Panna Wood nigdy nie należała do osób szczególnie rozsądnych. Zawsze kierowała się sercem, niektórzy mogli traktować podejmowane przez nią decyzję za irracjonalne - zdawała sobie z tego sprawę, że nie wszyscy byli w stanie zrozumiec jej pobudki. Nie musieli, ważne, że ona postępowała według swoich zasad. Nie chciała zostawić nikogo w potrzebie, a właśnie tak widziała teraz panią Harper Moody - musiała jej pomóc. Wierzyła, że pewnie i sama by sobie poradziła, w końcu była potężną czarownicą, wolała jednak nie sprawdzać, czy faktycznie.
Zaklęcie jej się udało, chociaż poczuła szarpnięcie, kiedy przemieszczała się przy pomocy magicznej siły. Gdyby tylko wiedziała, że był za to odpowiedzialny Charlie to pewnie by się wróciła i powiedziała mu, co myśli o utrudnianiu jej działania. Na szczęście nie wiedziała, może później się dowie, że to był on.
Wylądowała w miejscu, w którym chciała. Pani Moody jej nie zobaczyła - musiała przed chwilą oberwać jakimś zaklęciem, bo była powalona na kolana. Spojrzała w stronę zamaskowanych mężczyzn, którzy próbowali łapać swoje różdzki w locie. Jeden miał z tym problem, drugiemu chyba szło trochę lepiej.
Heather Wood nie zamierzała zwlekać. Najlepszą obroną w końcu był atak. - Skurwysyny w maskach, pokażcie twarze, wszyscy będą wiedzieć kim jesteście. Tacy jesteście odważni? - Ruda nie zwlekała, machnęła różdżką dwa razy, chciała wyczarować zaklęcie, siłę ciśnienia, która zniszczy maskę na twarzy Chestera i Stanleya. Zależało jej na tym, żeby poznać tożsamość osób, które były odpowiedzialne za to wszystko.
Sukces!
Akcja nieudana