Na całe szczęście efekt nie utrzymywał się w nieskończoność, po krótkiej chwili Samuel przestał produkować bańki. Widział, że rozbawił chłopca, bardzo dobrze - sam zapewne by się śmiał w głos, gdyby zobaczył coś takiego. - Ta edycja limitowana rzeczywiście jest bardzo interesująca. - Skomentował jeszcze z uznaniem, bo naprawdę efekt był zaskakujący, nie przeszkadzało mu wcale to, że będzie mu się pewnie do końca dnia odbijało zapachem i smakiem baniek.
Uśmiechnął się, kiedy usłyszał słowa wypowiedziane w swoim kierunku, był to naprawdę bardzo konkretny komplement. Uznanie młodego człowieka... no nie spodziewał się tego, że dzisiaj spotka go coś takiego. - Samule. - Powiedział spokojnym tonem i wyciągnął rękę w kierunku chłopca, uścisnął jego drobną dłoń dosyć delikatnie - nie chciał zrobić mu krzywdy. - Miło mi cię poznać. - Dodał jeszcze.
- Wracałem do domu, tylko jest tu niedaleko, całkiem niedaleko taki sklepik, wiesz? - Nie mógł wiedzieć, bo nie podał mu żadnego szczegółu związanego z miejscem, do którego zmierzał. - Taki sklep, z rupieciami, rzeczami, które wydają się dla większości niepotrzebne. - Jednak nie dla niego. Sam potrafił stworzyć coś z niczego, uwielbiał miejsca pełne gratów, bo można było tam znaleźć prawdziwe, nieoszlifowane diamenty.