18.06.2023, 19:18 ✶
Nie spodziewała się deszczu, a powinna. To miasto tonęło większą część roku w ospałych, zimnych kroplach, które wszystkich wprawiły w nostalgiczny nastrój. Było wtedy jednak na ulicach dużo parasolek, ładnych i kolorowych, które zawsze wywoływały uśmiech. Hjalmar nie bronił się na szczęście przed swoim oprawcą, który obecnie nie miał w sobie zbyt dużo przebiegłości, faktycznie dzieląc się wszystkim ze starszym kierowcą, robiąc mu widocznie wieczór — zarówno przez cel i rodzaj kursu, jak i zapłatę, skoro klient chciał najładniejszą i najdłuższą trasę. - Porwaniu. - przytaknęła mu gdzieś pomiędzy konwersacją z ich szoferem, całkiem poważnie i chyba chciała, żeby było trochę groźnie. Zupełnie nie pomyślała o tym, że on też mógłby być winny zamachu na wolność Islandczyka. Im więcej piła, tym mniejsze znaczenie miało to, co będzie jutro. Liczyło się tylko teraz. Dlatego też z uśmiechem oparła się o siedzisko, a gdy kierowca odciął się od nich czarną szybą, mogła skupić swoją uwagę na Niedźwiadku. - Nie nudzisz się, bo co masz? - dopytała, widocznie zainteresowana nowym hobby lub towarzystwem, które zdążył sobie znaleźć w Anglii. Martwiła się o niego, chciała dla niego, jak najlepiej. Gdy wspomniał, że mogła mieć rację, uśmiechnęła się triumfalnie, kiwając głową i sprawiając, że pasma włosów prześlizgnęły się jej po skórze. - Oczywiście, że mam. Zaufaj mi. Eliza nie jest może materiałem na coś więcej, ale mielibyście o czym porozmawiać. - wyjaśniła mu dość pewnie, chociaż zdawała sobie sprawę, że prośba o to, aby jej zaufał, była czymś dużym. To był przecież jeden z najcenniejszych podarunków, które można było komuś podarować. No, Pandora ufała zbyt szybko, bywała naiwna i łatwo było ją wykorzystać, ale niezależnie, ile razy przez to oberwała, nie umiała tego zmienić. Jemu jednak ufała bardziej niż innym. W końcu znał jej sekret i ją uratował, a także dał jej jeździć na swoich plecach.
- Nie chciałeś zagrać? Możemy w coś zagrać tutaj, jeszcze jest kawałek po ten makaron, a potem kilka minut nad rzekę. - stwierdziła z delikatnym wzruszeniem ramion, nie chcąc dopuścić do żadnego niezadowolenia, które mogłoby popsuć mu wieczór. I tak był już zmęczony, musiała więc zadbać o to, aby dobrze się bawił. - Wcale nie. Porwałam, bo chciałam porwać. - zaprzeczyła, krzyżując buntowniczo ramiona pod biustem, chociaż robiła to głównie dla zasady, bo wiedziała — teoretycznie - że gdyby się upał i nie chciał, to musiałaby go chyba unieszkodliwić eliksirami lub zaklęciem, aby się udało. Jego uśmiech sprawił, że prychnęła cicho i sama uniosła kąciki ust ku górze w rozbawieniu, ale nie znaczyło to wcale, że miał rację. - Nie wiem jeszcze, wymyślę coś ciekawego. Pieniądze byłyby zbyt łatwe, zbyt oczywiste.. - dodała poważnie, znów próbując brzmieć, jak powinien w jej mniemaniu groźny porywacz. Ruchem głowy odgarnęła kitkę na plecy i zerknęła w dół, na swoją złotą literkę, uśmiechając się pod nosem. Nie zamknęłaby go oczywiście w żadnej klatce.
Była chaotyczna, wylewna, jakby coś ciągle sprawiało, że po prostu nie mogła usiedzieć w miejscu. Z pewnością wpływ miała na to wódka i emocje, ale również wciąż krążąca w organizmie, duża dawka jej eliksirów pobudzających. Zacisnęła palce na jego dłoni, posyłając mu przepraszający uśmiech. - Czasem jestem okropnie niezdarna, nie? Za dużo chce robić, za szybko myślę i nie koordynuje ruchów. - wyznała z rezygnacją, sugerując mu tym samym, że pracowała nad poprawą i naprawdę, starała się ćwiczyć, aby poprawić kondycję fizyczną i refleks. Bo nawet jeśli była zwinna i całkiem szybka, to bez refleksu i siły, niewiele to dawało. Oczywiście, że było w porządku, dużo lepiej niż w pubie, ale nie powiedziała mu tego na głos, odwzajemniając jedynie posłany przez niego uśmiech, a potem powędrowała wzrokiem za okno.
- Teoretycznie. Wydaje mi się, że mieszka tu tak wiesz, bo powinna, ale nie wydaje mi się, żeby spędzała w tak wielkim domu całe dnie. Dlaczego ten deszcz pada, kiedy nie powinien? Kupię nam parasolki, ale przez mokre szyby, nie zobaczysz wszystkie. - mruknęła z rozczarowaniem godnym nastolatki, której rodzice odmówili kupna czegoś ładnego. Ściągnęła brwi z odrobiną pogardy, zerkając w zachmurzone niebo, które wyjątkowo nie było po jej stronie. - Nie lubisz autobusów? Mogę wymyślić Ci inne atrakcje. Mają tu zoo. I mają piękne parki, ogrody, mnóstwo kawiarni, punktów widokowych, starą twierdzę. - wymieniła, wolną dłonią odliczając na palcach — tą, którą się o niego nie opierała. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, zaraz łagodniejąc na swojej własnej i uśmiechnęła się niesfornie, wracając grzecznie na kanapę i dając spokój oknu.
- Mówią tak na ryby, krewetki, małże i te inne morskie potwory. Azjaci dużo ich jedzą. - wyjaśniła mu pogodnie, uznając chyba tysięczny raz, że był nieprzyzwoicie uroczy. Jej myśli zmieniały się tak szybko, jakby w głowie miała kolorowy kalejdoskop. - Te bez mięsa makarony też mają dobre! Z tofu lub samymi warzywami, ściągają je od siebie z Chin, Shun mi opowiadał. Aż tak źle było w tym pubie? Kurczę, przepraszam. Mogłeś mówić wcześniej, poszlibyśmy sobie godzinę temu. - stukała palcami o swoje nogi, widocznie niezadowolona z faktu, że się męczył, jeśli mu się nie podobało. Zupełnie nie przyszło jej do głowy, że Tamiza mogła przypaść mu do gustu przez to, że mógłby ją utopić. Zamiast tego, Prewettówna układała lub też próbowała ułożyć w głowie jakiś plan, który początek wieczoru mógłby mu wynagrodzić. Upiła z tej okazji kolejny łyk wódki, gdy samochód łagodnie skręcił Wjechali w aleje otoczoną drzewami i ładnymi, jasnymi kamienicami. Wszystkie do siebie pasowały i były holendernie drogie, jak na centrum Londynu przystało. - Akane? Zaprosiła Cię pierwsza? - uniosła brew, zerkając na niego z zaskoczeniem, bo nie mogła sobie tego przypomnieć. Zaśmiała się pod nosem jednak, a na ustach został jej delikatny uśmiech na myśl o swojej przyjaciółce. Znała ją naprawdę dobrze, zawsze umiała wykorzystać odpowiednią kartę i odczytać zachowanie Pandory, nawet jeśli ta starała się niczego nie pokazywać. - Bo ja zwykle dużo wiem. To też powinnam wiedzieć, ale noc się dopiero zaczyna, nic straconego. No, chyba że będziesz śpiący. A jak będziesz, to tym razem mi powiedz, to pojedziemy do mnie. - pogroziła mu palcem, używając tego swojego tonu, który źle znosił jakikolwiek sprzeciw, ale niespecjalnie jej to wyszło, bo zaraz roześmiała się jedynie, cofając dłoń. - Są naprawdę dobre! I sernik i tarta i ciasto Królowej Wiktorii. - wymieniła mu kilka słodkości, chcąc go widocznie zachęcić. Zawsze będzie mogła wstać rano i iść mu coś kupić do śniadania, nie miała piekarni daleko, nawet jeśli nie była to jej ulubiona. Na szczęście długo nie grymasił.
Oparła wygodnie głowę, wypuszczając cicho powietrze. Miał wygodne ramię, jak zawsze, co sprawiło, że uśmiechnęła się pod nosem kolejny raz, ale nie było jej dane długo spoglądać w przestrzeń, gdyż poczuła na sobie błękitne spojrzenie. Odwzajemniła je mimowolnie, zastanawiając się, czy może miał coś przeciwko temu, że robiła sobie z niego poduszkę tak nagminnie? Uniosła dłoń, przesuwając palcami po brązowych włosach, rozczesując je powoli. Nie mogła oczywiście długo siedzieć cicho. - Czy Ty znów chcesz mnie zabić? Za ten pub? Tamiza jest śmierdząca i brudna, jak masz mnie już utopić, zrób to, chociaż w ładnym miejscu. - wzruszyła ramionami, widocznie pogodzona ze swoim losem i rychłym końcem w odmętach wody, byle nie tej brudnej. Przyjemnie było na bulwarach posiedzieć, jednak jakiekolwiek zetknięcie się wody Tamizy ze skórą, nie mogło skończyć się dobrze. Szkoda, że nie było pod Londynem gorących źródeł, byłby w sam raz na styczeń. Szturchnęła go delikatnie łokciem w bok dla zasady, kręcąc głową z rozbawieniem. Kontynuowała temat Elizy, bo nie dawało jej to spokoju i nieco zaskoczył ją fakt, że zapytał, patrząc jej bezpośrednio w oczy. Jej głowa przytaknęła delikatnie, bo w jakiś sposób nie mogła przez chwilę nic powiedzieć. Zamiast tego poprawiła się delikatnie na kanapie taksówki, wygodniej układając głowę na jego ramieniu, wcale nie odwracając wzroku. Niedźwiadek był sprytnym i przebiegłym stworzeniem, musiał zauważyć, jak łatwo było z niej wszystko wyciągnąć, jak była już troszkę lub nawet troszkę bardzo zrobiona. Wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, jakby nie mogła zdecydować się, jak odpowiedzieć lub od których słów powinna zacząć. -Opowiadałam jej o Tobie, bo uznałam, że w jakiś sposób, nie wiem.. To miła dziewczyna? Nie umie odnaleźć się w Londynie, woli wieś i lasy. - wyjaśniła nieco nieporadnie, ale zupełnie szczerze. Jej palce znów uderzyły w jej uda, na kilka sekund odwróciła wzrok, patrząc gdzieś w przestrzeń, przytakując z delikatnym opóźnieniem na to, że jej ulżyło. Wzięła głębszy oddech, wracając do błękitnych oczu blondyna z tym swoim uśmiechem, bo uświadomiła sobie, że nie miała przecież niczego złego do powiedzenia. - Bo skoro się jej spodobałeś, to pewnie zrobiła sobie nadzieję. Wyrzuty.. No tak. Byłoby źle, gdybyś mnie traktował jak siostrę, bo już Cię przecież pocałowałam i potem już nie mogłabym tego zrobić. Bo jak to, całować brata? - zapytała z delikatnym wzruszeniem ramion, uznając to za niedorzeczną i durną możliwość, zaraz jednak machnęła dłonią, odwracając wzrok za okno. - Nie przejmuj się mną. O, patrz. Będziemy przejeżdżać zaraz obok twierdzy, a potem główną ulicą i kawałek w prawo i będziemy po ten makaron. - wyjaśniła mu, mrużąc oczy, aby dostrzec coś przez spływający po szybie deszcz.
- Nie chciałeś zagrać? Możemy w coś zagrać tutaj, jeszcze jest kawałek po ten makaron, a potem kilka minut nad rzekę. - stwierdziła z delikatnym wzruszeniem ramion, nie chcąc dopuścić do żadnego niezadowolenia, które mogłoby popsuć mu wieczór. I tak był już zmęczony, musiała więc zadbać o to, aby dobrze się bawił. - Wcale nie. Porwałam, bo chciałam porwać. - zaprzeczyła, krzyżując buntowniczo ramiona pod biustem, chociaż robiła to głównie dla zasady, bo wiedziała — teoretycznie - że gdyby się upał i nie chciał, to musiałaby go chyba unieszkodliwić eliksirami lub zaklęciem, aby się udało. Jego uśmiech sprawił, że prychnęła cicho i sama uniosła kąciki ust ku górze w rozbawieniu, ale nie znaczyło to wcale, że miał rację. - Nie wiem jeszcze, wymyślę coś ciekawego. Pieniądze byłyby zbyt łatwe, zbyt oczywiste.. - dodała poważnie, znów próbując brzmieć, jak powinien w jej mniemaniu groźny porywacz. Ruchem głowy odgarnęła kitkę na plecy i zerknęła w dół, na swoją złotą literkę, uśmiechając się pod nosem. Nie zamknęłaby go oczywiście w żadnej klatce.
Była chaotyczna, wylewna, jakby coś ciągle sprawiało, że po prostu nie mogła usiedzieć w miejscu. Z pewnością wpływ miała na to wódka i emocje, ale również wciąż krążąca w organizmie, duża dawka jej eliksirów pobudzających. Zacisnęła palce na jego dłoni, posyłając mu przepraszający uśmiech. - Czasem jestem okropnie niezdarna, nie? Za dużo chce robić, za szybko myślę i nie koordynuje ruchów. - wyznała z rezygnacją, sugerując mu tym samym, że pracowała nad poprawą i naprawdę, starała się ćwiczyć, aby poprawić kondycję fizyczną i refleks. Bo nawet jeśli była zwinna i całkiem szybka, to bez refleksu i siły, niewiele to dawało. Oczywiście, że było w porządku, dużo lepiej niż w pubie, ale nie powiedziała mu tego na głos, odwzajemniając jedynie posłany przez niego uśmiech, a potem powędrowała wzrokiem za okno.
- Teoretycznie. Wydaje mi się, że mieszka tu tak wiesz, bo powinna, ale nie wydaje mi się, żeby spędzała w tak wielkim domu całe dnie. Dlaczego ten deszcz pada, kiedy nie powinien? Kupię nam parasolki, ale przez mokre szyby, nie zobaczysz wszystkie. - mruknęła z rozczarowaniem godnym nastolatki, której rodzice odmówili kupna czegoś ładnego. Ściągnęła brwi z odrobiną pogardy, zerkając w zachmurzone niebo, które wyjątkowo nie było po jej stronie. - Nie lubisz autobusów? Mogę wymyślić Ci inne atrakcje. Mają tu zoo. I mają piękne parki, ogrody, mnóstwo kawiarni, punktów widokowych, starą twierdzę. - wymieniła, wolną dłonią odliczając na palcach — tą, którą się o niego nie opierała. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, zaraz łagodniejąc na swojej własnej i uśmiechnęła się niesfornie, wracając grzecznie na kanapę i dając spokój oknu.
- Mówią tak na ryby, krewetki, małże i te inne morskie potwory. Azjaci dużo ich jedzą. - wyjaśniła mu pogodnie, uznając chyba tysięczny raz, że był nieprzyzwoicie uroczy. Jej myśli zmieniały się tak szybko, jakby w głowie miała kolorowy kalejdoskop. - Te bez mięsa makarony też mają dobre! Z tofu lub samymi warzywami, ściągają je od siebie z Chin, Shun mi opowiadał. Aż tak źle było w tym pubie? Kurczę, przepraszam. Mogłeś mówić wcześniej, poszlibyśmy sobie godzinę temu. - stukała palcami o swoje nogi, widocznie niezadowolona z faktu, że się męczył, jeśli mu się nie podobało. Zupełnie nie przyszło jej do głowy, że Tamiza mogła przypaść mu do gustu przez to, że mógłby ją utopić. Zamiast tego, Prewettówna układała lub też próbowała ułożyć w głowie jakiś plan, który początek wieczoru mógłby mu wynagrodzić. Upiła z tej okazji kolejny łyk wódki, gdy samochód łagodnie skręcił Wjechali w aleje otoczoną drzewami i ładnymi, jasnymi kamienicami. Wszystkie do siebie pasowały i były holendernie drogie, jak na centrum Londynu przystało. - Akane? Zaprosiła Cię pierwsza? - uniosła brew, zerkając na niego z zaskoczeniem, bo nie mogła sobie tego przypomnieć. Zaśmiała się pod nosem jednak, a na ustach został jej delikatny uśmiech na myśl o swojej przyjaciółce. Znała ją naprawdę dobrze, zawsze umiała wykorzystać odpowiednią kartę i odczytać zachowanie Pandory, nawet jeśli ta starała się niczego nie pokazywać. - Bo ja zwykle dużo wiem. To też powinnam wiedzieć, ale noc się dopiero zaczyna, nic straconego. No, chyba że będziesz śpiący. A jak będziesz, to tym razem mi powiedz, to pojedziemy do mnie. - pogroziła mu palcem, używając tego swojego tonu, który źle znosił jakikolwiek sprzeciw, ale niespecjalnie jej to wyszło, bo zaraz roześmiała się jedynie, cofając dłoń. - Są naprawdę dobre! I sernik i tarta i ciasto Królowej Wiktorii. - wymieniła mu kilka słodkości, chcąc go widocznie zachęcić. Zawsze będzie mogła wstać rano i iść mu coś kupić do śniadania, nie miała piekarni daleko, nawet jeśli nie była to jej ulubiona. Na szczęście długo nie grymasił.
Oparła wygodnie głowę, wypuszczając cicho powietrze. Miał wygodne ramię, jak zawsze, co sprawiło, że uśmiechnęła się pod nosem kolejny raz, ale nie było jej dane długo spoglądać w przestrzeń, gdyż poczuła na sobie błękitne spojrzenie. Odwzajemniła je mimowolnie, zastanawiając się, czy może miał coś przeciwko temu, że robiła sobie z niego poduszkę tak nagminnie? Uniosła dłoń, przesuwając palcami po brązowych włosach, rozczesując je powoli. Nie mogła oczywiście długo siedzieć cicho. - Czy Ty znów chcesz mnie zabić? Za ten pub? Tamiza jest śmierdząca i brudna, jak masz mnie już utopić, zrób to, chociaż w ładnym miejscu. - wzruszyła ramionami, widocznie pogodzona ze swoim losem i rychłym końcem w odmętach wody, byle nie tej brudnej. Przyjemnie było na bulwarach posiedzieć, jednak jakiekolwiek zetknięcie się wody Tamizy ze skórą, nie mogło skończyć się dobrze. Szkoda, że nie było pod Londynem gorących źródeł, byłby w sam raz na styczeń. Szturchnęła go delikatnie łokciem w bok dla zasady, kręcąc głową z rozbawieniem. Kontynuowała temat Elizy, bo nie dawało jej to spokoju i nieco zaskoczył ją fakt, że zapytał, patrząc jej bezpośrednio w oczy. Jej głowa przytaknęła delikatnie, bo w jakiś sposób nie mogła przez chwilę nic powiedzieć. Zamiast tego poprawiła się delikatnie na kanapie taksówki, wygodniej układając głowę na jego ramieniu, wcale nie odwracając wzroku. Niedźwiadek był sprytnym i przebiegłym stworzeniem, musiał zauważyć, jak łatwo było z niej wszystko wyciągnąć, jak była już troszkę lub nawet troszkę bardzo zrobiona. Wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, jakby nie mogła zdecydować się, jak odpowiedzieć lub od których słów powinna zacząć. -Opowiadałam jej o Tobie, bo uznałam, że w jakiś sposób, nie wiem.. To miła dziewczyna? Nie umie odnaleźć się w Londynie, woli wieś i lasy. - wyjaśniła nieco nieporadnie, ale zupełnie szczerze. Jej palce znów uderzyły w jej uda, na kilka sekund odwróciła wzrok, patrząc gdzieś w przestrzeń, przytakując z delikatnym opóźnieniem na to, że jej ulżyło. Wzięła głębszy oddech, wracając do błękitnych oczu blondyna z tym swoim uśmiechem, bo uświadomiła sobie, że nie miała przecież niczego złego do powiedzenia. - Bo skoro się jej spodobałeś, to pewnie zrobiła sobie nadzieję. Wyrzuty.. No tak. Byłoby źle, gdybyś mnie traktował jak siostrę, bo już Cię przecież pocałowałam i potem już nie mogłabym tego zrobić. Bo jak to, całować brata? - zapytała z delikatnym wzruszeniem ramion, uznając to za niedorzeczną i durną możliwość, zaraz jednak machnęła dłonią, odwracając wzrok za okno. - Nie przejmuj się mną. O, patrz. Będziemy przejeżdżać zaraz obok twierdzy, a potem główną ulicą i kawałek w prawo i będziemy po ten makaron. - wyjaśniła mu, mrużąc oczy, aby dostrzec coś przez spływający po szybie deszcz.