Słowa Moody nie były wypowiedziane na wyrost. Danielle widziała, w jakim stanie była kobieta i nie podlegało to żadnej wątpliwości, że zamaskowany przeciwnik z jakim się starła nie miał litości ani sumienia, a przyświecał mu jeden cel - zabić. Brutalnie i boleśnie, tak by sprawić jak najwięcej cierpienia. To, że Śmierciożercy walczyli o lepszy świat dla czarodziejów było wierutnym kłamstwem, w które wierzyli tylko naiwni, zapatrzeni w chorą, nieuzasadnioną ideologię. Gdyby tak faktycznie było, Moody, czarownica, nie balansowałaby na krawędzi życia i śmierci.
- Bo to mordercy i zamaskowani tchórze bez godności i krzty honoru - odpowiedziała, w międzyczasie łapiąc buteleczkę z eliksirem, który rzuciła w jej stronę Brenna. Mimo natłoku emocji i adrenaliny, jaka buzowała w jej żyłach, ruchy Longbottom były zdecydowane, acz płynne, pozbawione chaotyczności, którą można było zarzucić jej w trakcie walki ze śmierciożercami. Robiła dokładnie to, co zawsze. Być może warunki były nieco bardziej polowe, a okoliczności niesprzyjające, ale były to raczej niewielkie niedogodności. - A jednak nie dali rady. Zarówno pani jak i pani Moody żyjecie - oby tak było. - Proszę już nic nie mówić. Zrobię co w mojej mocy, żeby pani pomóc - dodała, jedną dłoń wsuwając pod głowę kobiety i ostrożnie, nieznacznie uniosła ją do góry. Drugą z kolei podsunęła otwartą buteleczkę z eliksirem pod jej usta i przechyliła, chcąc tym samym napoić ją eliksirem, który miał uzupełnić jej utraconą krew. To pozwoliłoby zmniejszyć szanse na pojawienie się wstrząsu, który bardzo skutecznie mógłby przekreślić szanse kobiety na przeżycie. Ostrożnie przechylała buteleczkę, tak by cała jej zawartość trafiła do organizmu Moss. Następnie machnęła różdżką z zamiarem zniwelowania bólu, choć w niewielkim stopniu.
Uniosła głowę, rozglądając się szybko dookoła. Dostrzegła Erika w towarzystwie śmierciożercy, z którym chwilę temu walczyli, ciało Atreusa spoczywające tuż obok pozostałej trójki. Nie mogła zlokalizować nigdzie reszty, a to sprawiło, że przez moment poczuła uścisk w gardle. Jej wzrok ponownie skupił się na Moss. Cokolwiek by się nie działo, musiała zachować zimną krew.- Brenna, Alastor, Wood, Julek... Pani Moody nie mogła chyba otrzymać lepszego wsparcia - dodała, chcąc choć przez moment dodać jej otuchy, zagłuszając własny niepokój o bliskich. Przez moment pomyślała o ojcu, który tej nocy również miał patrolować. Być może i on lada moment zjawi się w okolicy, gotów osłaniać Harper własną piersią? [/a]
Nie spuszczała wzroku z kobiety, chcąc obserwować, czy jej działania przynoszą oczekiwany skutek, a stan kobiety staje się stabilniejszy
1 akcja - podanie eliksiru
Sukces!
Kształowanie: Użycie magii leczącej, tak żeby wpłynąć na układ nerwowy i zmniejszyć/całkowicie zniwelować ból
beauty and terror
just keep going
no feeling is final