Trixie bardzo dobrze zdawała sobie sprawę, że tacy jak oni muszą dbać o swoje interesy. Nie będzie jakaś pierwsza, lepsza dziennikarka oczerniać rodów, które od pokoleń pracowały na swoją pozycję w magicznym świecie. Nie powinna w ogóle angażować się w takie sprawy, dotrze to do niej już niedługo. Cieszyło ja ogromnie, że będą mieli możliwość ze swoim kuzynem uświadomić jej, że pewnych rzeczy się po prostu nie robi. Może dzięki temu zmądrzeje, chociaż trochę w to wątpiła - była przecież mugolaczką, a po nich nie ma co zbyt wiele oczekiwać. Miała nadzieję jednak, że dadzą jej nauczkę, że przekona się, gdzie jest jej miejsce. Pożałuje tego, że w ogóle zechciała zagłębić się w ten temat.
Może dzięki temu cała reszta dziennikarzy zrozumie, że nie ma sensu zadzierać z rodzinami czystokrwistymi, które nie bez powodu zajmowały takie wysokie pozycje w czarodziejskiej hierarchii. Musieli to pielęgnować, aby byle jakie szare myszki nie poczuły się zbyt pewnie w ich świecie. To było ważne, bo zaczynało się od jednej osoby, a mogło skończyć na wielu, najlepiej było dusić bunt w zarodku. Takie było zdanie panny Black.
- Och tak! - Zaklaskała z entuzjazmem. - Trzeba pomagać, jakżeby inaczej. - Uważała, że nie ma co liczyć na szczęście. Nic nie działo się przypadkowo, na wszystko mieli wpływ. Najlepiej więc było sumiennie planować wszelkie posunięcia. Ceniła sobie to, że rodzina Lestrange tak chętnie z nimi współpracowała. Nie ma się co dziwić, sojusz jaki ze sobą nawiązali sięgał kilku pokoleń wstecz. Zawsze mogli na siebie liczyć. Mimo tego, że poza nimi inne rody czystokrwiste angażowały się w słuszną sprawę, to właśnie członkom rodziny Lestrane ufała najbardziej. Wiedziała, że w każdej sytuacji będa gotowi ich wesprzeć. Bez względu na wszystko.
Sama Trixie przepadała raczej za prostym sposobem demonstrowania swojej przewagi. Przyjemność sprawiało jej zadawanie fizycznej krzywdy, jednak nie przeszkadzało jej to również w angażowaniu się w inne, bardziej wyszukane metody niszczenia pozycji mugolaków. Uważała, że warto dołączać do wszelkich działań, które mogą utrudnić im egzystencję w magicznym świecie. Zresztą to była jej misja - od najmłodszych lat była wychowywana, by czuć się lepszą, musiała dopilnować tego, aby pozycja rodów czystokrwistych nie została zachwiana.
- Skoro tak mówisz, to musi być prawda. - Nie wątpiła wcale w oddanie jego skrzata, zresztą to, że wszystko mu przekazał o nim świadczyło. - Demonstruje to jedynie jej głupotę. Nie wiem jakim cudem mogła w ogóle wpaść na taki pomysł. Jak widać po nich można się spodziewać wszystkiego. - Nie potrafiła zrozumieć, co w ogóle skłoniło tę kobietę do próby przekonania skrzata do współpracy. Nie miała chyba świadomości, że stworzenia te w pełni służą swoim panom, skrzat nie śmiałby knuć intryg przeciwko rodzinie Lestrange. Jak widać mugolaczka była tak bardzo głupia, że nie wpadła na to. Może i lepiej, dzięki temu ona i jej kuzyn będa mogli pokazać jej, jak działa świat czarodziejów - skoro nie do końca to rozumiała.
Sama Black zupełnie zignorowała obecność kelnera, była za bardzo zapatrzona w Lou, żeby go zauważyć. Słuchała uważnie, co do powiedzenia jej miał starszy kuzyn. Chciała postępować zgodnie z tym, czego od niej oczekiwał. Nie był to moment, w którym miała się skupić na swoich celach, tylko pomóc mu osiągnąć te jego i nie miała z tym najmniejszego problemu.
- Tak, warto będzie to sprawdzić. Musimy wiedzieć, kto nas zdradza i dać im nauczkę, że to nie ma sensu. - Nie miała problemu, żeby się tym zająć. To krótkie spotkanie z dziennikarką mogło im przynieść więcej profitów, niż się na początku spodziewała.