27.06.2023, 20:36 ✶
Interesy ojca nie były jej sprawą, nigdy nie wtrącała się w to, jakie decyzje podejmował, podobnie jak i William nigdy nie zagłębiał się w rozmowy na temat jej kariery, Owszem, czasem jej opowiadał anegdotki z zawierania umów handlowych lub podróży, ale częściej próbował wciągnąć w to Castiela, jako przyszłą głowę rodu i spadkobiercę biznesu. Cynthia miała pojęcie o smoczej oliwie oraz procesie tworzenia jej zapasów, ale nie o kontraktach. Nie było jednak problemem podejść w Ministerstwie do gabinetu Yaxleya. Skoro ojciec wysłał list do niej i prosił o to, aby zająć się tym natychmiast, musiało to być ważne. Nigdy tak nie robił.
Nie zbiły jej z tropu słowa mężczyzny, nie kazała mu też długo czekać na odpowiedź. Jej wargi drgnęły w wyuczonym uśmiechu, chociaż reszta ciała pozostała nieruchoma, podobnie jak spojrzenie błękitnych tęczówek, które tkwiły na jego twarzy, raz po raz odszukując spojrzenia. Wierzyła w idee prowadzenia konwersacji oko w oko, nie tylko twarzą w twarz, jako okazanie szacunku swojemu rozmówcy.
- Najwcześniej wyjdę stąd przed północą, jeśli sekcja będzie tylko formalnością bez zbędnych niespodzianek, Panie Yaxley. - nie wchodziła w szczegóły, najpewniej zupełnie go nie interesowało. Gdy ciemne chmury snuły się ponuro nad Wielką Brytanią, Departament Aurorów oraz kostnica mieli nawał pracy. Rewolucja niesiona ustami czarnoksiężnika, którego konserwatywne poglądy trafiały do tak wielu Czarodziejów ze szlachetnej dwudziestkósemki, zbierała żniwa.
- Oczywiście, zrobimy, jak będzie Panu wygodniej. - zgodziła się, sugerując tym samym, że obojętne jej było, czy to Nicholas pojawi się w prosektorium, czy ją będzie czekała kolejna wycieczka w te regiony. Gdy ich spojrzenia spotkały się, Cynthia pomyślała, że mają bardzo podobny odcień, chociaż przy bliższym przyjrzeniu się z pewnością wzbudzał inne skojarzenia. On również nie wyglądał na człowieka, który lubował się w pokazywaniu emocji, chociaż z drugiej strony, nikła szansa była, że był upośledzony w tym zakresie, podobnie jak jasnowłosa. Jej wzrok nie powędrował już w stronę koperty, nie miała pojęcia, cóż za pilne interesy i jakiej organizacji dotyczyły, ostatecznie tylko podejrzewała ojca o konkretne poglądy, nigdy nie rozmawiali na ich temat. Wychowywana była jednak konserwatywnie, owszem, rozmawiała i miała styczność z mugolami lub raczej czarodziejami ich pochodzenia, ale nigdy nie zawierała bliższych relacji, a czasem wręcz zdarzało się jej zapomnieć i zerknąć w ich kierunku z góry. Wyrwana z zamyślenia, znów pozwoliła sobie na delikatny uśmiech. Nie była pewna, jaka maska odpowiednia będzie do przebywania w towarzystwie Yaxleya.
Nie zbiły jej z tropu słowa mężczyzny, nie kazała mu też długo czekać na odpowiedź. Jej wargi drgnęły w wyuczonym uśmiechu, chociaż reszta ciała pozostała nieruchoma, podobnie jak spojrzenie błękitnych tęczówek, które tkwiły na jego twarzy, raz po raz odszukując spojrzenia. Wierzyła w idee prowadzenia konwersacji oko w oko, nie tylko twarzą w twarz, jako okazanie szacunku swojemu rozmówcy.
- Najwcześniej wyjdę stąd przed północą, jeśli sekcja będzie tylko formalnością bez zbędnych niespodzianek, Panie Yaxley. - nie wchodziła w szczegóły, najpewniej zupełnie go nie interesowało. Gdy ciemne chmury snuły się ponuro nad Wielką Brytanią, Departament Aurorów oraz kostnica mieli nawał pracy. Rewolucja niesiona ustami czarnoksiężnika, którego konserwatywne poglądy trafiały do tak wielu Czarodziejów ze szlachetnej dwudziestkósemki, zbierała żniwa.
- Oczywiście, zrobimy, jak będzie Panu wygodniej. - zgodziła się, sugerując tym samym, że obojętne jej było, czy to Nicholas pojawi się w prosektorium, czy ją będzie czekała kolejna wycieczka w te regiony. Gdy ich spojrzenia spotkały się, Cynthia pomyślała, że mają bardzo podobny odcień, chociaż przy bliższym przyjrzeniu się z pewnością wzbudzał inne skojarzenia. On również nie wyglądał na człowieka, który lubował się w pokazywaniu emocji, chociaż z drugiej strony, nikła szansa była, że był upośledzony w tym zakresie, podobnie jak jasnowłosa. Jej wzrok nie powędrował już w stronę koperty, nie miała pojęcia, cóż za pilne interesy i jakiej organizacji dotyczyły, ostatecznie tylko podejrzewała ojca o konkretne poglądy, nigdy nie rozmawiali na ich temat. Wychowywana była jednak konserwatywnie, owszem, rozmawiała i miała styczność z mugolami lub raczej czarodziejami ich pochodzenia, ale nigdy nie zawierała bliższych relacji, a czasem wręcz zdarzało się jej zapomnieć i zerknąć w ich kierunku z góry. Wyrwana z zamyślenia, znów pozwoliła sobie na delikatny uśmiech. Nie była pewna, jaka maska odpowiednia będzie do przebywania w towarzystwie Yaxleya.