24.06.2023, 13:17 ✶
Złapany za ubranie zatrzymał się na chwilę i spojrzał kątem oka na Alastora, chociaż był definitywnie o wiele bardziej przejęty stanem Heather i przetransportowaniem jej do bezpiecznego miejsca. Skinął jedynie głową. Oczywiście spróbował przeprowadzić ją przez szalejący wiatr jak najbezpieczniej, ale sam miał wiele trudności, aby się poruszać. Słyszał w tle krzyki Harper, niektóre słowa odpływały z wiatrem zanim dotarły do jego uszu.
Nieokiełznany żywioł sprawił, że zatrzymał się przed linią, jaka dzieliła jego i Heather przed bezpiecznym opadnięciem na trawę obok Erika, Danielle i reszty. Był tak blisko, a zarazem tak daleko; zirytowanie wzrosło w nim do granic możliwości. Pomimo zacinającej wichury poczuł jak gorąco i adrenalina nieprzyjemnie ogrzewają ciało, zimnym potem nadchodzącej paniki; nie wiedział co zrobić dalej, Wood osuwała mu się w ramionach. Gdyby był sam zapewne po prostu wskoczyłby w wiatr, nie myślał o konsekwencjach, ale nie wybaczyłby sobie, gdyby swoim brakiem pomyślunku zrobił krzywdę tak bliskiej osobie. Dostrzeżenie niebieskiego ognia sprawiło, że cofnął się o krok i właśnie wtedy nie zdołał też utrzymać nieprzytomnej dziewczyny. Serce zabiło mu mocniej, wcześniejsze zirytowanie zmieniło się już całkowicie w absolutną panikę. Dotarł do swojego psychicznego limitu. Przed oczyma stanęły mu martwe ciała brata i Christie, nie mógł złapać oddechu, a szalejąca dookoła wichura jedynie pogarszała sytuację. Stał tam jak słup soli, jakimś cudem utrzymując się pod naporem szalejącego żywiołu. Nie był w stanie wykonać kolejnego ruchu; był sparaliżowany. Heather przetoczyła się dalej, nieprzytomna. Jeszcze chwile temu czuł jej ciepło, czy mogła być nieżywa? Nie wiedział. Nie chciał wiedzieć. Bał się, że to jego wina. Powinien był ją przytrzymać przy ziemi, a nie ciągnąć w stronę bezpiecznego miejsca.
Histerycznie przyglądał się nadbiegającej w stronę Wood Brennie i wciąż nie był w stanie wykonać ruchu, nawet, aby pomóc sobie.
Panika, definitywnie odbijająca się w całej jego postawie, była widoczna jeszcze chwilę, do momentu aż radzący mu wcześniej jak poradzić sobie z wichurą Alastor wylądował gdzieś dalej od Harper, przy której stał chwile temu. Odrobine go to ożywiło, tak samo jak fakt, że Brenna zakopała się w, z tego co ledwo był w stanie dostrzec, niewielkiej dziurze w ziemi. Ze swoim wzrostem zająłby tam miejsce trzech osób.
Nie miał czasu dalej rozmyślać nad opcjami czy wybudzać się z paniki, bo został zgarnięty przez Moodych.
Słowa Alastora docierały do niego z lekkim opóźnieniem, ale uśmiechnął się półgębkiem, jakby takie słowa były dokładnie tym, co potrzebował w tej chwili usłyszeć. Wziął solidnego łyka, nie krzywiąc się nawet od mocnego alkoholu - zaprawienie w meliniarskich imprezach i młoda wątroba mają swoje plusy. Poczuł pieczenie w przełyku dopiero po chwili, więc zacisnął oczy i potrząsnął lekko głową.
- Dzięki. Miejmy nadzieje, że nie trzeba będzie nas znikąd zbierać. I że one się w tej dziurze nie uduszą - nie był to jego najbardziej zabawny czy charyzmatyczny wypowiedź, ale była jedyną, na którą był w stanie się zdobyć w momencie, gdy przed oczyma stawały mu martwe ciała bliskich.
Wciągnął powietrze gwałtownie. Mogli skryć się w lesie, ale tam podobno coś się czaiło. Mógł to być początek kolejnej wyczerpującej batalii.
Nieokiełznany żywioł sprawił, że zatrzymał się przed linią, jaka dzieliła jego i Heather przed bezpiecznym opadnięciem na trawę obok Erika, Danielle i reszty. Był tak blisko, a zarazem tak daleko; zirytowanie wzrosło w nim do granic możliwości. Pomimo zacinającej wichury poczuł jak gorąco i adrenalina nieprzyjemnie ogrzewają ciało, zimnym potem nadchodzącej paniki; nie wiedział co zrobić dalej, Wood osuwała mu się w ramionach. Gdyby był sam zapewne po prostu wskoczyłby w wiatr, nie myślał o konsekwencjach, ale nie wybaczyłby sobie, gdyby swoim brakiem pomyślunku zrobił krzywdę tak bliskiej osobie. Dostrzeżenie niebieskiego ognia sprawiło, że cofnął się o krok i właśnie wtedy nie zdołał też utrzymać nieprzytomnej dziewczyny. Serce zabiło mu mocniej, wcześniejsze zirytowanie zmieniło się już całkowicie w absolutną panikę. Dotarł do swojego psychicznego limitu. Przed oczyma stanęły mu martwe ciała brata i Christie, nie mógł złapać oddechu, a szalejąca dookoła wichura jedynie pogarszała sytuację. Stał tam jak słup soli, jakimś cudem utrzymując się pod naporem szalejącego żywiołu. Nie był w stanie wykonać kolejnego ruchu; był sparaliżowany. Heather przetoczyła się dalej, nieprzytomna. Jeszcze chwile temu czuł jej ciepło, czy mogła być nieżywa? Nie wiedział. Nie chciał wiedzieć. Bał się, że to jego wina. Powinien był ją przytrzymać przy ziemi, a nie ciągnąć w stronę bezpiecznego miejsca.
Histerycznie przyglądał się nadbiegającej w stronę Wood Brennie i wciąż nie był w stanie wykonać ruchu, nawet, aby pomóc sobie.
Panika, definitywnie odbijająca się w całej jego postawie, była widoczna jeszcze chwilę, do momentu aż radzący mu wcześniej jak poradzić sobie z wichurą Alastor wylądował gdzieś dalej od Harper, przy której stał chwile temu. Odrobine go to ożywiło, tak samo jak fakt, że Brenna zakopała się w, z tego co ledwo był w stanie dostrzec, niewielkiej dziurze w ziemi. Ze swoim wzrostem zająłby tam miejsce trzech osób.
Nie miał czasu dalej rozmyślać nad opcjami czy wybudzać się z paniki, bo został zgarnięty przez Moodych.
Słowa Alastora docierały do niego z lekkim opóźnieniem, ale uśmiechnął się półgębkiem, jakby takie słowa były dokładnie tym, co potrzebował w tej chwili usłyszeć. Wziął solidnego łyka, nie krzywiąc się nawet od mocnego alkoholu - zaprawienie w meliniarskich imprezach i młoda wątroba mają swoje plusy. Poczuł pieczenie w przełyku dopiero po chwili, więc zacisnął oczy i potrząsnął lekko głową.
- Dzięki. Miejmy nadzieje, że nie trzeba będzie nas znikąd zbierać. I że one się w tej dziurze nie uduszą - nie był to jego najbardziej zabawny czy charyzmatyczny wypowiedź, ale była jedyną, na którą był w stanie się zdobyć w momencie, gdy przed oczyma stawały mu martwe ciała bliskich.
Wciągnął powietrze gwałtownie. Mogli skryć się w lesie, ale tam podobno coś się czaiło. Mógł to być początek kolejnej wyczerpującej batalii.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you