Samuel nie zamierzał kwestionować umiejętności chłopca, właściwie po co miał to robić? Uwierzył w jego szczerość, zresztą miał to do siebie, że darzył zaufaniem większość osób, które spotykał na swej drodze, może było to i nieco głupie, ale taki już był.
- Całkiem rezolutne rozmyślenia. Są tacy, którzy nigdy nie nauczyli się czytać, nie uważam, żeby im to umniejszało. - W końcu byli i tacy, którzy nie mieli możliwości, aby szlifować tę umiejętność - nie zawsze ze swojej winy, jednak również mogli być wartościowymi ludźmi. Sammy nie uważał tego, jako jakiejś niezbędnej zdolności, faktycznie mocno pomagała w życiu, jednak była jeszcze praktyka - która często przynosiła dużo lepsze efekty.
- W sumie racja, to co dla jednych jest pechem dla innych może być pełnią szczęścia. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. - Nie spodziewał się, że rozmowa z chłopcem okaże się być taka interesująca. Może i dobrze, że się nim zainteresował, bo był ciekawy, czego jeszcze może się od niego dowiedzieć. Mógł zobaczyć, jak widzi świat taki młody człowiek, co było naprawdę interesującym doświadczeniem.
Sam nie do końca twierdził, że miał szczęście kiedy wylosował fasolkę. Jej smak nie należał do przyjemnych i zdecydowanie wolałaby nie powtórzyć tego doświadczenia. Przez jakąś minutę z jego ust nie wydobywało się nic więcej niż bańki mydlane. Efekt zaczął się robić jednak coraz mniej widoczny, aż wreszcie zniknął. - Czuję, że do jutra będzie mi się odbijać tymi mydlinami. - Odparł uśmiechając się przy tym do chłopca.