• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora

[ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#7
25.06.2023, 00:13  ✶  
Nigdy nie chciała i nie była wobec niego chyba uszczypliwa, a już na pewno nie celowo. Zwróciła na to uwagę bardziej z troski, bo przebywanie tylko z ojcem — który był cudownym człowiekiem, ale z innego pokolenia, nie mogło być wystarczające, nawet jeśli był młody. Wierzyła, że ludzie potrzebowali kontaktu z rówieśnikami lub kimś w wieku bardzo zbliżonym, aby zdrowo funkcjonować.
Czegokolwiek by Hjalmar nie zrobił lub nie powiedział, nie wyszedłby głupio, czy źle. Najbardziej lubiła, gdy był po prostu sobą. Wierzyła, że na wielu płaszczyznach się uzupełniają, nawet jeśli kontrastowali ze sobą, jak księżyc ze słońcem. I to był jeden z najciekawszych elementów ich relacji, ten kontrast, bo teoretycznie to domyślała się, czego mogła się spodziewać, a w praktyce, to wychodziło zupełnie inaczej.
- Nie wyglądasz na zadowolonego z tego powodu, że próbuję Cię pozbawić kilku sekretów. - przyznała z tą swoją bezprecedensową szczerością, unosząc na chwilę brew i posyłając mu krótkie spojrzenie. Działo się tak dlatego, że zawsze poświęcała mu całą uwagę, przyglądała się mu i słuchała tego, co do niej mówił. Nie zauważył? Pandora była go zwyczajnie ciekawa. - Żeby potem mnie utopić lub dostać za mnie okup, lub.. Hmm, nie wiem? - zapytała z rozbawieniem na jego wspaniałomyślność, nie mając jednak pretensji w tonie lub obrazy. W takiej sytuacji, gdy Dagur faktycznie by się wściekł, reakcja członków jego najbliższej rodziny wydała się jej najskuteczniejszą linią obrony. Bezceremonialnie położyła palce na wierzchu jego dłoni, stukając w nią z odrobiną zniecierpliwienia. - To szlachetne, że nawet przed tatą byś mnie obronił. I oczywiście, że w całej tej swojej dzikości i rozsądku, to jesteś. Czy to nie brzmi ze sobą sprzecznie? - pokręciła głową na swoje słowa, wolną dłonią przesuwając palcami po ramiączku sukienki, aby naciągnąć je głębiej na ciało. Ciągle się jej zsuwało. - Pewnie dlatego, że tylko ja Cię nazywam Niedźwiadkiem, a to oddaje Twoją naturę. Tylko ja, prawda? - dopytała się dla pewności, mimowolnie zniżając głos do formy konspiracyjnego szeptu, to też nachyliła się odrobinę w jego stronę, a w brązowych tęczówkach zatańczyły iskierki niepokoju, że mogło być inaczej. Bo faktycznie, jeśli Prewettówna przypomniałaby sobie jego zachowanie przy kolegach, którzy milkli natychmiast pod wpływem krótkiego spojrzenia ze strony Hjlamara, nijak to pasowało to człowieka łagodnego. Na nią to jednak zupełnie nie działało, przynajmniej od czasu spędzenia z nim tej Lithy, bo w lutym, to może jeszcze. Spomiędzy jej ust znów uciekło ciche “oh”, jakby wpadła na jakiś pomysł lub odkryła coś niesamowitego, o czym musiała go oczywiście zaraz poinformować. - Wiesz, że zaraz będzie rok, jak się znamy i jeszcze mnie nie zabiłeś?
Te ostatnie słowa brzmiały na pełne zaskoczenia, jakby Pandora zupełnie się nie spodziewała takiego obrotu spraw i takiego rozwoju ich relacji. Owszem, może trochę chciała go w czerwcu spotkać, aby mu podziękować i wybić z głowy wariatkę, ale potem już nie sądziła, że się spotkają. Był pierwszym człowiekiem, który nazwał ją wariatką tak na poważnie. I jednym z niewielu, który znał sekret skrzydlatych koni jej rodziny, samej Mary właściwie, która zdawała się go lubić.
- Nie muszę, ale chcę. Przypominasz czasem taki mechanizm, tylko jeszcze nie znalazłam schematu i kluczyka. Walczysz z czymś, zacinasz się uparcie, a potem nie wychodzi, aż tak źle. Nie licząc tego pubu, bo naprawdę wydaje mi się, że nie byłeś zadowolony. - miała odpowiedź na wszystko i to całkiem prędką, mówiła właściwie bez pomyślunku, szczerze i czasem zbyt otwarcie, ale taki był już jej urok. Nie rozumiała, dlaczego sobie nie pozwalał na to wszystko, co dawała swoboda i odrobina ryzyka, na ten dreszcz adrenaliny. Nie chciał pomocy, bo był mężczyzną i musiał sobie ze wszystkim radzić sam, co jej kiedyś zresztą powiedział i utknęło jej to w głowie niesamowicie, bo się z tym nie zgadzała. Bo skoro kobiety nie musiały radzić sobie ze wszystkim same, to dlaczego mężczyźni musieli? Co było takiego złego w złapaniu drugiego człowieka za rękę i poproszeniu o pomoc, że społeczeństwo tak to negowało, gdy robił to facet? Niedorzeczne. Zupełnie jak jego niepewność. I jej gadulstwo, a także pijackie przemyślenia. Westchnęła z rozbawionym uśmieszkiem, znów stukając delikatnie paznokciami w wierzch jego ręki. Lubiła mieć go blisko siebie, to przez to poczucie bezpieczeństwo i fakt, że jej pilnował.
- Nie możesz wiedzieć, czy jest dobre, jak nie spróbujesz! Przecież jesteś odważny. Nie nastawiaj się, bo potem nie docenisz tego, jak jest naprawdę i się rozczarujesz. Tak nie wolno Niedźwiadku. - wzruszyła ramionami z miną, która miała go zachęcić. Życie polegało na próbowaniu jedzenia oraz trunków, dobrej zabawie, zbieraniu wspomnień. Warto było się przełamywać. Nie było sensu mruczeć lub warczeć, bo i tak by go skłoniła, gdyby spróbował. I znając Prewettównę, kupi wszystkiego po trochu, wróci ze stosem pudełek. Uwielbiała tworzyć piękne chwile, do których potem mogła wracać po zamknięciu oczu, a robienie czegoś pierwszy raz — jak chociażby próbowanie krewetek, były warte zapamiętania. - Mhm, zawsze. Nawet jeśli wrzucasz mnie do Morza — o czym tak szybko nie zapomnę, ale miało to swoje ładne momenty. - przytaknęła jedynie, wędrując spojrzeniem za palcem blondyna, który jak zwykle znalazł się przy jego szyi. I czym on się tutaj zestresował? Posłała mu krótkie, pytające spojrzenie, przekręcając głowę na bok.
- I mnie nazywasz osłem? Na Merlina, nie ma po co, ale mam dla kogo. I nie dyskutuj ze mną, bo i tak zrobię, jak będę chciała. - prychnęła, cofając dłoń z jego ręki, aby przyłożyć mu palec do ust z miną faktycznie, przypominającą trochę matkę, która sprzeciwu by nie zniosła. Nie fatygował jej w żaden sposób, robił jej przyjemność swoim towarzystwem, zresztą, taka perspektywa wieczoru była dużo lepsza, niż w klubie. - To bardzo dziwna obietnica, ale jesteś honorowy, więc podejrzewam, że prędzej, czy później jej dotrzymasz. Dużo zostało mi czasu, czy to niespodzianka? Bo wiesz, muszę trochę jeszcze zrobić przed śmiercią.
Miała całą listę, chciała przecież tyle jeszcze rzeczy zobaczyć, tyle spróbować, że gdyby podał jej bliżej określony termin, byłoby po prostu prościej. Jej spojrzenie na kilka sekund dało mu spokój, uciekając za okno. Jakby wiedziała, że po jej słowach tego potrzebował — czy żałowała, że była aż tak bezpośrednia? Nie. Bo naprawdę siebie nie doceniał. Dobrze było żyć w zgodzie ze sobą, ale razem z poznawaniem nowych rzeczy, otrzymywaniem nowych bodźców, człowiek się trochę zmieniał, rozwijał. - Przeczucia zwykle dobrze nas prowadzą.
Przyznała jedynie, nie ciągnąć już dłużej tematu Liz, właściwie wyrzuciła ją z pamięci kilka sekund wcześniej, chociaż wyrzuty wciąż się odzywały. Bo co, jeśli zabrała im możliwość na coś fajnego, bo była egoistką? Przygryzła na chwilę dolną wargę, kręcąc głową na własne myśli i wracając uwagą do błękitnych oczu, licząc, że skierują jej myśli w zupełnie inne miejsca. I faktycznie, tak było. - Oh, a więc traktujesz mnie, jak obowiązek? - zapytała zadziornie na jego słowa, chociaż mógł wyczuć nutę wdzięczności w jej głosie. Pozwalała mu na więcej niż innym. W jakiś magiczny sposób, była w jego towarzystwie bardziej nieporadna i mniej niezależna, niż na co dzień lub po prostu on się bardziej przejmował, niż ona i w ten sposób to postrzega. - Zaczynam wątpić, że kiedykolwiek przestanę Cię zaskakiwać i się przyzwyczaisz. - mruknęła cicho, przesuwając delikatnie po rozgrzanej skórze policzka, gdy przyglądała się wyrazowi jego twarzy. Mogła wybrać inne miejsce, inny sposób i jednocześnie nie mogła, celowo więc wykorzystała coś niewinnego i coś, co mogło mu się kojarzyć z domem i z kimś bliskim. Może trochę, żeby poczuł się lepiej lub żeby trochę dodać mu odwagi? Swobody? Nie miała pojęcia, czy jej pomysł oraz metoda będą skuteczne lub cokolwiek dadzą, ale warto było próbować. Zwłaszcza że jego mruknięcie nie było rozgniewane, a jego twarz nieco złagodniała. -To nic, bez znaczenia.
Stwierdziła, tylko żeby później chwilę wydać polecenie kierowcy i wyjść z pojazdu. W wybranej przez nią knajpce już ją znali, często bywała na makaronie lub ryżu, wpadając w gadki z właścicielami lub klientami. Był to lokal mugolski, więc nie było mowy o żadnej magii lub wymyślnych składnikach. I faktycznie, po kilku minutach, może ośmiu lub dziesięciu, pożegnała się z Shunem, odbierając od niego reklamówki z białymi pudełkami oraz jedną, papierową torbę. Wróciła do taksówki, spoglądając w niebo, a nie pod nogi, przez co pewnie prawie dwa razy się wywaliła, ale nie miało to znaczenia. Na chwilę odłożyła torby na dach, aby potem wsiąść i położyć je na siedzenie przy szybie, bo sama usiadła obok niego. Przeczesała dłonią włosy, nieco mokre od deszczu. - Powinnam była wziąć kurtkę, ale zapomniałam. Trochę pada. - oznajmiła mu z westchnieniem, spoglądając na błyszczące na skórze krople. Wiedziała, że paradowanie w sukience bez ramiączek w styczniu nie było mądre, zwłaszcza że para zaczęła uciekać jej spomiędzy ust, jednak nie wyglądała na przejętą konsekwencjami. Uśmiechnęła się więc, kładąc sobie kurtkę na kolanach, znów zsunęła szpilki i powiedziała, aby zabrał ich w stronę bulwarów. Pojazd ruszył, a dla odmiany z ust Pandory uciekło ciche mruknięcie. - Jak to zjemy w deszczu? Były tam kiedyś parasolki, ale nie wiem, czy ich nie składają zimą. Powinny być jakieś daszki przy twierdzy.. - zaczęła z zastanowieniem, pociągając nieco nosem, bo aromat jedzenia uderzył jej w nozdrze. Uwielbiała zapach chińskiego jedzenia. Wskazała jedną z dłoni na torbę, odwracając głowę w jego stronę. - Wzięłam wszystkiego po trochu, bo nie mogłam się zdecydować i mam dla Ciebie prezent, ale dam Ci go później. Zapomniałam, że mama Shuna sprzedaje takie różne rzeczy.
Nachyliła się nieco, aby znów oprzeć brodę o jego ramię i być bliżej jego ucha, nie wspominając, że biło od niego przyjemne ciepło. - Wiesz, mogłabym rzucić zaklęcie powiększające na parasolkę i takie, które nam utrzyma cieplejszą temperaturę w jakimś obszarze.. - zaproponowała cichutko, tak, że kierowca nie mógłby ich usłyszeć. Pamiętała, jak wściekł się za Accio i nie chciała psuć mu humoru. Do bulwarów nie było daleko, raptem kilka minut. Może przestanie padać? Niebo zdawało się rozjaśniać, im bliżej zabytkowego mostu byli.
Niedługo potem taksówka rzeczywiście stanęła, a Pandora wdała się w krótką dyskusję z kierowcą, dając mu odpowiednią kwotę plus mały napiwek, a także wyjęła jedno z pudełek, sugerując, że pewnie zmarzł i jest głodny w środku nocy. Nie mogłaby go pominąć. Gdy wysiedli, narzuciła rozpiętą kurtkę na ramiona, przyciskając palce do rączek od papierowej torby, a także trzymając w drugim ręku te siatki z jedzeniem. Pachniało błotem, deszczem i jakimś kwitnącym drzewem. Chodnik błyszczał od deszczu, miejscami pokrywały go kałuże. Było mroźno, ale przyjemnie i dzięki pogodzie, a także później porze, nie było wielu ludzi. Bulwar był częściowo drewniany, częściowo kamienny, zamontowanych było dużo świateł, które padały na most i twierdzę, na trawnikach stały armaty, a od wody oddzielała siatka oraz barierka do wysokości pasa. Była to stara część miasta, ładna i zadbana, chociaż na drugim brzegu malowało się znacznie więcej współczesnej architektury mugoli. - Widzisz, prawie nie pada. - uśmiechnęła się, odchylając głowę do tyłu, aby spojrzeć w niebo i zaraz zmrużyć oczy, bo kilka kropel spadło jej na twarz. - Chodź, pewnie masz ochotę się przejść po tym pubie. - spojrzała na niego pogodnie, licząc na to, że po drodze znajdą odpowiednie miejsce, aby usiąść i zjeść. Musiało to szybko nastąpić, jeśli chcieli próbować ciepłych makaronów, bo nawet jeśli Shun zabezpieczył je termicznie, trochę nad wodą wiało. Tafla rzeki była wzburzona i niespokojna, tkwiące na niej łódki kołysały się leniwie. - Mam parasolkę w torebce, nikt by nie widział teraz.. - dodała cicho, rozglądając się dookoła po kilku metrach. Złapała go pod rękę, bo czuła się pewniej w tych obcasach, mając w nim ewentualne oparcie. Było ślisko, a koordynacja ruchowa trochę jej spadła.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (9339), Pandora Prewett (15917)




Wiadomości w tym wątku
[ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Pandora Prewett - 18.06.2023, 17:23
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu| Hjalmar x Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 18.06.2023, 18:25
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu| Hjalmar x Pandora - przez Pandora Prewett - 18.06.2023, 19:18
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 18.06.2023, 20:03
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Pandora Prewett - 20.06.2023, 21:34
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 21.06.2023, 18:10
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Pandora Prewett - 25.06.2023, 00:13
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 01.07.2023, 00:02
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Pandora Prewett - 02.07.2023, 00:43
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 02.07.2023, 16:54
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Pandora Prewett - 04.07.2023, 22:11
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 05.07.2023, 21:20
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Pandora Prewett - 09.07.2023, 22:48
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 11.07.2023, 19:54
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Pandora Prewett - 12.07.2023, 21:56
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 13.07.2023, 19:31
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Pandora Prewett - 18.07.2023, 22:25
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 19.07.2023, 22:45
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Pandora Prewett - 20.07.2023, 22:20
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 20.07.2023, 23:27
RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - przez Pandora Prewett - 22.07.2023, 15:44

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa