07.06.2023, 14:08 ✶
- Osobiście sądzę, że chociaż psychopaci często zaczynają od dręczenia zwierząt, nie brak drani, którzy własnego kota albo psa traktują dobrze - skwitował Cathal dość obojętnie. A to, że ktoś głaska kota, nie oznacza, że nie zabije bez wahania dziecka. Jego zdaniem zwierzaki w desperacji zresztą też czasem lgnęły do niekoniecznie pozytywnie do nich nastawionych ludzi i nie zawsze kończyło się to dla nich dobrze.
Cathal nie celebrował życia. Był też człowiekiem mającym dostatecznie wiele lat na karku i który dostatecznie dużo zobaczył, aby wyrobił w sobie przekonanie, że niektórzy problemów nie rozwiążesz ani śmiechem, ani niczym innym. Jednocześnie: po prostu lubił życie, konkretnie swoje życie i całkiem się nim cieszył.
– Chyba długo nie było cię w Anglii – spytał, spoglądając na nią przez moment znad kubka, kiedy wspomniała o tym, że woli myśleć o przypadku i nie pojmuje, jak można narażać mugoli. On sam spędził całe lata w Egipcie, ale jego uszu docierały dalekie echa rozpoczynającej się wojny, i miał wrażenie, że ledwo postawił stopę na ojczystej ziemi, a zewsząd otoczyły go jej oznaki. Chciał trzymać się z daleka od konfliktu, korzystając ze swojej uprzywilejowanej pozycji czarodzieja czystej krwi i obieżyświata, ale mimo zaledwie paru tygodni w Anglii już zaczął zastanawiać się, czy to będzie możliwe.
Jak można tak narażać innego człowieka?
Podejrzewał, że z radością.
– Do tego pewnie będziesz musiała podciągnąć się z historii magii… zresztą, jeśli chcesz się uczyć, zacząłbym nie od czytania o runach i układach, a historii walijskich czarodziejów – powiedział, sięgając po jedną z przywiezionych przez Prewettównę bułeczek, bo jako żywo: nie był wybredny i nie miał nic przeciwko ani takim bułkom, ani kanapkom.
Niekoniecznie uważał, że Pandora musi zostać specjalistką od całej historii magii, ale znajomość pewnych faktów historycznych, wydarzeń, obyczajowości i rytuałach czarodziejów z Walii sprzed kilkuset lat mogła się przydać, skoro chciała pracować na tutejszych wykopaliskach.
– Ta pierwsza opcja wydaje mi się możliwa. Pułapki i klątwy prawdopodobnie aktywowały się, niezależnie od tego, z której strony mur chciałeś przekroczyć. Co do mugoli… chciałabyś utopii, z której próba ucieczki mogła zakończyć się wyrośnięciem dwóch dodatkowych głów? – spytał retorycznie, bo jedna z klątw prawdopodobnie mogła mieć podobny efekt. Cathal miał okazję widzieć efekty tego typu przekleństwa w jednej z piramid, gdzie znaleźli straszliwie zdeformowany szkielet złodzieja grobowców.
– Niezbyt. Są w końcu martwe. Co mogą zrobić? – Wzruszył ramionami obojętnie. Duchy takie jak hogwarckie mu nie przeszkadzały, za tymi na wpół oszalałymi nie przepadał, a z tych „z drugiej strony” wolałby nie przywoływać… ale były przydatne. Doceniał, ile informacji mógł z nich wydobyć wprawiony wywoływacz. – Runy, pieczętowanie, historia Egiptu i Wysp Brytyjskich – wyrecytował Cathal. Specjalizował się w tych trzech dziedzinach, chociaż też wiedział całkiem sporo o ogólnej historii magii. Po części dzięki temu, w jaki sposób działał jego umysł, obarczony piętnem Milforda.
– W takim razie kiedyś musimy zagrać w szachy – powiedział, uśmiechając się do niej przelotnie, po raz pierwszy chyba podczas rozmowy, a potem uniósł do ust kubek z kawą, spojrzenie znowu zwracając ku wiosce. W tej chwili to miejsce, o którym się bał, że okaże isę nazbyt nudne, pochłaniało niemal bez reszty jego uwagę.
Bo jeśli ktoś chciał uwięzić tutaj ludzi… to dlaczego?
I w jaki sposób wioska znikła pod ziemią?
– Jeśli wykonasz ją źle, możemy zginąć, więc obawiam się, że jeżeli liczyłaś na coś niestresującego, wybrałaś niewłaściwe miejsce. Ale zatrudniłem jeszcze jedną osobę, która zna się na mechanizmach.
To minimalizowało ryzyko błędu. A Cathal nie chciał drugiej Irlandii.
Cathal nie celebrował życia. Był też człowiekiem mającym dostatecznie wiele lat na karku i który dostatecznie dużo zobaczył, aby wyrobił w sobie przekonanie, że niektórzy problemów nie rozwiążesz ani śmiechem, ani niczym innym. Jednocześnie: po prostu lubił życie, konkretnie swoje życie i całkiem się nim cieszył.
– Chyba długo nie było cię w Anglii – spytał, spoglądając na nią przez moment znad kubka, kiedy wspomniała o tym, że woli myśleć o przypadku i nie pojmuje, jak można narażać mugoli. On sam spędził całe lata w Egipcie, ale jego uszu docierały dalekie echa rozpoczynającej się wojny, i miał wrażenie, że ledwo postawił stopę na ojczystej ziemi, a zewsząd otoczyły go jej oznaki. Chciał trzymać się z daleka od konfliktu, korzystając ze swojej uprzywilejowanej pozycji czarodzieja czystej krwi i obieżyświata, ale mimo zaledwie paru tygodni w Anglii już zaczął zastanawiać się, czy to będzie możliwe.
Jak można tak narażać innego człowieka?
Podejrzewał, że z radością.
– Do tego pewnie będziesz musiała podciągnąć się z historii magii… zresztą, jeśli chcesz się uczyć, zacząłbym nie od czytania o runach i układach, a historii walijskich czarodziejów – powiedział, sięgając po jedną z przywiezionych przez Prewettównę bułeczek, bo jako żywo: nie był wybredny i nie miał nic przeciwko ani takim bułkom, ani kanapkom.
Niekoniecznie uważał, że Pandora musi zostać specjalistką od całej historii magii, ale znajomość pewnych faktów historycznych, wydarzeń, obyczajowości i rytuałach czarodziejów z Walii sprzed kilkuset lat mogła się przydać, skoro chciała pracować na tutejszych wykopaliskach.
– Ta pierwsza opcja wydaje mi się możliwa. Pułapki i klątwy prawdopodobnie aktywowały się, niezależnie od tego, z której strony mur chciałeś przekroczyć. Co do mugoli… chciałabyś utopii, z której próba ucieczki mogła zakończyć się wyrośnięciem dwóch dodatkowych głów? – spytał retorycznie, bo jedna z klątw prawdopodobnie mogła mieć podobny efekt. Cathal miał okazję widzieć efekty tego typu przekleństwa w jednej z piramid, gdzie znaleźli straszliwie zdeformowany szkielet złodzieja grobowców.
– Niezbyt. Są w końcu martwe. Co mogą zrobić? – Wzruszył ramionami obojętnie. Duchy takie jak hogwarckie mu nie przeszkadzały, za tymi na wpół oszalałymi nie przepadał, a z tych „z drugiej strony” wolałby nie przywoływać… ale były przydatne. Doceniał, ile informacji mógł z nich wydobyć wprawiony wywoływacz. – Runy, pieczętowanie, historia Egiptu i Wysp Brytyjskich – wyrecytował Cathal. Specjalizował się w tych trzech dziedzinach, chociaż też wiedział całkiem sporo o ogólnej historii magii. Po części dzięki temu, w jaki sposób działał jego umysł, obarczony piętnem Milforda.
– W takim razie kiedyś musimy zagrać w szachy – powiedział, uśmiechając się do niej przelotnie, po raz pierwszy chyba podczas rozmowy, a potem uniósł do ust kubek z kawą, spojrzenie znowu zwracając ku wiosce. W tej chwili to miejsce, o którym się bał, że okaże isę nazbyt nudne, pochłaniało niemal bez reszty jego uwagę.
Bo jeśli ktoś chciał uwięzić tutaj ludzi… to dlaczego?
I w jaki sposób wioska znikła pod ziemią?
– Jeśli wykonasz ją źle, możemy zginąć, więc obawiam się, że jeżeli liczyłaś na coś niestresującego, wybrałaś niewłaściwe miejsce. Ale zatrudniłem jeszcze jedną osobę, która zna się na mechanizmach.
To minimalizowało ryzyko błędu. A Cathal nie chciał drugiej Irlandii.