11.06.2023, 22:35 ✶
- Te tematy wydają ci się dziwne? – zdumiał się Cathal. Ciężko było powiedzieć, czy jego zdumienie jest szczere, czy tylko udawane. - Gdy spędzisz z nami miesiąc, przywykniesz – zapewnił. W tym wypadku nawet faktycznie szczerze. Byli przedziwną zbieraniną, która trafiła w jedno miejsce trochę ze względu na to, że byli specami w różnych, bardzo specyficznych dziedzinach, trochę z zamiłowania do historii, a trochę, bo niektórzy z nich nie mieli dokąd pójść. W jego głowie tkwił tysiącletni przodek, Jamil rozmawiał z duchami i nie pojmował angielskiego społeczeństwa, Nell zdawała się absolutnie oderwana od rzeczywistości, Alethea była chodzącym chaosem, a zatrudniony niedawno Timothy pod wpływem zdenerwowania mógł pokryć wszystko lodem. Konsultanci ekipy też nie do końca mieścili się w „normach”.
Wystarczyło powiedzieć, że z jednym z nich i z Letą do spółki ledwo co planowali czyjeś morderstwo. Temat psychopatów w tym świetlne zdawał mu się drobnostką.
– W takim razie zobaczymy, ile wytrzymasz tutaj. Prace nad tą wioską trochę zajmą, chociaż być może nie będziemy potrzebowali specjalistów od mechanizmów cały czas.
Cathal sam był trochę niespokojnym duchem. Lubił to, co nowe: czego nie ma jeszcze w jego pamięci. Nie ganiał jednak po świecie od miejsca do miejsca, ścigany przez wiatr. Ciężko przeprowadzić porządne badania gdzieś w ciągu dwóch tygodni czy nawet dwóch miesięcy. Spędził więc sporo czasu w Irlandii, jeszcze więcej w Peru, a potem jakieś trzy lata w Egipcie. I chociaż jeśli tylko mógł sobie na to pozwolić, chętnie zwiedzał różne zakątki tych krajów, lwią część czasu przesiadywał na różnych wykopaliskach. Daleko więc było mu tutaj do Pandory, jeżeli ta naprawdę nigdzie nie zatrzymywała się na dłużej.
– „Starożytna magia Walii” Efinasa Dodgeya jest dobra na początek – doradził, kończąc bułkę i otrzepując rękę z okruchów. Potem znów sięgnął po swój kubek z kawą, aby upić kolejny jej łyk. – Stała ekipa zaczyna prace na sto procent w okolicach piątego maja, więc masz trochę czasu, żeby ją przeczytać.
Spojrzał na nią, kiedy wspomniała o korepetycjach. Przez moment mogło się wydawać, że w jasnych oczach mignęło rozbawienie, trudno jednak było się domyślać jego źródła lub nawet odgadnąć, czy faktycznie tam się pojawiło, czy było to wyłącznie złudzenie.
– Nie jestem najlepszym nauczycielem, ale pewnych rzeczy na pewno nauczysz się na wykopaliskach. Tu na każdym kroku będziemy natykać się na ślady czarodziejów, którzy zginęli… prawdopodobnie jakieś siedemset lat temu, jeśli dobrze to datujemy – stwierdził, unosząc kubek do ust. Jeżeli wcześniej był rozbawiony, to znikło to bez śladu, kiedy rozmowa potoczyła się dalej. – Byłby to więc najpotężniejszy spośród czarodziejów, skoro dałby radę stale trzymać całą wioskę pod swoim zaklęciem. I bez wątpienia byłby bardzo złym czarnoksiężnikiem, bo magia, która w ten sposób wpływa na umysły, nie może być dobra – ocenił spokojnie.
Wątpił, by tak wyglądała ta historia. Wioska była zwyczajnie za duża. Mógłby jak najbardziej uwierzyć w zniewolenie pewnej grupki mugoli – by ot mieć kilku niewolników – ale po co komuś cały ich zastęp? Zwłaszcza, że jeden skrzat domowy ostatecznie był wart jako sługa więcej niż dziesięciu mugoli, ze względu na całą swoją magię i bezgraniczne posłuszeństwo.
Wciąż jednak to miejsce kryło tajemnicę. Ktoś nie chciał, by dało się do niego swobodnie wchodzić i wychodzić.
A Cathal miał zamiar dowiedzieć się, dlaczego.
– Mam niesamowitą pamięć – przyznał bez śladu skromności. – Ale nie uznałbym tych specjalizacji za najtrudniejsze. Wybrałem je, bo najbardziej mnie intrygowały. A aurorzy… biorąc pod uwagę, ile OWUTEmów wymagają, niekoniecznie jest to pójście na łatwiznę.
Uśmiechnął się znów półgębkiem na jej entuzjazm wobec szachów. Jeśli szło o jego strategię, to była ona prosta: Cathal po prostu zapamiętywał partie szachów, jakie oglądał, a to dawało mu szansę na zastosowanie różnych wybiegów. Nie był geniuszem szachowym, ale właśnie ta niesamowita pamięć zapewniała mu dużą przewagę.
– Już chyba rozmawialiśmy o skromności? – przypomniał, gdy przeprosiła. A czy Pandora jest podatna na stresy i nerwy… wkrótce będzie miał okazję się przekonać. – Timothy Fletcher. Ma własny warsztat. Zna się na amuletach, a takich też się tutaj spodziewamy. Poza tym jest dobry, jeżeli chodzi o mechanizmy i pułapki. We dwoje powinniście szybciej rozbroić ten cholerny mur.
W teorii jego fragment już rozbrojono i można się było dostać do środka. W praktyce jednak Cathal wolał, aby coś nie wypaliło w jakąś przypadkową osobę. Nie wspominając o niespodziankach, jakie mogły na nich czekać w samej wiosce i… prawdopodobnie… w kryjówkach, których się tu spodziewał.
Wystarczyło powiedzieć, że z jednym z nich i z Letą do spółki ledwo co planowali czyjeś morderstwo. Temat psychopatów w tym świetlne zdawał mu się drobnostką.
– W takim razie zobaczymy, ile wytrzymasz tutaj. Prace nad tą wioską trochę zajmą, chociaż być może nie będziemy potrzebowali specjalistów od mechanizmów cały czas.
Cathal sam był trochę niespokojnym duchem. Lubił to, co nowe: czego nie ma jeszcze w jego pamięci. Nie ganiał jednak po świecie od miejsca do miejsca, ścigany przez wiatr. Ciężko przeprowadzić porządne badania gdzieś w ciągu dwóch tygodni czy nawet dwóch miesięcy. Spędził więc sporo czasu w Irlandii, jeszcze więcej w Peru, a potem jakieś trzy lata w Egipcie. I chociaż jeśli tylko mógł sobie na to pozwolić, chętnie zwiedzał różne zakątki tych krajów, lwią część czasu przesiadywał na różnych wykopaliskach. Daleko więc było mu tutaj do Pandory, jeżeli ta naprawdę nigdzie nie zatrzymywała się na dłużej.
– „Starożytna magia Walii” Efinasa Dodgeya jest dobra na początek – doradził, kończąc bułkę i otrzepując rękę z okruchów. Potem znów sięgnął po swój kubek z kawą, aby upić kolejny jej łyk. – Stała ekipa zaczyna prace na sto procent w okolicach piątego maja, więc masz trochę czasu, żeby ją przeczytać.
Spojrzał na nią, kiedy wspomniała o korepetycjach. Przez moment mogło się wydawać, że w jasnych oczach mignęło rozbawienie, trudno jednak było się domyślać jego źródła lub nawet odgadnąć, czy faktycznie tam się pojawiło, czy było to wyłącznie złudzenie.
– Nie jestem najlepszym nauczycielem, ale pewnych rzeczy na pewno nauczysz się na wykopaliskach. Tu na każdym kroku będziemy natykać się na ślady czarodziejów, którzy zginęli… prawdopodobnie jakieś siedemset lat temu, jeśli dobrze to datujemy – stwierdził, unosząc kubek do ust. Jeżeli wcześniej był rozbawiony, to znikło to bez śladu, kiedy rozmowa potoczyła się dalej. – Byłby to więc najpotężniejszy spośród czarodziejów, skoro dałby radę stale trzymać całą wioskę pod swoim zaklęciem. I bez wątpienia byłby bardzo złym czarnoksiężnikiem, bo magia, która w ten sposób wpływa na umysły, nie może być dobra – ocenił spokojnie.
Wątpił, by tak wyglądała ta historia. Wioska była zwyczajnie za duża. Mógłby jak najbardziej uwierzyć w zniewolenie pewnej grupki mugoli – by ot mieć kilku niewolników – ale po co komuś cały ich zastęp? Zwłaszcza, że jeden skrzat domowy ostatecznie był wart jako sługa więcej niż dziesięciu mugoli, ze względu na całą swoją magię i bezgraniczne posłuszeństwo.
Wciąż jednak to miejsce kryło tajemnicę. Ktoś nie chciał, by dało się do niego swobodnie wchodzić i wychodzić.
A Cathal miał zamiar dowiedzieć się, dlaczego.
– Mam niesamowitą pamięć – przyznał bez śladu skromności. – Ale nie uznałbym tych specjalizacji za najtrudniejsze. Wybrałem je, bo najbardziej mnie intrygowały. A aurorzy… biorąc pod uwagę, ile OWUTEmów wymagają, niekoniecznie jest to pójście na łatwiznę.
Uśmiechnął się znów półgębkiem na jej entuzjazm wobec szachów. Jeśli szło o jego strategię, to była ona prosta: Cathal po prostu zapamiętywał partie szachów, jakie oglądał, a to dawało mu szansę na zastosowanie różnych wybiegów. Nie był geniuszem szachowym, ale właśnie ta niesamowita pamięć zapewniała mu dużą przewagę.
– Już chyba rozmawialiśmy o skromności? – przypomniał, gdy przeprosiła. A czy Pandora jest podatna na stresy i nerwy… wkrótce będzie miał okazję się przekonać. – Timothy Fletcher. Ma własny warsztat. Zna się na amuletach, a takich też się tutaj spodziewamy. Poza tym jest dobry, jeżeli chodzi o mechanizmy i pułapki. We dwoje powinniście szybciej rozbroić ten cholerny mur.
W teorii jego fragment już rozbrojono i można się było dostać do środka. W praktyce jednak Cathal wolał, aby coś nie wypaliło w jakąś przypadkową osobę. Nie wspominając o niespodziankach, jakie mogły na nich czekać w samej wiosce i… prawdopodobnie… w kryjówkach, których się tu spodziewał.