27.06.2023, 20:39 ✶
Był moment w przeciągu ostatnich dni, gdzie Cynthia pomyślała o tym, że Pan Archeolog odwoła ich spotkanie. Beltane wprowadziło chaos, zamęt i wątpliwości w życiu Londyńskiej społeczności magicznej. Prosektorium pełne było trupów, w Proroku Codziennym pojawiały się coraz bardziej niedorzeczne lub obrzucające błotem Ministerstwo artykuły, ludzie nie byli pewni, komu ufać. Każdy mógł być jednym z czarnoksiężników w masce, którzy zaatakowali jarmark. Cynthia nie czuła jednak strachu, jej rytm dnia został zaburzony jedynie poprzez nadmiar pracy. Nie mieli tylu miejsc do przechowywania zwłok, spędzała więc w kostnicy większość nocy, pracując poza normalnymi godzinami. Nie przeszkadzało jej to zupełnie.
Zerknęła na zegarek w pracy, zsuwając z ramion biały fartuch. Uprzedzała Lyrcoris, Wiliama oraz pozostałych współpracowników, że tego jednego popołudnia wyjdzie wcześniej. Zrobiła więcej, niż zakładała, rezygnując z jednej z przerw, a do tego energii dodawał jej zażyty eliksir oraz kofeina. Zmiana otoczenia, chociaż na parę godzin wydawała się blondynce wyjątkowo intrygująca, nawet wzbudzająca jakieś podekscytowanie. Ulżyło jej również, że jej towarzyszowi nocnych eskapad nic się nie stało.
Ich gra musiała trwać, była zbyt intrygująca i dostarczająca zbyt wiele bodźców, aby ot tak z niej zrezygnować. Nie miała pojęcia, czego spodziewać się w wybranym przez niego miejscu, które nijak miało się do grobowca czy szukania zaklętych posągów, ale wierzyła, że Cathal nie wybrałby czegoś, czym nie mógłby w jakiś sposób jej zaskoczyć. Przeczesała dłonią jasne pasma przed lustrem, które uwolniła z objęć czarnej frotki, przeciągając po ustach szminką — nie wieczorne-czerwoną, w bardziej naturalnym odcieniu.
Nigdy się nie spóźniała, była przed czasem lub punktualnie. Chciała wyglądać ładnie, ale nie zobowiązująco, chociaż w wytwornych sukienkach już miał okazję ją widzieć. Był maj, pogoda była przyzwoita i nawet zza chmur wyglądało słońce, nagrzany beton oraz cegły sprawiało, że było ciepło, więc naturalnym był wybór czegoś bardziej zwiewnego, lżejszego. Biała spódnica była subtelnie plisowana, sięgała przed kolano i miała wyższy stan. W nią wpuściła koszulkę na ramiączkach, również białą z subtelnym dekoltem oraz lekką, przeźroczystą koszulę, która od góry pozostawała nienachalnie rozpięta. Jasne włosy splotła w luźny warkocz, który opadał jej na ramię, wszystko dopełniła delikatną biżuterią oraz obcasami, bo zdawała sobie sprawę, jak dużym atutem były jej długie nogi.
Obdarzyła go pociągłym spojrzeniem spod wachlarza ciemnych rzęs, wyłapując spojrzenie niebieskich, ciemniejszych od jej własnych oczów i kąciki ust drgnęły jej subtelnie ku górze.
- To była zażarta i równa walka, muszę przyznać. - odparła mu z delikatnym wzruszeniem ramion, pozwalając sobie na odrobinę zadziorności w głosie. Zrobiła kok w jego stronę, pozwalając sobie przelotnie musnąć wargami jego polik na przywitanie, zanim wplotła dłoń pod jego ramię, które już zdążył przygotować, co nie umknęło uwadze Flintówny. - Nie. Obawiam się, że to kolejna rzecz lub wyprawa, którą pierwszy raz robię z Tobą.
Trochę celowo, kokieteryjnie użyła gry słów, jednakże jej twarz zwrócona była przed siebie i nie mogła dostrzec reakcji, która wymalowała się na twarzy Shafiqa. Zupełnie przypadkiem, ale ubrali się w sposób do siebie pasujący, co nieco ją rozbawiło, bo w oczach przechodniów musieli wyglądać na bardzo zgraną i zaangażowaną w siebie wzajemnie parę. Cynthia przesunęła chłodnymi palcami po jego dłoni, spoglądając na niego po dłuższej chwili. - Ulżyło mi, że nie zobaczyłam Cię wśród trupów z Beltane.
Dodała tonem niezobowiązującym, znów zwyczajnym, jakby rozmawiali o wyborze gałki lodów z pobliskiej lodziarni lub o nadzieniu do pączka, które serwowała jedna z Czarownic. Jej wzrok powędrował w stronę drzwi prowadzących do gabinetu luster, który wybrał na dzisiejszą randkę. W głowie malował się jej lustrzany labirynt, ale nie była pewna, jak dalece jej skojarzenie było poprawne.
Zerknęła na zegarek w pracy, zsuwając z ramion biały fartuch. Uprzedzała Lyrcoris, Wiliama oraz pozostałych współpracowników, że tego jednego popołudnia wyjdzie wcześniej. Zrobiła więcej, niż zakładała, rezygnując z jednej z przerw, a do tego energii dodawał jej zażyty eliksir oraz kofeina. Zmiana otoczenia, chociaż na parę godzin wydawała się blondynce wyjątkowo intrygująca, nawet wzbudzająca jakieś podekscytowanie. Ulżyło jej również, że jej towarzyszowi nocnych eskapad nic się nie stało.
Ich gra musiała trwać, była zbyt intrygująca i dostarczająca zbyt wiele bodźców, aby ot tak z niej zrezygnować. Nie miała pojęcia, czego spodziewać się w wybranym przez niego miejscu, które nijak miało się do grobowca czy szukania zaklętych posągów, ale wierzyła, że Cathal nie wybrałby czegoś, czym nie mógłby w jakiś sposób jej zaskoczyć. Przeczesała dłonią jasne pasma przed lustrem, które uwolniła z objęć czarnej frotki, przeciągając po ustach szminką — nie wieczorne-czerwoną, w bardziej naturalnym odcieniu.
Nigdy się nie spóźniała, była przed czasem lub punktualnie. Chciała wyglądać ładnie, ale nie zobowiązująco, chociaż w wytwornych sukienkach już miał okazję ją widzieć. Był maj, pogoda była przyzwoita i nawet zza chmur wyglądało słońce, nagrzany beton oraz cegły sprawiało, że było ciepło, więc naturalnym był wybór czegoś bardziej zwiewnego, lżejszego. Biała spódnica była subtelnie plisowana, sięgała przed kolano i miała wyższy stan. W nią wpuściła koszulkę na ramiączkach, również białą z subtelnym dekoltem oraz lekką, przeźroczystą koszulę, która od góry pozostawała nienachalnie rozpięta. Jasne włosy splotła w luźny warkocz, który opadał jej na ramię, wszystko dopełniła delikatną biżuterią oraz obcasami, bo zdawała sobie sprawę, jak dużym atutem były jej długie nogi.
Obdarzyła go pociągłym spojrzeniem spod wachlarza ciemnych rzęs, wyłapując spojrzenie niebieskich, ciemniejszych od jej własnych oczów i kąciki ust drgnęły jej subtelnie ku górze.
- To była zażarta i równa walka, muszę przyznać. - odparła mu z delikatnym wzruszeniem ramion, pozwalając sobie na odrobinę zadziorności w głosie. Zrobiła kok w jego stronę, pozwalając sobie przelotnie musnąć wargami jego polik na przywitanie, zanim wplotła dłoń pod jego ramię, które już zdążył przygotować, co nie umknęło uwadze Flintówny. - Nie. Obawiam się, że to kolejna rzecz lub wyprawa, którą pierwszy raz robię z Tobą.
Trochę celowo, kokieteryjnie użyła gry słów, jednakże jej twarz zwrócona była przed siebie i nie mogła dostrzec reakcji, która wymalowała się na twarzy Shafiqa. Zupełnie przypadkiem, ale ubrali się w sposób do siebie pasujący, co nieco ją rozbawiło, bo w oczach przechodniów musieli wyglądać na bardzo zgraną i zaangażowaną w siebie wzajemnie parę. Cynthia przesunęła chłodnymi palcami po jego dłoni, spoglądając na niego po dłuższej chwili. - Ulżyło mi, że nie zobaczyłam Cię wśród trupów z Beltane.
Dodała tonem niezobowiązującym, znów zwyczajnym, jakby rozmawiali o wyborze gałki lodów z pobliskiej lodziarni lub o nadzieniu do pączka, które serwowała jedna z Czarownic. Jej wzrok powędrował w stronę drzwi prowadzących do gabinetu luster, który wybrał na dzisiejszą randkę. W głowie malował się jej lustrzany labirynt, ale nie była pewna, jak dalece jej skojarzenie było poprawne.