To, że Lou wybrał właśnie ją na swoją towarzyszkę ogromnie ją ucieszyło. Wszak był starszy, bardziej doświadczony, a postanowił, aby to właśnie ona pojawiła się tutaj z nim. Podbudowało ją to, czuła, że może osiągnąć wiele, szczególnie, kiedy takie osoby, jak jej kuzyn doceniały jej umiejętności. W końcu był sławny, w przeciwieństwie do niej wszyscy o nim mówili. Nie zdziwiło jej wcale, że skontaktował się z nią w sprawie szlamy. Trixie była znana wśród odpowiednich osób, jako ta, która nieszczególnie przepada za mugolakami i potrafi sobie z nimi radzić. Mimo młodego wieku.
Jej poglądy ukształtowały się dzięki rodzicom, którzy od dziecka wpajali jej, co jest dobre. Przesiąkła tym wszystkim do szpiku kości, chyba można było nawet stwierdzić, że przerosła swoich mistrzów. Jej nienawiść do szlam była ogromna, siedziała w niej bardzo głęboko. Była gotowa zrobić naprawdę wiele, aby pozbyć się ich wszystkich z tego świata, trzeba było oczyścić go z tych plugawych pomiotów.
Zaczęło się ściemniać. Panna Black przemierzała uliczki całkiem szybkim krokiem. Słońce chowało się już za horyzontem, za chwilę miała nadejść noc. Wyglądała elegancko - jak zawsze. Trixie dbała o to, żeby dobrze wyglądać, lubiła się stroić. Jej ulubionym kolorem była czerń i fiolet, także ubrała na siebie dzisiaj sukienkę, która sięgała jej niemal do kostek w kolorze lawendy. Niesforne loki pozostawały rozpuszczone, chociaż wyglądały aż przesadnie idealnie - dbała o to, żeby nawet fryzura była dopracowana. Pojawiła się przed drzwiami kawiarenki punktualnie - przecież nie mogła się spóźnić na tak ważne spotkanie.
Przekroczyła próg kawiarenki z uśmiechem na twarzy, kryło się w nim coś niepokojącego. Bellatrix cieszyła się ogromnie z tego spotkania. Będą mogli pokazać tej przebrzydłej szlamie, gdzie jest jej miejsce. Jak właściwie śmiała zacząć węszyć wokół czystokrwistych rodzin. Przecież one były filarem czarodziejskiego świata, niewdzięczna mugolaczka. Musieli pokazać jej, że coś takiego nie przejdzie. Musiała wiedzieć, gdzie w tym wszystkim jest jej miejsce. Jako, że zarówno ona, jak i jej kuzyn popierali Czarnego Pana mogli się idealnie odnaleźć w tej roli.
Dostrzegła go od razu. Wyróżniał się na tle innych obecnych w kawiarence, dlatego też pewnym krokiem ruszyła w jego kierunku. - Twe słowa to miód na moje serce, kuzynie. - Dodała jeszcze, posłała mu przyjemny uśmiech, oczy jej błyszczały, widać było, że jest pełna entuzjazmu. Gotowa, aby wypełnić swoją misję.
Usiadła na krześle, gdy Lou odsunął je przed nią. Widać było, że pochodzi z dobrej rodziny, potrafił zaopiekować się kobietą. - Idealnie, widzę, że wszystko przemyślałeś, Lou. - Powiedziała szeptem, nie chciała, aby ktokolwiek podsłuchał ich rozmowę.
- Wspaniale, że wejdziemy tam razem mój drogi. - Nie ukrywała, że cieszy ją ta wizja. - Muszę przyznać, że pomysł z korzystania z umięjętności skrzata jest naprawdę świetny, że też sama wcześniej na to nie wpadłam. - W końcu dzięki temu, żadnemu z nich nie mogła się stać krzywda. Najwyraźniej bardzo dokładnie przemyślał plan - co jej imponowało. Ona raczej miewała problemy ze schematami i pozwalała sobie dać ponieść się chwili. Może kiedyś dojdzie do takiej wprawy jak kuzyn i zacznie panować nad tym co robi.
- Nie mogę się doczekać, wiesz? - Zresztą mógl dostrzec, że trudno jej jest usiedzieć w miejscu, roznosiła ją energia.