11.06.2023, 18:06 ✶
- Nie wiem, nie ja tu jestem ekspertem od duchów – oświadczyła, zgodnie z prawdą zresztą. Długo zbierała sił czy ie, na jedno wychodziło: mieli byt do wyeksmitowania i koniec, kropka, nie mogło być w tej kwestii najmniejszej choćby dyskusji. Nie po to zabrali Jamila do Brytanii, żeby ten zaraz wpadł w sidła kogoś już od dawna nieżyjącego i podążał cudzą ścieżką! Która wiodła do cholera-wie-dokąd.
- Prędzej wyrecytuję z pamięci Księgę Umarłych... – mruknęła. Ale tak, generalnie rzecz biorąc, pomocy w tej kwestii nie tyle nie odmawiała, co sama chętnie chciała przyłożyć rękę do pozbycia się ducha. Dlatego też przejęła zduplikowany modlitewnik i rzuciła wpierw okiem na tekst, żeby wstępnie zaznajomić się z jego treścią, jeszcze zanim zacznie recytować.
Głos Lety dołączył do pozostałych. Na dłuższą metę było to całkiem fascynujące doświadczenie; do tej pory nie brała udziału w egzorcyzmach, ale i też nie było to coś, nad czym się teraz zastanawiała – wszak należało działa, a nie zachwycać się, że ooo, jaki piękny tekst, jak to działa! Cuda normalnie, niby zwykła modlitwa, niby tylko słowa, a efekty jak się patrzy. Nie. Koncentrowała się głównie na tekście, prawie wcale nie unosząc znad niego spojrzenia, żeby przypadkiem się nie pogubić i nie zawalić wszystkiego.
Zwłaszcza że nie miała wiedzy, cz nagle urwana inkantacja bądź pomylone słowa nie dałyby poważniejszych skutków…
… koniec? Niemalże bezwiednie zamknęła modlitewnik, skupiając teraz spojrzenie na Anwarze. Na Nell. O…
- … udało się? – spytała, zerkając krótko na Sebastiana, nie podchodząc jednak bliżej kanapy– robienie tłoku wydawało się bardziej niż zbyteczne. Zwłaszcza że na uzdrowicielstwie nie znała się ni cholery.
- Prędzej wyrecytuję z pamięci Księgę Umarłych... – mruknęła. Ale tak, generalnie rzecz biorąc, pomocy w tej kwestii nie tyle nie odmawiała, co sama chętnie chciała przyłożyć rękę do pozbycia się ducha. Dlatego też przejęła zduplikowany modlitewnik i rzuciła wpierw okiem na tekst, żeby wstępnie zaznajomić się z jego treścią, jeszcze zanim zacznie recytować.
Głos Lety dołączył do pozostałych. Na dłuższą metę było to całkiem fascynujące doświadczenie; do tej pory nie brała udziału w egzorcyzmach, ale i też nie było to coś, nad czym się teraz zastanawiała – wszak należało działa, a nie zachwycać się, że ooo, jaki piękny tekst, jak to działa! Cuda normalnie, niby zwykła modlitwa, niby tylko słowa, a efekty jak się patrzy. Nie. Koncentrowała się głównie na tekście, prawie wcale nie unosząc znad niego spojrzenia, żeby przypadkiem się nie pogubić i nie zawalić wszystkiego.
Zwłaszcza że nie miała wiedzy, cz nagle urwana inkantacja bądź pomylone słowa nie dałyby poważniejszych skutków…
… koniec? Niemalże bezwiednie zamknęła modlitewnik, skupiając teraz spojrzenie na Anwarze. Na Nell. O…
- … udało się? – spytała, zerkając krótko na Sebastiana, nie podchodząc jednak bliżej kanapy– robienie tłoku wydawało się bardziej niż zbyteczne. Zwłaszcza że na uzdrowicielstwie nie znała się ni cholery.