• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
1 2 Dalej »
1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste

1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#4
29.06.2023, 12:29  ✶  
Moody przymknął na chwilę oczy. Nie powiedział tego na głos, bo on z zasady takich rzeczy nie mówił, ale chociaż wszystko przyjmował do siebie z olbrzymią dozą krytyki i napięcia, to nie było też tak, że komukolwiek tutaj życzył porażki. Było wręcz przeciwnie - w jego idealnym świecie wszyscy przeżyli, wszyscy zostali przez niego uratowani, wszyscy czuli się po tym dobrze i mogli odpocząć, bo on spełnił swoje obowiązki i mógł spełniać je nadal, trzymając to wszystko w ryzach. I tak to było cholernie głupie, ale też... Można się było tego spodziewać. Kiedy się spojrzało na jego ojca, ciężko było powiedzieć tutaj o wychowywaniu, bo wychowywanie to była przecież próba przekazania mu jakichś wartości, a te wartości zostały mu podane jako oczywiste, przeskoczone wręcz, żeby przejść do wykształcenia w nim idealnego żołnierza. Dzieci jego ojca miały być dobrymi Aurorami, niczym więcej, dobrymi Aurorami, którymi ostatecznie ani on, ani Ida nie zostali, bo się wykładali na tych najbardziej ludzkich rzeczach. To była więc katorga. Leżenie tutaj bezczynnie wręcz, z różdżką uniesioną w górę na wypadek, gdyby coś leciało tutaj, żeby ich dobić, w akompaniamencie krzyków Harper, która kiedy przestanie wrzeszczeć, zruga go pewnie za to, że wybrał najgorsze z możliwych miejsc na kryjówkę. Wokół nie było już żadnych przeciwników, jedynie szalejący żywioł niszczący wszystko jak jakiś omen końca. Takie chwile były najgorsze, bo nie potrafił wyłączyć w sobie człowieka. Nie mógł stąd iść, nie mógł się spić, nie mógł zacząć pracować nad czymś innym, nie mógł zabić tych cholernych obaw, że kiedy tam wróci, to Brenny już nie będzie, Mavelle już nie będzie, nie będzie tam już Atreusa, nikt mu nie zrobi już nigdy głupiej kanapki do pracy, z nikim się nie pokłóci. Jeżeli to wszystko przeżyje, to po minięciu tej wichury miał dowiedzieć się, czy wspomnienie bolesnego rozstania pozostanie czymś gorzkim, co odrzucało go od kogoś niemal permanentnie, czy przybierze formę słodkiego, nostalgicznego wspomnienia, którego nie będzie mógł znieść do końca życia. Widział ją tam, leżącą martwo obok tego ogniska, co to była za przykra śmierć. Trochę chciało mu się płakać, ale prędzej by zginął, niż uronił chociaż jedną łzę przy kimś. Wstydziłby się popłakać przed samym sobą, a co dopiero w towarzystwie. Wyglądał więc jak ściana. Jak odległa wyspa, o którą obijały się fale, ale ona pozostawała tym niewzruszona.

- Będziesz biegł pierwszy - powiedział spokojnie, przebijając się przez krzyki swojej kuzynki i własne, narastające lęki. - Biegniemy na polanę, masz biec tak szybko jak możesz, ja będę ją niósł. Nie zatrzymujesz się nawet jeżeli coś ci powie, że masz się zatrzymać, bo to mogę nie być ja. Biegnij do niej. - Po zerwaniu krępujących ich więzów, wskazał mu jeszcze kierunek, dla pewności, że zachowa trzeźwość umysłu. - Jeżeli są jeszcze zakopane, to wygrzeb je, choćbyś miał to robić zębami. - Bo łapy miał przecież poparzone. Moody nie skomentował tego, ale w jego precyzyjnej ocenie wyglądały „jak chujnia”.

Wstali. Przerażeni tym wszystkim jak diabli. Harper nadal leżała i się darła.

- Na trzy, czte... - złapał ją za rękę i przerzucił sobie przez plecy, tak jak ich uczyli w Brygadzie. Była cholernie ciężka, bo się wytrenowała lepiej niż on nawet, ale z tym chwytem mógł jeszcze ten kawałek przebiec - biegnij - urwał to nagle, bo chciał powiedzieć jego imię, ale w sumie to nie pamiętał jego imienia. Więc po prostu pobiegli. Z takim imieniem urwanym jakby zawisło pomiędzy nimi jakieś niedopowiedzenie, bo tak naprawdę, to nikt mu tej bezimiennej chłopaczyny nie przedstawił, albo zapomniał już o tym i Moody nie wiedział, która opcja była gorsza. Może tego chłopaka nawet tutaj nie było, tylko miał znowu majaki z przemęczenia, a jak tam padnie na kolana, to się okaże, że dobiegł tutaj sam.

Nie okazało się tak. Minęli się nawet z ekipą ratunkową, która krzyczała do nich, że Dolina Godryka jest w drugą stronę i rozkładają tam polowy szpital, ale oni zawzięcie biegli przed siebie.

Brudny, spocony, zmęczony i przerażony, wrócił na Polanę Ognisk, która przestała być Polaną Ognisk. Dostrzegł znajomą twarz - Bones, niedoszły teść, który jakimś cudem nie pozwalał mu czuć się niezręcznie. Tam dopiero padł na kolana i zrzucił sobie kuzynkę z pleców. Nie powiedział nic, tylko oddychał ciężko i siedział na ziemi kiedy wstawała. Nie przywitał się z Bonesem, nie przywitał się z nikim. Zbadał tylko okoliczny teren wzrokiem, poszukując znajomych twarzy, bo potrzebował upewnić się, że:
- Tak, Brenna otrzymała pomoc, więc ta ruda dziewczyna pewnie też.
- Te duchy nie były nikim, kogo znał.
- Tak, na środku polany znajdowały się cholernie dziwne drzewa i stali na nich ludzie.
- Nie, nie znał nikogo z ludzi pakowanych do worków.
- Tak, Harper przestała się drzeć i wstała, ale...
Nie mówiła nic. I to dało Moody'emu do myślenia - Harper nie zaczęła kłapać dziobem, nie powiedziała nic do niego ani do Bonesa, nie wyzywała nikogo ani siebie, nie zareagowała agresją, tylko bezsilnością. Położyła mu nawet dłoń na ramieniu i w sumie to nie musiał wiedzieć już nic więcej. Z bólem odwrócił twarz w przeciwnym kierunku, bo wiedział już przy kim klęczy Longbottom. Wstał z ziemi i dał sobie trzy sekundy na podjęcie jakiejś decyzji i taka myśl mu przez głowę przeszła, że jeżeli jej już tutaj nie było, to mógł ją przynajmniej zebrać i czymś przykryć, to nie będzie tego musiała robić jej rodzina, ale wtedy Brenna się wydarła i do Moody'ego dotarło, że nogi nie niosą go wcale w kierunku zwłok. Spróbował się teleportować, tak dla zasady, żeby sprawdzić, czy w ogóle może to zrobić. Nic.

- W Dolinie rozkładają polowy szpital - powiedział, bo dotarło już do niego, że nie miał zwidów i to naprawdę byli ratownicy. - Mam jeszcze siłę, żeby tam kogoś zanieść.

Chciał Brennie powiedzieć, że dobrze ją widzieć. Nie odważył się odezwać, bo miał wrażenie, że jeżeli powie cokolwiek choćby zahaczającego o mówienie o emocjach, to złamie mu się głos.

Nikt z zebranych, nawet sam Moody nie wiedział, że momentalnie dostał takiego pierdolca na punkcie Bones przez ten durny rytuał i że to dlatego zaraz mu serce wyskoczy z klatki piersiowej, chociaż wcale nie biegł już przez las. Zastukał się ręką w pierś, próbując zabić palące uczucie w gardle, którego nie czuł nigdy wcześniej, nawet kiedy się zarzekał na swoje życie, że kocha kogoś całym sercem. Wewnętrzne przeżycie, które go opanowało, smakowało tak gorzko, że miał ochotę się zrzygać. Z desperacji, próbując je zabić, obszedł drzewo z drugiej strony niż Longbottom. Pomiędzy liśćmi dostrzegł fragment munduru, pochylił się tam momentalnie, zaczął rozgrzebywać gałęzie, ale... to nie była Ida, po prostu Atreus miał taką chudą nogę. Zaśmiałby się z absurdu, gdyby nie to jak żałośnie wyglądało jego ciało z tymi połamanymi palcami.

- Bulstrode tu jest - dotknął go - zimny jak diabli, ale oddycha - dodał. - Ile to jest osób? - Rzucił do Longbottom. - Żadnych śmieci. - To zabrzmiało twardo, ale ostatecznie i tak złamał mu się ten głos, kiedy mówił: Wezmę ją po prostu.


fear is the mind-killer.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (1595), Brenna Longbottom (1856), Danielle Longbottom (381), Elliott Malfoy (705), Erik Longbottom (1536), Eutierria (1450), Julien Fitzpatrick (697), Rowena Ravenclaw (174)




Wiadomości w tym wątku
1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste - przez Eutierria - 27.06.2023, 00:44
RE: 1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste - przez Erik Longbottom - 27.06.2023, 01:42
RE: 1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste - przez Brenna Longbottom - 28.06.2023, 10:38
RE: 1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste - przez Alastor Moody - 29.06.2023, 12:29
RE: 1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste - przez Julien Fitzpatrick - 31.07.2023, 02:00
RE: 1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste - przez Elliott Malfoy - 16.08.2023, 04:22
RE: 1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste - przez Rowena Ravenclaw - 18.08.2023, 18:59
RE: 1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste - przez Danielle Longbottom - 19.08.2023, 17:57
RE: 1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste - przez Erik Longbottom - 20.08.2023, 00:47
RE: 1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste - przez Brenna Longbottom - 20.08.2023, 08:39
RE: 1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste - przez Alastor Moody - 30.08.2023, 23:00
RE: 1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek sumienia - Niebo zrobiło się czyste - przez Erik Longbottom - 18.10.2023, 22:53

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa