07.06.2023, 21:55 ✶
Pandora mogłaby ją widzieć codziennie i wcale by się jej nie znudziło, bo zawsze był temat, na który mogły razem porozmawiać lub przygoda, którą mogłyby razem przeżyć. Obydwie były dość popularne i towarzyskie, chociaż ich śmiałość niekiedy wpędzała ludzi w zakłopotanie, ale nieliczni tylko kwalifikowali się do grona najbliższych. Bo co z tego, że znała każdego pracownika swojego ulubionego punktu z chińszczyzną w niemagicznej części Londynu i nawet wołała do nich po imieniu, skoro najpewniej nie byliby w stanie nigdy do końca jej zrozumieć? Trzeba było w tym wielkim, szerokim i pięknym świecie trafić na odpowiednich ludzi. Na całe szczęście, wpadły na siebie z Geraldine wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewały, zwłaszcza że Dora była nieco starsza, chociaż przez jej zachowanie, brano ją często za młodszą, niż była w rzeczywistości. I oczywiście dzięki genom, jak twierdziła jej matka Ayday, której każdy mówił, że mogłyby być siostrami. Prewettówna wolała nie wyprowadzać jej z błędu, bo wybrałaby jej na te swoje durne przyjęcia jeszcze gorszą sukienkę, niż tą dla tancerek w teatrze baletowym. Tiul był ładny, ale nie w ilościach, która zaczynała pojawiać się na światowych salonach i herbatkach towarzyskich.
Przytulanie, podobnie jak uśmiech, można było nazwać jednym z najlepszych i najskuteczniejszych zaklęć, jakie istniały. Największym ich plusem była jednak ogólnodostępność — niezależnie, czy było się czarodziejem, czy mugolem, można było z nich korzystać. Szkoda tylko, że na Londyńskich ulicach ludzie chodzili tak skwaszeni, jakby zjedli pół tuzina tureckich cytryn.
Czujne spojrzenie ciemnych tęczówek, które w słabo rozświetlonym wnętrzu pubu przybierały barwę gorzkiej czekolady, przesuwało leniwie po drobnej i ślicznej buzi jasnowłosej Angielki. Cerę miała bledszą niż zwykle, oczy odrobinę przeszklone, a białka gdzieniegdzie przecięte czerwoną żyłką, która wyskakiwała zwykle z braku snu lub zbyt wysokiego ciśnienia i stresu. Wyglądała, jakby spała mniej od brunetki, która przecież od lat zmagała się z bezsennością. Podejrzewała, że chodzi o politykę, chcąc czy nie chcąc, słyszało się o jakimś czarnoksiężniku, któremu kodeks tajności nie odpowiadał, nie wspominając o dzieleniu się magią z czarodziejami pochodzenia mugolskiego. Wyznaczał trendy godne Slytherina i o dziwo, społeczność przyjmowała je dość chętnie, a nawet jeśli nie, to niewielu głośno protestowało. Nie miała pojęcia, co o tym sądził jej ojciec, ale podejrzewała, że rodzina Yaxley, z której przecież wywodził się Minister odpowiedzialny za powstanie Azkabanu oraz Dementorów, wyraża zainteresowanie światem, do którego samozwańczy Lord dążył. Samej Geraldine nigdy nie miała okazji zapytać lub może raczej, nie miała odwagi? Nie sądziła, aby blondynka była zainteresowanie wybijaniem ludzi tylko dlatego, że nie pochodzili ze słynnej dwudziestki ósemki.
- No nie wiem, mogą być okrutne. Booo mogłabyś być skazana na paskudnie nudny weekend z moją matką i z moimi kuzynkami w Tureckim spaa.. - spojrzała na nią z miną, jakby rzucała jej groźbą godną zaklęcia niewybaczalnego. Yaxleyówna znała rodzinę Pandory, wiedziała, jak to mogło być męczące, jeśli zebrały się wszystkie na czele z małolatami. Była gotowa stwierdzić, że było to większą męczarnią, niż pomylony czarodziej niż starcie z prawnikami ministerstwa, który obsypaliby ją paragrafami z rękawa.
To łączyło jak nic innego. Tylko kobieta była w stanie zrozumieć to, co przeżywała druga kobieta, gdy rodziny stały z nimi niczym ten kat z toporkiem i zegarkiem w ręku, podsuwając kolejnych — coraz to głupszych i mniej interesujących mężczyzn, bo wszystkich ciekawych zdążyły już odrzucić. Mieli pecha trafić na tak uparte córki, które nie bały się o siebie walczyć i dyskutować, zamiast pokornie przyjąć to, co dawał im los. Pandora była typową córeczką tatusia, jednym dzieckiem i niestety — nie pochwalała tego — ale zdarzało się, że musiała tę przewagę wykorzystać w wiecznie toczącej się batalii o ślubie. Nie znaczyło to jednak, że nie pragnęły związku czy miłości, po prostu musiały być ku temu odpowiednie warunki i właściwy człowiek, który by nie podciął im skrzydeł. Tak, jak Ger wierzyła w to, że Pandora lśniła lepiej sama, tak Pandora wierzyła, że Ger będzie największą ozdobą, najjaśniejszą gwiazdą swojego związku. O ile pozwoli sobie na miłość. A ta była bardziej przerażająca, niż wściekły smok lub też jednorożec do udomowienia, umówmy sie-trudniejsza, bardziej wymagająca i musiały zwyczajnie wpaść, jak śliwki w kompot, aby być w stanie pójść na kompromis i częściowo pozbyć się swojej niezależności. Bo chyba nikt nie był na tyle naiwny, na tyle głupi, aby wierzyć, że dałoby się je zamknąć w domu i zmusić do tkwienia z dziećmi i haftu.
- Życie to sztuka kompromisów, czasem i zapach deszczowego Londynu umie zwalić z nóg i sprawić, że się uśmiechnie człowiek. - posłała jej łagodny uśmiech, nieco może rozmarzony. W przeciwieństwie do blondynki ona nie miała miejsca, które nazywałaby domem. Od małego podróżowała pomiędzy Turcją a Anglią, a później doszły jeszcze podróże po reszcie świata, wczesne wypady na całe tygodnie na dzikie plaże czy polany, gdzie niebo było widać lepiej, niż z miasta. Brała też mnóstwo szkoleń, ciągle udoskonalała swoje umiejętności związane z mechanizmami, konstrukcją oraz zaklinaniem przedmiotów, nie wspominając już o opiece i hodowli magicznych stworzeń. Jeśli Pandora nie funkcjonowała na wysokich obrotach, to nie umiała funkcjonować wcale, więc chęć podjęcia kolejnych zleceń nie powinna nikogo dziwić. - Czyli co, znajdziesz wolne dwa dni i mogę wszystko załatwiać? Zlecenie mam na maj, ale nie wiem jeszcze dokładnie, który weekend. Pomyśl, ile na nas tam czeka dobrego wina.
Wyszczerzyła się z podekscytowaniem, gdy zareagowała w sposób jawnie sugerujący, że nie ma nic przeciwko ich wspólnej podróży. Taki babski wyjazd dobrze im zrobi. Owszem, miała zlecenie, ale polegało ono tylko na dostarczeniu dokumentów od ojca do właścicieli jednej ze stadnin we Włoszech i sporządzenie mapy nieba dla klienta, a to drugie zupełnie nie wykluczało przekąsek lub alkoholu. Miała podzielność uwagi, a nie jak przy pracach typowo rzemieślniczych na przedmiotach, gdy wyłączała się całkiem. - Ty mnie nigdy nie rozczarujesz Ger. - dodała pewnym głosem, przesuwając spojrzeniem po jej twarzy. Kto jak kto, ale nie jej przyjaciółka. Stereotyp tego, że mężczyzną tylko wypadało dużo pić, już dawno poszedł u tych dwóch do śmieci, kobiety też mogły i nie było w tym niczego krępującego.
- Znasz mnie, wszędzie znajdę coś pięknego, ale muszę przyznać, że Islandia już dwa lata temu mnie oczarowała. - przyznała miękko, a przez umysł przemknęło jej kilka wspomnień, na które uśmiechnęła się z delikatnym rozmarzeniem. - Wiesz, że do Turcji zawsze masz drzwi otwarte, moja rodzina Cię uwielbia. Dużo czasu? Nie wiem właściwie, nie zastanawiam się nad tym i wyjeżdżam, gdy skończę pracę, jest odpowiedni moment lub Ayday przesadza.
Wymieniła, kolejno prostując palce, jakby sprawdzała, ile ma powodów do zmiany miejsca pobytu. Tak to już z nią było po prostu, nie umiała tkwić w miejscu i dostosowywać się do zasad. Machnęła dłonią, której wcześniej używała, gdy blondynka kontynuowała rozmowę o mężach i dzieciach. To była sprawa beznadziejna.
- Im się nigdy nie znudzi wmawianie nam tego, że wiedzą, czego my same chcemy. Na Merlina, jak będę chciała dziecko, to sobie zrobię i będę miała, a nie ona mi mówi, że robię się stara. - prychnęła z oburzeniem, gdy w głowie usłyszała głos matki. Zachowywała się, jak jakiś budda czy Jezus, który pozjadał wszystkie rozumy. Szkoda, że nie miała rodzeństwa, bo może wtedy skupiłaby się na nich, a Pandorze dała spokój? Przywarła plecami do oparcia, upijając trochę piwa i pozbywając się pianki z ust, westchnęła ciężko. - Taki los kobiet, jesteśmy jak krowy rozpłodowe, mamy przynieść korzyści i przedłużać wielkie rody. Kpina po prostu.
Brunetka nigdy nie pomyślała o tym, że traciła cokolwiek w związku z brakiem dzieci, domu czy tkwienia w miejscu. Nie zastanawiała się, nie gdybała, czerpała, ile mogła z trwającej chwili i nie pozwalała sobie na smutek, nostalgię czy samotność, nie mając na to czasu. Noce bywały długie, ale wtedy zawsze mogła sięgnąć po teleskop i popatrzeć w niebo.
- To przez tą umowę z rodzicami, nie mam jak tego zmienić. Mogę robić, co chcę, ale muszę perfekcyjna, gdy mnie potrzebują na tych wszystkich nudnych bankietach. Uratowała mnie pracownica w posiadłości, bo wszyła mi pod te warstwy tiuli gładki, miękki materiał. Całe szczęście, że nie wymyśliła mi gorsetu, bo zasznurowałaby go tak, żeby biust wybił mi oczy i żebym nie mogła oddychać w ramach zemsty za brak wnuków. Jestem przekonana.
Wpadła w delikatny słowotok, gestykulując odrobinę rękami i w całej tej rozemocjonowanej rozmowie, musiała złapać za paluszka i go przekąsić, żeby poprawić sobie humor, chrupiąc przy tym odrobinę. - Powinnyśmy chodzić razem na przyjęcia, byśmy się dobrze bawiły! Padło na biednego Theona? Twój brat to dobry materiał na męża wydaje się uroczy. Czemu uciekła?
Chociaż mówiła szczerze i naprawdę tak o nim myślała, bo wydawał się taką słodką osobą, to nie mogła powstrzymać śmiechu i rozbawienia z całej tej sytuacji, że Yaxleya wystawiła baba. Przecież te wszystkie landrynki z salonów wydrapałyby oczy za możliwość wzięcia z nim ślubu. Wyobrażała sobie też, ile biedna musiała się nasłuchać i szczerze jej współczuła, o czym mogło świadczyć to krótkie i pełne wsparcia spojrzenie, które jej posłała.
- Kurde, teraz żałuje, że nie poszłam. Kto wygrał Longbottoma i ile Brenna zarobiła? Już od Hogwartu zdawała się mieć łeb na karku i podejście do interesów, była bardzo obrotna i wygadana.
Kojarzyła sporo osób ze szkoły, nawet jeśli nie ze wszystkimi miała kontakt. W końcu jak na Krukonkę przystało, fanatyczkę książek i szachów, miała naprawdę dobrą pamięć, chociaż czasem zdarzało się pomylić imiona. Twarze jednak zwykle rozpoznawała. Palcami zgarnęła brązowe pasma za ucho i już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, kiedy do stolika podszedł barman, kierując na nie miłe spojrzenie. Postawił całą butelkę ognistej na blacie, wyglądała na dobrze zmrożoną. Rozstawił im też kieliszki, nie omieszkując posłać Ger perskiego oczka w ramach prób flirtu, na co Pandora zwinęła usta w dzióbek, powstrzymując gwizdnięcie, aby go nie zawstydzić, bo nie był taki zły.
Przytulanie, podobnie jak uśmiech, można było nazwać jednym z najlepszych i najskuteczniejszych zaklęć, jakie istniały. Największym ich plusem była jednak ogólnodostępność — niezależnie, czy było się czarodziejem, czy mugolem, można było z nich korzystać. Szkoda tylko, że na Londyńskich ulicach ludzie chodzili tak skwaszeni, jakby zjedli pół tuzina tureckich cytryn.
Czujne spojrzenie ciemnych tęczówek, które w słabo rozświetlonym wnętrzu pubu przybierały barwę gorzkiej czekolady, przesuwało leniwie po drobnej i ślicznej buzi jasnowłosej Angielki. Cerę miała bledszą niż zwykle, oczy odrobinę przeszklone, a białka gdzieniegdzie przecięte czerwoną żyłką, która wyskakiwała zwykle z braku snu lub zbyt wysokiego ciśnienia i stresu. Wyglądała, jakby spała mniej od brunetki, która przecież od lat zmagała się z bezsennością. Podejrzewała, że chodzi o politykę, chcąc czy nie chcąc, słyszało się o jakimś czarnoksiężniku, któremu kodeks tajności nie odpowiadał, nie wspominając o dzieleniu się magią z czarodziejami pochodzenia mugolskiego. Wyznaczał trendy godne Slytherina i o dziwo, społeczność przyjmowała je dość chętnie, a nawet jeśli nie, to niewielu głośno protestowało. Nie miała pojęcia, co o tym sądził jej ojciec, ale podejrzewała, że rodzina Yaxley, z której przecież wywodził się Minister odpowiedzialny za powstanie Azkabanu oraz Dementorów, wyraża zainteresowanie światem, do którego samozwańczy Lord dążył. Samej Geraldine nigdy nie miała okazji zapytać lub może raczej, nie miała odwagi? Nie sądziła, aby blondynka była zainteresowanie wybijaniem ludzi tylko dlatego, że nie pochodzili ze słynnej dwudziestki ósemki.
- No nie wiem, mogą być okrutne. Booo mogłabyś być skazana na paskudnie nudny weekend z moją matką i z moimi kuzynkami w Tureckim spaa.. - spojrzała na nią z miną, jakby rzucała jej groźbą godną zaklęcia niewybaczalnego. Yaxleyówna znała rodzinę Pandory, wiedziała, jak to mogło być męczące, jeśli zebrały się wszystkie na czele z małolatami. Była gotowa stwierdzić, że było to większą męczarnią, niż pomylony czarodziej niż starcie z prawnikami ministerstwa, który obsypaliby ją paragrafami z rękawa.
To łączyło jak nic innego. Tylko kobieta była w stanie zrozumieć to, co przeżywała druga kobieta, gdy rodziny stały z nimi niczym ten kat z toporkiem i zegarkiem w ręku, podsuwając kolejnych — coraz to głupszych i mniej interesujących mężczyzn, bo wszystkich ciekawych zdążyły już odrzucić. Mieli pecha trafić na tak uparte córki, które nie bały się o siebie walczyć i dyskutować, zamiast pokornie przyjąć to, co dawał im los. Pandora była typową córeczką tatusia, jednym dzieckiem i niestety — nie pochwalała tego — ale zdarzało się, że musiała tę przewagę wykorzystać w wiecznie toczącej się batalii o ślubie. Nie znaczyło to jednak, że nie pragnęły związku czy miłości, po prostu musiały być ku temu odpowiednie warunki i właściwy człowiek, który by nie podciął im skrzydeł. Tak, jak Ger wierzyła w to, że Pandora lśniła lepiej sama, tak Pandora wierzyła, że Ger będzie największą ozdobą, najjaśniejszą gwiazdą swojego związku. O ile pozwoli sobie na miłość. A ta była bardziej przerażająca, niż wściekły smok lub też jednorożec do udomowienia, umówmy sie-trudniejsza, bardziej wymagająca i musiały zwyczajnie wpaść, jak śliwki w kompot, aby być w stanie pójść na kompromis i częściowo pozbyć się swojej niezależności. Bo chyba nikt nie był na tyle naiwny, na tyle głupi, aby wierzyć, że dałoby się je zamknąć w domu i zmusić do tkwienia z dziećmi i haftu.
- Życie to sztuka kompromisów, czasem i zapach deszczowego Londynu umie zwalić z nóg i sprawić, że się uśmiechnie człowiek. - posłała jej łagodny uśmiech, nieco może rozmarzony. W przeciwieństwie do blondynki ona nie miała miejsca, które nazywałaby domem. Od małego podróżowała pomiędzy Turcją a Anglią, a później doszły jeszcze podróże po reszcie świata, wczesne wypady na całe tygodnie na dzikie plaże czy polany, gdzie niebo było widać lepiej, niż z miasta. Brała też mnóstwo szkoleń, ciągle udoskonalała swoje umiejętności związane z mechanizmami, konstrukcją oraz zaklinaniem przedmiotów, nie wspominając już o opiece i hodowli magicznych stworzeń. Jeśli Pandora nie funkcjonowała na wysokich obrotach, to nie umiała funkcjonować wcale, więc chęć podjęcia kolejnych zleceń nie powinna nikogo dziwić. - Czyli co, znajdziesz wolne dwa dni i mogę wszystko załatwiać? Zlecenie mam na maj, ale nie wiem jeszcze dokładnie, który weekend. Pomyśl, ile na nas tam czeka dobrego wina.
Wyszczerzyła się z podekscytowaniem, gdy zareagowała w sposób jawnie sugerujący, że nie ma nic przeciwko ich wspólnej podróży. Taki babski wyjazd dobrze im zrobi. Owszem, miała zlecenie, ale polegało ono tylko na dostarczeniu dokumentów od ojca do właścicieli jednej ze stadnin we Włoszech i sporządzenie mapy nieba dla klienta, a to drugie zupełnie nie wykluczało przekąsek lub alkoholu. Miała podzielność uwagi, a nie jak przy pracach typowo rzemieślniczych na przedmiotach, gdy wyłączała się całkiem. - Ty mnie nigdy nie rozczarujesz Ger. - dodała pewnym głosem, przesuwając spojrzeniem po jej twarzy. Kto jak kto, ale nie jej przyjaciółka. Stereotyp tego, że mężczyzną tylko wypadało dużo pić, już dawno poszedł u tych dwóch do śmieci, kobiety też mogły i nie było w tym niczego krępującego.
- Znasz mnie, wszędzie znajdę coś pięknego, ale muszę przyznać, że Islandia już dwa lata temu mnie oczarowała. - przyznała miękko, a przez umysł przemknęło jej kilka wspomnień, na które uśmiechnęła się z delikatnym rozmarzeniem. - Wiesz, że do Turcji zawsze masz drzwi otwarte, moja rodzina Cię uwielbia. Dużo czasu? Nie wiem właściwie, nie zastanawiam się nad tym i wyjeżdżam, gdy skończę pracę, jest odpowiedni moment lub Ayday przesadza.
Wymieniła, kolejno prostując palce, jakby sprawdzała, ile ma powodów do zmiany miejsca pobytu. Tak to już z nią było po prostu, nie umiała tkwić w miejscu i dostosowywać się do zasad. Machnęła dłonią, której wcześniej używała, gdy blondynka kontynuowała rozmowę o mężach i dzieciach. To była sprawa beznadziejna.
- Im się nigdy nie znudzi wmawianie nam tego, że wiedzą, czego my same chcemy. Na Merlina, jak będę chciała dziecko, to sobie zrobię i będę miała, a nie ona mi mówi, że robię się stara. - prychnęła z oburzeniem, gdy w głowie usłyszała głos matki. Zachowywała się, jak jakiś budda czy Jezus, który pozjadał wszystkie rozumy. Szkoda, że nie miała rodzeństwa, bo może wtedy skupiłaby się na nich, a Pandorze dała spokój? Przywarła plecami do oparcia, upijając trochę piwa i pozbywając się pianki z ust, westchnęła ciężko. - Taki los kobiet, jesteśmy jak krowy rozpłodowe, mamy przynieść korzyści i przedłużać wielkie rody. Kpina po prostu.
Brunetka nigdy nie pomyślała o tym, że traciła cokolwiek w związku z brakiem dzieci, domu czy tkwienia w miejscu. Nie zastanawiała się, nie gdybała, czerpała, ile mogła z trwającej chwili i nie pozwalała sobie na smutek, nostalgię czy samotność, nie mając na to czasu. Noce bywały długie, ale wtedy zawsze mogła sięgnąć po teleskop i popatrzeć w niebo.
- To przez tą umowę z rodzicami, nie mam jak tego zmienić. Mogę robić, co chcę, ale muszę perfekcyjna, gdy mnie potrzebują na tych wszystkich nudnych bankietach. Uratowała mnie pracownica w posiadłości, bo wszyła mi pod te warstwy tiuli gładki, miękki materiał. Całe szczęście, że nie wymyśliła mi gorsetu, bo zasznurowałaby go tak, żeby biust wybił mi oczy i żebym nie mogła oddychać w ramach zemsty za brak wnuków. Jestem przekonana.
Wpadła w delikatny słowotok, gestykulując odrobinę rękami i w całej tej rozemocjonowanej rozmowie, musiała złapać za paluszka i go przekąsić, żeby poprawić sobie humor, chrupiąc przy tym odrobinę. - Powinnyśmy chodzić razem na przyjęcia, byśmy się dobrze bawiły! Padło na biednego Theona? Twój brat to dobry materiał na męża wydaje się uroczy. Czemu uciekła?
Chociaż mówiła szczerze i naprawdę tak o nim myślała, bo wydawał się taką słodką osobą, to nie mogła powstrzymać śmiechu i rozbawienia z całej tej sytuacji, że Yaxleya wystawiła baba. Przecież te wszystkie landrynki z salonów wydrapałyby oczy za możliwość wzięcia z nim ślubu. Wyobrażała sobie też, ile biedna musiała się nasłuchać i szczerze jej współczuła, o czym mogło świadczyć to krótkie i pełne wsparcia spojrzenie, które jej posłała.
- Kurde, teraz żałuje, że nie poszłam. Kto wygrał Longbottoma i ile Brenna zarobiła? Już od Hogwartu zdawała się mieć łeb na karku i podejście do interesów, była bardzo obrotna i wygadana.
Kojarzyła sporo osób ze szkoły, nawet jeśli nie ze wszystkimi miała kontakt. W końcu jak na Krukonkę przystało, fanatyczkę książek i szachów, miała naprawdę dobrą pamięć, chociaż czasem zdarzało się pomylić imiona. Twarze jednak zwykle rozpoznawała. Palcami zgarnęła brązowe pasma za ucho i już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, kiedy do stolika podszedł barman, kierując na nie miłe spojrzenie. Postawił całą butelkę ognistej na blacie, wyglądała na dobrze zmrożoną. Rozstawił im też kieliszki, nie omieszkując posłać Ger perskiego oczka w ramach prób flirtu, na co Pandora zwinęła usta w dzióbek, powstrzymując gwizdnięcie, aby go nie zawstydzić, bo nie był taki zły.