Miała szczęście. Może nie do końca takie, jakiego oczekiwała, ale jak na to w jakim stanie się znajdowała i tak była zadowolona z efektu rzuconego przez siebie zaklęcia. Trafiła w jednego z zamaskowanych osobników, tyle, że nie udało jej się osiągnąć dzięki temu nic. Zasłonił się, nie dostrzegła jego twarzy. Czy byłaby sobą, gdyby nie spróbowała po raz kolejny? Pewnie nie. Kręciło jej się w głowie, ból który przechodził przez jej ciało stawał się coraz bardziej silny. Czuła, że jeszcze chwila, moment, a padnie. Jej porwyczość jednak nie pozwalała się zatrzymać, nie kiedy miała ich tutaj przed sobą. Machnęła różdżką i próbowała po raz kolejny rzucić zaklęcie w stronę Chestera, czy jej się uda? Nie obchodziło jej to w tym momencie, nie byłaby sobą, gdyby nie spróbowała. Machnęła różdżką, którą miała w dłoni, chciała wyczarować siłę ciśnienia, która uderzy w śmierciożercę z pekniętą maską. Chciała, aby poczuł jej ból i złość.
Na całe szczęście pojawili się inni. Nie była już tutaj sama. Mogła się poddać, pozwolić sobie na niesuborynację, mogła cierpieć bez tego ciężaru, który powodował, że nadal próbowała walczyć. Kiedy odezwał się do niej Alastor pokiwała jedynie głową, że rozumie jego polecenie. Zacisnęła przy tym zęby, bo ból, który przeszywał jej ciało nie ustępował. Wolała nawet nie myśleć, co będzie jeśli ten wiatr ich dosięgnie, zresztą i tak nie była w stanie już przed nim uciec. Pogodziła się z tym, że może nie wyjść stąd w jednym kawałku.
Wtedy tuż obok niej zjawił się Charlie, nie wiedziała, czy powinna się z tego powodu cieszyć, bo co, jeśli i jemu stanie się krzywda? - Julien... - Powiedziała cicho do przyjaciela. - Jest źle, boli, kurwesko mnie wszystko boli. - Chciała się z nim tym podzielić.
Coraz więcej znajomych twarzy pojawiało się w okolicy, bo albo jej się wydawało, albo dostrzegła swoją partnerkę i zarazem mentorkę, zmrużyła oczy, aby złapać ostrość, nie szło jej to jednak najlepiej.
Akcja nieudana