11.06.2023, 19:23 ✶
Nie było niczego złego w byciu starą duszą. Zdaniem blondynki, ceniły one wartości już dawno zapomniane, skreślone przez szybko zmieniające się i wyglądające tylko w przyszłość społeczeństwo. Nie dziwiła ją chęć rozwoju oczywiście, była to naturalna kolej rzeczy i miała wykreować świat lepiej przystosowany do obecnych potrzeb zamieszkujących go ludzi, jednak odnosiła wrażenie, że zbyt szybko skreślano pewne wartości, pewne rzeczy. Łatwiej było teraz coś wyrzucić, niż naprawić. Skłamać, niż próbować zmienić siebie lub wręcz kłamać, aby uzyskiwać aprobatę towarzystwa. Czy ona nie robiła tak samo?
- Nic więc dziwnego, że rozmowa z Tobą należy do tak łatwych.
Skomentowała jedynie, pozwalając sobie na krótkie i dość subtelnie uniesienie kącików ust ku górze. Śmierć była czymś naturalnym, wszystko przemijało, a robienie z tego tabu lub strach przed rozmowami na jej temat były błędem, który potęgował tylko w ludziach uczucie strachu. Ona sama miała swój pogrzeb starannie rozplanowany, wszystko zapisane w testamencie i przypieczętowane przez odpowiedniego urzędnika. Martin również wyglądał na pogodzonego ze swoim losem, trochę tak, jakby śmierci wręcz wyczekiwał. Życie przestało dawać mu jakąkolwiek radość i nie miał celu, z którym mógłby biec?
Edward nie był wart pamiętania przez nikogo, poza swoją matką. Nie osiągnął niczego imponującego, nie był personą charyzmatyczną lub wyjątkową.
- Gorzej być chyba nie może.
Miała nadzieję, że nie może. Ojciec chyba tak źle by nie chciał dla swojej jedynej córki, która była być może niestety, ale zbyt inteligentna i bystra dla większości płytkich mężczyzn. Mógłby skupić się teraz na szukaniu żony Castielowi, który przecież miał zostać głową rodu, nie ona. Świat aranżowanych małżeństw funkcjonował już tak dawno, że czasem wątpiła, że kiedykolwiek to się zmieni. Przedstawiciele dwudziestki ósemki, zwłaszcza ta najbardziej szanowana i potężna część, nie pozwoli przecież, aby ich potomkowie obniżali standardy.
- Tęsknisz za swoją żoną?
Zapytała nagle, jakby zapominając o tym, czy to pytanie było na miejscu, czy może nie. Coś w jego spojrzeniu i zachowaniu sugerowało błękitnookiej, aby słowa te uciekły spomiędzy jej ust. Na jego słowa o Mistrzu Ceremonii i o tym, że życie Edwarda nie zostanie przedstawione, jako sztuka teatralna, odetchnęła z ledwo wyczuwalną, ale ulgą. Nie byłby to interesujący spektakl, a Flintówna była kobietą, która nienawidziła marnować czasu.
Przyglądała mu się z zaciekawieniem, ale bez jakiejkolwiek próby oceniania lub też krytykowania blizn na jego ciele. Bardziej zastanawiało ją ich źródło, o czym mogły świadczyć, co je spowodowało? Martin nie jawił się jej, jako łowca potworów. Na jego słowa pokręciła głową, zaprzeczając im. - Nie uważam tego, za przykry widok. - przyznała szczerze, nie odwracając od niego spojrzenia lub też głowy. Nie była jedną z tych delikatnych dziewcząt, które na najmniejszą bliznę lub ślad na dłoni krzywiły się z obrzydzeniem i pogardą. Widziała gorsze rzeczy, bardziej paskudne miała w dłoniach, przeprowadzając sekcje. Jego znamię nie było czymś, czego powinien był się wstydzić. - Bardziej intryguje mnie jej historia. Wybacz, jeśli jestem nazbyt wścibska. Jest po prostu nietypowa, a z racji mojego zawodu i niedawno odbytych staży, próbuję sobie przypomnieć, czy widziałam już podobną.
- Nic więc dziwnego, że rozmowa z Tobą należy do tak łatwych.
Skomentowała jedynie, pozwalając sobie na krótkie i dość subtelnie uniesienie kącików ust ku górze. Śmierć była czymś naturalnym, wszystko przemijało, a robienie z tego tabu lub strach przed rozmowami na jej temat były błędem, który potęgował tylko w ludziach uczucie strachu. Ona sama miała swój pogrzeb starannie rozplanowany, wszystko zapisane w testamencie i przypieczętowane przez odpowiedniego urzędnika. Martin również wyglądał na pogodzonego ze swoim losem, trochę tak, jakby śmierci wręcz wyczekiwał. Życie przestało dawać mu jakąkolwiek radość i nie miał celu, z którym mógłby biec?
Edward nie był wart pamiętania przez nikogo, poza swoją matką. Nie osiągnął niczego imponującego, nie był personą charyzmatyczną lub wyjątkową.
- Gorzej być chyba nie może.
Miała nadzieję, że nie może. Ojciec chyba tak źle by nie chciał dla swojej jedynej córki, która była być może niestety, ale zbyt inteligentna i bystra dla większości płytkich mężczyzn. Mógłby skupić się teraz na szukaniu żony Castielowi, który przecież miał zostać głową rodu, nie ona. Świat aranżowanych małżeństw funkcjonował już tak dawno, że czasem wątpiła, że kiedykolwiek to się zmieni. Przedstawiciele dwudziestki ósemki, zwłaszcza ta najbardziej szanowana i potężna część, nie pozwoli przecież, aby ich potomkowie obniżali standardy.
- Tęsknisz za swoją żoną?
Zapytała nagle, jakby zapominając o tym, czy to pytanie było na miejscu, czy może nie. Coś w jego spojrzeniu i zachowaniu sugerowało błękitnookiej, aby słowa te uciekły spomiędzy jej ust. Na jego słowa o Mistrzu Ceremonii i o tym, że życie Edwarda nie zostanie przedstawione, jako sztuka teatralna, odetchnęła z ledwo wyczuwalną, ale ulgą. Nie byłby to interesujący spektakl, a Flintówna była kobietą, która nienawidziła marnować czasu.
Przyglądała mu się z zaciekawieniem, ale bez jakiejkolwiek próby oceniania lub też krytykowania blizn na jego ciele. Bardziej zastanawiało ją ich źródło, o czym mogły świadczyć, co je spowodowało? Martin nie jawił się jej, jako łowca potworów. Na jego słowa pokręciła głową, zaprzeczając im. - Nie uważam tego, za przykry widok. - przyznała szczerze, nie odwracając od niego spojrzenia lub też głowy. Nie była jedną z tych delikatnych dziewcząt, które na najmniejszą bliznę lub ślad na dłoni krzywiły się z obrzydzeniem i pogardą. Widziała gorsze rzeczy, bardziej paskudne miała w dłoniach, przeprowadzając sekcje. Jego znamię nie było czymś, czego powinien był się wstydzić. - Bardziej intryguje mnie jej historia. Wybacz, jeśli jestem nazbyt wścibska. Jest po prostu nietypowa, a z racji mojego zawodu i niedawno odbytych staży, próbuję sobie przypomnieć, czy widziałam już podobną.