14.06.2023, 21:19 ✶
Myślała podobnie, zwłaszcza gdy obracała się w typowo czarodziejskim towarzystwie i w akompaniamencie członków rodziny Prewett, gdzie musiała bardzo uważać na to, co wypadało, a co nie. Z Geraldine mogła jednak zrobić wszystko, powiedzieć jej wszystko i napisać list w środku nocy z najgłupszą wiadomością, a ona by zrozumiała. Była jej bratnią duszą na tak wielu płaszczyznach, że zaczynała już tęsknić kilka minut po tym, gdy ich spotkanie dobiegało końca. Miała też wrażenie, że łączy je jeszcze bycie białą owcą rodziny — nie czarną, bo one dwie były przyzwoite i dobre, raczej życzliwe.
- Jakby Deniz wybrała Ci biżuterię, sukienkę i przyszłyby wszystkie maluchy, to zapewniam Cię, taplanie się w mokradłach wśród utopców jest luksusem. Zwłaszcza gdy moja matka popija herbatę gdzieś za plecami i wbija w Ciebie to Twoje spojrzenie, które sugeruje, że zaraz skończy Ci się termin ważności. Cudowna zabawa. - rozłożyła bezradnie ręce po swojej wizualizacji, starając się zachować poważną minę, jednak zaraz parsknęła śmiechem. Panna Yaxley miała rację, że ruchoma forma wypoczynku była najlepsza, o czym dodatkowo przekonywał ją Hjalmar, odkąd tylko się poznali. - Musimy jechać do moich dziadków, gdy będzie szczyt sezonu. Mam drabinkę w sypialni i blisko do stajni, damy radę uciekać, zupełnie jak dwie małolaty. - szepnęła konspiracyjnie, nachylając się w jej stronę i puszczając jej oczko, bo chciała, by blondynka odwiedziła jej rodzinne strony. Mogłyby się tam dobrze bawić, korzystając z nocnych atrakcji Antalyi oraz otaczających ją terenów — zarówno leśnych, jak i górskich. Mając dostęp do Abraksnaów Perwettów, mogły dostać się dość sprawnie i wygodnie w każdy zakamarek ojczystego kraju matki Pandory. Mogłyby ewentualnie wziąć Su lub Ismet, chociaż ta druga miała na głowie niespełna dwuletnią córkę i chyba byli w trakcie pracy nad rodzeństwem dla niej.
Z mężczyznami było łatwiej się dogadać im obydwu — była o tym przekonana, ale nie dało się żyć bez kontaktu z żadną rówieśniczką, która byłaby do Ciebie podobna. Facet nie wszystko mógł zrozumieć, zwłaszcza przez narzucony społecznie podział obowiązków oraz przywilejów, stawiających mur pomiędzy płciami. Obydwie wyprzedzały swoje czasy, były silne oraz niezależne, co nie było powszechnie akceptowane. Ile razy spotkały się z pytaniem "Gdzie Twój szef?", podczas przyjmowania zlecenia? To było męczące, ale jednocześnie ta zaskoczona mina na twarzach ludzi dawała taką satysfakcję.. Uśmiechnęła się do swoich myśli, tym samym wykonując ten gest w stronę siedzącej naprzeciw kobiety. Miały szczęście, że wtedy na siebie wpadły w tym Hogwarcie i los chciał, aby wpadły w rozmowę, a potem już poszło tak szybko, że minęło ile.. Dziesięć lat? I tak im zostało.
Mąż oraz dzieci były zestawem kobiety spełnionej, niezmiennie od średniowiecza i niewiele sugerowało jakiekolwiek zmiany na tym gruncie. Musiały więc słuchać o tym, że zaraz będą starymi pannami, a nie panienkami i o tym, że potem nie zajdą w ciążę, bo będzie zbyt późno i nikt ich nie będzie chciał. Na co komu żona, która zamiast haftowania i opiekowania się domem, poluje na stworzenia lub rozpracowuje albo tworzy przedmioty? Nigdy nie spełnią tych oczekiwań, Pandora wiedziała o tym od dawna. Czy to znaczyło, że zawsze będą same lub nigdy nie będą miały dziecka? Nie. To świadczyło tylko o tym, że same o sobie zdecydują, a przynajmniej będą walczyły, aby to zrobić. Na pierwszy rzut oka były całkiem odmienne, blondynka z brunetką, spodnie z sukienkami, uśmiech z ostrożnością, ale gdyby przyjrzeć się im bliżej, dokładniej, każdy głupi zobaczyłby, jak się uzupełniały. Każda miała mocne strony zupełnie inne, przez co razem były zgranym i niepokonanym — w oczach Turczynki — duetem.
- Masz rację! Ty jesteś też, jak dom. - odparła swobodnie, lustrując ją spojrzeniem brązowych oczu, zaraz jednak kontynuując. - I w Londynie chciałaś byś znaleźć ten swój dom, dom? Wiesz, ten wyjątkowy dom. - nie mogła powstrzymać zadziornego tonu głosu, drobnej nuty figlarności, która zatańczyła na jej twarzy, gdy zapytała w taki, a nie bardziej bezpośredni sposób o jej życie uczuciowe. Nie wierzyła w to, że Yaxleyówna zawsze będzie sama, zasługiwała na największą i najwspanialszą miłość na świecie. Taką, która ją zaakceptuje z jej pasją i niezależnością, która nie będzie podcinała jej skrzydeł i wręcz zachęcała do lotu. Przywiązanie było trudne, ale tworzone dzięki niemu wspomnienia, do których można było wracać — bezcenne. Pandora była przekonana, że gdyby była chłopcem, to ona by sobie wzięła Gery za żonę. Była naprawdę oddana, troskliwa i przede wszystkim, zawsze była obok, gdy drugi człowiek tego potrzebował. Prewettowna umiała z nią milczeć, śmiać się do łez i nawet wpadać w haczące o kłótnie dyskusje, które jednak nie były w stanie niczego między nimi zmienić, o ile się już zdarzały.
- To jesteśmy umówione i porywam Cię w maju! I nie ma, że nagle wyskoczy Ci złoty smok lub inne mityczne stworzenie. - pogroziła jej nawet palcem z uśmieszkiem, posyłając pociągłe spojrzenie spod ciemnych rzęs. Włochy w towarzystwie przyjaciółki od razu wydały się piękniejsze, zwłaszcza że region, który miała odwiedzić, był naprawdę piękny. Nie mogła sobie przypomnieć, gdy ostatnio razem spały, popijając alkohole w piżamach i objadając się niezdrowymi przekąskami, które kupiły w mugolskich sklepach. Tak naprawdę, to jedyną wadą — lub raczej minusem w jej przyjaciółce, była jej praca. Brunetka rozumiała potrzebę i fakt, że polowania miały miejsce od setek lat, ale jako osoba, która nie jadła mięsa i kochała wszystkie żywe stworzenia, wciąż miała maskotki i najchętniej miałaby zwierzyniec, było jej ciężko myśleć, że ktoś o tak anielskiej buzi, jak Geraldine, je zabija. Nie krytykowała jej nigdy, nie robiła uwag, po prostu udawała, że tak nie jest.
- Nigdy. - powtórzyła dziewczyna twardo i uparcie, mając minę staruszki, która miała za sobą przynajmniej pięćdziesiąt lat doświadczenia z ludźmi. Ci popełniali błędy, była tego świadoma i zawsze starała się wybaczać, nie rozpamiętywać złych rzeczy lub w emocjach rzuconych słów. - Gery to nic trudnego, pakujesz plecak i namiot, a do reszty masz galeony i różdżkę. I po prostu pędzisz tam, gdzie poniesie Cię fantazja lub serce. Świat jest naprawdę piękny.
Często tak robiła, znikała rodzicom, zostawiając liścik lub wysyłając po kilkunastu godzinach sowę z informacją, że żyje i wszystko w porządku. Zadawała sobie sprawę, że rodzina Prewett mogła mieć kilku wrogów, zwłaszcza wśród dłużników w kasynach ojca i ten czasem dramatyzował. - Jestem pewna, że też zakochałabyś się w Islandii. - dodała jeszcze miękko, gdy przez myśl jej przeszedł obraz stada wilków w zasypanym śniegiem lesie oraz błyszcząca szmaragdową zielenią zorza na granatowym niebie.
- Nam może nie zmienia, ale macice ponoć starzeją się szybciej. - wyjaśniła rozbawiona, próbując brzmieć, jak swoja matka w tych swoich wywodach o zegarze biologicznym. Teraz już niewiele kobiet zostawało matkami przed dwudziestym rokiem życia, ale prawda była też taka, że po dwudziestym piątym było ich jeszcze mniej. Zdawała sobie sprawę. - Prawda? Zamiast zaklinać przedmioty, podróżować, robić Ci bronie, musiałabym haftować i pilnować, żeby dzieci się uczyły. Dramat. Ty też byś mogła rozstać się z polowaniem, bo przecież matce nie wolno biegać z ostrymi narzędziami, tylko raczej robić wianki dla dziecka do zdjęć i planować kolejne. Wyobrażasz sobie nas dwie w sukienkach z gorsetem i tych niedorzecznych kapeluszach, pijące herbatę o siedemnastej z ciastem i planujące zaręczyny naszych pięcioletnich dzieci za dwanaście lat? Bo oczywiście byliby zaręczeni od urodzenia słownie, potem już formalnie.
Udawała rozmarzony ton, nawet westchnęła teatralnie, a w jej głowie Ger już miała różową suknię, podczas gdy Pandora siedziała w zielonej lub cytrynowej ze wstążką pod szyją od kapelusza. I te małe dzieci w białych kaftanikach, które wywalały się i potykały co kilka minut, kłócąc o magiczne klocki. Parsknęła śmiechem, machając ostentacyjnie ręką. To byłoby marnotrawstwo ich talentu i charakteru. Nie wątpiła oczywiście, że gdyby kiedyś przyszło dziecko chować, to obydwie byłby doskonałymi matkami, bo poradzą sobie ze wszystkim i że ich latorośle byłyby chowane bardzo samodzielnie i zupełnie inaczej, niż te wszystkie maminsynki i córeczki tatusia z Londyńskiej arystokracji.
- Ciężki nasz los, co? Zwłaszcza, jak musisz uśmiechać się, jak taka bezmózga idiotka i przytakiwać, bo ktoś jest synem wysoko postawionego pracownika Ministerstwa, z którym matka Cię chcę wyswatać. A Ty masz więcej siły w rękach, niż on. - spojrzała na nią wymownie, wywracając zaraz oczami. Obydwie musiały to znosić, a potem te pytania "Może ten?", jakby wybierały ogiera rozpłodowego. Tragedia. Ayday nie dawała Pandorze zbytnio odetchnąć, dlatego ta nie zostawała dłużej na przyjęciu, niż zakładała ich umowa. Gdyby jednak były na którymś razem, bawiłyby się znacznie lepiej. - Biust wygląda pięknie i talia, ale czy to warte takiego cierpienia?
Zapytała retorycznie z delikatnym wzruszeniem ramion, bo każda kobieta musiała sobie sama odpowiedzieć, czy ma ochotę mieć do czynienia z fiszbinami i ciasną wstążką na plecach, tylko dlatego, żeby mieć sylwetkę z wąską talią i większym biustem, niż był w rzeczywistości. - Nie wiem, czy by nas okiełznali na tym przyjęciu. Matki by nam osiwiały. - uśmiechnęła się z zadowoloną miną, bo ta wizja bardzo się jej podobała, aby kobietom utrzeć nosa. We dwie były znacznie silniejsze, jeszcze bardziej uparte i żaden przygłup by sobie w konwersacji z nimi nie poradził. Przytaknęła na tego biednego Theona raz jeszcze, był naprawdę uroczym mężczyzną. - Oczywiście, że uroczy. Nie Tobie oceniać brata, bo nie jesteś obiektywna. Kiedyś nawet myślałam, czy się z nim nie umówić, bo strasznie mi się podobał, ale uznałam, że czułabyś się z tym niezręcznie. - wyjawiła jej cicho, puszczając kolejne oczko w jej stronę i licząc, że nie będzie zła. Nie miała prawdziwego rodzeństwa, tym bardziej bliźniaka i nie zdawała sobie do końca sprawy z więzi, która mogła łączyć ich ze sobą. Nie narażałaby przyjaźni z Ger dla randki z Theonem, nawet jakby przypominał greckiego boga. - Durna dziewczyna. Żona Theona będzie miała dobrze, zawsze z szacunkiem traktował kobiety i jest całkiem inteligentny. Twoja matka musiała być wściekła. A co on na nią w ogóle? Był nią zainteresowany? Widzisz? Jaki optymizm! Nawet w przyjęciu zaręczynowym znalazłaś coś dobrego skarbie, jestem dumna.
Upiła kolejny łyk piwa, bo zaschło jej trochę w gardle, a potem zwilżyła wargi, pozbywając się z nich reszty piany. Nieco zaskoczyło ją, że za kolację z Erikiem zapłacił Malfoy, chociaż Ger nie sprecyzowała, który. - Ja chyba też nie. Za Ciebie bym zapłaciła, za taką kolacyjną randkę. - uwielbiała się z nią droczyć, pokazywać jej na każdym kroku, jak była dla niej ważna i jak jej potrzebowała w swoim życiu. Zawsze poświęcała Yaxleyównie całą swoją uwagę podczas spotkań, nigdy też nie pozwoliła w swoim towarzystwie, aby ktokolwiek powiedział na jej temat coś złego. Jej palce sięgnęły do złotej literki "P", która zakołysała się jej na szyi na bardzo delikatnym łańcuszku. Chciała coś dodać, ale przyszedł barman, który, jak się okazało, został spławiony w kilka sekund, na co Prewettówna nie mogła powstrzymać głośnego śmiechu, przez który spojrzało w ich stronę kilka osób. Nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Wbiła spojrzenie w przyjaciółkę, przytakując i łapiąc za kieliszek, stuknęły się z sobą i strzeliła do dna, zaciskając oczy. Cierpki alkohol sprawił, że po ciele przebiegł jej dreszcz, nawet odrobinę się skrzywiła. Nie powinny mieszać tego z piwem, ale będzie, co ma być. - Za spotkanie. A on nie był taki zły, mogłaś trochę poflirtować. - zauważyła, przenosząc spojrzenie błyszczących nieco od łez oczu, bo ognista faktycznie paliła w gardło, w stronę chłopaka, który wrócił za bar. Pandora lubiła blondynów o niebieskich oczach, ten niestety taki nie był, zresztą i tak nie zamierzała na nikim dziś zawieszać spojrzenia na dłużej, poza swoją spełniającą kryteria towarzyszką. - Palisz jak smok! Jak możesz tak szybko? - zapytała szczerze zainteresowana, zerkając w niedopałek, który zdaniem Pandory, zniknął w ułamek sekundy. Ona sama nie paliła papierosów, zdarzyło się jej raz czy dwa, gdy była młodsza, ale poza tym, nigdy jej do tego nie ciągnęło. Wydawało się też Pandorze, że tytoń wcale nie działał dobrze w akompaniamencie eliksirów, które zażywała. Od lat zmagała się z problemami ze spaniem, więc w mieszkaniu jej ojca, które jej udostępniał gdy bywała w Londynie i w jej plecaku, zawsze znaleźć było można dużo eliksiru na sen oraz eliksiru pobudzającego, które zażywała regularnie. Piła też sporo kawy, a przez fakt, że nie jadła mięsa, również sporo słodyczy - głównie słodkich bułeczek czy ciastek. - Myślałaś, żeby kiedyś rzucić? W sensie, to nie jest uporczywe, jak no.. Hmm, no wiesz, musisz zapalić? To tak działa? Że teraz i natychmiast? - zapytała jeszcze w temacie papierosów nieco zaciekawiona, bo nie wydawało się jej to działać w ten sam sposób, co uzależnienie od alkoholu, ale chyba głównie przez to, że efekty picia z nadmiarem były bardziej widoczne.
- Jakby Deniz wybrała Ci biżuterię, sukienkę i przyszłyby wszystkie maluchy, to zapewniam Cię, taplanie się w mokradłach wśród utopców jest luksusem. Zwłaszcza gdy moja matka popija herbatę gdzieś za plecami i wbija w Ciebie to Twoje spojrzenie, które sugeruje, że zaraz skończy Ci się termin ważności. Cudowna zabawa. - rozłożyła bezradnie ręce po swojej wizualizacji, starając się zachować poważną minę, jednak zaraz parsknęła śmiechem. Panna Yaxley miała rację, że ruchoma forma wypoczynku była najlepsza, o czym dodatkowo przekonywał ją Hjalmar, odkąd tylko się poznali. - Musimy jechać do moich dziadków, gdy będzie szczyt sezonu. Mam drabinkę w sypialni i blisko do stajni, damy radę uciekać, zupełnie jak dwie małolaty. - szepnęła konspiracyjnie, nachylając się w jej stronę i puszczając jej oczko, bo chciała, by blondynka odwiedziła jej rodzinne strony. Mogłyby się tam dobrze bawić, korzystając z nocnych atrakcji Antalyi oraz otaczających ją terenów — zarówno leśnych, jak i górskich. Mając dostęp do Abraksnaów Perwettów, mogły dostać się dość sprawnie i wygodnie w każdy zakamarek ojczystego kraju matki Pandory. Mogłyby ewentualnie wziąć Su lub Ismet, chociaż ta druga miała na głowie niespełna dwuletnią córkę i chyba byli w trakcie pracy nad rodzeństwem dla niej.
Z mężczyznami było łatwiej się dogadać im obydwu — była o tym przekonana, ale nie dało się żyć bez kontaktu z żadną rówieśniczką, która byłaby do Ciebie podobna. Facet nie wszystko mógł zrozumieć, zwłaszcza przez narzucony społecznie podział obowiązków oraz przywilejów, stawiających mur pomiędzy płciami. Obydwie wyprzedzały swoje czasy, były silne oraz niezależne, co nie było powszechnie akceptowane. Ile razy spotkały się z pytaniem "Gdzie Twój szef?", podczas przyjmowania zlecenia? To było męczące, ale jednocześnie ta zaskoczona mina na twarzach ludzi dawała taką satysfakcję.. Uśmiechnęła się do swoich myśli, tym samym wykonując ten gest w stronę siedzącej naprzeciw kobiety. Miały szczęście, że wtedy na siebie wpadły w tym Hogwarcie i los chciał, aby wpadły w rozmowę, a potem już poszło tak szybko, że minęło ile.. Dziesięć lat? I tak im zostało.
Mąż oraz dzieci były zestawem kobiety spełnionej, niezmiennie od średniowiecza i niewiele sugerowało jakiekolwiek zmiany na tym gruncie. Musiały więc słuchać o tym, że zaraz będą starymi pannami, a nie panienkami i o tym, że potem nie zajdą w ciążę, bo będzie zbyt późno i nikt ich nie będzie chciał. Na co komu żona, która zamiast haftowania i opiekowania się domem, poluje na stworzenia lub rozpracowuje albo tworzy przedmioty? Nigdy nie spełnią tych oczekiwań, Pandora wiedziała o tym od dawna. Czy to znaczyło, że zawsze będą same lub nigdy nie będą miały dziecka? Nie. To świadczyło tylko o tym, że same o sobie zdecydują, a przynajmniej będą walczyły, aby to zrobić. Na pierwszy rzut oka były całkiem odmienne, blondynka z brunetką, spodnie z sukienkami, uśmiech z ostrożnością, ale gdyby przyjrzeć się im bliżej, dokładniej, każdy głupi zobaczyłby, jak się uzupełniały. Każda miała mocne strony zupełnie inne, przez co razem były zgranym i niepokonanym — w oczach Turczynki — duetem.
- Masz rację! Ty jesteś też, jak dom. - odparła swobodnie, lustrując ją spojrzeniem brązowych oczu, zaraz jednak kontynuując. - I w Londynie chciałaś byś znaleźć ten swój dom, dom? Wiesz, ten wyjątkowy dom. - nie mogła powstrzymać zadziornego tonu głosu, drobnej nuty figlarności, która zatańczyła na jej twarzy, gdy zapytała w taki, a nie bardziej bezpośredni sposób o jej życie uczuciowe. Nie wierzyła w to, że Yaxleyówna zawsze będzie sama, zasługiwała na największą i najwspanialszą miłość na świecie. Taką, która ją zaakceptuje z jej pasją i niezależnością, która nie będzie podcinała jej skrzydeł i wręcz zachęcała do lotu. Przywiązanie było trudne, ale tworzone dzięki niemu wspomnienia, do których można było wracać — bezcenne. Pandora była przekonana, że gdyby była chłopcem, to ona by sobie wzięła Gery za żonę. Była naprawdę oddana, troskliwa i przede wszystkim, zawsze była obok, gdy drugi człowiek tego potrzebował. Prewettowna umiała z nią milczeć, śmiać się do łez i nawet wpadać w haczące o kłótnie dyskusje, które jednak nie były w stanie niczego między nimi zmienić, o ile się już zdarzały.
- To jesteśmy umówione i porywam Cię w maju! I nie ma, że nagle wyskoczy Ci złoty smok lub inne mityczne stworzenie. - pogroziła jej nawet palcem z uśmieszkiem, posyłając pociągłe spojrzenie spod ciemnych rzęs. Włochy w towarzystwie przyjaciółki od razu wydały się piękniejsze, zwłaszcza że region, który miała odwiedzić, był naprawdę piękny. Nie mogła sobie przypomnieć, gdy ostatnio razem spały, popijając alkohole w piżamach i objadając się niezdrowymi przekąskami, które kupiły w mugolskich sklepach. Tak naprawdę, to jedyną wadą — lub raczej minusem w jej przyjaciółce, była jej praca. Brunetka rozumiała potrzebę i fakt, że polowania miały miejsce od setek lat, ale jako osoba, która nie jadła mięsa i kochała wszystkie żywe stworzenia, wciąż miała maskotki i najchętniej miałaby zwierzyniec, było jej ciężko myśleć, że ktoś o tak anielskiej buzi, jak Geraldine, je zabija. Nie krytykowała jej nigdy, nie robiła uwag, po prostu udawała, że tak nie jest.
- Nigdy. - powtórzyła dziewczyna twardo i uparcie, mając minę staruszki, która miała za sobą przynajmniej pięćdziesiąt lat doświadczenia z ludźmi. Ci popełniali błędy, była tego świadoma i zawsze starała się wybaczać, nie rozpamiętywać złych rzeczy lub w emocjach rzuconych słów. - Gery to nic trudnego, pakujesz plecak i namiot, a do reszty masz galeony i różdżkę. I po prostu pędzisz tam, gdzie poniesie Cię fantazja lub serce. Świat jest naprawdę piękny.
Często tak robiła, znikała rodzicom, zostawiając liścik lub wysyłając po kilkunastu godzinach sowę z informacją, że żyje i wszystko w porządku. Zadawała sobie sprawę, że rodzina Prewett mogła mieć kilku wrogów, zwłaszcza wśród dłużników w kasynach ojca i ten czasem dramatyzował. - Jestem pewna, że też zakochałabyś się w Islandii. - dodała jeszcze miękko, gdy przez myśl jej przeszedł obraz stada wilków w zasypanym śniegiem lesie oraz błyszcząca szmaragdową zielenią zorza na granatowym niebie.
- Nam może nie zmienia, ale macice ponoć starzeją się szybciej. - wyjaśniła rozbawiona, próbując brzmieć, jak swoja matka w tych swoich wywodach o zegarze biologicznym. Teraz już niewiele kobiet zostawało matkami przed dwudziestym rokiem życia, ale prawda była też taka, że po dwudziestym piątym było ich jeszcze mniej. Zdawała sobie sprawę. - Prawda? Zamiast zaklinać przedmioty, podróżować, robić Ci bronie, musiałabym haftować i pilnować, żeby dzieci się uczyły. Dramat. Ty też byś mogła rozstać się z polowaniem, bo przecież matce nie wolno biegać z ostrymi narzędziami, tylko raczej robić wianki dla dziecka do zdjęć i planować kolejne. Wyobrażasz sobie nas dwie w sukienkach z gorsetem i tych niedorzecznych kapeluszach, pijące herbatę o siedemnastej z ciastem i planujące zaręczyny naszych pięcioletnich dzieci za dwanaście lat? Bo oczywiście byliby zaręczeni od urodzenia słownie, potem już formalnie.
Udawała rozmarzony ton, nawet westchnęła teatralnie, a w jej głowie Ger już miała różową suknię, podczas gdy Pandora siedziała w zielonej lub cytrynowej ze wstążką pod szyją od kapelusza. I te małe dzieci w białych kaftanikach, które wywalały się i potykały co kilka minut, kłócąc o magiczne klocki. Parsknęła śmiechem, machając ostentacyjnie ręką. To byłoby marnotrawstwo ich talentu i charakteru. Nie wątpiła oczywiście, że gdyby kiedyś przyszło dziecko chować, to obydwie byłby doskonałymi matkami, bo poradzą sobie ze wszystkim i że ich latorośle byłyby chowane bardzo samodzielnie i zupełnie inaczej, niż te wszystkie maminsynki i córeczki tatusia z Londyńskiej arystokracji.
- Ciężki nasz los, co? Zwłaszcza, jak musisz uśmiechać się, jak taka bezmózga idiotka i przytakiwać, bo ktoś jest synem wysoko postawionego pracownika Ministerstwa, z którym matka Cię chcę wyswatać. A Ty masz więcej siły w rękach, niż on. - spojrzała na nią wymownie, wywracając zaraz oczami. Obydwie musiały to znosić, a potem te pytania "Może ten?", jakby wybierały ogiera rozpłodowego. Tragedia. Ayday nie dawała Pandorze zbytnio odetchnąć, dlatego ta nie zostawała dłużej na przyjęciu, niż zakładała ich umowa. Gdyby jednak były na którymś razem, bawiłyby się znacznie lepiej. - Biust wygląda pięknie i talia, ale czy to warte takiego cierpienia?
Zapytała retorycznie z delikatnym wzruszeniem ramion, bo każda kobieta musiała sobie sama odpowiedzieć, czy ma ochotę mieć do czynienia z fiszbinami i ciasną wstążką na plecach, tylko dlatego, żeby mieć sylwetkę z wąską talią i większym biustem, niż był w rzeczywistości. - Nie wiem, czy by nas okiełznali na tym przyjęciu. Matki by nam osiwiały. - uśmiechnęła się z zadowoloną miną, bo ta wizja bardzo się jej podobała, aby kobietom utrzeć nosa. We dwie były znacznie silniejsze, jeszcze bardziej uparte i żaden przygłup by sobie w konwersacji z nimi nie poradził. Przytaknęła na tego biednego Theona raz jeszcze, był naprawdę uroczym mężczyzną. - Oczywiście, że uroczy. Nie Tobie oceniać brata, bo nie jesteś obiektywna. Kiedyś nawet myślałam, czy się z nim nie umówić, bo strasznie mi się podobał, ale uznałam, że czułabyś się z tym niezręcznie. - wyjawiła jej cicho, puszczając kolejne oczko w jej stronę i licząc, że nie będzie zła. Nie miała prawdziwego rodzeństwa, tym bardziej bliźniaka i nie zdawała sobie do końca sprawy z więzi, która mogła łączyć ich ze sobą. Nie narażałaby przyjaźni z Ger dla randki z Theonem, nawet jakby przypominał greckiego boga. - Durna dziewczyna. Żona Theona będzie miała dobrze, zawsze z szacunkiem traktował kobiety i jest całkiem inteligentny. Twoja matka musiała być wściekła. A co on na nią w ogóle? Był nią zainteresowany? Widzisz? Jaki optymizm! Nawet w przyjęciu zaręczynowym znalazłaś coś dobrego skarbie, jestem dumna.
Upiła kolejny łyk piwa, bo zaschło jej trochę w gardle, a potem zwilżyła wargi, pozbywając się z nich reszty piany. Nieco zaskoczyło ją, że za kolację z Erikiem zapłacił Malfoy, chociaż Ger nie sprecyzowała, który. - Ja chyba też nie. Za Ciebie bym zapłaciła, za taką kolacyjną randkę. - uwielbiała się z nią droczyć, pokazywać jej na każdym kroku, jak była dla niej ważna i jak jej potrzebowała w swoim życiu. Zawsze poświęcała Yaxleyównie całą swoją uwagę podczas spotkań, nigdy też nie pozwoliła w swoim towarzystwie, aby ktokolwiek powiedział na jej temat coś złego. Jej palce sięgnęły do złotej literki "P", która zakołysała się jej na szyi na bardzo delikatnym łańcuszku. Chciała coś dodać, ale przyszedł barman, który, jak się okazało, został spławiony w kilka sekund, na co Prewettówna nie mogła powstrzymać głośnego śmiechu, przez który spojrzało w ich stronę kilka osób. Nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Wbiła spojrzenie w przyjaciółkę, przytakując i łapiąc za kieliszek, stuknęły się z sobą i strzeliła do dna, zaciskając oczy. Cierpki alkohol sprawił, że po ciele przebiegł jej dreszcz, nawet odrobinę się skrzywiła. Nie powinny mieszać tego z piwem, ale będzie, co ma być. - Za spotkanie. A on nie był taki zły, mogłaś trochę poflirtować. - zauważyła, przenosząc spojrzenie błyszczących nieco od łez oczu, bo ognista faktycznie paliła w gardło, w stronę chłopaka, który wrócił za bar. Pandora lubiła blondynów o niebieskich oczach, ten niestety taki nie był, zresztą i tak nie zamierzała na nikim dziś zawieszać spojrzenia na dłużej, poza swoją spełniającą kryteria towarzyszką. - Palisz jak smok! Jak możesz tak szybko? - zapytała szczerze zainteresowana, zerkając w niedopałek, który zdaniem Pandory, zniknął w ułamek sekundy. Ona sama nie paliła papierosów, zdarzyło się jej raz czy dwa, gdy była młodsza, ale poza tym, nigdy jej do tego nie ciągnęło. Wydawało się też Pandorze, że tytoń wcale nie działał dobrze w akompaniamencie eliksirów, które zażywała. Od lat zmagała się z problemami ze spaniem, więc w mieszkaniu jej ojca, które jej udostępniał gdy bywała w Londynie i w jej plecaku, zawsze znaleźć było można dużo eliksiru na sen oraz eliksiru pobudzającego, które zażywała regularnie. Piła też sporo kawy, a przez fakt, że nie jadła mięsa, również sporo słodyczy - głównie słodkich bułeczek czy ciastek. - Myślałaś, żeby kiedyś rzucić? W sensie, to nie jest uporczywe, jak no.. Hmm, no wiesz, musisz zapalić? To tak działa? Że teraz i natychmiast? - zapytała jeszcze w temacie papierosów nieco zaciekawiona, bo nie wydawało się jej to działać w ten sam sposób, co uzależnienie od alkoholu, ale chyba głównie przez to, że efekty picia z nadmiarem były bardziej widoczne.