23.06.2023, 21:31 ✶
Jackie miała zupełnie odmienne od Willa zdanie na temat Hogwartu. Dla niej to właśnie dom był miejscem, w którym nie bardzo chciała przebywać i zawsze cieszyła się kiedy wakacje się kończyły. Wręcz odliczała dni do pierwszego września. Ale na nią w domu nie czekało nic poza wiecznie nieobecnym, podpitym lub agresywnym ojcem i choć zwykle jego gniew przyjmował na siebie jej starszy brat, to Jackie też odczuwała sytuację w domu negatywnie. Dlatego myśl o wakacjach, wcale nie przywołała na jej twarz uśmiechu.
Lubiła jednak Billa, bo chociaż wypluwał z siebie słowa z prędkością stu na minutę, to nigdy nie oczekiwał od niej tego samego.
— Cześć, tak, nie, mam jeszcze dwie Opieki. — odpowiedziała i odgryzła kolejny kawałek żaby.
Chłopak coś jeszcze mówił, siadając obok niej i patrząc znacząco na czekoladową żabę. Ona jednak była myślami już w zupełnie innym miejscu, przypominając sobie jak pierwszy raz na niego wpadła na szkolnym korytarzu. Wtedy nie był dla niej tak uprzejmy, ale też zalał ją potokiem słów, który był zdecydowanie zbyt wartki, żeby dziewczyna mogła za tym nadążyć. Przez chwilę patrzyła na niego niepewnie, a on łypał na nią. W końcu, stropiona powiedziała "Fajna fryzura" czym niespodziewanie przywołała na jego twarz uśmiech, a potem śmiech. Od tej pory William pojawiał się czasem po prostu obok, nieraz wyłuszczajac jej swoje plany na psoty. Ona słuchała go, a potem dodawała dwa czy trzy słowa, i bez wahania psociła z nim.
— Wierzba jest niebezpieczna. Chcesz się wykraść po zmroku, czy raczej zaczaić się na błoniach do nocy? Chętnie poobserwowała bym krepuskularne rytuały nieśmiałków. — odpowiedziała. Nie potrzebowała dużo przekonywania, musiała po prostu zwrócić uwagę chłopakowi, że może mu się stać krzywda. Jeśli był tego świadomy, to ona zdecydowanie nie zamierzała go powstrzymywać.
Lubiła jednak Billa, bo chociaż wypluwał z siebie słowa z prędkością stu na minutę, to nigdy nie oczekiwał od niej tego samego.
— Cześć, tak, nie, mam jeszcze dwie Opieki. — odpowiedziała i odgryzła kolejny kawałek żaby.
Chłopak coś jeszcze mówił, siadając obok niej i patrząc znacząco na czekoladową żabę. Ona jednak była myślami już w zupełnie innym miejscu, przypominając sobie jak pierwszy raz na niego wpadła na szkolnym korytarzu. Wtedy nie był dla niej tak uprzejmy, ale też zalał ją potokiem słów, który był zdecydowanie zbyt wartki, żeby dziewczyna mogła za tym nadążyć. Przez chwilę patrzyła na niego niepewnie, a on łypał na nią. W końcu, stropiona powiedziała "Fajna fryzura" czym niespodziewanie przywołała na jego twarz uśmiech, a potem śmiech. Od tej pory William pojawiał się czasem po prostu obok, nieraz wyłuszczajac jej swoje plany na psoty. Ona słuchała go, a potem dodawała dwa czy trzy słowa, i bez wahania psociła z nim.
— Wierzba jest niebezpieczna. Chcesz się wykraść po zmroku, czy raczej zaczaić się na błoniach do nocy? Chętnie poobserwowała bym krepuskularne rytuały nieśmiałków. — odpowiedziała. Nie potrzebowała dużo przekonywania, musiała po prostu zwrócić uwagę chłopakowi, że może mu się stać krzywda. Jeśli był tego świadomy, to ona zdecydowanie nie zamierzała go powstrzymywać.