05.06.2023, 22:24 ✶
- Nie? A mi się zawsze wydawało to prawdziwe, nie wiem.. Z drugiej strony to zwierzaki też są dość naiwne. - odpowiedziała po chwili namysłu, obdarzając go pociągłym spojrzeniem ciemnych oczu. Dużo ludzi krzywdziło te zwykłe stworzenia, jak i magiczne, wykorzystując ich ciekawość oraz zaufanie. Ona nawet nie jadła mięsa, bo było jej ich szkoda. Wychodziła z założenia, że nikt tak nie okazywał wdzięczności, jak czworonogi. Na słowach o koszuli, obdarzyła go jeszcze krótkim, aczkolwiek ciepłym i miłym uśmiechem, drapiąc złotego konia za uchem. Mara musiała być prawdziwą fanką tej pieszczoty, bo wydała z siebie cichsze parsknięcie i poruszyła skrzydłami.
Prewettówna — o czym zapewne będzie miał okazję przekonać się Cathal, celebrowała życie i jego piękno w każdy możliwy sposób. Kochała dobre jedzenie, wszystko, co dała matka natura, ludzi, niebo i uśmiech, który zdawał się młodej Turczynce lekiem na wszystko, całe zło tego świata, razem ze śmiechem rzecz jasna. Aromat kawy należał również do jednych z przyjemniejszych zapachów według brunetki, bo gdy kubek unosił się ku górze, wdychała głębiej powietrze, uśmiechając się pod nosem. Ona właściwie praktycznie ciągle się uśmiechała, szukała optymizmu i przysłowiowego różu we wszystkim.
- Bardziej podoba mi się ta wersja o podrzucaniu, bo nie lubię myśleć źle o innych, ale zdaje sobie oczywiście sprawę, że i podrzucanie niestety się zdarza. Jak można tak po prostu narażać drugiego człowieka, zwłaszcza gdy ten nie ma pojęcia o magii. - westchnęła ciężko, wzruszając delikatnie ramionami, a na jego następne słowa przytaknęła, bo resztę już jej przecież powiedział.
Przesunęła spojrzeniem po wyłaniającej się z ziemi, zapomnianej wiosce, nad którą górowało błękitne niebo obsypane chmurami, a słońce coraz częściej zza nich wyglądało. Trafili na doskonałą, późnowiosenną pogodę na śniadanie na trawie, zwłaszcza że bułki z kawą pachniały naprawdę pięknie, szczególnie te cynamonowe.
Pandora przyglądała mu się chwilę, gdy tkwił tak zamyślony. Był naprawdę uroczym, przystojnym mężczyzną, a ona już od dawna miała słabość do błękitnych oczu, chociaż jedne upodobała sobie szczególnie. Uśmiechnęła się pod nosem, nadgryzając wybrany przed siebie posiłek, bo zaburczało jej cicho w brzuchu. Nie przypuszczała, że rozmyślał nad Voldemortem — ona w ogóle się nie interesowała polityką i pierwszymi stronami gazet, robiąc, co mogła, aby uczynić świat odrobinę lepszym. Zapewne wierzyła w to, że udałoby się dojść dwóm światom do porozumienia i czerpać z siebie wzajemnie to, co było najlepsze.
- Ja też. Nie sądzisz, że to byłby doskonały debiut w tym środowisku? Mogłabym, gdyby wykopaliska się udały, nawet używać nazwy Archeolog. - zaśmiała się, odwracając twarz ponownie w jego kierunku, nie odmawiając sobie kolejnego kawałka śniadania. Była pewna, że wciśnie jeszcze coś słodkiego do kawy, chociaż w rzeczywistości — gdyby osoba postronna skomentowała, Panda bardzo mało jadła, zwykle nawet nie dojadała i Merlin jeden wiedział, skąd miała tyle energii. - Może to wioska, której mieszkańcy tkwili w pułapce i nie mogli wyjść? Albo zamknęli tam mugoli, tworząc im utopię. - zasugerowała, dając się ponieść wyobraźni. Po jej minie mógł jednak stwierdzić, że sama nie wierzyła w to, co mówi, zwłaszcza że chwilę później roześmiała się i dojadła bułkę, a gdy na chwilę odstawiła kubek na bok, opadła do tyłu, kładąc się na plecach. Ziemia była przyjemnie chłodna, a trawa pachniała wiosną. - A boisz się duchów? Dużo ludzi się ich boi. Jesteś specjalistą od run i barier? - znów zadała mu pytania, unosząc dłonie i składając z palców kwadrat, objęła nimi lecącą powolnie na niebie chmurę, miała kształt koniczynki, trochę krzywej i o nierównych listkach, ale nadal, była oznaką sprzyjającego szczęścia. Poczuła na sobie błękit jego oczu, ale nie odwróciła głowy, skupiona na swoim wymyślonym aparacie. - Dziękuje, bardzo chętnie przeczytam. Uwielbiam czytać i grać w szachy i uczyć się nowych rzeczy. - przerwała na chwilę i dopiero teraz na niego spojrzała, unosząc na chwilę brew. - Dobrze wykonuj swoją pracę? Zero presji, serio. - skwitowała z rozbawieniem, ruchem głowy i wypuszczeniem powietrza z ust, pozbywając się kosmyka włosów z twarzy.
Prewettówna — o czym zapewne będzie miał okazję przekonać się Cathal, celebrowała życie i jego piękno w każdy możliwy sposób. Kochała dobre jedzenie, wszystko, co dała matka natura, ludzi, niebo i uśmiech, który zdawał się młodej Turczynce lekiem na wszystko, całe zło tego świata, razem ze śmiechem rzecz jasna. Aromat kawy należał również do jednych z przyjemniejszych zapachów według brunetki, bo gdy kubek unosił się ku górze, wdychała głębiej powietrze, uśmiechając się pod nosem. Ona właściwie praktycznie ciągle się uśmiechała, szukała optymizmu i przysłowiowego różu we wszystkim.
- Bardziej podoba mi się ta wersja o podrzucaniu, bo nie lubię myśleć źle o innych, ale zdaje sobie oczywiście sprawę, że i podrzucanie niestety się zdarza. Jak można tak po prostu narażać drugiego człowieka, zwłaszcza gdy ten nie ma pojęcia o magii. - westchnęła ciężko, wzruszając delikatnie ramionami, a na jego następne słowa przytaknęła, bo resztę już jej przecież powiedział.
Przesunęła spojrzeniem po wyłaniającej się z ziemi, zapomnianej wiosce, nad którą górowało błękitne niebo obsypane chmurami, a słońce coraz częściej zza nich wyglądało. Trafili na doskonałą, późnowiosenną pogodę na śniadanie na trawie, zwłaszcza że bułki z kawą pachniały naprawdę pięknie, szczególnie te cynamonowe.
Pandora przyglądała mu się chwilę, gdy tkwił tak zamyślony. Był naprawdę uroczym, przystojnym mężczyzną, a ona już od dawna miała słabość do błękitnych oczu, chociaż jedne upodobała sobie szczególnie. Uśmiechnęła się pod nosem, nadgryzając wybrany przed siebie posiłek, bo zaburczało jej cicho w brzuchu. Nie przypuszczała, że rozmyślał nad Voldemortem — ona w ogóle się nie interesowała polityką i pierwszymi stronami gazet, robiąc, co mogła, aby uczynić świat odrobinę lepszym. Zapewne wierzyła w to, że udałoby się dojść dwóm światom do porozumienia i czerpać z siebie wzajemnie to, co było najlepsze.
- Ja też. Nie sądzisz, że to byłby doskonały debiut w tym środowisku? Mogłabym, gdyby wykopaliska się udały, nawet używać nazwy Archeolog. - zaśmiała się, odwracając twarz ponownie w jego kierunku, nie odmawiając sobie kolejnego kawałka śniadania. Była pewna, że wciśnie jeszcze coś słodkiego do kawy, chociaż w rzeczywistości — gdyby osoba postronna skomentowała, Panda bardzo mało jadła, zwykle nawet nie dojadała i Merlin jeden wiedział, skąd miała tyle energii. - Może to wioska, której mieszkańcy tkwili w pułapce i nie mogli wyjść? Albo zamknęli tam mugoli, tworząc im utopię. - zasugerowała, dając się ponieść wyobraźni. Po jej minie mógł jednak stwierdzić, że sama nie wierzyła w to, co mówi, zwłaszcza że chwilę później roześmiała się i dojadła bułkę, a gdy na chwilę odstawiła kubek na bok, opadła do tyłu, kładąc się na plecach. Ziemia była przyjemnie chłodna, a trawa pachniała wiosną. - A boisz się duchów? Dużo ludzi się ich boi. Jesteś specjalistą od run i barier? - znów zadała mu pytania, unosząc dłonie i składając z palców kwadrat, objęła nimi lecącą powolnie na niebie chmurę, miała kształt koniczynki, trochę krzywej i o nierównych listkach, ale nadal, była oznaką sprzyjającego szczęścia. Poczuła na sobie błękit jego oczu, ale nie odwróciła głowy, skupiona na swoim wymyślonym aparacie. - Dziękuje, bardzo chętnie przeczytam. Uwielbiam czytać i grać w szachy i uczyć się nowych rzeczy. - przerwała na chwilę i dopiero teraz na niego spojrzała, unosząc na chwilę brew. - Dobrze wykonuj swoją pracę? Zero presji, serio. - skwitowała z rozbawieniem, ruchem głowy i wypuszczeniem powietrza z ust, pozbywając się kosmyka włosów z twarzy.