — puste zazwyczaj, bo jego spojrzenie nie wyrażało wyższych emocji, jak zauważyła, gdy takowe prawił. I ta nuta goryczy. Przeklęła na mężczyznę w myślach siarczyście, tak, jak damie zupełnie nie wypadało mówić.
- A jesteś pewna, że Sauriel nie spadł z tego konia i nie wiem, nie uderzył głową w krawężnik, przez co przestawić mu się mogły klepki lub też część mózgu została na betonie? - zapytała całkiem poważnie, wlepiając w nią chłodne i zirytowane, złe spojrzenie. Miała ochotę go tu ściągnąć za uszy i sobie z nim porozmawiać, ale nie chciała psuć im spotkania, zwłaszcza gdy nie miały dla siebie wcale tak dużo czasu. We dwie. - I nie dałaś mu popalić? - zapytała zaskoczona, kontynuując, bo ona z pewnością by mu nie odpuściła i zakręciła, zmanipulowała sytuacje tak, że propozycje wspólnej nocy i flirtu, wyszłyby mu bokiem.
Uśmiechnęła się niewinnie na widok jej oczu, zaskoczenia i chyba to jeszcze mocniej spotęgowało ciekawość w blondynce. - Nie wydaje Ci się. - powtórzyła krótko, cicho i pod nosem, zwilżając wargi i paznokciami stukając w kieliszek, poprawiła się na siedzisku, wygładzając materiał sukienki wolną dłonią, którą potem zostawiła na kolanie. Nie chciała mówić Victorii, że Sauriela przeżywała bardziej, niż swoich wcześniejszych chłopców i że od nienawiści, do przywiązania, pożądania czy nawet miłości, krok był bardzo krótki. - Myślę, że mogłabyś go pokochać, jeśli sobie pozwolisz. - dodała po chwili milczenia, zupełnie niezłośliwie i nie chcąc jej zdenerwować, czy zrobić przykrości. - To nie musi być coś złego, tak mi się wydaje.
Nie było chyba nic złego w uczuciach, mogły podobno ubarwić życie. Nawet jeśli Cynthia nie do końca je rozumiała lub nie umiała postawić siebie w jakiejś wielkiej miłości, to przecież wszystko mogło się zmienić przez jedno, drobne wydarzenie. Jeden moment mógł obudzić coś, o czego istnieniu wcześniej nie miało się pojęcia. W życiu już tak było, że najczęściej działy się rzeczy nieplanowane i takie, których nie do końca pierwotnie chcieliśmy, ale w gruncie rzeczy, to mogły wyjść na dobre. - Najważniejsze dla mnie Tori, żebyś się w tym wszystkim odnalazła i była po prostu szczęśliwa. Wiesz, że zrobię wszystko, żeby Ci w tym pomóc, jeśli tylko będę mogła.
Oznajmiła jej jeszcze dość cicho, ale i poważnie, szczerze. Podniosła na nią spojrzenie błękitnych, zwykle chłodnych tęczówek - tym razem ciepłych i łagodnych.