Kiedy Gio zaczął mówić, odruchowo wycofała się i zamilkła. Głównie dlatego, że na temat miejsca w które miała zostać zabrana kobieta, sama wiedziała bardzo niewiele. Ufała jednak Urquartowi i wierzyła w jego dobre intencje (w końcu gdyby tak nie było, nie prosiłaby go o pomoc, prawda?), dlatego uznała, że najrozsądniejszym będzie, gdy sam spróbuje przekonać Annę, że ryzykowanie życiem własnym i dziecka w imię odwagi to, nie oszukujmy się, głupota. Poza tym, Gio był znacznie bardziej charyzmatyczny od niej.
Kobieta również nie przerywała Urquartowi i choć widać było, że jest zestresowana i przejęta sytuacją w jakiej się znalazła, zdawała się słuchać go bardzo uważnie. Zamknęła oczy i wstrzymała oddech.
- Nie posiadam wyjątkowego talentu, ani nie jestem niezwykła. Nikomu nie zawadzam, żyjemy wraz z Theo w zgodzie ze wszystkimi, po prostu robię to, co do mnie należy jako uzdrowicielka i czarownica... - zaczęła. - Więc dlaczego mam uciekać? Bo komuś nie odpowiada, że urodziłam się w niewłaściwej rodzinie? Sam pracownik z Hogwartu przyjechał do mnie i zaprosił do szkoły. Różdżka mnie wybrała! - wyrzucała z siebie. Biło od niej rozgoryczenie i rozżalenie, tym że świat, który sam ją do siebie zaprosił, w brutalny sposób kilka lat później stał się zagrożeniem, dla niej i dla jej dziecka.
Odetchnęła głośno, spoglądając to na Gio, to na Dani.
- W porządku - odezwała się w końcu ostrożnie. - Ale zapomnijcie, ze robię to za darmo. Jeżeli zajdzie taka potrzeba, chcę, żeby moje umiejętności lecznicze się przydały - dodała. Dani nie zamierzała wykłócać się, że nie musi tego robić, a nikt nie oczekuje od niej odwdzięczenia się - doskonale ją rozumiała. - Pójdę po moje rzeczy, to nie powinno zająć długo. Ja... spodziewałam się, że będziemy musieli uciekać. Mam przygotowaną walizkę. - mruknęła pod nosem i wymijając dwójkę, skierowała się schodami na górę, gdzie najpewniej bawił się jej syn.
- Poszło sprawniej, niż się spodziewałam - zauważyła, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Dziękuję. Gdyby nie Ty, nie wiem jak to by się potoczyło. Jesteśmy twoimi dłużniczkami...
beauty and terror
just keep going
no feeling is final