Samuel nie miał uprzedzeń. W zasadzie to uważał, że od każdej osoby napotkanej na swojej drodze mógł nauczyć się czegoś ciekawego. Dzieciaki zawsze wzbudzały w nim pozytywne emocje, w przeciwieństwie do dorosłych miały bardzo otwarte umysły i ogromne pokłady kreatywności, a były to cechy, które ogromnie sobie cenił. Dlatego też nie miał problemu z tym, aby wdać się w dyskusję z tym młodym gentlemanem.
- Nawet przez moment nie wątpiłem w to, że potrafisz czytać! - Nie chciał, żeby chłopiec odebrał to jako jakiś zarzut. Wcześniej właściwie nie zakładał, że ten umie czytać. Nie miał wśród swoich bliskich dzieciaków, nie pamiętał też zbytnio kiedy nauczył się czytać. Także nie do końca rozeznawał się w temacie.
- Ulotki są zawsze mało interesujące. - Dodał jeszcze, żeby nie było, że nie rozumie dlaczego jego towarzysz tego nie zrobił. Zresztą nie widział w tym nic złego, gwarantowało to przy okazji niespodzianki, bowiem mógł się po prostu zdać na los i na własnej skórze przekonać, co ciekawego oferował im Bertie Bott i jego nowy produkt.
- Oczywiście, bez sensu, abyś mi zdradzał swoje tajemnice. Zachowaj element zaskoczenia. - Uśmiechnął się do Oriona. Uważał, że to bardzo dobry nawyk, żeby nie zdradzać swoich planów obcym ludziom. Sam nie dzielił się praktycznie z nikim przemyśleniami dotyczącymi jego nowych wynalazków.
- Nie wiem, czy zgniłe jajka i wymiociny można uznać jako szczęście. - Zdecydowanie wolałby uniknąć takich niespodzianek, chociaż z jego szczęściem zapewne trafi na coś podobnego.
Ugryzł fasolkę, którą wylosował. Przeżuwał ją powoli, trochę się przy tym skrzywił, bo smak wcale nie był owocowy. Smakowała raczej jak mydło. Próbował się odezwać do Fletchera, jednak kiedy chciał to zrobić z jego ust zamiast głosu wydostał się mydlany bąbelek.