18.06.2023, 01:23 ✶
Odpuszczanie nie było mocną stroną blondynki, zwłaszcza gdy się na coś uparła. Nawet jeśli zdarzały się rzeczy, których nie mogła mieć i była tego świadoma, nie mogła wyrzucić ich z myśli. Miała wrażenie, że zostaną w niej na zawsze, zamknięte w jakieś ciemnej skrzynce i zepchnięte w odmęty umysłu, wyłaniając się, gdy będzie to najmniej potrzebne. Cynthia jednak nie dopuszczała też do sytuacji, gdzie traciła kontrole - raz chyba zdarzyła się takowa, wypalając się w niej, niczym trwały ślad, tatuaż. I chociaż czasem ciągnęło ją w tamtym kierunku, nie mogła nic z tym zrobić. Pewnych granic nigdy nie należało przekraczać.
Małe kompromisy, poświęcenia- zdawały się kluczowe w budowaniu silnych relacji i gdyby zapytała o zdanie przyjaciółkę, ta powiedziałaby Tori, że z pewnością Sauriel docenił to, co dla niego robiła.
- Nie brzmisz na przekonaną o tym. - przyznała ze spokojem, przyglądając się jej zza stołu z odrobiną niepokoju, ściągając brwi na ułamek sekundy. Niestety, nawet jeśli Flintówna chciałaby być dla Victorii bardziej pomocna, nie umiała. Nie znała się na relacjach z ludźmi, zwłaszcza z mężczyznami - ta jej najbardziej zażyła i zakrawająca o intymność była pokręcona bardziej, niż kiedykolwiek przypuszczała, że się wplączę. A z Cathlem nie umiała nazwać nitki, która ich łączyła. Zafascynowanie? Pokrewne pasje? Fascynacja? Był z pewnością mężczyzną, z którym trudno było się nudzić. Czy Lestrange nudziła się w towarzystwie Rookwooda? Nagle przeszło jej przez myśl, że umiejętność wspólnego spędzania czasu również była ważna, a tu od razu trafili do nawiedzonego domu i była gotowa dla jego dobra lub też dla dobra sprawy - Cyna nie była pewna - na podróż na grzbiecie skrzydlatego konia.
Jeśli chcieliby kiedyś założyć rodzinę, istniały inne metody. Bycie wampirem może i było niespotykane, może niezbyt akceptowane przez społeczeństwo, ale Cyna nie uznałaby tego za powód do rezygnowania z życia, takiego względnie normalnego - w miarę oczywiście możliwości. Obecnie jednak nie zagłębiała się tak daleko w relację przyjaciółki z Saurielem, bo na dzieci w oczach blondynki, to były jeszcze za młode.
Zazdrość była potrzebna, trudna, zdradliwa i potrafiła odpalić w człowieku najgorsze, jak i te najlepsze instynkty, wszystko zależało od momentu, w którym zdecydowała się pojawić w życiu. Podobnie, jak Tori, ona też nie dopuściłaby do siebie myśli, że mogła być o kogoś faktycznie zazdrosna. Najgorzej było przyznać się przed sobą, jeśli miało się w swoim charakterze takie cechy, jakie reprezentowały sobie obydwie czarownice. To tak, jakby ujmowało to ich niezależności oraz wizerunkowi, który poniekąd budowały. Oczywiście czarnowłosa miała ów wizerunek znacznie lepszy, opleciony szczerością i większą dawką emocji.
- Trudno się z nim nie zgodzić. - przyznała z delikatnym wzruszeniem ramion, a przez myśl jej przemknęło jej własne udawanie. Każdy przecież postrzegał ją, jako kogoś innego, niż była w rzeczywistości. Tak, jak sobie to wymyślała. Podobnie, jak ludzie poważnie ie traktowali durniów, tak samo nie podchodzili do słodko-uroczych, cichych kobiet. Gwarantowało to odrobinę niewidzialności. - Nie jest głupi. Rozmowy z nim są zawsze intrygujące, nawet gdy bywa wredny. - dodała jeszcze, chwaląc odrobinę przyszłego męża przyjaciółki. Na kolejne jej słowa westchnęła cicho, bo faktycznie, zdawała sobie sprawę, że oni niewiele mieli do powiedzenia w kwestii małżonków, terminów i pewnie w przyszłości, imion dla dzieci. Dostrzegła cień strachu na twarzy przyjaciółki, co spowodowało, że po jej ciele rozszedł się nieprzyjemny dreszcz. Gdyby mogła, uratowałaby ją z tej opresji. - Pewnie nie.
Przypuszczała, że wpadną i nawet nie zabrzmiała specjalnie wiarygodnie, ale próbowała ją pocieszyć, nawet jeśli wyszło to odrobinę niezdarnie. Miała szybkie zaręczyny, pewnie i szybką uroczystość, chociaż z hukiem i pompą. Przecież obydwie były już w tym wieku, gdzie odrobinę kończył się im termin ważności.
- Dajmy mu szanse. - chociaż ta, że Sauriel zrozumie później jej złość, była znikoma. Z mężczyznami było tak, że najlepiej było czasem powiedzieć im coś wprost, bo domyślanie się nie należało do ich najmocniejszych stron. - Może faktycznie, jak porozmawiacie i powiesz mu wprost, będzie lepiej. Nie będzie takim flirciarzem, kobieciarzem? Przy Tobie mógłby się opamiętać, bo ja z nim zrobię porządek. - nie chciała, aby Tori cierpiała. Zerknęła na ich kieliszki, a potem uniosła się nieco, ruchem dłoni nawołując kelnera i nie odpowiedziała na słowa czarownicy, dopóki ten nie oddalił się z pustymi kieliszkami, aby zrobić im świeże drinki. Czy te same? Nie była pewna.
- Teraz to sama jestem ciekawa tego miejsca. Musieliście być naprawdę w pośpiechu, że odpuściłaś sobie małe śledztwo. - zauważyła, podnosząc na nią spojrzenie błękitnych oczu, wcale się jej nie dziwiąc. Po nocy w takim miejscu to nie czułaby się komfortowo, gdyby miała tam zostać. Nie miała jak powiązać tego z Saurielem, ale gdyby to zrobiła, pewnie uśmiechnęłaby się zadziornie w stronę Tori. Bo czy to nie były oznaki tego, że jej zależało na Rookwoodzie?
Zaśmiała się, kręcąc głową i nieco bezradnie rozłożyła ręce w odpowiedzi na komentarz o braku oczu u czarownicy. Też tego zupełnie nie rozumiała. Bo czy gdy się kogoś nie kochało, nie walczyło się o niego z całych sił lub o jego szczęście, zaczynając od sprawdzenia, czy my możemy mu je dać? - Ciekawe, czy teraz coś z tym zrobi, czy on ją kochał. Myślisz, że uczucie często rodzi się z przyjaźni?
Spojrzała na nią pytająco, poprawiając się na siedzisku. Kelner wrócił do ich stolika z nowymi drinkami oraz miską słonych przekąsek, którą postawił na środku. Cynthia nie czekała długo, przysuwając do siebie kieliszek, aby zrobić łyka. Ten sam, przyjemny smak rozniósł się po ustach, które następnie zwilżyła.
- Może go złapie za rękę, żeby sprawdzić, co zrobi? Miałaś okazję w ogóle go poznać? - odparła z nutą rozbawienia wciąż słyszalną w głosie, stukając paznokciami o szkło, podczas odstawiania napoju. Co z tym Cathalem zrobić, to nie wiedziała, może nawet nie chciała gdybać, skoro ta znajomość rozwijała się w tak przypadkowy i nieprzewidywalny sposób? - Na cmentarz? Czyżby udzieliły się mu moje zainteresowania? Z drugiej strony, to mnóstwo kwiatów oraz zniczy, całkiem romantycznie. - wzruszyła delikatnie ramionami, wspierając tym samym pomysł mężczyzny i dając Tori do zrozumienia, że nawet się postarał. Park wypadłby przecież dużo gorzej. Przez jej buzię przemknęło zaskoczenie, ściągnęła na chwilę brwi, jakby sobie coś uświadomiła - czy ta randka na cmentarzu z Panem Archeologiem, też miała być poniekąd romantyczna? - Mogę Ci opowiedzieć. Co byś chciała wiedzieć? Poznaliśmy się już chyba dwa lata temu jakoś, podczas jednego z bankietów.
Nie umiała mówić o takich rzeczach, nie miała tu doświadczenia i odrobina nieporadności zatańczyła w jej tęczówkach, więc uznała, że miejsce zapoznania będzie dla Victorii istotną informacją. Nie czuła potrzeby robienia z Shafiqa sekretu, dużo trudniej byłoby porozmawiać o Louvainie, ale chyba jego kuzynka nie wiedziała za bardzo o tym, co ich łączyło i co ich dzieliło i co sprawiało, że ich przyjaźń była tak skomplikowana. Cynthia łudziła się, że nie zauważyła tego wszystko "pomiędzy". Mówiła jej praktycznie o wszystkim, chyba tylko trzy rzeczy pozostały sekretem, który nie wiedziała, jak jej zdradzić w obawie o łączącą je więź, o ich relacje. Bo jak ktoś tak dobry i sprawiedliwy mógłby to znieść?
- To prawda. Ich spojrzenie czasem prowokuje w taki sposób, że wychodzę ze swojej strefy komfortu. - przyznała bezradnie, bo nawet jeśli nie traciła całkiem kontroli nad sytuacją, to jednak grała z nimi w te niedorzeczne gry, zaintrygowana i względnie ciekawa. A nie zdarzało się to ze strony Królowej Śniegu często. Złapała za precelka, wsuwając sobie do ust z zamyśleniem na twarzy. - Po inteligentnym mężczyźnie nie wiesz, czego się spodziewać.
Dodała jeszcze, jakby to był najbardziej ekscytujący oraz pociągający element znajomości z takowym. Aparycja była miłym dodatkiem, ale umysł był znacznie ważniejszy. Nie mogłaby zainteresować się kimś po prostu przystojnym, ale zupełnie bez inteligencji i tej nuty tajemniczości. Potęga umysłu była bardzo ważna.
- Pieniądze są częstym motywem zbrodni, ale obawiam się, że my nie jesteśmy w stanie zupełnie biedy zrozumieć. Bo czy kiedykolwiek nam czegoś brakowało? Ludzie szepczą, że każdy z dwudziestki ósemki jest w czepku urodzony, nawet te mniej istotne rody. - zgodziła się z nią, bo faktycznie, chciwość oraz egoizm przysłaniały rozsądek. Były pod tym względem podobne, gdyby mogła, to też pracowałaby już zawsze, rozwiązując kolejne zagadki, zagłębiając się w nowe metody wykonywania sekcji, tworząc nowe eliksiry lub zaklęcia uzdrawiające. Tak, wciąż miała w nich trochę hobby, nawet jeśli zrezygnowała z pracy w Mungu - chociaż zawsze mogła tam wrócić. - Sauriel jest w Twoim typie? Nigdy nie pytałam.
Małe kompromisy, poświęcenia- zdawały się kluczowe w budowaniu silnych relacji i gdyby zapytała o zdanie przyjaciółkę, ta powiedziałaby Tori, że z pewnością Sauriel docenił to, co dla niego robiła.
- Nie brzmisz na przekonaną o tym. - przyznała ze spokojem, przyglądając się jej zza stołu z odrobiną niepokoju, ściągając brwi na ułamek sekundy. Niestety, nawet jeśli Flintówna chciałaby być dla Victorii bardziej pomocna, nie umiała. Nie znała się na relacjach z ludźmi, zwłaszcza z mężczyznami - ta jej najbardziej zażyła i zakrawająca o intymność była pokręcona bardziej, niż kiedykolwiek przypuszczała, że się wplączę. A z Cathlem nie umiała nazwać nitki, która ich łączyła. Zafascynowanie? Pokrewne pasje? Fascynacja? Był z pewnością mężczyzną, z którym trudno było się nudzić. Czy Lestrange nudziła się w towarzystwie Rookwooda? Nagle przeszło jej przez myśl, że umiejętność wspólnego spędzania czasu również była ważna, a tu od razu trafili do nawiedzonego domu i była gotowa dla jego dobra lub też dla dobra sprawy - Cyna nie była pewna - na podróż na grzbiecie skrzydlatego konia.
Jeśli chcieliby kiedyś założyć rodzinę, istniały inne metody. Bycie wampirem może i było niespotykane, może niezbyt akceptowane przez społeczeństwo, ale Cyna nie uznałaby tego za powód do rezygnowania z życia, takiego względnie normalnego - w miarę oczywiście możliwości. Obecnie jednak nie zagłębiała się tak daleko w relację przyjaciółki z Saurielem, bo na dzieci w oczach blondynki, to były jeszcze za młode.
Zazdrość była potrzebna, trudna, zdradliwa i potrafiła odpalić w człowieku najgorsze, jak i te najlepsze instynkty, wszystko zależało od momentu, w którym zdecydowała się pojawić w życiu. Podobnie, jak Tori, ona też nie dopuściłaby do siebie myśli, że mogła być o kogoś faktycznie zazdrosna. Najgorzej było przyznać się przed sobą, jeśli miało się w swoim charakterze takie cechy, jakie reprezentowały sobie obydwie czarownice. To tak, jakby ujmowało to ich niezależności oraz wizerunkowi, który poniekąd budowały. Oczywiście czarnowłosa miała ów wizerunek znacznie lepszy, opleciony szczerością i większą dawką emocji.
- Trudno się z nim nie zgodzić. - przyznała z delikatnym wzruszeniem ramion, a przez myśl jej przemknęło jej własne udawanie. Każdy przecież postrzegał ją, jako kogoś innego, niż była w rzeczywistości. Tak, jak sobie to wymyślała. Podobnie, jak ludzie poważnie ie traktowali durniów, tak samo nie podchodzili do słodko-uroczych, cichych kobiet. Gwarantowało to odrobinę niewidzialności. - Nie jest głupi. Rozmowy z nim są zawsze intrygujące, nawet gdy bywa wredny. - dodała jeszcze, chwaląc odrobinę przyszłego męża przyjaciółki. Na kolejne jej słowa westchnęła cicho, bo faktycznie, zdawała sobie sprawę, że oni niewiele mieli do powiedzenia w kwestii małżonków, terminów i pewnie w przyszłości, imion dla dzieci. Dostrzegła cień strachu na twarzy przyjaciółki, co spowodowało, że po jej ciele rozszedł się nieprzyjemny dreszcz. Gdyby mogła, uratowałaby ją z tej opresji. - Pewnie nie.
Przypuszczała, że wpadną i nawet nie zabrzmiała specjalnie wiarygodnie, ale próbowała ją pocieszyć, nawet jeśli wyszło to odrobinę niezdarnie. Miała szybkie zaręczyny, pewnie i szybką uroczystość, chociaż z hukiem i pompą. Przecież obydwie były już w tym wieku, gdzie odrobinę kończył się im termin ważności.
- Dajmy mu szanse. - chociaż ta, że Sauriel zrozumie później jej złość, była znikoma. Z mężczyznami było tak, że najlepiej było czasem powiedzieć im coś wprost, bo domyślanie się nie należało do ich najmocniejszych stron. - Może faktycznie, jak porozmawiacie i powiesz mu wprost, będzie lepiej. Nie będzie takim flirciarzem, kobieciarzem? Przy Tobie mógłby się opamiętać, bo ja z nim zrobię porządek. - nie chciała, aby Tori cierpiała. Zerknęła na ich kieliszki, a potem uniosła się nieco, ruchem dłoni nawołując kelnera i nie odpowiedziała na słowa czarownicy, dopóki ten nie oddalił się z pustymi kieliszkami, aby zrobić im świeże drinki. Czy te same? Nie była pewna.
- Teraz to sama jestem ciekawa tego miejsca. Musieliście być naprawdę w pośpiechu, że odpuściłaś sobie małe śledztwo. - zauważyła, podnosząc na nią spojrzenie błękitnych oczu, wcale się jej nie dziwiąc. Po nocy w takim miejscu to nie czułaby się komfortowo, gdyby miała tam zostać. Nie miała jak powiązać tego z Saurielem, ale gdyby to zrobiła, pewnie uśmiechnęłaby się zadziornie w stronę Tori. Bo czy to nie były oznaki tego, że jej zależało na Rookwoodzie?
Zaśmiała się, kręcąc głową i nieco bezradnie rozłożyła ręce w odpowiedzi na komentarz o braku oczu u czarownicy. Też tego zupełnie nie rozumiała. Bo czy gdy się kogoś nie kochało, nie walczyło się o niego z całych sił lub o jego szczęście, zaczynając od sprawdzenia, czy my możemy mu je dać? - Ciekawe, czy teraz coś z tym zrobi, czy on ją kochał. Myślisz, że uczucie często rodzi się z przyjaźni?
Spojrzała na nią pytająco, poprawiając się na siedzisku. Kelner wrócił do ich stolika z nowymi drinkami oraz miską słonych przekąsek, którą postawił na środku. Cynthia nie czekała długo, przysuwając do siebie kieliszek, aby zrobić łyka. Ten sam, przyjemny smak rozniósł się po ustach, które następnie zwilżyła.
- Może go złapie za rękę, żeby sprawdzić, co zrobi? Miałaś okazję w ogóle go poznać? - odparła z nutą rozbawienia wciąż słyszalną w głosie, stukając paznokciami o szkło, podczas odstawiania napoju. Co z tym Cathalem zrobić, to nie wiedziała, może nawet nie chciała gdybać, skoro ta znajomość rozwijała się w tak przypadkowy i nieprzewidywalny sposób? - Na cmentarz? Czyżby udzieliły się mu moje zainteresowania? Z drugiej strony, to mnóstwo kwiatów oraz zniczy, całkiem romantycznie. - wzruszyła delikatnie ramionami, wspierając tym samym pomysł mężczyzny i dając Tori do zrozumienia, że nawet się postarał. Park wypadłby przecież dużo gorzej. Przez jej buzię przemknęło zaskoczenie, ściągnęła na chwilę brwi, jakby sobie coś uświadomiła - czy ta randka na cmentarzu z Panem Archeologiem, też miała być poniekąd romantyczna? - Mogę Ci opowiedzieć. Co byś chciała wiedzieć? Poznaliśmy się już chyba dwa lata temu jakoś, podczas jednego z bankietów.
Nie umiała mówić o takich rzeczach, nie miała tu doświadczenia i odrobina nieporadności zatańczyła w jej tęczówkach, więc uznała, że miejsce zapoznania będzie dla Victorii istotną informacją. Nie czuła potrzeby robienia z Shafiqa sekretu, dużo trudniej byłoby porozmawiać o Louvainie, ale chyba jego kuzynka nie wiedziała za bardzo o tym, co ich łączyło i co ich dzieliło i co sprawiało, że ich przyjaźń była tak skomplikowana. Cynthia łudziła się, że nie zauważyła tego wszystko "pomiędzy". Mówiła jej praktycznie o wszystkim, chyba tylko trzy rzeczy pozostały sekretem, który nie wiedziała, jak jej zdradzić w obawie o łączącą je więź, o ich relacje. Bo jak ktoś tak dobry i sprawiedliwy mógłby to znieść?
- To prawda. Ich spojrzenie czasem prowokuje w taki sposób, że wychodzę ze swojej strefy komfortu. - przyznała bezradnie, bo nawet jeśli nie traciła całkiem kontroli nad sytuacją, to jednak grała z nimi w te niedorzeczne gry, zaintrygowana i względnie ciekawa. A nie zdarzało się to ze strony Królowej Śniegu często. Złapała za precelka, wsuwając sobie do ust z zamyśleniem na twarzy. - Po inteligentnym mężczyźnie nie wiesz, czego się spodziewać.
Dodała jeszcze, jakby to był najbardziej ekscytujący oraz pociągający element znajomości z takowym. Aparycja była miłym dodatkiem, ale umysł był znacznie ważniejszy. Nie mogłaby zainteresować się kimś po prostu przystojnym, ale zupełnie bez inteligencji i tej nuty tajemniczości. Potęga umysłu była bardzo ważna.
- Pieniądze są częstym motywem zbrodni, ale obawiam się, że my nie jesteśmy w stanie zupełnie biedy zrozumieć. Bo czy kiedykolwiek nam czegoś brakowało? Ludzie szepczą, że każdy z dwudziestki ósemki jest w czepku urodzony, nawet te mniej istotne rody. - zgodziła się z nią, bo faktycznie, chciwość oraz egoizm przysłaniały rozsądek. Były pod tym względem podobne, gdyby mogła, to też pracowałaby już zawsze, rozwiązując kolejne zagadki, zagłębiając się w nowe metody wykonywania sekcji, tworząc nowe eliksiry lub zaklęcia uzdrawiające. Tak, wciąż miała w nich trochę hobby, nawet jeśli zrezygnowała z pracy w Mungu - chociaż zawsze mogła tam wrócić. - Sauriel jest w Twoim typie? Nigdy nie pytałam.