Samuel przemierzał Aleję Horyzontalną. Spieszył się, on zawsze się gdzieś spieszył. W ustach miał typowo dla siebie papierosa - nałóg okropna rzecz, jednak jakoś nigdy nie wpadł na to, aby z nim walczyć. Pogodził się już z tym, że część jego wypłaty zostaje puszczona z dymem (jakby zarabiał kokosy, może i nie byłoby się czym przejmować, jednak należał do tej bardziej ubogiej części społeczeństwa). Chciał jednak mieć coś z życia i tak większą część wypłaty ze swoich dwóch prac oddawał ojcu - aby to jemu żyło się jakoś lepiej. To, że Flynn wolał przepijać większą część jego pieniędzy - to zupełnie inna sprawa.
Szedł przed siebie szybkim tempem, właściwie to wracał z ministerstwa, chciał zahaczyć jeszcze o jeden ze sklepów ze starociami, zawsze kiedy był w Londynie tam wpadał, bo można tam było znaleźć najróżniejsze skarby, które przydawały się mu podczas tworzenia. Lubił majsterkować, w zasadzie to było jego główne źródło utrzymania. Dlatego też zamierzał tam wejść i pogrzebać w tej górze rzeczy, a nuż coś mu wpadnie w oko.
Gdy tak szedł przed siebie zwrócił uwagę na chłopca, który to siedział na okolicznym murku. Stało się tak dlatego, że dosłownie uszy mu się trzęsły. Zatrzymał się na chwilę i obserwował go uważnie. Warto chyba się zainteresować, tak stwierdził. Podszedł więc do młodzieńca, stanął tuż przed nim - Wszystko w porządku, kolego? - Zaciągnął się jeszcze ostatni raz dymem, po czym rzucił niedopałek na ziemię i przygasił go swoim butem. Nie odrywał wzroku od chłopca.