Przez pokłady empatii jakie w sobie posiadała, zawsze silnie współczuła tym, którzy potrzebowali pomocy, niezależnie od powodu, z jakiego trafili na oddział - czy to z powodu klątwy, jaka na nich spadła, lub urazu pozaklęciowego na skutek bójki, która zaszła zbyt daleko. Ale teraz, gdy patrzyła na poranioną Moss, liczne i głębokie poparzenia jakich doznała w imię... no właśnie, czego? Kto jej to zrobił? Dlaczego? Kto stanął na jej drodze i dlaczego z zimną krwią i bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia starał się ją zamordować? Śmierciożercy głosili bujdy na temat czystości krwi i tego, jak wielką przysługę wyświadczą całemu światu magicznemu, gdy pozbędą się mugolaków, a mugole ugną się i będą żyć w strachu. Ale... ale przecież Moss była czarownicą. Czy tak właśnie miała wyglądać czarodziejska utopia, do której chcieli doprowadzić? Czy czystość krwi była tylko pretekstem, który usprawiedliwiłby ich zwierzęce, bestialskie zapędy?
- Żyje. I Ty też żyjesz. I będziesz żyć, jeszcze długo... - odezwała się, wolną dłonią ujmując jej dłoń. Chciała powiedzieć coś jeszcze, coś co pokrzepi kobietę, jednak jej uwagę skupiła stopniowo narastająca wichura. Powinni uciekać? Nawet jeżeli, nie zamierzała tego robić bez Erika i Moss. Śmierciożercę w ostatecznym rozrachunku pewnie również zabraliby ze sobą, gdyż takimi właśnie byli ludźmi.
Śmierciożerca nie przestawał nawijać. Coś o więzieniu, ministerstwie. Poczuła irytację, a to w jej wypadku, nie zdarzało się często.
- Gdzie są twoi koledzy? Myślisz, że któryś zauważy, że cię nie ma? Zapłacze nad tobą, że zostałeś złapany, spróbuje ci pomóc? Czy może jesteś tylko pionkiem, którego stratę wliczyli w koszty? - wyrzuciła z siebie, nim zdołała się powstrzymać. Idiota.
Machnęła różdżką z zamiarem wyczarowania lin, które otaczając mężczyznę przygwoździłby go do ziemi, chcąc tym samym uniemożliwić ewentualną próbę ucieczki.
Na pytanie kuzyna uniosła głowę i naprawdę, z całego serca, chciała odpowiedzieć, że tak, na pewno tak będzie. Jedyne, z czym będzie musiała się zmierzyć, to możliwe zakażenie całego organizmu, silne obrażenia wewnętrzne, a później długotrwała rehabilitacja. Zacisnęła wargi i bardzo ostrożnie kiwnęła głową. Ustabilizowała jej stan, to był dobry początek. Zamierzała zająć się obrażeniami, gdy wichura stopniowo wzmagała się, a nieopodal nich z głośnym hukiem uderzył piorun. Odruchowo skuliła się, jednocześnie osłaniając Moss własnym ciałem.
- Erik, co się dzieje?! - wyrzuciła z siebie, a w jej głosie, po raz pierwszy od samego początku zdało się słyszeć oznaki paniki. Wolną dłonią odruchowo sięgnęła w stronę kuzyna, łapiąc go za rękę. A co z Mavelle, Patrickiem, Viki i Atreusem? Czy powinna zostawić Moss i Erika, żeby się w ich stronę i próbować ratować ich przed wichurą, czy liczyć na łut szczęścia, że żywioł ich nie dosięgnie?
beauty and terror
just keep going
no feeling is final