Gdyby tylko potrafiła, znalazłaby się w każdym miejscu na raz. Dudniąca w jej żyłach adrenalina sprawiała, że Dani była gotowa rzucić się wraz z Heather i Rookwoodem, by wesprzeć Moody w walce z dwoma, zakapturzonymi postaciami, nawet jeżeli jej umiejętności magii ofensywnej były na raczej niskim poziomie. Chciała też zostać przy Mavelle, Patricku i Victorii, bo choć na pierwszy rzut oka nie mieli większych poważnych obrażeń i wszystko wskazywało na to, że cała trójka żyje, sytuacja mogła ulec zmianie w przeciągu chwili, tak jak wszystko na tej cholernej polanie. Ktoś musiał zająć się poparzeniami Erika, które doznał w trakcie walki. Ktoś musiał poświęcić chwilę temu pieprzonemu śmierciożercy, którego dorwali Brenna i Atreus, bo choć przed chwilą nie miał skrupułów żeby ich zabić, oni nie byli mordercami i musieli mu pomóc. Niestety, była jedna i musiała ustalić, kto potrzebował pomocy najpilniej. Nie potrzeba było wielkich umiejętności by zrozumieć, że pierwsza w kolejności była Moss.
- Żyją! Są nieprzytomni, ale oddychają... - odkrzyknęła do mężczyzny. Być może zostali potraktowali zaklęciem usypiającym, by nie wchodzili w drogę, gdy Voldemort będzie robił to, po co tu przyszedł? - Możesz... możesz przy nich zostać? Muszę iść zobaczyć co z resztą - odwróciła się w stronę leżącej na ziemi Moss, co dosyć jasno sugerowało, na kim jej uwaga musi się teraz skupić.
Podniosła się z kolan, wiedząc że ich bliscy są w dobrych rękach, skoro Brenn i Erik tu są - z czystym sumieniem i spokojną (na tyle, na tyle pozwalała ich tragiczna sytuacja) głową, ruszyła w stronę solidnie poturbowanej Moss. Już pierwszy rzut oka na kobietę sprawił, że poczuła nieprzyjemny, silny uścisk w gardle.
Co oni Ci zrobili...
- Do Pani Moody nadchodzą już posiłki. Jest bezpieczna. - odezwała się do kobiety, a jej głos był spokojny i łagodny. Nie dodała, że posiłki które miały pomóc Harper same solidnie oberwały. - Panią Moody uratowały pani determinacja i odwaga. A teraz proszę spokojnie oddychać. Jestem uzdrowicielem, chcę Pani pomóc - dodała. Gdy mówiła, jej wzrok wodził po ciele kobiety, chcąc oszacować, co powinna zrobić najpierw.
Przede wszystkim bała się wstrząsu hipowolemicznego, którego pojawienie się w przypadku rozległych oparzeń było kwestią czasu. Zbyt duża utrata krwi, osocza oraz wody z organizmu powodowały obniżenie ciśnienia i obkurczenie naczyń. To sprawiało, że podaż wymaganego do prawidłowego funkcjonowania narządów tlenu była niewystarczająca.
Machnęła różdżką, chcąc stworzyć bańkę czystego tlenu, która otoczyłaby głowę Moss i ułatwiła jej oddychanie.
- Brenn! Potrzebuję eliksiru, który uzupełni jej utraconą krew! - krzyknęła w stronę kuzynki. Mogła zrobić to zaklęciem, jednak wolała nie ryzykować ze swoim szczęściem do rzutów eliksiry w takich przypadkach działały znacznie lepiej.
Akcja nieudana
Sukces!
Kształtowanie: Stworzenie bańki czystego tlenu dookoła głowy Moss.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final