17.06.2023, 12:23 ✶
Jak to: jeszcze nie koniec? Halo, panie Sebastian, dej pan wyjaśnienia już, teraz, natychmiast. Ściągnęła brwi, już miała zadać pytanie i… och. Nie zdążyła.
Gorzej, nawet nie była do końca pewna, co teraz właściwie czuje. W każdym razie, modlitewnik najwyraźniej nie był już potrzebny, toteż stracił zainteresowanie kobiety, natomiast zyskała na nim jej różdżka. Ta sama, którą zaraz podniosła, gotowa do miotnięcia zaklęciem, w zależności od rozwoju sytuacji.
O ile w ogóle uda się miotnąć; niedawne przygody wszak dość dobitnie wskazywały, iż z magią nie jest tak prosto, jak by to się mogło wydawać. Jak być powinno. Coś szalało, coś nie działało, a coś.. działało, mimo że nie powinno?
Nie, żeby na to ostatnie zdążyła zwrócić szczególną uwagę, będąc dość zaaferowaną biegiem wypadków.
Nie nie doceniaj Nell zamarło niewypowiedziane na wargach. Dlaczego poczuła taką dziwną ulgę? Teraz napięcie zelżało, teraz coś drapało w świadomości, sygnalizując swoją obecność, domagając się uwagi. Tej samej, na którą wciąż musiało poczekać.
- … dobra robota – pochwaliła w końcu Macmillana. Operacja się udała, pacjent przeżył, czego chcieć więcej? - I zaraz po tym magia zdurniała – dodała po krótkiej chwili, uzupełniając słowa Cathala. Spoważniała mocniej; o ile nie zaliczała się do grona świętych, tak trudno ją zaliczyć do stronników Voldemorta – Tak że cokolwiek się tam dzieje… – te słowa wypowiedziała już bardzo cicho. Nie dokończyła, ale czy musiała? Cokolwiek się działo – musiało dziać się źle. Bardzo źle, zwłaszcza jeśli dodać do tego szalejącą magię, bo to musiało oznaczać, że coś naruszyli. W końcu samo z siebie tak się nie robiło, prawda?
Gorzej, nawet nie była do końca pewna, co teraz właściwie czuje. W każdym razie, modlitewnik najwyraźniej nie był już potrzebny, toteż stracił zainteresowanie kobiety, natomiast zyskała na nim jej różdżka. Ta sama, którą zaraz podniosła, gotowa do miotnięcia zaklęciem, w zależności od rozwoju sytuacji.
O ile w ogóle uda się miotnąć; niedawne przygody wszak dość dobitnie wskazywały, iż z magią nie jest tak prosto, jak by to się mogło wydawać. Jak być powinno. Coś szalało, coś nie działało, a coś.. działało, mimo że nie powinno?
Nie, żeby na to ostatnie zdążyła zwrócić szczególną uwagę, będąc dość zaaferowaną biegiem wypadków.
Nie nie doceniaj Nell zamarło niewypowiedziane na wargach. Dlaczego poczuła taką dziwną ulgę? Teraz napięcie zelżało, teraz coś drapało w świadomości, sygnalizując swoją obecność, domagając się uwagi. Tej samej, na którą wciąż musiało poczekać.
- … dobra robota – pochwaliła w końcu Macmillana. Operacja się udała, pacjent przeżył, czego chcieć więcej? - I zaraz po tym magia zdurniała – dodała po krótkiej chwili, uzupełniając słowa Cathala. Spoważniała mocniej; o ile nie zaliczała się do grona świętych, tak trudno ją zaliczyć do stronników Voldemorta – Tak że cokolwiek się tam dzieje… – te słowa wypowiedziała już bardzo cicho. Nie dokończyła, ale czy musiała? Cokolwiek się działo – musiało dziać się źle. Bardzo źle, zwłaszcza jeśli dodać do tego szalejącą magię, bo to musiało oznaczać, że coś naruszyli. W końcu samo z siebie tak się nie robiło, prawda?